Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 130 131 132 133 134 135 136 137 138 ... 167
Перейти на страницу:

Mówiąc te słowa lord Winter wziął pod ramię Feltona i śmiejąc się wyszedł.

— Och, znajdę to, czego ci trzeba — wycedziła Milady przez zęby — bądź spokojny, niedoszły mnichu, biedny nawrócony żołnierzu, coś uszył sobie mundur z habitu.

— Jednakże — rzekł lord Winter zatrzymując się w drzwiach — to niepowodzenie nie powinno ci odjąć apetytu, Milady. Skosztuj tego kurczęcia i ryb, których nie kazałem zatruć, słowo honoru. Jestem w dobrych stosunkach z moim kucharzem, a ponieważ nie będzie po mnie dziedziczyć, mam do niego całkowite zaufanie. Idź w moje ślady. Żegnaj, droga siostro, do następnego omdlenia.

Było to więcej, niż mogła znieść Milady; palce wbiła w fotel, zgrzytnęła głucho zębami, oczy utkwiła w drzwiach, które zamykały się za lordem Winterem i Feltonem, a kiedy zobaczyła, że jest sama, na nowo ogarnęła ją rozpacz; spojrzała na stół, zauważyła błyszczący nóż, skoczyła i porwała go, ale rozczarowała się okrutnie: ostrze było grube i z giętkiego srebra.

Za nie domkniętymi drzwiami rozległ się wybuch śmiechu i drzwi otworzyły się na nowo.

— Ha, ha — wołał lord Winter — ha, ha, ha, widzisz, mój dzielny Feltonie, proszę, powiedziałem ci, ten nóż był przeznaczony dla ciebie; moje dziecko, ona by cię zabiła; widzisz, to jeden ze sposobów Milady pozbywania się tych, którzy jej zawadzają. Gdybym cię usłuchał, miałaby nóż ostry i ze stali, ale nie byłoby już Feltona, zabiłaby cię, a po tobie wszystkich innych. Spójrz, Johnie, jak świetnie umie trzymać nóż.

Rzeczywiście Milady trzymała nóż w zaciśniętej dłoni, ale przy tych słowach, przy tej największej zniewadze, opuściły ją siły i wola.

Nóż upadł na ziemię.

— Masz rację, milordzie — rzekł Felton z akcentem głębokiego niesmaku, który odezwał się echem w sercu Milady — masz rację, byłem w błędzie.

I obaj wyszli z pokoju.

Tym razem wszakże Milady nasłuchiwała uważniej niż przedtem, aż kroki w korytarzu ucichły.

— Jestem zgubiona — szepnęła — jestem we władzy ludzi, na których nie mam większego wpływu niż na posągi z brązu czy granitu; znają mnie doskonale i są opancerzeni przeciwko każdej mej broni. Wszelako niepodobna, by skończyło się tak, jak postanowili.

Jak widać z ostatniego zdania, Milady instynktownie zwracała się ku nadziei; lęk i słabość nigdy nie mieszkały długo w tej duszy. Usiadła przy stole, skosztowała rozmaitych dań, wypiła odrobinę hiszpańskiego wina i poczuła, jak znów wraca jej odwaga.

Przed położeniem się do łóżka rozpatrzyła, zbadała, przyjrzała się od wszystkich stron, przestudiowała na wszelkie sposoby słowa, chód, gesty, znaki, a nawet milczenie obu mężczyzn — głęboko, zręcznie, umiejętnie, po czym doszła do wniosku, że z jej dwóch prześladowców łatwiej będzie zranić Feltona. Jedno zwłaszcza zdanie wracało na myśl uwięzionej:

— Gdybym cię był usłuchał — powiedział do niego lord Winter.

Zatem Felton wstawiał się za nią, skoro, lord Winter nie chciał go usłuchać.

— Jakikolwiek jest ten człowiek, mocny czy słaby — powtarzała Milady — ma wszakże iskierkę litości w sercu; z tej iskierki wzniecę pożar, który go strawi. Jeśli idzie o tamtego, zna mnie, boi się i wie, czego się po mnie spodziewać, jeśli wymknę mu się z rąk; moje usiłowania byłyby więc próżne. Co innego Felton, to młodzieniec naiwny, zdaje się cnotliwy, na niego znajdzie się sposób.

Milady położyła się i zasnęła z uśmiechem na ustach; ktoś, kto zobaczyłby ją śpiącą, powiedziałby, że to młoda dziewczyna śni o wianku z kwiatów, którym ozdobi czoło w najbliższe święto.

Rozdział XXIII

DRUGI DZIEŃ NIEWOLI

Milady śniła, że wreszcie ma w rękach d’Artagnana, że jest obecna przy jego kaźni; na widok tej nienawistnej krwi płynącej pod toporem kata czarujący uśmiech zarysował się na jej ustach.

Spała, jak śpi więzień ukołysany pierwszą nadzieją. Nazajutrz, kiedy otworzono drzwi do jej pokoju, była jeszcze w łóżku. Feston stał na korytarzu: przyprowadził kobietę, o której mówił wczoraj; kobieta weszła i zbliżyła się do łóżka Milady ofiarowując jej swoje usługi.

Milady była z natury blada, toteż jej cera mogła zmylić osobę, która widziała ją po raz pierwszy.

— Mam gorączkę — powiedziała — nie zmrużyłam oka przez całą noc, cierpię okropnie. Czy będziesz bardziej ludzka niż ci, co tu byli wczoraj? Proszę zresztą tylko o to, by pozwolono mi leżeć.

— Czy każe pani wezwać lekarza? — zapytała kobieta.

Felton słuchał tej rozmowy nie mówiąc słowa.

Milady pomyślała, że im więcej ludzi będzie ją otaczało, tym większą ich liczbę będzie musiała zjednać dla siebie i tym bardziej zaostrzy się czujność lorda Wintera. Zresztą lekarz mógłby powiedzieć, że udaje chorobę; Milady przegrała w pierwszym starciu i nie chciała przegrać w drugim.

— Lekarza? A po co? — rzekła. — Ci panowie oświadczyli wczoraj, że moja choroba jest zmyślona, to samo powiedzą i dzisiaj; od wczoraj wieczór mieli dość czasu, by wezwać doktora.

— W takim razie — rzekł Felton zniecierpliwiony — powiedz pani sama, czego sobie życzysz.

— Ach, mój Boże, czy mogę wiedzieć? Wiem tylko, że cierpię; róbcie, co wam się podoba.

— Poprosić lorda Wintera — rzekł Felton zmęczony tymi nieustannymi skargami.

— O, nie, nie — zawołała Milady — nie, panie, nie wołaj go, przysięgam, czuję się dobrze, nic mi nie trzeba, nie wołaj go.

Zdanie powiedziała tak gwałtownie i z tak wielkim uniesieniem, że Felton mimo woli postąpił kilka kroków naprzód.

“Wszedł” — pomyślała Milady.

— Pani — rzekł Felton — jeśli cierpisz naprawdę, poślemy po medyka; jeśli nas oszukujesz, tym gorzej dla ciebie, ale my przynajmniej nie będziemy mieli sobie nic do zarzucenia.

Milady nie odpowiedziała, odrzuciła tylko piękną głowę na poduszkę, zalała się łzami i wybuchnęła szlochem...

Felton patrzył na nią przez chwilę ze zwykłym spokojem; za czym widząc, że atak może potrwać, wyszedł, a kobieta za nim. Lord Winter się nie zjawił.

— Zdaje mi się, że zaczynam widzieć rzeczy we właściwym świetle — szepnęła Milady z dziką radością, zakrywając się prześcieradłami, by ukryć ten wybuch wewnętrznego zadowolenia przed wszystkimi, którzy mogliby ją śledzić.

Minęły dwie godziny.

— Czas już teraz, żebym ozdrowiała — rzekła — wstańmy i zabierzmy się od razu do dzieła; mam tylko dziesięć dni, dziś mija drugi.

Rano przyniesiono Milady śniadanie do pokoju; pomyślała więc, że wkrótce przyjdą po stół i wówczas ujrzy Feltona.

Milady nie pomyliła się: ukazał się Felton i nie zwracając uwagi na to, czy Milady jadła, czy nie jadła śniadania, dał znak, by zabrano z pokoju stół, który przynoszono zwykle z zastawą.

Felton z książką w ręku został w pokoju.

Milady na pół leżąc na fotelu obok kominka, blada, piękna i zrezygnowana, wyglądała na świętą dziewicę oczekującą męczeństwa.

Felton zbliżył się do niej i rzekł;

— Lord Winter, który jest katolikiem jak pani, mniema, że byłoby pani przykro, gdyby cię pozbawić praktyk i obrzędów religijnych; zgadza się zatem, byś odczytywała co dzień waszą mszę; oto książka zawierająca modlitwy.

Milady podniosła głowę: sposób w jaki Felton położył książkę na małym stoliku obok Milady, ton, jakim powiedział te dwa słowa: wasza msza, pogardliwy uśmiech, który im towarzyszył, kazały jej spojrzeć uważniej na oficera.

Proste uczesanie, przesadna skromność stroju, czoło gładkie jak marmur, ale równie twarde i nieprzeniknione, naprowadziły ją na myśl, że ma przed sobą jednego z tych ponurych purytanów, jakich spotykała często na dworze króla Jakuba, a nawet na dworze króla francuskiego, gdzie mimo wspomnień o nocy św. Bartłomieja szukali niekiedy schronienia.

1 ... 130 131 132 133 134 135 136 137 138 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)