Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 133 134 135 136 137 138 139 140 141 ... 151
Перейти на страницу:

Zostawili go w połowie schodów, w pełnym słońcu.

Odmówiono mu nawet honorowego zgonu w Oku, bo całe miasto miało patrzeć, jak ich książę wykrwawia się na śmierć.

By nie było wątpliwości, że zginął.

*

Miotła. Praca. Zamiatanie.

Szare płatki spadają z góry dziwnymi spiralami, jakby trafiały na prądy powietrza, których nie można wyczuć na skórze. Moc zgromadzona w tej komnacie mogłaby zniszczyć pół miasta w jednym błysku, który widziano by nawet tysiąc mil stąd.

Ale tego nie zrobi. Nie on. Pan Ognia, nawet jeśli patrzy przez swoje Oko i bardzo mu się nie podoba to, co widzi, nie będzie interweniował. Jeśli głupota miała honor, to już wiadomo, komu go podarowała.

Ta bluźniercza myśl nie zmienia rytmu jego pracy. Sługa krąży powoli po kamiennych płytach, zgarniając popiół na niewielkie kupki, zgodnie ignorowany przez wszystkich wokół.

Mężczyzna znów założył czerwony pancerz, dla odmiany wyglądający jak zrobiony z pokrytych laką kawałków grubej skóry. Jego maska jest chyba ze szkła, całkowicie gładka, bez śladu, sugestii nawet otworu na oczy; wygląda jak wielki, karminowy strup przyklejony do twarzy. Tym razem jednak wojownik nie nosi płaszcza, chyba po to, by wszyscy widzieli, że nie ma ukrytej broni. Jego głosem jest dzisiaj kobieta w sukni dopasowanej barwą do koloru zbroi, która choć wspiera się na długiej lasce, jest dostojna, na swój sposób władcza. Nie wiadomo, kto dzisiaj jest panem, a kto sługą. Oboje stoją między dwoma tronami, zbyt podekscytowani, by usiąść.

Kitchi od Uśmiechu nie uśmiecha się wcale. Spoglądając to na obrazy pojawiające się w płomieniach, to na gospodarza, siedzącego na tronie i udającego, że nikogo poza nim tu nie ma, sprawia wrażenie osoby, która nagle zdaje sobie sprawę, że znalazła się po niewłaściwej stronie krat klatki, a łańcuch trzymający bestię wcale nie wygląda na taki mocny.

Doświadczyć własnej śmiertelności to bardzo odświeżające uczucie, nieprawdaż, moja droga?

Kobieta, która do tej pory nosiła żałobne stroje, dziś ubrała się w biel. Obszerna szata z kapturem kryjącym twarz nadal jednak pozwala jej skutecznie zachować incognito, a sposób, w jaki siedzi, sugeruje, że po prostu drzemie.

Oczywiście. Każdy by zasnął w takiej chwili.

I są jeszcze oni. Mężczyzna noszący strój pustynnych plemion i miecze na plecach, lecz niezasłaniający twarzy, oraz dziewczyna z jasnymi włosami, stojąca za tronem, na którym zasiadł gospodarz. Śmiertelnicy. Nie powinno ich tu być, a jednak.

Zdumiewających czasów dożyliśmy, myśli sługa.

Wszyscy patrzą w płomienie. Widzą… Nazwanie tego walką najpewniej sprawiłoby, że sufit zawaliłby im się na głowy. To rzeźnicza robota, mniej niż pojedynek, więcej niż egzekucja, gra pozorów. I teraz, za kilka chwil, jeden książę umrze, a Oko wybuchnie płomieniami, by ogłosić zwycięstwo drugiego i początek nowych czasów w Konoweryn. Koniec bierności i tolerowania buntów niewolników, koniec pobłażania ich religii, wyznawcy Wielkiej Matki, Służki czy jakie imiona ona jeszcze nosi, zostaną zniszczeni, a Dalekie Południe oczyści się w krwi i ogniu i pokłoni jednemu tylko bogu.

Nawet jeśli on tego nie chce.

Wszyscy patrzą.

*

Jakaś kobieta wrzasnęła coś tak głośno, że jej głos przebił się przez powszechny jęk, wyrwała się z kordonu zbrojnych i pomknęła po stopniach. Za nią mężczyzna w czarnoczerwonym stroju, drugi w białym turbanie i jeszcze kilku innych. Akt odwagi i wierności, za który z pewnością przyjdzie im zapłacić.

Deana uśmiechnęła się. Truciciel się pomylił, było więcej niż pięć osób. Osiem… siedem, bo jeden z biegnących zawahał się i szybko zawrócił, usiłując zakryć twarz.

Dotarła do schodów i chyba wreszcie ktoś ją zauważył, bo spomiędzy linii wojowników osłaniającej Oko wyłoniło się trzech w zielonych kaftanach Trzcin. Zeszli kilka stopni, stanęli i czekali.

Zatrzymała się w połowie schodów, przy grupce otaczającej umierającego mężczyznę. Nie księcia, władcę Białego Konoweryn, Dziecię Ognia, tylko zwykłego mężczyznę, który krwawił tak samo jak najnędzniejszy z niewolników i tak samo z każdym oddechem zbliżał się do Matki.

Tylko że to był jej mężczyzna.

Nawet jeśli nigdy mu tego nie powiedziała.

Varala uniosła twarz w górę, teraz, nieumalowana i zapłakana, wyglądała dziesięć lat starzej niż przy ich pierwszym spotkaniu. Obiema rękami trzymała zakrwawioną głowę Laweneresa na kolanach i rękawem starała się ocierać mu krew z czoła. A jej twarz, kości policzkowe, oczy, zarys ust…

– Miałaś rację, nigdy nie zajmę twojego miejsca. – Deana spojrzała na nią i choć tamta nie mogła zrozumieć tego gestu, dotknęła dłonią serca i czoła. – Ile lat zajął ci powrót?

– Nieważne. – Uśmiech nałożnicy wbił się w jej serce boleśnie znajomym grymasem. – Był dużym chłopcem, gdy go znów ujrzałam.

Deana uświadomiła sobie, że otacza ich cisza i spokój. Umilkł gwar tłumu, ucichły słonie, pulsowanie mocy Oka znikło. Wiedziała, nie podnosząc głowy, wiedziała, że wszyscy jak jeden mąż patrzą na nich. Powietrze było ciężkie i parne, jak tuż przed burzą.

– Na co czekamy?

– Aż Oko zapłonie. – Varala zdawała się patrzeć gdzieś obok niej, na niebo. – Na powitanie nowego księcia.

– A kiedy zapłonie?

– Gdy umrze. Dopiero gdy on umrze. – Kobieta opuściła wzrok.

Deana spojrzała na tę żałosną grupkę. Umierający książę, jego matka, truciciel, Evikiat, który tą decyzją żegnał się z urzędem Wielkiego Kohira, czterech dworzan, widziała ich pierwszy raz w życiu. Przegranym władcom zawsze towarzyszy tylko garść ludzi. Przyklęknęła.

– Suchi… – Czuła to, moc Oka, moc zgromadzonego tłumu, moc chwili. – Umiesz zszywać rany?

Truciciel spojrzał na nią wzrokiem wypełnionym obłędem.

Cmanea zagęściła mu krew i spowolniła bicie serca. To dlatego był taki niezgrabny. I dlatego nie wykrwawił się po pierwszych ciosach.

Podała mu mały woreczek. Igły, jedwabna nić, maść zamykająca rany.

Potem dotknęła zakrwawionej ręki i wsunęła palec pod ekchaar. Krew księcia miała metaliczny, paskudny posmak. Przełknęła szybko, żałując, że nie może zmyć go łykiem wina, wody, octu.

Czegokolwiek.

Suchi patrzył na nią i widziała, jak pojawia się prawdziwy on. Sprytny, cyniczny, wyrachowany. I zdumiony.

– Nie – szepnął. – To szaleństwo. To tak nie działa, Oko…

– Nie martw się o Oko. Ten gest był dla innych. – Wskazała ruchem głowy szczyt schodów. – Niech myślą, że oszalałam. Po prostu nie pozwól mu umrzeć. Szwy nie muszą być równe, i tak ich nie zobaczy.

*

Pojawienie się tej kobiety w stroju issarskich barbarzyńców nie wywołało w sali większej reakcji. Jeszcze jedna śmiertelniczka, która spłonie w ogniu, gdzie wykuwa się nową historię. Podobnie jak ci, którzy podpisali na siebie wyrok, podchodząc do konającego księcia.

I chyba tylko sługa zauważył, że mężczyzna stojący za tronem gospodarza drgnął, a jego do tej pory niewzruszona twarz pękła, ukazując całą gamę uczuć. Od smutku po lęk. Pochylił się i zaszeptał coś do ucha siedzącemu na tronie, za całą odpowiedź dostając przeczące kręcenie głową i gest zniecierpliwienia.

Och. Pamiętał go. Brat i siostra. Czy naprawdę sądził, że i tym razem Pan Ognia zgodzi się na to, by ocalił jej życie? To byłby cud na oczach stutysięcznego tłumu. Prawdziwy cud. Złamanie obietnic, które zakazywały Agarowi interweniować. Tak jak nie mógł natchnąć swych wyznawców, by rzucili się na zbrojnych, ratując swego ukochanego księcia, tak nie pośle nikogo na ten plac.

1 ... 133 134 135 136 137 138 139 140 141 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)