Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 132 133 134 135 136 137 138 139 140 ... 210
Перейти на страницу:

— Ro­zu­miem. Py­tam, bo Am­lu­wer Kot przy­chy­la się do proś­by Seh­ra­wi­na, twier­dząc, że z si­ła­mi, któ­re ma, może nie zdo­łać utrzy­mać mia­sta. Że Po­mwe może upaść w cią­gu naj­bliż­szych kil­ku dni.

Do­wód­ca Sło­wi­ków naj­wy­raź­niej chciał coś po­wie­dzieć, i to coś ta­kie­go, po czym obaj z Ba­wo­łem wzię­li­by się za łby, a De­ana mu­sia­ła­by chy­ba oso­bi­ście roz­bro­ić obu af’ge­mi­dów i zna­leźć za­stęp­ców na ich miej­sce, ale na­gle wtrą­cił się Umne­res. Cza­ro­dziej wy­buch­nął krót­kim, gar­dło­wym śmie­chem, któ­ry za­brzmiał tro­chę tak, jak­by za­re­cho­ta­ła do­no­śnie wiel­ka ro­pu­cha.

— Pierw­szy raz w ży­ciu sły­szę, by wy­so­ki ofi­cer Ba­wo­łów za­cho­wał się roz­sąd­nie — po­wie­dział, ury­wa­jąc śmiech w pół dźwię­ku. — Za­zwy­czaj my­śli­cie i dzia­ła­cie z taką fi­ne­zją, na jaką wska­zu­je na­zwa wa­sze­go Rodu Woj­ny. Nie, nie. Nie ob­ra­żam cię, Kos­se. Tyl­ko stwier­dzam fakt.

— Mia­sto po­win­no utrzy­mać się co naj­mniej przez mie­siąc.

— Tak. Ale gdy przy­go­to­wy­wa­li­ście obro­nę, nie wie­dzie­li­ście jesz­cze, przed kim tak na­praw­dę bę­dzie­cie sta­wać. Ja wi­dzia­łem im­pe­rial­ną ar­mię w wal­ce.

— Ty?

Ma­go­wi uda­ło się przy­cią­gnąć uwa­gę wszyst­kich, na­wet Pani Oka.

— Wal­czy­łem w woj­nie z ko­czow­ni­ka­mi jako na­jem­ny cza­ro­dziej. Przed osta­tecz­nym star­ciem Me­ekhan ro­ze­słał wici na cały cy­wi­li­zo­wa­ny świat, ofe­ru­jąc bar­dzo do­bre pie­nią­dze. Oczy­wi­ście w moim przy­pad­ku nie cho­dzi­ło o zło­to, ale o oka­zję do przyj­rze­nia się sztu­ce ma­gii Im­pe­rium. Jest… in­te­re­su­ją­ca. W każ­dym ra­zie po­pły­ną­łem na pół­noc, za­cią­gną­łem się na pół roku i wi­dzia­łem, jak wal­czy me­ekhań­ska pie­cho­ta.

— I cóż ta­kie­go tam uj­rza­łeś? — Kos­se uniósł gło­wę i roz­dął noz­drza zu­peł­nie jak po­draż­nio­ny byk.

— Wię­cej, niż­bym chciał… Ale ja nie o tym. To woj­sko jest ela­stycz­ne i szyb­ko się uczy. Po­tra­fi im­pro­wi­zo­wać i oszu­ki­wać. A gdy przy­cho­dzi do wal­ki twa­rzą w twarz, bije się za­wzię­cie i bez li­to­ści dla wro­ga. I nie, nie jest w tej za­ba­wie lep­sze niż two­je Ba­wo­ły. Za­pew­ne mo­gli­by­ście sta­wać jak rów­ny z rów­nym, może na­wet po­ko­na­li­by­ście ich raz czy dwa. Ale oni się uczą. Cały czas. To pod­sta­wa ich stra­te­gii. W me­ekhań­skiej ar­mii wi­dzia­łem, jak zwy­kły żoł­nierz przy­cho­dził ze swo­im po­rucz­ni­kiem do do­wód­cy puł­ku, bo miał po­mysł, jak prze­chy­lić sza­lę w nad­cho­dzą­cej bi­twie na wła­ści­wą stro­nę. I je­śli był to do­bry po­mysł, to po ta­kiej bi­twie żoł­nierz ten sam zo­sta­wał ofi­ce­rem. Więc przy trze­cim czy czwar­tym star­ciu zna­leź­li­by wasz sła­by punkt i ude­rzy­li w nie­go tak, jak jesz­cze nikt nie ude­rzył. A jaki sła­by punkt zna­leź­li w Po­mwe, pani?

De­ana drgnę­ła, za­sko­czo­na. Cza­ro­dziej był do­bry, sku­pił uwa­gę na so­bie, nie po­zwo­lił, by roz­go­rza­ła tu nie­po­trzeb­na kłót­nia, a te­raz z wdzię­kiem od­da­wał jej głos.

Ale i tak go nie lu­bi­ła.

— Mur mię­dzy bra­mą Czar­ną i Nie­bie­ską — za­czę­ła, ru­sza­jąc znów w swój spa­cer. — Ma pół mili dłu­go­ści i jest pro­ściut­ki jak cię­ci­wa łuku. I dość ni­ski, mimo iż pra­co­wa­no nad nim od dłuż­sze­go cza­su. Kot twier­dzi, że od trzech dni nie­wol­ni­cy szy­ku­ją się do ata­ku na ten od­ci­nek. Pod­cią­gnę­li szań­ce trzy­sta łok­ci od fosy i ata­ku­ją bez prze­rwy, za­sy­pu­jąc ją zie­mią, fa­szy­ną i wła­sny­mi cia­ła­mi. Ata­ku­ją zresz­tą na ca­łej dłu­go­ści mu­rów, mają na to dość lu­dzi, więc Am­lu­wer musi roz­pra­szać siły. Za trzy lub czte­ry dni będą go­to­wi do osta­tecz­ne­go ata­ku.

— Bez ma­chin? — Do­wód­ca Sło­wi­ków mach­nął lek­ce­wa­żą­co dło­nią.

— Ostat­nia wia­do­mość za­wie­ra­ła i ta­kie sło­wa, jak „ta­ra­ny”, „dra­bi­ny” i „być może wie­że ob­lęż­ni­cze”, Sam­po­re — De­anę uprze­dził Umne­res — dra­bi­nę zbi­je ci byle chłop z sie­kie­rą, pro­sty ta­ran i nie­wy­so­ką wie­żę wy­ko­na żoł­nierz po krót­kim prze­szko­le­niu albo wiej­ski cie­śla. A cie­śli i in­nych rze­mieśl­ni­ków nie­wol­ni­kom nie bra­ku­je. Kie­dy mó­wi­li­ście o mie­sięcz­nej obro­nie, spo­dzie­wa­li­ście się dzi­kiej hor­dy bez­myśl­nie roz­bi­ja­ją­cej so­bie gło­wy o ka­mien­ne mury. Może kil­ku dra­bin albo paru lin z ha­ka­mi. Prze­stań­cie, na Ogni­sty Od­dech Na­sze­go Pana, ich lek­ce­wa­żyć. Za­ło­żę się, że do­brze zna­ją na­wet na­sze ru­chy…

Wuar Sam­po­re wy­dął lek­ce­wa­żą­co war­gi.

— Skąd ta pew­ność, cza­row­ni­ku?

— Bo tu­ranh Am­lu­wer Kot, ofi­cer do­świad­czo­ny i by­naj­mniej nie głu­pi, jak twier­dzi obec­ny tu Kos­se Olu­wer, na­pi­sał, że spo­dzie­wa się głów­ne­go ata­ku za trzy, naj­wy­żej czte­ry dni. My, ma­sze­ru­jąc w do­tych­cza­so­wym tem­pie, bę­dzie­my pod mia­stem za pięć, może sześć dni. Nie­wol­ni­cy mu­szą więc wie­dzieć, kie­dy przy­bę­dzie­my, dla­te­go się spie­szą. Je­śli zdo­bę­dą mia­sto, to na­sza ar­mia bę­dzie mu­sia­ła się wy­co­fać.

Tak. Już o tym roz­ma­wia­li, jako o naj­gor­szym moż­li­wym roz­wo­ju wy­da­rzeń, choć wte­dy w grę wcho­dzi­ło tyl­ko zdo­by­cie Po­mwe pod­stę­pem lub zdra­dą. Siły Ko­no­we­ryn nie mo­gły­by ob­le­gać mia­sta, ma­jąc za ple­ca­mi hor­dę nie­wol­ni­ków, i nie mo­gły­by ru­szyć w po­goń za resz­tą, bo nie wia­do­mo, jak licz­ne od­dzia­ły zo­sta­wił­by w Po­mwe Krwa­wy Ka­hel­le. Po­dzie­le­nie zaś na czę­ści z tru­dem zgro­ma­dzo­nej ko­no­wer­skiej ar­mii by­ło­by sa­mo­bój­stwem. Na do­da­tek jej woj­ska na­sta­wio­ne były na szyb­ką kam­pa­nię – dla przy­kła­du, jak uświa­do­mił jej dwa dni temu Brim­gorn Uvie, ich sło­nie po­chła­nia­ły dwa­dzie­ścia wo­zów pa­szy dzien­nie, a nie dało jej się uzu­peł­nić rzad­ką tra­wą po­ra­sta­ją­cą oko­licz­ne rów­ni­ny. Za osiem do dzie­się­ciu dni wozy opu­sto­sze­ją, i nie ma nic głup­sze­go niż po­sy­ła­nie do bi­twy roz­draż­nio­nych gło­dem zwie­rząt.

Ich do­tych­cza­so­we pla­ny, oma­wia­ne w trak­cie dłu­gich wo­jen­nych na­rad, za­kła­da­ły dwa moż­li­we roz­wią­za­nia. Pierw­sze było znisz­cze­nie bun­tow­ni­ków w de­cy­du­ją­cej bi­twie, dru­gie – choć wszy­scy uwa­ża­li je za mało praw­do­po­dob­ne – zmu­sze­nie ich do od­stą­pie­nia i wy­co­fa­nia się mię­dzy wzgó­rza po­ro­śnię­te la­sem. Wte­dy peł­ne ma­ga­zy­ny Po­mwe mia­ły za­pew­nić ar­mii Pani Oka żyw­ność na na­stęp­ne trzy mie­sią­ce, na­wet je­śli miesz­cza­nie mu­sie­li­by za­ci­snąć pasa, a jed­no­cze­śnie stu­ty­sięcz­na hor­da Krwa­we­go Ka­hel­le utknę­ła­by w le­sie w cza­sie pory desz­czo­wej, dzie­siąt­ko­wa­na gło­dem i cho­ro­ba­mi, a za każ­dym ra­zem, gdy pró­bo­wa­ła­by wyjść na cen­tral­ne rów­ni­ny księ­stwa, ko­no­wer­skie woj­ska by­ły­by go­to­we za­gro­dzić jej dro­gę.

1 ... 132 133 134 135 136 137 138 139 140 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)