Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
Urwała, po czym odwróciła się. Perrin, przestraszony, natychmiast powrócił na ziemię. Na szczęście to zadziałało – nie wiedział, czy tak się stanie w tamtym miejscu pełnym świateł. Gaul podskoczył, a Perrin wziął głęboki oddech.
– Zacznijmy…
Obok eksplodowała kula oślepiającego ognia. Perrin zaklął i przetoczył się po ziemi. Ochłodził się podmuchem wiatru, wyobrażając sobie młot w swojej ręce.
Poszukiwaczka Serca rzuciła na ziemię falę energii, a moc wokół niej zafalowała.
– Kim jesteście? – krzyknęła. – Gdzie jesteście? Ja…
Nieoczekiwanie skoncentrowała się na Perrinie, widząc go dokładnie po raz pierwszy, bo czerń zdążyła już zniknąć z jego ubrania.
– Ty! – zaskrzeczała. – Ty jesteś temu winien!
Podniosła ręce. Jej oczy niemal świeciły nienawiścią. Pomimo wiejącego wiatru Perrin czuł zapach jej emocji. Wyemitowała z siebie pasmo białego, gorącego światła, ale Perrin zagiął je wokół siebie.
Kobieta rozpoczęła walkę. Oni zawsze tak postępowali. Czy nie zdawali sobie sprawy, że nic w tym świecie nie było realne, poza tym, co ty uznałeś za prawdziwe? Perrin zniknął, pojawiając się za plecami Poszukiwaczki Serca i unosząc swój młot. Potem zawahał się. Kobieta?
Obróciła się, krzycząc i rozrywając ziemię pod jego nogami. Wyskoczył w górę, ku niebu, a powietrze wokół usiłowało nim zawładnąć – lecz on wykonał coś, co robił już wcześniej, tworząc ścianę nicości. Nie było już powietrza, które mogłoby go pochwycić. Wstrzymując oddech, zniknął i pojawił się znów na ziemi, używając znajdujących się przed nim wałów gruntu, by zablokować kule ognia, które mknęły w jego stronę.
– Chcę, byś zginął! – krzyczała kobieta. – Powinieneś zginąć. Moje plany były doskonałe!
Perrin zniknął, pozostawiając wyobrażenie własnej osoby. Pojawił się obok namiotu, gdzie czuwał Gaul z przygotowaną włócznią. Perrin ustanowił ścianę między nimi a kobietą, pokrywając ją kolorem, tak by byli niewidoczni, i stworzył barierę, by nie dobiegały ich żadne dźwięki.
– Teraz nas nie słyszy – powiedział Perrin.
– Tutaj jesteś silny – rzekł Gaul z namysłem. – Bardzo silny. Czy Mądre zdają sobie z tego sprawę?
– Jestem przy nich szczeniakiem.
– Być może. Nie widziałem ich, a one nie rozmawiają o tym miejscu ze zwykłymi ludźmi. – Gaul potrząsnął głową. – Wielki szacunek, Perrinie Aybara. Wielki szacunek.
– Powinienem był ją strącić w dół – stwierdził Perrin, kiedy Poszukiwaczka Serca zniszczyła jego wizerunek, po czym podeszła bliżej, zdumiona. Odwróciła się, rozglądając się z wściekłością.
– Tak – zgodził się Gaul. – Wojownik, który nie uderzy Panny Włóczni, pozbawia ją honoru. Oczywiście, większym honorem dla ciebie…
Byłoby wziąć ją jako jeńca. Czy zdołałby to zrobić? Perrin wziął głębszy oddech, po czym znalazł się za plecami kobiety, wyobrażając sobie pnącza wina, które oplatały ją tak, iż nie mogła się ruszyć. Kobieta zaczęła go przeklinać, tnąc pnącza niewidocznym ostrzem. Wyciągnęła rękę ku Perrinowi, a on przeniósł się w bok. Pod jego nogami zachrzęścił szron, którego Perrin nie zauważył, a Poszukiwaczka Serca nagle odwróciła się, posyłając w jego stronę splot ognia stosu.
„Sprytnie” – pomyślał Perrin, ledwo odginając świetlną smugę. Uderzyła w znajdujące się za nim zbocze wzgórza, przebijając w nim dziurę.
Poszukiwaczka Serca kontynuowała splot, warcząc z obnażonymi zębami, a jej ohydna twarz była zniekształcona. Splot wygiął się znów w kierunku Perrina, a on zagryzł zęby, utrzymując go z dala od siebie. Kobieta była silna. Atakowała zaciekle, lecz w końcu odpuściła, dysząc.
– Jak… jak to się stało…
Perrin napełnił jej usta widłokorzeniem. Nie było to łatwe. Zmienianie czegoś, co dotyczyło bezpośrednio innego człowieka, przysparzało zazwyczaj trudności. Jednakże i tak było to łatwiejsze niż przekształcenie kobiety w zwierzę lub coś podobnego.
Poszukiwaczka Serca podniosła rękę do ust, w oczach pojawił się wyraz paniki. Zaczęła pluć i wykonywać ciosy, po czym, w desperacji, otworzyła obok siebie bramę.
Perrin warknął, kreując liny, które po nią sięgnęły, lecz kobieta zniszczyła je splotem Ognia – musiała już pozbyć się widłokorzenia z ust. Rzuciła się przez bramę, a Perrin przeniósł się dokładnie przed bramę, przygotowany na wykonanie przez nią skoku. Zamarł, ujrzawszy, jak kobieta wkracza w środek ogromnej armii Trolloków i Myrddraali. Wokół panowała noc. Wielu groźnie spoglądało przez bramę.
Perrin postąpił do tyłu, podczas gdy Poszukiwaczka Serca podniosła rękę do ust, wyglądając na zdumioną i wykasłując resztki widłokorzenia. Brama zamknęła się.
– Powinieneś był ją zabić – powiedziała Lanfear.
Perrin odwrócił się i ujrzał stojącą nieopodal kobietę z założonym rękami. Jej włosy zmieniały się ze srebrnych w ciemnobrązowe. Właściwie zmieniła się także jej twarz. Zaczęła być taka jak dawniej, kiedy ujrzał ją po raz pierwszy prawie dwa lata temu.
Perrin nie rzekł nic, przytraczając topór do pasa.
– To słabość, Perrinie – powiedziała Lanfear. – Miało to swój urok u Lewsa Therina, ale nie umniejszało faktu, że była to słabość. Musisz ją przezwyciężyć.
– Tak zrobię – warknął Perrin. – Co takiego zrobiła Poszukiwaczka Serca tam, na górze?
– Wkroczyła w sny – odrzekła Lanfear. – Zjawiła się tam cieleśnie. To ma swe zalety, zwłaszcza jeśli igrasz ze snami. To latawica. Sądzi, że zna to miejsce, ale ono zawsze było moje. Byłoby najlepiej, gdybyś ją zabił.
– To była Graendal, nieprawdaż? – zapytał Perrin. – Czy Moghedien?
– Graendal – odparła Lanfear. – Jednakże zazwyczaj tak jej nie nazywamy. Otrzymała inne imię. Hessalam.
– Hessalam – powtórzył Perrin. – Nie znam takiego imienia.
– Oznacza: „bez przebaczenia”.
– A jakim imieniem nazywają teraz ciebie?
To pytanie sprawiło, że Lanfear zarumieniła się.
– Nieważne – rzekła. – Dobrze się poruszasz w Tel’aran’rhiod. Znacznie lepiej, niż kiedykolwiek robił to Lews Therin. Zawsze myślałam, że będę rządziła, mając go u boku, bo tylko mężczyzna, który potrafi przenosić, będzie mnie wart. Ale moc, którą objawiłeś… Sądzę, że mogę zaakceptować ją jako substytut.
Perrin chrząknął. Gaul zniknął pomiędzy przesmykami namiotów. Szedł, unosząc włócznię do góry, a jego twarz zakrywała shoufa. Perrin odprawił go ruchem ręki. Lanfear zapewne lepiej się znała na wilczych snach niż Gaul, ale na razie nie zrobiła nic, co byłoby szczególnie groźne.
– Jeśli mnie obserwowałaś – rzekł Perrin – to wiesz, że jestem szczęśliwie żonaty.
– Widziałam.
– Więc przestań patrzeć na mnie jak na kawał wołowiny zaprezentowany na haku na bazarze – warknął Perrin. – Co robiła tam Graendal? Czego chce?
– Nie jestem pewna – odrzekła Lanfear lekko. – Ona zawsze realizuje trzy albo cztery plany równocześnie. Nie można jej nie doceniać, Perrin. Nie jest tak utalentowana jak inni, ale jest niebezpieczna. Jest wojowniczką, w przeciwieństwie do Moghedien, która będzie uciekać na twój widok gdzie pieprz rośnie.
– Zachowam to w pamięci – rzekł Perrin, podchodząc do miejsca, w którym kobieta zniknęła za bramą. Dotknął ziemi, gdzie przejście odznaczyło się na podłożu.
– Mógłbyś to zrobić, wiesz o tym – powiedział Lanfear.
Obrócił się ku niej.