Obfite piersi, pełne biodra
- Автор: Янь Мо
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Kulpa
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Obfite piersi, pełne biodra». Краткое содержание книги:
W powieści Obfite piersi, pełne biodra wszystko jest trochę oderwane od rzeczywistości, pełne makabrycznych zdarzeń i wynaturzonych postaci, ocierające się o magię – a jednocześnie opisane prostym, niezwykle obrazowym językiem, przesycone ironią i czarnym humorem. Zręczność stylistyczna i wybujała fantazja Mo Yana powodują, że lektura wciąga na długo – jest to jedna z tych książek, które czyta się zachłannie, mimo że ogłuszają, wyprowadzają z równowagi.
– Cóż za talent! – parsknęła szyderczo kierowniczka Long. – Wiadomo, wyższe wykształcenie!
Bez ostrzeżenia zamierzyła się swoją jedyną ręką i wycelowała jajkiem prosto w czoło Qiao Qisha. Skorupka pękła, głowa dziewczyny odskoczyła w tył; jej twarz zalała brudna woda.
– Idziemy do administracji. Zaraz otrzymacie należną wam karę.
– Shangguan Jintong nie ma z tym nic wspólnego – powiedziała Qiao Qisha. – Nic nie mógł zrobić – tyle że na mnie nie doniósł. Ja także nie donosiłam na tych wszystkich, którzy nie tylko wyjadają jajka, ale i kradną kury.
Po dwóch dniach Qiao Qisha odebrano kartki na połowę miesięcznego przydziału ziarna i wysłano do gospodarstwa warzywnego, do noszenia nawozu razem z Huo Lina. Obie kobiety, płynnie mówiące po rosyjsku, często bez powodu wygrażały sobie łopatami i obrzucały się rosyjskimi wyzwiskami. Shangguan Jintong został na kurzej fermie. Zginęła ponad połowa kur, a kilkanaście robotnic przeniesiono do pracy w polu na nocną zmianę. W całym kurniku, niegdyś tak pełnym wrzawy, pracował już tylko on i kierowniczka Long. Opiekowali się kilkoma setkami wyłysiałych ptaków z nagimi, sinymi kuprami. Lis kontynuował nocne napady; walka z nim stała się głównym obowiązkiem kierowniczki i Jintonga.
Pewnej letniej nocy, gdy czarne chmury połknęły księżyc, lis zjawił się po raz kolejny. Nonszalanckim krokiem, z wyłysiałą kurą w pysku, jak zwykle przeszedł między prętami furtki. Kierowniczka Long oddała swoje dwa strzały, które stały się już czymś w rodzaju pożegnalnego rytuału. Stali naprzeciw siebie, nieruchomo, wśród odurzającej woni prochu. Z odległych pól ryżowych wiatr przywiał kumkania żab i okrzyki nocnych ptaków. Przeświecający przez chmury blask księżyca zalał postacie obojga, jakby nasmarował je olejem. Jintong usłyszał warknięcie kierowniczki. Jej twarz wydłużyła się złowrogo, zęby zalśniły mrożącą krew w żyłach bielą, luźne spodnie wydęły się z tyłu jak balon – to musiał być puszysty lisi ogon – kierowniczka Long była lisem! Przerażająca iskra zrozumienia błysnęła w jego umyśle. Ona jest lisicą, a ten lis – jej wspólnikiem! To dlatego zawsze chybiała. Ten zielony gość, który, według Dzikiej Mulicy, nocami, w bladym świetle księżyca zakradał się do jej sypialni, był lisem w ludzkiej postaci. Poczuł intensywną, lisią woń. Patrzył, jak zbliża się do niego z dymiącym pistoletem w dłoni. Wypuścił kij, z krzykiem wbiegł do swojej sypialni i natychmiast oparł się plecami o drzwi. Usłyszał, jak wchodzi do pomieszczenia obok. Była sama w sali sypialnej dla kobiet. Światło księżyca padało na ścianę zbudowaną z desek ze starych skrzyń. Drapała w deski po drugiej stronie ostrymi pazurami, pomrukując cicho. Nagle kierowniczka Long wybiła w ścianie wielką wyrwę i weszła do jego pokoju, kompletnie naga, ponownie w ludzkiej postaci. Po jej utraconym ramieniu pozostała jedynie budząca grozę blizna, przypominająca ciasno związany otwór worka. Jej piersi sterczały twardo niczym stalowe odważniki. Drżąc, padła na kolana przed Jintongiem i objęła go za nogi. Z twarzą zalaną łzami, mamrotała niczym odrażająca starucha:
– Shangguan Jintong… Shangguan Jintong… Zlituj się… Zlituj się nad nieszczęśliwą kobietą…
Jintong próbował uwolnić się z jej objęć, lecz ona swoją jedyną, silną ręką złapała go za pasek tak mocno, że pękł od razu. Bezceremonialnie ściągnęła mu spodnie. Kiedy się schylił, by je podciągnąć, ona objęła go ramieniem za szyję, owijając mu nogi wokół pasa. Rozpoczęła się szamotanina i kotłowanina, podczas której kobiecie udało się zedrzeć z niego całe ubranie. Następnie puknęła go lekko pięścią w skroń, a Jintong zwalił się na podłogę jak długi, niczym ryba wyjęta na brzeg, wywracając oczy białkami do góry. Kierowniczka Long skubała wargami każdy centymetr kwadratowy ciała Jintonga, lecz nie potrafiła pokonać jego panicznego strachu. Rozzłoszczona wybiegła do pokoju obok, przyniosła swoją „kurzą nóżkę" i na jego oczach, trzymając pistolet między nogami, wrzuciła do komory dwa żółte naboje. Celując w jego krocze, oświadczyła:
– Masz przed sobą dwie drogi. Albo go postawisz, albo ci go odstrzelę!
Złowrogi blask w jej oczach świadczył o tym, że nie cofnie się przed niczym. Para twardych jak ze stali piersi podskakiwała gwałtownie na jej żebrach. Jintong znów zauważył, że twarz kierowniczki się wydłuża, a miotlasty ogon pomału rośnie nad pośladkami, rośnie, w końcu dotyka podłogi.
W tamten deszczowy czas kierowniczka Long, dniem i nocą, prośbą i groźbą, wszelkimi sposobami próbowała zrobić z Shangguana Jintonga mężczyznę. W końcu była wycieńczona do tego stopnia, że pluła krwią, lecz nie osiągnęła celu. Zanim się zastrzeliła, wytarła ręką krew z podbródka i rzekła z rozpaczą:
– Long Qingping, ech, Long Qingping… Masz trzydzieści dziewięć lat i wciąż jesteś dziewicą. Wszyscy znają twoje bohaterstwo, zapomnieli jednak o tym, że jesteś kobietą. Całe życie przeżyte na próżno…
Zakasłała, zgarbiła się, jej ciemna twarz zbladła; głośno wypluła sporą ilość krwi. Shangguan Jintong, z duszą na ramieniu, stał oparty plecami o drzwi. Dwie strugi łez popłynęły z oczu Long Qingping. Spojrzała na Jintonga nienawistnie i podpełzła do niego na gładkich kolanach. Przystawiła sobie lufę „kurzej nóżki" do skroni. W tym ostatnim momencie Shangguan Jintong nareszcie dostrzegł w kobiecym ciele kuszący pierwiastek. Podnosząc jedyny łokieć i odsłaniając delikatny meszek pod pachą, Long Qingping przysiadła na piętach swoimi świetlistymi niczym ogień eksplozji pośladkami. Kłąb złotego ognia wybuchł z hukiem przed oczyma Jintonga, jego zimne jak lód podbrzusze wypełniło się gorącą krwią. W tej właśnie chwili pozbawiona wszelkiej nadziei Long Qingping pociągnęła za spust – gdyby przedtem spojrzała we właściwym kierunku, zamiast tragedii nastąpiłoby szczęśliwe zakończenie. Jintong zobaczył brunatny dym, buchający spomiędzy jej włosów i jednocześnie usłyszał zduszony huk wystrzału. Zakołysała się i osunęła na podłogę. Shangguan Jintong rzucił się w jej stronę i odwrócił ciało; w skroni ział czarny otwór, otoczony niebieskawymi opiłkami żelaza; czarna krew ciekła z ucha, spływając mu na dłoń. Z szeroko otwartych oczu wyzierała rozpacz. Skóra klatki piersiowej wciąż drżała, rozchodziły się po niej drobne fale, podobne do zmarszczek na spokojnej tafli jeziora.
Shangguan Jintong, czując ogromne wyrzuty sumienia, objął mocno Long Qingping i zanim życie całkowicie opuściło jej ciało, spełnił jej pragnienie. Gdy już z niej zszedł, kompletnie wyczerpany, z jej oczu trysnęło kilka iskier i zgasło, a powieki opadły z wolna.
Patrząc na zwłoki Long Qingping, Shangguan Jintong poczuł w głowie szarą pustkę. Padał ulewny deszcz. Oślepiająco szare strugi wdzierały się falami do pokoju, zatapiając jej ciało i jego ciało.
41
Shangguana Jintonga zaprowadzono do biura na przesłuchanie. Stał z gołymi nogami w wodzie. Strugi deszczu lały się z okapów, zacinały na dziedzińcu, bębniły o dach. Od czasu jego zbliżenia z Long Qingping deszcz nie ustał ani na chwilę, jedynie od czasu do czasu słabł nieco, by po chwili zerwać się znowu z jeszcze większą siłą.
W pokoju poziom wody sięgał już pół metra. Szef wydziału bezpieczeństwa siedział w kucki na krześle w czarnej pelerynie. Po dwóch dniach i nocach przesłuchań śledztwo nie posunęło się ani o krok do przodu. Mężczyzna palił papierosy, jednego za drugim, na powierzchni wody unosiły się ławice napęczniałych niedopałków, powietrze wypełniała przypalona woń dymu. Przecierając przekrwione oczy, ziewnął ze znużeniem; na ten widok urzędnik pełniący funkcję protokolanta uczynił to samo. Szef wziął zawilgły notes z mokrego biurka i wpatrzył się w kilkadziesiąt zamazanych znaków. Podniósł się i złapał Shangguana Jintonga za ucho.