Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 133 134 135 136 137 138 139 140 141 ... 210
Перейти на страницу:

Naj­wy­raź­niej bun­tow­ni­cy też zda­wa­li so­bie z tego spra­wę i dla­te­go tak za­wzię­cie sztur­mo­wa­li Po­mwe. Nie­ocze­ki­wa­nie to mia­sto głup­ców i mor­der­ców sta­ło się naj­waż­niej­szym punk­tem na ma­pie Bia­łe­go Ko­no­we­ryn.

— Ar­mia Ko­no­we­ryn ni­g­dy nie cofa się przed wro­giem! — za­mru­czał groź­nie do­wód­ca Sło­wi­ków w od­po­wie­dzi na ostat­nie stwier­dze­nie maga.

— Oczy­wi­ście af’ge­mi­dzie, a Rody Woj­ny ni­g­dy nie zdra­dza­ją pa­nu­ją­cej dy­na­stii — od­pa­ro­wał Umne­res tym swo­im na wpół uprzej­mym, na wpół lek­ce­wa­żą­cym to­nem. — Ale pa­mię­taj, że to Wiel­ka Bi­blio­te­ka spi­su­je hi­sto­rię na­sze­go kra­ju, a nie chciał­bym zna­leźć się w ich księ­gach jako głu­piec, któ­ry przy­czy­nił się do klę­ski w tak waż­nej woj­nie.

De­ana na­gle zro­zu­mia­ła, co wła­śnie robi Umne­res. Mag nie oka­zy­wał jej lek­ce­wa­że­nia, przej­mu­jąc pro­wa­dze­nie roz­mo­wy, ani nie kpił i nie draż­nił się z af’ge­mi­da­mi. A wła­ści­wie ro­bił to, ale w okre­ślo­nym celu. Zna­jąc treść ra­por­tu, cza­row­nik pro­wa­dził roz­mo­wę w ten spo­sób, by spo­tka­nie po­szło po jej my­śli. Dla­cze­go ten za­dzie­ra­ją­cy nosa ary­sto­kra­tycz­ny bę­cwał na­gle wspie­rał ją w ten spo­sób? Co pra­gnął ugrać?

Po chwi­li uzna­ła, że nie ma naj­mniej­szej ocho­ty na zga­dy­wa­nie jego mo­ty­wów. Naj­pew­niej cze­goś chciał, jak więk­szość ota­cza­ją­cych ją lu­dzi, ale w ta­kim ra­zie niech sam wy­łusz­czy, o co mu cho­dzi.

— Dla­te­go wła­śnie we­zwa­łam was tu­taj — ode­zwa­ła się, przy­cią­ga­jąc uwa­gę wszyst­kich. — Czy mam się zgo­dzić na wzmoc­nie­nie obro­ny si­ła­mi Han­ta­ra Seh­ra­wi­na? On do­brze wie, że je­śli mia­sto pad­nie, po­wstań­cy zmiaż­dżą jego obóz raz-dwa. Twier­dzi, że zdo­ła prze­rzu­cić więk­szość swo­ich od­dzia­łów do Po­mwe, byle tyl­ko spusz­czo­no z mu­rów jego żoł­nie­rzom liny. No i ma co naj­mniej pięć ty­się­cy lu­dzi. To po­dwoi licz­bę obroń­ców i po­troi ich war­tość bo­jo­wą, bo mi­li­cja miej­ska to jed­nak nie jest za­wo­do­wa ar­mia.

Kos­se znów roz­dął noz­drza, ale Wuar go uprze­dził.

— I dla­te­go, moja pani, je­śli Seh­ra­win ze­chce nas zdra­dzić i za­jąć mia­sto siłą, to trud­no bę­dzie go po­wstrzy­mać.

— Nie za­ry­zy­ku­je. Co by mu to dało? Wie, że nad­cho­dzi­my. Pa­mię­taj­cie też, że to nie my pro­si­my go o po­moc, tyl­ko on bła­ga nas o oca­le­nie. To Bia­łe Ko­no­we­ryn wy­świad­cza ła­skę głu­pie­mu ge­ghij­skie­mu ksią­żąt­ku, po­zwa­la­jąc mu schro­nić się za mu­ra­mi swo­je­go mia­sta.

Wi­dząc miny obu af’ge­mi­dów, De­ana wie­dzia­ła już, że tra­fi­ła w od­po­wied­ni ton. Bar­dziej niż oba­wa o utra­tę Po­mwe na rzecz Ge­ghii draż­ni­ła ich per­spek­ty­wa utra­ty twa­rzy. Nowo mia­no­wa­ni do­wód­cy Ro­dów Woj­ny nie chcie­li za­pi­sać się w hi­sto­rii jako ci, któ­rzy mu­sie­li pro­sić ar­mię, jak­kol­wiek by na to pa­trzeć, na­jeźdź­ców o po­moc w stłu­mie­niu bun­tu nie­wol­ni­ków.

Ła­skę oka­za­ną po­ko­na­nym mo­gli jed­nak prze­łknąć. Co praw­da na­wet gdy­by opo­no­wa­li z ca­łych sił, Pani Oka i tak po­sta­wi­ła­by na swo­im, ale le­piej było, je­śli ich na­ra­dy koń­czy­ły się kon­sen­su­sem.

— Co za­tem my­śli­cie? Je­śli od­ra­dza­cie zgo­dę, przy­chy­lę się do wa­sze­go zda­nia.

Ry­zy­ko­wa­ła, ale nie­wie­le. Na ich twa­rzach wi­dzia­ła już, jaką pod­ję­li de­cy­zję. Ek­cha­ar by­wał bar­dzo po­moc­ny, bo nie mu­sia­ła z ca­łych sił tłu­mić trium­fal­ne­go uśmie­chu.

Kos­se pierw­szy za­brał głos:

— Kot to do­bry ofi­cer i ufam jego zda­niu. Je­śli twier­dzi, że po­moc Ge­ghij­czy­ków się przy­da, niech ich wpu­ści.

— Po­pie­ram, moja pani. — Wuar Sam­po­re skło­nił się ni­sko. — Dzię­ki temu mia­sto się obro­ni, a bun­tow­ni­cy nie do­sta­ną ko­lej­nej par­tii zdo­bycz­nych pan­ce­rzy i mie­czy. Choć su­ge­ro­wał­bym, by ksią­żę Seh­ra­win zo­sta­wił część swo­ich lu­dzi w obo­zie, by nie­wol­ni­cy na­dal my­śle­li, że w nim sie­dzi.

— Ro­zu­miem. Brim­gorn?

— Pani. — Kor­nak bły­snął nie­do­go­lo­ną ły­si­ną. — Do­ra­dzam przy­chy­lić się do proś­by na­szych go­ści.

— Wi­dzę, że trzy­ma­ją się cie­bie żar­ty. — Zer­k­nę­ła na cza­ro­dzie­ja. — Mi­strzu Umne­re­sie?

— Na­wet gdy­bym chciał zro­bić z sie­bie głup­ca, opo­wia­da­jąc się prze­ciw temu, co pod­po­wia­da mi ro­zum, to i tak zo­stał­bym prze­gło­so­wa­ny. Niech ich wpusz­czą. Lecz my tak czy ina­czej mu­si­my przy­spie­szyć. Wy­ru­szać wcze­śniej i ma­sze­ro­wać dłu­żej, by skró­cić na­szą po­dróż przy­naj­mniej o dzień. Ina­czej na­wet ge­ghij­ska po­moc może nie wy­star­czyć.

Wszy­scy spoj­rze­li na do­wód­cę cięż­kiej pie­cho­ty, któ­ra była naj­wol­niej­szą czę­ścią ich ar­mii.

Kos­se Olu­wer skło­nił się lek­ko.

— Moje Ba­wo­ły da­dzą radę.

De­ana za­wa­ha­ła się. W ten spo­sób o dzień wcze­śniej unu­rzam swo­ją du­szę we krwi nie­wol­ni­ków, po­my­śla­ła. Na­wet od­ma­wia­nie ty­sią­ca adr’suf­fi dzien­nie może nie wy­star­czyć, bym póź­niej nie upa­dła pod ta­kim cię­ża­rem. A poza tym plan, jaki uło­ży­ła z Wiel­kim Ko­hi­rem za­kła­dał, że jej ar­mia bę­dzie po­ru­szać się w ści­śle okre­ślo­nym tem­pie. Musi im wy­bić z gło­wy ten po­mysł.

Gdy­by ci po­tęż­ni męż­czyź­ni mo­gli te­raz zo­ba­czyć jej uśmiech, na pew­no by się prze­ra­zi­li.

— Nie. Nie bę­dzie­my się ści­gać. Z po­mo­cą Ge­ghij­czy­ków Po­mwe na pew­no się utrzy­ma, a ja nie chcę sta­nąć do bi­twy ze zmę­czo­ny­mi żoł­nie­rza­mi. Nic nie mów Kos­se, wiem, że je­steś dum­ny ze swo­ich lu­dzi i wiem, że da­li­by radę, ale pod mia­stem mu­szą być w peł­ni sił.

Obaj żoł­nie­rze wy­prę­ży­li się sztyw­no, Brim­gorn i cza­ro­dziej tyl­ko ski­nę­li gło­wa­mi. Naj­waż­niej­sza spra­wa dzi­siej­sze­go dnia zo­sta­ła za­ła­twio­na, lecz De­ana jesz­cze nie skoń­czy­ła.

— I jesz­cze jed­no. Sam­po­re, jak da­le­ko wy­sy­łasz pod­jaz­dy?

— Pół dnia dro­gi, pani. Ja­kieś dzie­sięć, cza­sem dwa­na­ście mil.

— Zda­rza­ją się pro­ble­my?

— Nic po­waż­ne­go. Kil­ka razy wpa­dli­śmy na grup­ki ban­dy­tów, dwu­krot­nie moje ptasz­ki oto­czy­ły i wy­cię­ły ban­dy zbie­głych nie­wol­ni­ków. Na­dal spo­ro ich zmie­rza do Krwa­we­go Ka­hel­le.

— Jeń­cy?

Spoj­rzał na nią wy­zy­wa­ją­co.

— Żad­nych.

— Ro­zu­miem. Ra­zem z ra­por­tem od Kota przy­szły wie­ści z Ko­no­we­ryn. Me­ekhań­ska am­ba­sa­da wciąż bła­ga, by­śmy się roz­glą­da­li za Gen­no La­skol­ny­kiem i jego ludź­mi. Na­każ Sło­wi­kom ostroż­ność. Nie chcia­ła­bym wy­sy­łać na pół­noc wie­ści o śmier­ci tak waż­nej oso­by.

— Ge­ne­rał La­skol­nyk mógł paść ofia­rą wła­snej bra­wu­ry i ja­kichś ban­dy­tów — mruk­nął ja­sno­oki Sło­wik, po­zwa­la­jąc so­bie na pa­skud­ny uśmie­szek.

— Oczy­wi­ście. I z pew­no­ścią Im­pe­rium przyj­mie taką wia­do­mość z peł­ną wy­ro­zu­mia­ło­ścią. Od dziś jed­nak je­śli Sło­wi­ki wpad­ną na ja­kąś ban­dę, naj­pierw niech spraw­dzą, z kim mają do czy­nie­nia. I niech za­się­gną ję­zy­ka. Od­dział, w któ­rym są trzy ko­bie­ty i pię­ciu męż­czyzn, na do­da­tek o nie­tu­tej­szym wy­glą­dzie, na pew­no rzu­ca się w oczy. A je­śli ge­ne­ra­ło­wi przy­pad­kiem spad­nie włos z gło­wy, od­po­wiesz za to oso­bi­ście.

1 ... 133 134 135 136 137 138 139 140 141 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)