Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 131 132 133 134 135 136 137 138 139 ... 210
Перейти на страницу:

Czte­rej męż­czyź­ni sta­li i pa­trzy­li w mil­cze­niu. De­ana tro­chę ża­ło­wa­ła, że nie ka­za­ła przy­nieść krze­seł, bo te­raz obaj wo­jow­ni­cy i mag wy­raź­nie nad nią gó­ro­wa­li. Ale czu­ła też po­trze­bę ru­chu, no­si­ło ją, nie wy­sie­dzia­ła­by na­wet mi­nu­ty. No i mia­ła ocho­tę na coś kwa­śne­go. Naj­le­piej z mio­dem.

Cią­ża. Cud­nie.

— Za­cznę po ko­lei — po­wie­dzia­ła, ru­sza­jąc wzdłuż ścian na­mio­tu. — Am­lu­wer Kot przy­słał ra­port, w któ­rym oce­nia siły Krwa­we­go Ka­hel­le na ja­kieś sto dwa­dzie­ścia do stu trzy­dzie­stu ty­się­cy lu­dzi. Na­pi­sał, że rę­czy za te licz­by gło­wą, bo li­czył wia­dra. Co to zna­czy i dla­cze­go mo­że­my ufać jego oce­nie? Kos­se?

Do­wód­ca Ba­wo­łów uśmiech­nął się lek­ko. Ale bez zło­śli­wo­ści.

— Lu­dzie mu­szą pić, moja pani. Moż­na ła­two oszu­kać wro­ga co do li­czeb­no­ści wła­snej ar­mii, ukry­wa­jąc woj­sko w le­sie albo roz­pa­la­jąc nocą do­dat­ko­we ognie. Ale pod Po­mwe tyl­ko Tos jest źró­dłem wody, a z mu­rów wi­dać jej brze­gi po­wy­żej i po­ni­żej mia­sta. Gdy zaś wi­dzisz je­dy­ny wo­do­pój w oko­li­cy, ła­two mo­żesz po­li­czyć, jak bar­dzo jest eks­plo­ato­wa­ny. Wia­dro na pię­ciu lu­dzi rano i wie­czo­rem. Albo becz­ka na pięć­dzie­się­ciu na cały dzień.

De­ana przez chwi­lę nie wie­dzia­ła, co po­wie­dzieć, ude­rzo­na pro­sto­tą tego spo­so­bu.

— Czy Kot na­pi­sał coś o zwie­rzę­tach? — do­py­tał Ba­wół.

— Tak. „Ty­siąc koni dwa razy dzien­nie idzie do wo­do­po­ju”.

— Czy­li wodę czer­pią tyl­ko dla lu­dzi. Am­lu­wer miał dość cza­su, by po­li­czyć, ilu ich przy­cho­dzi po wodę. Zresz­tą, na­wet nie mu­siał li­czyć, jest do­świad­czo­nym żoł­nie­rzem, na pierw­szy rzut oka od­róż­ni stu lu­dzi od pię­ciu­set albo ty­sią­ca.

Wę­dru­jąc wzdłuż ścian, Pani Oka zmu­sza­ła męż­czyzn do nie­ustan­ne­go ob­ra­ca­nia się wo­kół osi, bo sta­nię­cie ple­ca­mi do Pło­mie­nia Aga­ra by­ło­by nie­wy­ba­czal­nym nie­tak­tem. Przy­ła­pa­ła się na tym, że ją to bawi.

— A więc sto trzy­dzie­ści ty­się­cy?

Kos­se przy­tak­nął, ob­ra­ca­jąc się na pię­cie.

— Co naj­mniej, pani.

Była to przy­tła­cza­ją­ca licz­ba, ale ten sam ofi­cer ra­por­to­wał, że trze­cia część z nich to ko­bie­ty nie­bio­rą­ce udzia­łu w wal­ce, dzie­ci i star­cy. Mia­sto od­par­ło już kil­ka ata­ków, więc mie­li też jako-tako spraw­dzo­ne wie­ści o war­to­ści bo­jo­wej bun­tow­ni­ków. „Za­żar­ci i od­waż­ni, ale w znacz­nej czę­ści sła­bo wy­szko­le­ni i kiep­sko uzbro­je­ni”.

Po­dzie­li­ła się tą wie­dzą z resz­tą.

— To oczy­wi­ste, naj­ja­śniej­sza pani. — Wuar Sam­po­re skło­nił się, a jego ja­sne oczy roz­bły­sły. — Gdy­by nie byli dzi­cy i za­wzię­ci, nie od­nie­śli­by tylu zwy­cięstw. Ale nie zdo­by­li dość bro­ni i pan­ce­rzy, by uzbro­ić całą swo­ją ar­mię, je­śli moż­na tak po­wie­dzieć o ban­dzie skła­da­ją­cej się w znacz­nej czę­ści z ko­biet i star­ców.

De­ana par­sk­nę­ła krót­ko.

— Sto­isz przed dziew­czy­ną uzbro­jo­ną w sza­ble, któ­ra po­ko­na­ła w po­je­dyn­ku Sza­fi­ro­wy Miecz Trzcin, i ga­dasz ta­kie rze­czy. Ja wi­dzia­łam przy­go­to­wa­nia nie­wol­ni­ków do po­wsta­nia, wi­dzia­łam śla­dy po sznur­kach od pro­cy na dło­niach i męż­czyzn, i ko­biet. I za­pew­niam cię, że ka­mień wy­strze­lo­ny z ta­kiej pro­cy może roz­wa­lić ci gło­wę, na­wet je­śli strze­lać bę­dzie ja­kaś baba. Mam na­dzie­ję, że taka śmierć nie bę­dzie dla cie­bie nie­ho­no­ro­wa?

Sło­wik za­czer­wie­nił się gwał­tow­nie.

— Pło­mień Aga­ra po­wi­nien wie­dzieć, że żad­na śmierć w służ­bie Pana Ognia nie może być nie­ho­no­ro­wa.

— Cie­szę się, że tak my­ślisz. — Zro­bi­ła ko­lej­ne kół­ko. — Am­lu­wer Kot na­pi­sał tyl­ko, że w obo­zie są ko­bie­ty nie­bio­rą­ce udzia­łu w wal­ce. Nie zna­czy to, że nie we­zmą w niej udzia­łu, je­śli będą mu­sia­ły. Ale i bez tego Krwa­wy Ka­hel­le może wy­sta­wić prze­ciw­ko nam co naj­mniej sie­dem­dzie­siąt ty­się­cy lu­dzi. To jed­nak nie jest naj­waż­niej­sza z wie­ści, któ­re do­sta­li­śmy — zro­bi­ła dra­ma­tycz­ną pau­zę. — Jego Ksią­żę­ca Wy­so­kość Han­tar Seh­ra­win wy­słał po­słań­ców do Po­mwe. Z proś­bą, by­śmy wpu­ści­li jego woj­ska do mia­sta.

Za­re­ago­wa­li tak, jak się spo­dzie­wa­ła. Obaj ofi­ce­ro­wie za­ci­snę­li pię­ści i zęby, Brim­gorn Uvie wzru­szył ra­mio­na­mi, jed­no­cze­śnie krę­cąc prze­czą­co gło­wą, a Umne­res wy­krzy­wił usta w po­gar­dli­wym uśmiesz­ku. No oczy­wi­ście. Ci cho­ler­ni Ge­ghij­czy­cy ośmie­li­li się wejść z ar­mią do na­sze­go kra­ju, a gdy prze­gra­li swo­ją bi­twę, że­brzą te­raz o ra­tu­nek. Niech cze­ka­ją; gdy już skoń­czy­my z bun­tow­ni­ka­mi, zaj­mie­my się nimi, jak na­le­ży.

— Ro­zu­miem wa­sze mil­cze­nie. — Sta­nę­ła po­środ­ku kom­na­ty. — I za­pew­niam, że sama nie wiem, czy śmiać się, czy zło­ścić. Ich ksią­żąt­ko za­pew­ne li­czy­ło, że gdy uda mu się po­ko­nać Ka­he­la-saw-Kir­hu i gdy zja­wi się pod Bia­łym Ko­no­we­ryn z nie­do­bit­ka­mi zbun­to­wa­nych nie­wol­ni­ków pro­wa­dzo­nych w kaj­da­nach, to zdo­bę­dzie to, cze­go nie uda­ło się zdo­być Ob­ra­ro­wi z Kam­be­hii.

Na mo­ment po­gar­da roz­la­ła się po ca­łej twa­rzy Umne­re­sa z Luwi, za­bły­sła w jego oczach.

— Li­nia ro­do­wa z Ge­ghii Pół­noc­ne­go od stu lat nie ma dość czy­stej krwi, by wejść do Oka — po­wie­dział.

— Ale on nie wcho­dził­by do Oka. Jego ce­lem było za­pew­ne od­po­wied­nie mał­żeń­stwo i za­ło­że­nie no­wej dy­na­stii.

— Mał­żeń­stwo? Z kim… Oooch — Mag skrzy­wił się, jak­by De­ana ka­za­ła mu zjeść cy­try­nę. — Nikt by się na to nie zgo­dził, pani.

— Na­praw­dę, mi­strzu Umne­re­sie? Je­steś pe­wien? Ksią­żę na bia­łym ko­niu przy­by­wa pod mia­sto, trzy­ma­jąc w ręku włócz­nię z za­tknię­tą na niej gło­wą Krwa­we­go Ka­hel­le. A so­jusz z Ge­ghij­czy­ka­mi po­zwa­la Bia­łe­mu Ko­no­we­ryn oto­czyć Kam­be­hię z pół­no­cy oraz z po­łu­dnia i wchło­nąć ją w cią­gu kil­ku mie­się­cy. Kto sta­wił­by tam czo­ła po­łą­czo­nym ar­miom na­szych dwóch księstw? Wierz mi, prze­ko­ny­wa­no by mnie do tego mał­żeń­stwa na wszyst­kie moż­li­we spo­so­by. Zwłasz­cza że prze­cież La­we­ne­res nie jest moim mę­żem.

Wpra­wi­ła ich w lek­kie za­kło­po­ta­nie, jak zwy­kle, gdy pod­kre­śli­ła swój sta­tus dzie­wi­czej wy­bran­ki Aga­ra w czwar­tym mie­sią­cu cią­ży. Na­dal ją to ba­wi­ło.

— Kos­se, jak do­brym ofi­ce­rem jest Am­lu­wer Kot?

— Kot? Naj­lep­szym, jaki słu­ży na za­cho­dzie. Wal­czył pod moim do­wódz­twem z Ge­ghij­czy­ka­mi pod Twier­dzą Czte­rech Księstw, ucie­rał nosa Wa­he­si, gdy pró­bo­wa­ło prze­no­sić słu­py gra­nicz­ne, trzy­mał w ry­zach ban­dy na po­gra­ni­czu. Za­pro­wa­dził po­rzą­dek wo­kół Po­mwe że­la­zną ręką.

— Jest bo­jaź­li­wy albo głu­pi?

— Prze­cież już od­po­wie­dzia­łem na to py­ta­nie, pani. — Ba­wół zmarsz­czył śmiesz­nie nos, jak­by coś mu za­śmier­dzia­ło. — Nie. Nie jest.

1 ... 131 132 133 134 135 136 137 138 139 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)