Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Obfite piersi, pełne biodra - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Obfite piersi, pełne biodra

Электронная книга - «Obfite piersi, pełne biodra». Краткое содержание книги:

Obfitymi piersiami i pełnymi biodrami natura obdarza kobiety z rodziny Shangguan, mieszkającej w małej chińskiej wiosce, w prowincji Shandong. Od obfitych piersi i matczynego mleka uzależniony jest narrator powieści, długo wyczekiwany syn, brat ośmiu starszych sióstr. Losy rodziny ukazane są na tle wydarzeń historycznych, począwszy od Powstania Bokserów w 1900 roku, poprzez upadek dynastii Qing, inwazję japońską, walki Kuomintangu z komunistami, „rewolucję kulturalną”, aż do reform gospodarczych. Na prowincji życie toczy się jednak obok wielkich przemian, rządzą tam najprostsze instynkty, a podstawową wartością jest przetrwanie.
W powieści Obfite piersi, pełne biodra wszystko jest trochę oderwane od rzeczywistości, pełne makabrycznych zdarzeń i wynaturzonych postaci, ocierające się o magię – a jednocześnie opisane prostym, niezwykle obrazowym językiem, przesycone ironią i czarnym humorem. Zręczność stylistyczna i wybujała fantazja Mo Yana powodują, że lektura wciąga na długo – jest to jedna z tych książek, które czyta się zachłannie, mimo że ogłuszają, wyprowadzają z równowagi.
1 ... 132 133 134 135 136 137 138 139 140 ... 185
Перейти на страницу:

– Nie puszczę ci tego płazem! – parsknęła i odeszła, kipiąc ze złości. Dzika Mulica krzyknęła za nią:

– Jeśli twoje serce jest czyste, diabeł ci nie zagraża! Śmierdzący lisie, nie daj się nabrać na jej skromną minę. Chętna jest… Tamtej nocy… Myślisz, że nie widziałam?

– Pohamuj się trochę, Mulico – odezwała się bardziej doświadczona robotnica. – Skąd bierzesz tyle siły, z tych sześciu liangów klusek dziennie?

– Sześć liangów klusek, sześć liangów klusek! Niech szlag trafi sześć liangów klusek! – Dzika Mulica wyciągnęła szpilkę z włosów i przekłuła jajko na obu końcach, po czym przyłożyła je cieńszym końcem do ust i wyssała zawartość skorupki jednym haustem. Następnie odłożyła opróżnione jajko razem z innymi. – Kto chce na mnie donieść, proszę bardzo. Ojciec znalazł mi męża na północnym wschodzie, za miesiąc już mnie tu nie będzie. Ziemniaków jest tam na kopy. Chcesz na mnie donieść? – zwróciła się do Shangguana Jintonga, który właśnie ze zgiętym grzbietem wymiatał kurze łajno przez okno. – Pasujesz idealnie: pachnący młody kogucik, ulubiony typ naszej jednorękiej kierowniczki. Taka bezzębna krowa musi się paść na najmiększej trawie!

Jintong był kompletnie zaskoczony atakiem Dzikiej Mulicy. W głowie miał chaos.

– Chcesz trochę kurzego łajna? – spytał, unosząc łopatę.

Tamtego popołudnia, gdy z ładunkiem czterech skrzyń jaj mijali dół kompostowy gospodarstwa warzywnego, Qiao Qisha powiedziała:

– Jintong, zatrzymajmy się.

Shangguan Jintong stanął ostrożnie, postawił wózek, odwrócił się i spojrzał na nią.

– Widziałeś? – spytała. – One wszystkie wypijają jajka, nawet kierowniczka Long. Widziałeś Dziką Mulicę, jest w świetnej formie. Wszystkie te kobiety od kur mają więcej jedzenia, niż potrzebują.

– Ale nasze jajka są już zważone – zauważył Jintong.

– Mamy umrzeć z głodu, wożąc jajka? Niedługo się pochoruję z wycieńczenia – powiedziała Qiao Qisha, wzięła dwa jajka i przecisnęła się przez dziurę w siatce, znikając za dwoma czołgami. Po chwili wyłoniła się z powrotem, nadal trzymając w dłoni z pozoru nienaruszone jajka. Włożyła je do skrzynki.

– Qiao Qisha, postąpiłaś jak kot, co zakopuje swoje odchody – rzekł Jintong z obawą. – W administracji zważą to i wszystko wyjdzie na jaw.

– Myślisz, że jestem głupia? – Qiao Qisha roześmiała się i wzięła kolejne dwa jajka. – Chodź ze mną – skinęła ręką na Jintonga.

Shangguan Jintong przeszedł przez ogrodzenie razem z Qiao Qisha. Biały pyłek unosił się w powietrzu nad rozrośniętą bylicą, rozsiewając odurzającą woń. Qiao Qisha kucnęła obok czołgu i ze szczeliny między gąsienicą a kołem wyciągnęła paczuszkę zawiniętą w zatłuszczony papier. Zawierała ona cały zestaw narzędzi zbrodni: małe wiertło, sporą strzykawkę, pokryty klejem materiał ufarbowany na kolor skorupki jajka i małe nożyczki. Wiertłem wywierciła w jajku otworek, w który wetknęła igłę i powoli wyciągnęła strzykawką zawartość. Zdjęła igłę, poleciła Jintongowi: „Otwórz usta!" i wstrzyknęła mu całe płynne jajko do gardła. W ten sposób stał się jej wspólnikiem. Następnie nabrała pełną strzykawkę wody z przewróconego hełmu, który leżał na ziemi obok czołgu i wstrzyknęła ją do pustej skorupki. Odcięła nożyczkami skrawek tkaniny i przykleiła w miejscu otworu. Robiła to z wielką wprawą.

– Nauczyłaś się tego w akademii medycznej? – spytał Jintong.

– Tak jest – potwierdziła z uśmiechem. – Tam nauczyłam się kraść jajka!

Gdy zważono skrzynki, nie tylko nie odkryto żadnych braków – ładunek okazał się nawet cięższy o jednego lianga.

Uprawiali sztuczki z jajkami jeszcze przez dwa tygodnie, po których nastąpił nieubłagany koniec. Nadeszła połowa lata i rzęsiste deszcze – czas zmiany upierzenia kur i gwałtowny spadek produkcji jaj. Pewnego dnia, wioząc półtorej skrzynki jajek, oboje zatrzymali się w stałym miejscu i przeszli przez ociekający deszczem płot. Dojrzałe pędy bylicy były pełne nasion; nad wrakami unosiła się przypominająca dym wilgotna mgła. Rdza wydzielała intensywną woń, podobną do zapachu krwi. Na jednym z kół czołgu siedziała żaba; jej szmaragdowa, lepka skóra wydała się Jintongowi złowróżbna. Kiedy Qiao Qisha wstrzyknęła mu zawartość jajka do ust, poczuł mdłości.

– Te dzisiejsze jajka są jakieś nieświeże i zimne – rzekł, trzymając się ręką za gardło.

– Za parę dni tych nieświeżych i zimnych też nie będzie. Kurtyna opadnie, skończą się nasze występy…

– Zgadza się. Kury zmieniają pióra…

– Hm, głuptas z ciebie – rzekła Qisha. – Albo intuicja ci coś podpowiada. Na mój temat.

– Na twój temat? – Jintong pokręcił głową. – Cóż by mi miała podpowiadać intuicja na twój temat?

– Nieważne. W waszej rodzinie jest już wystarczająco dużo zamieszania, nie chcę się dokładać.

– Twoje słowa są jak chmury na górskim szczycie. Zgubiłem się – odparł Jintong.

– Czemu nigdy nie pytałeś o moje pochodzenie? – spytała.

– Nie zamierzam się z tobą żenić, dlaczego miałbym cię pytać o takie rzeczy?

Zaniemówiła na chwilę, po czym uśmiechnęła się.

– Jak to u potomka Shangguanów – zawsze coś się czai między wierszami! Czy musisz chcieć się ze mną żenić, żeby pytać o pochodzenie?

– Owszem, tak właśnie uważam. Moja nauczycielka, Huo Lina, mówiła, że niegrzecznie jest pytać dziewczynę o pochodzenie bez ważnej przyczyny – wyjaśnił Jintong.

– Masz na myśli tę, która nosi gnój?

– Świetnie zna rosyjski.

– Słyszałam, że byłeś u niej prymusem – rzekła Qiao Qisha, uśmiechając się ironicznie.

– Chyba tak – przyznał Jintong.

Qiao Qisha w odpowiedzi popisała się długim monologiem po rosyjsku, wypowiedzianym z najczystszym akcentem; Jintong wyraźnie nie nadążał.

– Zrozumiałeś wszystko? – spytała, wpatrując się w niego czarnymi oczami.

– Hmm… Zdaje się, że to była jakaś smutna legenda o małej dziewczynce…

– Prymus pani Huo Lina nie potrafi dać z siebie więcej? Trójnogi kot, szmaciany tygrys, papierowa lampa, haftowana poduszka!

Dziewczyna wzięła cztery napełnione wodą jajka i odeszła rozczarowana.

– Uczyłem się u niej tylko półtora roku – bronił się Jintong. – Za wiele ode mnie wymagasz!

– Ależ niczego od ciebie nie wymagam!

Wilgotne zarośla bylicy, przez które się przedzierała, zmoczyły jej ubranie. Pełne piersi, zaokrąglone dzięki zjedzonym ostatnio sześćdziesięciu ośmiu jajkom, stały się bardziej widoczne pod mokrą bluzką. Zupełnie nie pasowały do szczupłej, niemal kościstej sylwetki. Serce Jintonga napełniło się słodyczą i melancholią. Poczucie, że to się łączy z tą piękną prawicową dziewczyną, wpełzało mu do umysłu niczym długa kolumna maszerujących mrówek. Odruchowo wyciągnął ku niej rękę, lecz ona schyliła się zręcznie i wśliznęła do otworu w siatce. Jintong usłyszał ponury śmiech kierowniczki Long, dochodzący z przeciwnej strony parkanu.

Kierowniczka Long obracała w dłoni jedno z napełnionych wodą jajek, a Shangguan Jintong stał na drżących nogach i obserwował jej rękę. Qiao Qisha z hardą miną przyglądała się lufom dział i karabinów, krzyczącym bezgłośnie prosto w mroczne, zachmurzone niebo. Drobny deszczyk zbierał się na jej bladym czole w duże, przejrzyste krople, które spływały rowkami po obu stronach nosa. W oczach dziewczyny Jintong odkrył ten sam obojętny spokój, który pojawiał się u wszystkich kobiet z rodziny Shangguan, gdy znalazły się w trudnej sytuacji. Domyślał się już co nieco na temat jej pochodzenia, zrozumiał też, dlaczego w czasie tych wszystkich miesięcy wspólnej pracy tak często wypytywała go o jego rodzinę.

1 ... 132 133 134 135 136 137 138 139 140 ... 185
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)