Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 131 132 133 134 135 136 137 138 139 ... 296
Перейти на страницу:

– To są nowi inacal – rzekł mężczyzna. – Czy ktoś z was wie, kim jestem?

Jeńcy skulili się. Choć Sharanie podnieśli się, pojmani byli na tyle mądrzy, że tego nie uczynili. Nikt z nich się nie odezwał.

– Przypuszczam, że nie wiecie – powiedział mężczyzna. – Choć nikt nie wie, jak szybko może rozchodzić się czyjaś sława. Powiedzcie, jeśli wiecie, kim jestem. Powiedzcie, a uczynię was wolnymi.

Nie było odpowiedzi.

– Cóż, słuchajcie zatem i zapamiętajcie – rzekł mężczyzna. – Jestem Bao, Wyld. Jestem waszym zbawcą. Przeszedłem przez otchłanie smutku, a potem powstałem, by ludzie poznali moją chwałę. Przyszedłem szukać tego, co mi odebrano. Zapamiętajcie to.

Jeńcy skulili się ze strachu, najwidoczniej niepewni, co mają zrobić. Gawyn pociągnął Egwene za rękaw, wykonując ruch w tył, ale ona się nie poruszyła. W tym człowieku było coś…

Mężczyzna nieoczekiwanie podniósł głowę. Popatrzył na przenoszącą, a następnie rozejrzał się wokół, wpatrując się w ciemność.

– Czy ktoś z was, inacal, zna Smoka? – zapytał z niejakim roztargnieniem. – Mówcie. Powiedzcie mi.

– Widziałem go – rzekł jeden z pojmanych żołnierzy. – Kilkanaście razy.

– Rozmawiałeś z nim? – zapytał Bao, odchodząc od jeńców na pewną odległość.

– Nie, panie – powiedział żołnierz. – Rozmawiali z nim Aes Sedai. Ja nie.

– Tak. Obawiałem się, że nie będzie z was pożytku. Słudzy, jesteśmy obserwowani. Nie przeszukaliście obozu tak dokładnie, jak twierdziliście. Wyczuwam w pobliżu obecność kobiety, która umie przenosić.

Egwene poczuła ukłucie niepokoju. Gawyn pociągnął ją za ramię, gotowy ruszyć, ale jeśliby uciekli, teraz z pewnością zostaliby złapani. Światłości! Ona…

Tłum ludzi odwrócił się w kierunku przewróconego namiotu, skąd dobiegły nieoczekiwane odgłosy. Bao uniósł rękę, a Egwene usłyszała rozlegający się w ciemnościach krzyk pełen wściekłości. Chwilę później przez tłum przepłynęła Leane, unieruchomiona przez Powietrze i z rozszerzonymi oczyma. Bao pochwycił ją i przysunął bliżej, owiniętą w sploty, których Egwene nie mogła dostrzec.

Jej serce wciąż biło. Leane żyła. Jak udało jej się ukryć? Światłości! Co teraz należy robić?

– Ach – rzekł Bao. – Jedna z tych Aes Sedai. A ty, czy rozmawiałaś ze Smokiem?

Leane nie odpowiedziała. Było godne uznania, że zachowała obojętny wyraz twarzy.

– Niezwykłe – rzekł Bao, dotykając palcami jej podbródka. Uniósł drugą rękę i jeńcy nagle zaczęli skręcać się i krzyczeć. Płonęli, wyjąc w agonii. Egwene wysiłkiem woli powstrzymała się przed sięgnięciem ku Prawdziwemu Źródłu. Płakała podczas całej egzekucji, choć nawet nie zdawała sobie sprawy, kiedy popłynęła jej pierwsza łza.

Sharanie zaszurali nogami.

– Nie bądźcie niezadowoleni – rzekł do nich Bao. – Wiem, że włożyliście wiele wysiłku, by wziąć tych jeńców żywcem, ale oni byli złymi inacal. Nie dojrzeli do tej roli, a podczas wojny nie mamy czasu, by ich szkolić. Zabicie ich teraz jest aktem miłosierdzia w porównaniu do rzeczy, przez które musieliby przechodzić w przyszłości. Poza tym ta tutaj, ta… Aes Sedai, posłuży naszym celom.

Leane nie zdołała zachować kamiennej twarzy i Egwene, pomimo odległości, mogła zobaczyć, że maluje się na niej nienawiść.

Bao wciąż trzymał jej podbródek w swej dłoni.

– Jesteś śliczna – powiedział. – Na nieszczęście piękno jest bez znaczenia. Dostarczysz wiadomość ode mnie, Aes Sedai, do Lewsa Therina. Tego, który nazwał sam siebie Smokiem Odrodzonym. Powiedz, że przybyłem, by go zgładzić, a kiedy to zrobię, posiądę ten świat. Wezmę to, co powinno należeć do mnie od początku. Powiedz mu to. Powiedz, że mnie widziałaś, i opisz mnie. Rozpozna mnie.

– Tak jak ludzie tej krainy oczekiwali go, bo tak głosiła przepowiednia, otoczyli go chwałą, tak moi ludzie oczekiwali mnie. Ja wypełniłem przepowiednie, które im głoszono. On jest fałszywy, ja jestem prawdziwy. Powiedz mu, że wreszcie osiągnę zadowolenie. On ma do mnie przybyć, tak więc staniemy twarzą w twarz. Jeśli nie przyjdzie, będę mordować i niszczyć. Zawładnę jego ludźmi. Z jego dzieci uczynię niewolników, a jego kobiety staną się moimi. Jedno po drugim, zniszczę i zdominuję wszystko, co kochał. Jedyny sposób, by Smok Odrodzony mógł tego uniknąć, to spotkanie ze mną twarzą w twarz.

– Powiedz mu, mała Aes Sedai. Powiedz mu, że starzy przyjaciele czekają. Jestem Bao, Wyld. Ten, Który Jest Własnością Tylko Ziemi. Pogromca Smoka. Znał mnie niegdyś pod imieniem Barid Bel.

„Barid Bel?” – pomyślała Egwene, przywołując wspomnienia z lekcji udzielanych jej w Białej Wieży. „Barid Bel Medar… Demandred”.

Burza w wilczym śnie zmieniała się. Perrin myszkował po Ziemiach Granicznych, odwiedzając stada wilków i przemierzając koryta rzek i poszarpane szczyty wzgórz.

Gaul uczył się szybko. Nie stawiłby czoła Zabójcy nawet przez chwilę, ale przynajmniej nauczył się, jak nie zmieniać swego odzienia – choć welon wciąż się poruszał, gdy Gaul czuł się przestraszony.

Oni dwaj przemierzali Kandor, poruszając się niczym dwa zamazane kształty pomiędzy wzgórzami. Burza była niekiedy silna, niekiedy zaś słabła. W obecnej chwili Kandor był zniewalająco spokojny. Krajobraz pełen trawiastych wzgórz pełen był rumowisk. Namioty, płytki dachów, żagiel wielkiego statku, a nawet kowalskie kowadło spoczywały na błotnistych zboczach wzgórz.

Niebezpiecznie silna burza mogła pojawić się w wilczym śnie i zniszczyć miasta i lasy. Gaul po drodze do Shienaru znajdował porwane przez wiatr kapelusze Tairenian.

Perrin odpoczywał na szczycie wzgórza, zaś Gaul dotarł biegiem na miejsce obok niego. Jak długo już szukali Zabójcy? Wydawało się, że kilka godzin. Z drugiej strony… jak wiele ziem już przebyli? Już trzykrotnie powracali do miejsc, gdzie ukryte były ich zapasy jedzenia, by się posilić. Czy znaczyło to, że już minął dzień?

– Gaul? – odezwał się Perrin. – Jak długo już to trwa?

– Nie umiem powiedzieć, Perrinie Aybara – odparł Gaul. Popatrzył na pozycję słońca, choć teraz nie było ono widoczne. – Dość długo. Czy powinniśmy się zatrzymać i zdrzemnąć?

To było dobre pytanie. Perrinowi nagle zaburczało w żołądku i przygotował im posiłek złożony z suszonego mięsa i kawałka chleba, którym podzieli się z Gaulem. Czy zjedzony chleb będzie z nimi w wilczym śnie, czy zniknie, jak tylko go zjedzą?

Druga opcja okazała się prawdziwa. Pożywienie zniknęło, gdy tylko Perrin je zjadł. Potrzebowali swoich zapasów, a być może otrzymają więcej żywności od Asha’manów Randa, gdy otworzy się portal. Na razie Perrin powrócił do swej watahy i wykopał trochę suszonego mięsa, a potem przyłączył się do Gaula na północy.

Kiedy usiedli na wzgórzu, by ponownie się posilić, Perrin odkrył, że siedzi na szpili snów. Nosił ją ze sobą, ustawioną w pozycji nieaktywnej, tak jak nauczyła go Lanfear. Nie tworzyła teraz kopuły, ale mógł ją stworzyć, gdyby chciał.

Lanfear miała to wszystko, ale oddała jemu. Co to oznaczało? Czyżby z niego zakpiła?

Perrin ugryzł kawałek suszonego mięsa. Czy Faile była bezpieczna? Gdyby Cień odkrył, czym się zajmowała… Cóż, chciałby przynajmniej móc sprawdzić, co się z nią dzieje.

Pociągnął długi łyk z bukłaka, a potem rozejrzał się za wilkami. Tu, na Ziemiach Granicznych, były ich setki. Może nawet tysiące. Posłał tym znajdującym się w pobliżu pozdrowienie, przesyłając swój zapach w połączeniu z obrazem swej osoby. Tuzin odpowiedzi, które otrzymał, nie było wyrażonych słowami, ale umysł Perrina i tak je zrozumiał.

1 ... 131 132 133 134 135 136 137 138 139 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)