Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 129 130 131 132 133 134 135 136 137 ... 210
Перейти на страницу:

Wkrót­ce więc doj­dzie do bi­twy, po któ­rej De­ana bę­dzie mia­ła na ręku krew ty­się­cy nie­wol­ni­ków. Atak na Po­mwe znisz­czył wszyst­kie moż­li­wo­ści ne­go­cja­cji z bun­tow­ni­ka­mi. Lecz je­śli Pani Oka ich nie po­wstrzy­ma, krwa­wa fala na­pę­dza­na nie­na­wi­ścią i chę­cią ze­msty prze­to­czy się przez całe księ­stwo. Albo przez całe Da­le­kie Po­łu­dnie.

Dla De­any d’Klle­an, Pło­mie­nia Aga­ra, Pani Oka, nie było do­brej dro­gi.

Ostat­nio rano i wie­czór od­ma­wia­ła tyl­ko adr’suf­fi – mo­dli­twę po­słu­szeń­stwa, mo­dli­twę pod­da­nia, jak man­trę po­wta­rza­jąc sło­wa „Pani, wola Two­ja jest wodą, ja pły­nę”. Is­sa­ram od­ma­wia­li ją je­dy­nie wte­dy, gdy los sta­wiał ich w sy­tu­acji, gdy nie dało się wy­brać ścież­ki pro­wa­dzą­cej do spo­ko­ju su­mie­nia. Bo sko­ro dro­ga wie­dzie nas do bólu i grze­chu, trze­ba za­ufać Mat­ce, trze­ba wie­rzyć, że Jej pla­ny są więk­sze, głęb­sze i mą­drzej­sze, niż je­ste­śmy to w sta­nie po­jąć.

„Je­stem li­ściem nie­sio­nym przez rze­kę, Pani, wola Two­ja jest wodą, ja pły­nę”.

Cza­sem jed­nak i to nie po­ma­ga­ło.

Od­chy­li­ła wej­ście do na­mio­tu i po­wio­dła wzro­kiem wo­kół. Po­chod­nie da­wa­ły dość świa­tła, by mo­gła po­dzi­wiać per­fek­cję rów­nych ale­jek na­mio­tów i usta­wio­nej na sto­ja­kach bro­ni. Po­nad sześć ty­się­cy Ba­wo­łów, go­to­wych w każ­dej chwi­li do wal­ki, ota­cza­ło ją ze wszyst­kich stron. Obo­zo­wi­sko Sło­wi­ków znaj­do­wa­ło się tuż obok, tam, gdzie trzy­ma­no ta­bu­ny koni, a kil­ka­set kro­ków od nie­go pra­wie sto pięć­dzie­siąt sło­ni bo­jo­wych od­po­czy­wa­ło pod opie­ką od­dzia­łów lek­ko­zbroj­nych nu­awa­chi.

Kon­ni i pie­si na­jem­ni­cy roz­bi­li swo­je na­mio­ty ka­wa­łek da­lej, a ich obóz był chy­ba naj­bar­dziej ci­chy i spo­koj­ny ze wszyst­kich. Ofi­ce­ro­wie Sło­wi­ków i Ba­wo­łów po­waż­nie po­trak­to­wa­li jej przy­zwo­le­nie na wie­sza­nie nie­zdy­scy­pli­no­wa­nych żoł­da­ków, co w po­łą­cze­niu z po­tro­je­niem żoł­du i obiet­ni­cą so­wi­tej pre­mii po wy­gra­niu bi­twy w kil­ka dni za­mie­ni­ło tę ban­dę w cał­kiem spraw­ne od­dzia­ły. Na do­da­tek jej ar­mia, ma­sze­ru­jąc na za­chód, zbie­ra­ła z każ­de­go mia­sta i mia­stecz­ka po­sił­ki. Reszt­ki Ba­wo­łów i Sło­wi­ków, któ­re do tej pory nie po­ma­sze­ro­wa­ły pod sto­li­cę i za­cięż­ne kom­pa­nie go­to­we słu­żyć za hoj­ny żołd. Sam Nowy Nu­rot do­star­czył na­jem­ny od­dział w sile prze­szło trzy­stu tar­czow­ni­ków, dwie set­ki łucz­ni­ków i set­kę kon­nych. W tej chwi­li De­ana sta­ła już na cze­le trzy­dzie­stu pię­ciu ty­się­cy żoł­nie­rzy.

Tak. Mia­ła w ręku siłę, z któ­rą mo­gła re­al­nie my­śleć o zdła­wie­niu bun­tu.

Tyl­ko jej ser­ce wca­le się do tego nie rwa­ło.

Wes­tchnę­ła, przy­cią­ga­jąc szyb­kie spoj­rze­nia Sło­wi­ków peł­nią­cych war­tę przy jej na­mio­cie. Spoj­rza­ła na naj­bliż­sze­go.

— Je­śli są­dzisz, że wzdy­cham z tę­sk­no­ty za księ­ciem albo in­nych bab­skich głu­pot, to wy­bij to so­bie z gło­wy, Ni­wel. — Po­zna­ła już twa­rze i imio­na więk­szo­ści z pięć­dzie­się­ciu swo­ich oso­bi­stych straż­ni­ków. — Mam woj­nę do wy­gra­nia.

— Z po­mo­cą Aga­ra po­ko­na­my ich, pani.

— Tak. Wiem. Py­ta­nie tyl­ko, co bę­dzie, je­śli Agar stwier­dzi, że mamy so­bie ra­dzić sami.

— Je­śli Pan Ognia ze­chce pod­dać nas pró­bie, nie za­wie­dzie­my go. — War­tow­nik wy­prę­żył się i za­sa­lu­to­wał włócz­nią. — By­le­by tyl­ko te cięż­ko­no­gie cioł­ki spi­sa­ły się jak na­le­ży.

— Spi­szą się, za­pew­niam cię. Ale cze­kaj, jak ich na­zwa­łeś? Cięż­ko­no­gie cioł­ki? Mu­szę za­pa­mię­tać.

Żoł­nierz nie spe­szył się ani na mo­ment, prze­ciw­nie, uśmiech­nął sze­ro­ko. Ba­wo­ły i Sło­wi­ki nie lu­bi­ły się zbyt­nio, lecz, na szczę­ście, da­rzy­ły pew­nym sza­cun­kiem. A ona mu­sia­ła pil­no­wać, żeby ta rów­no­wa­ga mię­dzy nie­chę­cią a uzna­niem nie zo­sta­ła za­chwia­na. Na miej­sce, gdzie roz­bi­ja­no jej na­miot, wy­bra­ła za­tem obóz cięż­kiej pie­cho­ty. Po pierw­sze, by oka­zać za­ufa­nie Ro­do­wi Ba­wo­łu, a po dru­gie, by nie mu­sieć bez prze­rwy pa­trzeć na wcho­dzą­ce­go jej w oczy Wu­ara Sam­po­re­go, któ­re­go na­chal­na uprzej­mość była co­raz bar­dziej krę­pu­ją­ca. Jed­nak jej oso­bi­stą gwar­dię sta­no­wił od­dział Sło­wi­ków. W ten spo­sób nie ura­zi­ła żad­ne­go z af’ge­mi­dów, no i nie mia­ła wra­że­nia, że jest więź­niem albo za­kład­ni­kiem któ­re­goś z nich.

Chy­ba za­czy­na­ła być co­raz lep­sza w ta­kich gier­kach. I za­czy­na­ła też co­raz le­piej ro­zu­mieć men­tal­ność kształ­to­wa­ną przez Rody Woj­ny.

Gdy ma­łe­go chłop­ca wy­ku­py­wa­no od wła­ści­cie­la i prze­ka­zy­wa­no do ahy­ry, przy­dzie­la­no go do nie­wiel­kie­go od­dzia­łu, z któ­rym spę­dzał naj­bliż­sze lata. Wspól­ne ćwi­cze­nia, mo­dli­twy, po­sił­ki, mo­dli­twy, spa­nie w jed­nej sali, mo­dli­twy oraz sta­no­wią­ca je­den z fi­la­rów szko­le­nia nie­ustan­na ry­wa­li­za­cja z in­ny­mi grup­ka­mi chłop­ców spra­wia­ły, że gdy już od­pa­dli naj­słab­si, taka dru­ży­na zży­wa­ła się ni­czym ro­dze­ni bra­cia. Do tego do­cho­dził za­ha­cza­ją­cy o fa­na­tyzm kult Pana Ognia, wie­lo­go­dzin­ne me­dy­ta­cje w cza­sie wpa­try­wa­nia się w pło­mie­nie, mo­dli­twy, po­sty, re­cy­to­wa­nie mantr. Wy­ku­wa­nie – jak po­wta­rza­no – kling z serc.

Po­tem przy­dzie­la­no ich do więk­szych od­dzia­łów, u Ba­wo­łów był to bry­tah, u Sło­wi­ków per­dia, czy­li li­czą­cy oko­ło dwu­stu koni od­dział jeźdź­ców, i po­wta­rza­no sche­mat. Ćwi­cze­nia, mo­dli­twy, wspól­ne po­sił­ki i nie­ustan­ne kon­ku­ro­wa­nie z po­zo­sta­ły­mi „ko­tła­mi” i cho­rą­gwia­mi… Aż wresz­cie skła­da­no przy­się­gę wier­no­ści Ro­do­wi Woj­ny i prze­no­szo­no ry­wa­li­za­cję na wszyst­kich poza nim.

Tych męż­czyzn na­praw­dę wy­ku­wa­no ni­czym sta­lo­we ostrza, by sta­no­wi­li broń. I byli bro­nią o prze­ra­ża­ją­cej sku­tecz­no­ści. Dla nich tyl­ko Agar był bo­giem praw­dzi­wych wo­jow­ni­ków, tyl­ko wła­sny Ród się li­czył, tyl­ko bra­cia-żoł­nie­rze, z któ­ry­mi spę­dzi­ło się kil­ka­na­ście lat, byli god­ni za­ufa­nia. Resz­ta, na­wet ro­dzi­ce i ro­dzeń­stwo, któ­re cza­sem spro­wa­dza­no do ahyr, była ni­czym.

I, dzię­ki niech będą Pra­mat­ce, jak na ra­zie ich wier­ność obej­mo­wa­ła tak­że jej oso­bę.

1 ... 129 130 131 132 133 134 135 136 137 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)