Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Obfite piersi, pełne biodra - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Obfite piersi, pełne biodra

Электронная книга - «Obfite piersi, pełne biodra». Краткое содержание книги:

Obfitymi piersiami i pełnymi biodrami natura obdarza kobiety z rodziny Shangguan, mieszkającej w małej chińskiej wiosce, w prowincji Shandong. Od obfitych piersi i matczynego mleka uzależniony jest narrator powieści, długo wyczekiwany syn, brat ośmiu starszych sióstr. Losy rodziny ukazane są na tle wydarzeń historycznych, począwszy od Powstania Bokserów w 1900 roku, poprzez upadek dynastii Qing, inwazję japońską, walki Kuomintangu z komunistami, „rewolucję kulturalną”, aż do reform gospodarczych. Na prowincji życie toczy się jednak obok wielkich przemian, rządzą tam najprostsze instynkty, a podstawową wartością jest przetrwanie.
W powieści Obfite piersi, pełne biodra wszystko jest trochę oderwane od rzeczywistości, pełne makabrycznych zdarzeń i wynaturzonych postaci, ocierające się o magię – a jednocześnie opisane prostym, niezwykle obrazowym językiem, przesycone ironią i czarnym humorem. Zręczność stylistyczna i wybujała fantazja Mo Yana powodują, że lektura wciąga na długo – jest to jedna z tych książek, które czyta się zachłannie, mimo że ogłuszają, wyprowadzają z równowagi.
1 ... 128 129 130 131 132 133 134 135 136 ... 185
Перейти на страницу:

Huki w bocznym skrzydle obudziły matkę. W ledwie nasuniętych na stopy butach pokuśtykała do drzwi – hałas ustał z oczywistych przyczyn. Zatroskana ujrzała gołą Laidi, opierającą się bezwładnie o framugę. Laidi wypuściła z ręki zakrwawioną sztabę i w otępieniu wyszła na podwórze. Szarawe strugi deszczu smagały jej ciało i spływały po skórze jak strumienie łez. Brzydkie stopy Laidi człapały po błotnistych kałużach. Ukucnęła przed misą z wodą i umyła ręce.

Matka ściągnęła Hana Ptaszka z głuchoniemego, podpierając go ramieniem pod pachą, zaprowadziła mężczyznę na kang i przykryła ze wstrętem. Usłyszawszy jęk bólu, doszła do wniosku, że życiu naszego legendarnego bohatera nie zagraża niebezpieczeństwo. Następnie schyliła się i postawiła Niemowę do pionu, jakby był workiem ryżu. Zauważyła dwie strużki ciemnej cieczy, wyciekające mu z nozdrzy; na chwilę przystawiła mu palec do nosa. Trup Niemowy siedział stabilnie, wcale nie zamierzając się przewrócić.

Wytarłszy zakrwawiony palec o ścianę, matka wróciła nieprzytomnie na swój kang i rzuciła się nań w ubraniu. Obrazy z życia Niemowy jeden po drugim przesuwały jej się przed oczami. Przypominając sobie, jak mały Niemowa na czele swoich młodszych braci dosiadał muru niczym król, nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Na podwórku Laidi szorowała ręce mydłem, raz po raz; ziemia wokoło była zalana mydlinami. Po południu Han Ptaszek, trzymając się jedną ręką za gardło, a drugą za krocze, wyszedł z domu. Objął zziębniętą, lodowatą Laidi, która złapała go za szyję z kretyńskim chichotem.

Młody oficer o czerwonych wargach i białych zębach wszedł na nasze podwórze w towarzystwie sekretarza z okręgu, niosąc przykrytą czerwonym papierem misę. Zawołali kilka razy, lecz ponieważ nie było odpowiedzi, skierowali się do izby matki.

– Cioteczko – rzekł sekretarz – to jest komendant Song, dowódca kompanii ciężkiej artylerii. Chciałby złożyć kurtuazyjną wizytę towarzyszowi Sunowi Niemowie.

– Cioteczko, najmocniej przepraszam – rzekł zawstydzony komendant Sun. – Nasza ciężarówka uderzyła towarzysza Suna w głowę i nabiła mu guza…

Matka podniosła się nagle.

– Co pan mówi? – spytała.

– Nasza ciężarówka… Droga była taka śliska… nabiła wielkiego guza towarzyszowi Sunowi…

Matka wybuchnęła głośnym płaczem.

– Wrócił do domu… Tylko jęknął, a potem umarł… – łkała. Młody żołnierz zbladł ze strachu.

– Cioteczko… – powiedział, prawie płacząc. – My naciskaliśmy na hamulec, ale… droga była taka śliska…

Kiedy lekarz przyszedł zbadać ciało, Shangguan Laidi, schludnie ubrana, przyszła do matki z tobołkiem w ręku i powiedziała:

– Mamo, muszę iść. Co ma być, to będzie, nie mogę dopuścić do tego, żeby fałszywie oskarżono tych żołnierzy.

– Idź. Powiedz w sądzie, że od zawsze jest zasada: kobieta ciężarna musi urodzić, zanim…

– Rozumiem. Jeszcze nigdy w życiu nie rozumiałam niczego tak dobrze…

– Wychowam twoje dziecko jak najlepiej.

– O nic więcej się nie martwię, mamo.

Laidi wyszła na podwórze i zbliżyła się do wschodniego skrzydła.

– Nie macie co badać. To ja go zabiłam, najpierw uderzyłam go stołkiem, potem sztabą. Zrobiłam to w momencie, gdy dusił Hana Ptaszka.

Han Ptaszek wszedł na podwórze ze sznurkiem zabitych ptaków.

– O co chodzi? O jednego kadłubowatego śmiecia mniej na świecie. To ja go wykończyłem!

Milicjanci zakuli Laidi i Hana Ptaszka w kajdanki i zabrali ich.

Pięć miesięcy później milicjantka przyniosła męskie niemowlę, chude jak chory kociak. Oznajmiła matce, że Shangguan Laidi zostanie rozstrzelana następnego dnia. Rodzina może odebrać ciało, a jeśli nie zechce, zostanie ono przekazane do szpitala i poddane sekcji. Powiedziała też, że Han Ptaszek został skazany na dożywocie i będzie odbywał wyrok w Kotlinie Kaszgarskiej, dziesięć tysięcy li od Północno-Wschodniego Gaomi. Przedtem członkowie rodziny mogą go odwiedzić.

Shangguan Jintong został usunięty ze szkoły za niszczenie drzewek na szkolnym dziedzińcu. Sha Zaohua wyrzucono z trupy aktorskiej za kradzieże.

– Odbierzemy ciało – oznajmiła matka.

– Babciu, a po co nam to… – rzekła Zaohua. Matka pokręciła głową.

– Popełniła zbrodnię, za którą należy się strzał w tył głowy. Ale nie zasłużyła sobie na pocięcie w drobne kawałki.

Na egzekucję Shangguan Laidi przybyło ponad dziesięć tysięcy widzów. Skazaną zawieziono furgonetką w pobliże Mostu Pożegnania Dusz. Towarzyszył jej współwinny Han Ptaszek. Aby zapobiec nieuporządkowanym wypowiedziom, oboje zostali zakneblowani.

Niedługo potem rodzina Shangguan otrzymała zawiadomienie o śmierci Hana Ptaszka. W czasie podróży do miejsca zesłania skazaniec wyskoczył z wozu. Koła pociągu przecięły go na pół.

40

Aby zagospodarować dziesiątki tysięcy mu nieużytków Północno-Wschodniego Gaomi, wszyscy młodzi mężczyźni i kobiety zostali powołani do rolniczych brygad produkcyjnych w Państwowym Gospodarstwie Rzeki Wodnego Smoka. W dniu, w którym przydzielano zadania, szef biura gospodarstwa zapytał mnie:

– Jakie masz umiejętności?

Byłem tak głodny, że szumiało mi w uszach i nie dosłyszałem jego pytania. Rozchylił nieco wargi, odsłaniając ząb z nierdzewnej stali w samym środku szczęki. Podniesionym głosem spytał jeszcze raz:

– Co potrafisz?

Przypomniałem sobie moją nauczycielkę rosyjskiego, Huo Lina, którą widziałem przed chwilą na drodze, dźwigającą pakę z nawozem. Mawiała kiedyś, że mam talent do języków.

– Dobrze mówię po rosyjsku – powiedziałem.

– Po rosyjsku? – rzekł z szyderczym uśmiechem, błyskając swoim stalowym zębem. – Jak dobrze? Mógłbyś być tłumaczem Chruszczowa i Mikojana? Umiałbyś przetłumaczyć oficjalny komunikat po chińsko-radzieckich rozmowach na szczycie? Chłopcze, tutaj młodzi ludzie, którzy studiowali w Związku Radzieckim, rozrzucają gnój. Myślisz, że znasz rosyjski lepiej od nich?

Inni młodzi robotnicy, czekający na przydział zadań, wybuchnęli szyderczym śmiechem.

– Pytam, co robiłeś w domu. Co ci szło najlepiej?

– Pasałem kozy. W tym byłem najlepszy.

– W porządku. – Szef uśmiechał się pogardliwie. – To są właśnie umiejętności. Jakiś tam rosyjski, francuski, angielski, japoński, włoski, na co to komu?

Napisał coś szybko na skrawku papieru i wręczył mi go ze słowami:

– Zgłoś się do brygady hodowlanej, do pani komendant Ma, poproś ją o przydział pracy.

Po drodze jakiś stary robotnik powiedział mi, że komendant Ma, czyli Ma Ruilian, jest żoną dyrektora gospodarstwa, Li Du. Innymi słowy, jest tu „pierwszą damą". Kiedy przyszedłem się zameldować, z kartką w ręku i stertą pościeli na ramieniu, właśnie przeprowadzała eksperyment zapładniania krzyżowego. Na podwórzu uwiązano jajeczkującą krowę, oślicę, owcę, maciorę i królicę. Pięć osób z personelu: dwóch mężczyzn i trzy kobiety, w śnieżnobiałych fartuchach, szerokich maseczkach, zakrywających twarze i nosy i w gumowych rękawiczkach, trzymało w dłoniach przyrządy do inseminacji, niczym pięcioosobowa drużyna gotowa do ataku. Ma Ruilian miała krótkie, niemal po męsku ostrzyżone włosy, sztywne jak końska grzywa, okrągłą, rumianą twarz, długie, wąskie oczy, czerwony, duży nos, pełne wargi, krótką szyję, szeroką pierś i duże, ciężkie piersi, przypominające kopce grobowe. Niech to szlag, zaklął pod nosem Shangguan Jintong. Jaka znowu Ma Ruilian, przecież to Shangguan Pandi! Z powodu złej reputacji rodziny Shangguan zmieniła sobie nazwisko i imię. W takim razie Li Du musiał być Lu Lirenem, który niegdyś nazywał się Jiang Liren, a przedtem pewnie jeszcze inaczej: X Liren albo Y Liren. Jeśli ta para o zmiennej tożsamości została zesłana tu, w tak odległe rejony kraju, to znaczy, że stali się „śmierdzącymi jajkami", czyli popadli w niełaskę. Pani komendant była ubrana w płócienną koszulę z krótkimi rękawami rosyjskiego kroju i pogniecione czarne spodnie z tkaniny przypominającej suszone tofu, na nogach miała trampki z wysokimi cholewkami. W dłoni trzymała papierosa marki Wielki Skok; zielonkawy dym spowijał jej palce, podobne do marchewek. Zaciągnęła się dymem i zapytała:

1 ... 128 129 130 131 132 133 134 135 136 ... 185
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)