Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 133 134 135 136 137 138 139 140 141 ... 163
Перейти на страницу:

– Już im zapowiedziałem, że będę to cierpiał tylko do końca tego miesiąca – rzekł don Fermín. – Od pierwszego wracam do normalnego życia. Teraz nawet nie wiem, jak idą interesy.

– Zostaw to Chispasowi, tatusiu – powiedział Santiago. – Przecież on to świetnie robi, prawda?

– Tak, dobrze to robi – zgodził się don Fermín z uśmiechem. – Właściwie to on wszystkim kieruje. Jest poważny, ma wyczucie. Ale ja nie mogę się pogodzić z tym, że mam pozostać tylko figurantem, tylko mumią.

– I kto by powiedział, że Chispas wyrośnie na człowieka interesu – zaśmiał się Santiago. – Koniec końców, to szczęście, że go wylali ze szkoły morskiej.

– Ale ty, chudzino, nie prowadzisz się najlepiej – powiedział don Fermín tym samym pieszczotliwym tonem, z pewnym odcieniem zmęczenia. – Wczoraj byłem u ciebie i pani Lucia powiedziała, że od wielu dni nie wracasz na noc do domu.

– Byłem w Trujillo, tatusiu – zniżył głos, myśli, i zrobił taki gest, jakby mówił ale to między nami, matka o niczym nie wie. – Posłali mnie na reportaż. Kazali mi tam lecieć na jednej nodze, nie miałem czasu was uprzedzić.

– Jesteś już za dorosły, żeby na ciebie krzyczeć albo ci dawać rady – powiedział don Fermín, jak zawsze ze słodyczą i czułością, ale i ze smutkiem. – Poza tym wiem, że to by się na nic nie zdało.

– Chyba nie myślisz tato, że zszedłem na złą drogę – uśmiechnął się Santiago.

– Już od dłuższego czasu dochodzą do mnie niepokojące pogłoski – powiedział don Fermín, tym samym tonem. – Że cię widują po barach, po nocnych lokalach. I jeszcze w różnych miejscach nie cieszących się najlepszą sławą. Ale jesteś taki drażliwy, więc już nie śmiem o nic pytać, chudzino.

– Wpadam tam od czasu do czasu, jak wszyscy – powiedział Santiago. – Przecież wiesz, tato, że nie mam wielkiej melodii do hulanek. Nie pamiętasz, jak mnie kiedyś oboje z mamą namawialiście, żebym chodził na prywatki dla smarkaczy?

– Dla smarkaczy – roześmiał się don Fermín. – Czujesz się okropnie stary, co?

– Nie zwracaj uwagi na plotki – powiedział Santiago. – Wiele rzeczy można o mnie powiedzieć, ale o to nie ma obawy, tato.

– Tak właśnie myślałem, chudzino – powiedział don Fermín po dłuższej chwili. – Na początku mówiłem sobie niech się trochę rozerwie, to mu nawet dobrze zrobi. Ale coraz to mi ktoś powtarza widzieliśmy go tutaj, widzieliśmy go tam, zawsze nad kieliszkiem, w podejrzanym towarzystwie.

– Nie mam czasu ani forsy na lekkie życie – powiedział Santiago. – To nonsens, tatusiu.

– Sam nie wiem, co o tym myśleć, chudzino – teraz był poważny, Zavalita, głos mu się zmienił. – Rzucasz się z jednej ostateczności w drugą, trudno cię zrozumieć. Wiesz co, chyba bym wolał, żebyś w końcu stał się komunistą niż pijaczyną i lekkoduchem.

– Ani jedno, ani drugie, tato, możesz być spokojny – powiedział Santiago. – Od lat nie wiem co to polityka. Czytam całą gazetę z wyjątkiem wiadomości politycznych. Nie wiem, kto jest ministrem, a kto senatorem. Sam prosiłem, żeby mi nie kazali robić rubryki politycznej.

– Mówisz z taką straszną urazą – mruknął don Fermín. – Więc tak ci ciężko pogodzić się z tym, że jednak nie rzucasz bomb? Nie miej pretensji do mnie. Ja ci tylko dałem radę, nic poza tym, a ty przez całe życie robiłeś mi na przekór, nie zapominaj o tym. Jeżeli nie zostałeś komunistą, to prawdopodobnie dlatego, że w głębi duszy sam nie byłeś pewny, czy tego chcesz.

– Masz rację, tatusiu – powiedział Santiago. – Nie jest mi ciężko, nigdy o tym nie myślę. Chciałem cię tylko uspokoić. Ani komunista, ani hulaka, nie martw się.

Rozmawiali jeszcze o różnych sprawach, w ciepłej atmosferze gabinetu, przesyconej wonią książek i drewna, patrząc na zachodzące słońce coraz rzadziej widoczne spoza pierwszych zimowych mgieł, słysząc z daleka głosy telewizyjnego spektaklu, i don Fermín zaczął nabierać odwagi, żeby powtórzyć ceremonię odgrywaną już tyle razy, Zavalita: wróć do domu, zrób dyplom, pracuj razem ze mną. – Wiem, że nie lubisz, jak ci o tym mówię – to była jego ostatnia próba, Zavalita. Wiem, narażam się na to, że jeżeli będę ci to powtarzał, to znowu cię odstraszę i znowu nie będziesz się pokazywał w domu.

– Co ty opowiadasz, tatusiu – powiedział Santiago.

– Cztery lata, czy to nie dosyć, chudzino? – czy właśnie od tego momentu naprawdę, zrezygnował, Zavalita? – Przecież robisz krzywdę i sobie, i nam, czy ci jeszcze nie dosyć?

– Ale przecież ja studiuję, tato – powiedział Santiago. – W tym roku…

– W tym roku będziesz mi mydlił oczy tak jak w poprzednich latach – a może jeszcze ciągle, do końca, żywił tajemną nadzieję, że wrócisz, Zavalita? – Ja ci już nie wierzę, chudzino. Wpisujesz się na listę studentów, ale nie pokazujesz się na uniwersytecie ani nie zdajesz egzaminów.

– Przez te wszystkie lata miałem dużo pracy – upierał się Santiago. – Ale teraz będę chodził na wykłady. Ułożyłem sobie zajęcia w ten sposób, żeby móc wcześnie wstawać, i…

– Przyzwyczaiłeś się do zarywania nocy, do tych groszy, które zarabiasz, do przyjaciół od hulanek, i to jest twoje życie – bez gniewu, bez goryczy, Zavalita, z czułym smutkiem. – Czy mam ci powtarzać, że tak nie może być, chudzino? Ty nie jesteś taki, jakim chciałbyś się pokazać. Nie możesz dalej tkwić w przeciętności, synu.

– Musisz mi wierzyć, tatusiu – powiedział Santiago. – Tym razem to prawda, przysięgam. Będę chodził na wykłady, będę zdawał egzaminy.

– Teraz cię proszę, żebyś to zrobił dla mnie, nie dla siebie – don Fermín pochylił się, położył mu rękę na ramieniu. Urządzimy to tak, żebyś mógł studiować, i będziesz zarabiał więcej niż w „Kronice”. Najwyższy czas, żebyś został wprowadzony w te sprawy. Ja mogę w każdej chwili umrzeć, a wtedy ty i Chispas będziecie musieli ciągnąć cały interes. Twój ojciec cię potrzebuje, Santiago.

Nie był rozgniewany ani pełen nadziei, ani zaniepokojony jak kiedyś, Zavalita. Był zgaszony, myśli, powtarzał wypowiedziane już kiedyś zdania, powtarzał z przyzwyczajenia, przez upór, jak ktoś, kto rzuca na szalę ostatnie swoje rezerwy, wiedząc, że i teraz przegra. Jego oczy były zrezygnowane, złożone dłonie leżały na kocu.

– Ja bym ci tylko zawadzał w twoim biurze, tato – powiedział Santiago. – I ty, i Chispas mielibyście ze mną same kłopoty. A ja bym doskonale wiedział, że dostaję pensję za nic. A poza tym nie opowiadaj, że umrzesz. Sam mi dopiero co mówiłeś, że się o wiele lepiej czujesz.

Don Fermín przez chwilę siedział ze spuszczoną głową, potem uniósł twarz i uśmiechnął się z wysiłkiem: tak, dobrze się czuje, nie chcę cię ciągle zanudzać o to samo, chudzino. Myśli: tylko chciał ci powiedzieć sprawiłbyś mi największą radość w życiu, gdybyś pewnego dnia stając w tych oto drzwiach oświadczył tato, rzuciłem pracę w gazecie. Ale umilkł, bo właśnie weszła pani Zoila ciągnąc barek z grzankami i kawą. No, wreszcie skończyła się ta sztuka w telewizji, i zaczęła mówić o Popeye’u i o Teté. Była zatroskana, myśli, Popeye chce się żenić w przyszłym roku, ale Teté to przecież takie dziecko, doradzała im, żeby jeszcze poczekali. Twoja staruszka nie chce być babcią, żartował don Fermín. A Chispas i jego dziewczyna, mamo? Ach, Cary jest wspaniała, urocza, mieszka w Punta, mówi po angielsku. I taka poważna, tak dba o wszelkie formy. Oni też zapowiadają, że się pobiorą w przyszłym roku.

– Dobrze, że tobie to jeszcze nie przyszło do głowy, chociaż taki z ciebie wariat – powiedziała chytrze pani Zoila. – Bo chyba nie masz zamiaru się żenić, prawda?

– Ale na pewno masz dziewczynę – powiedział don Fermin. – No powiedz nam, jaka ona jest. Nie bój się, nie wygadamy się przed Teté, boby ci nie dała żyć.

1 ... 133 134 135 136 137 138 139 140 141 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)