Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
— Dziękuję za ostrzeżenie — odparła grzecznie Egwene.
Doradczyni?! Udowodniła już chyba przecież Komnacie, że nie zamierza pełnić roli marionetki, a jednak większość Zasiadających wyraźnie się upierała przy opinii, że ktoś musi kierować poczynaniami Amyrlin. Przynajmniej sprawdziły się jej podejrzenia związane z „radą”. Miała nadzieję, że żadna z przedstawicielek tejże rady o jej podejrzeniach nie wie.
— Jeszcze z innego powodu powinnaś zachować ostrożność — kontynuowała Delana spokojnym, niedbałym głosem, sprzecznym z intensywnością jej spojrzenia. Dla tej kobiety wyraźnie omawiane przez nią sprawy były niezwykle ważne, choć nie chciała się przed Egwene zdradzić ze swoimi emocjami. — Możesz być pewna, że każda porada, której ci udzieli któraś z nich, będzie pochodziła wprost od przywódczyni jej Ajah, a jak wiesz, przywódczynie danych Ajah i ich Zasiadające nie zawsze się spotykają oko w oko. Zbyt dokładnie ich słuchając, możesz zadrzeć z Komnatą. Pamiętaj, że nie każda decyzja dotyczy wojny, choć pewnie zapragniesz nakłonić niektóre z Aes Sedai do postępowania zgodnie z twoim pomysłem.
— Córko, Amyrlin powinna wysłuchać każdej strony przed podjęciem decyzji — wyrecytowała Egwene. — Jednak zapamiętam twoje ostrzeżenie, kiedy będą mi doradzać.
Czy ta Delana doprawdy uważa ją za jakąś głupią dziewuchę? A może próbowała ją rozgniewać? Gniew prowadził do pospiesznych decyzji i nierozważnych słów, które czasami trudno było cofnąć. Egwene nie potrafiła się domyślić, o co Delanie naprawdę chodzi, ale skoro Zasiadającym nie powiódł się jeden rodzaj manipulacji wobec niej, zapewne próbowały innego. Odkąd Egwene została wyniesiona na Tron Amyrlin, zyskała wielką praktykę w niepoddawaniu się manipulacji. Wziąwszy kilka głębokich, regularnych wdechów, starała się przez chwilę odzyskać równowagę i spokój. Udało jej się. W tej kwestii od pewnego czasu również miała już spore doświadczenie.
Szara zadarła głowę i patrzyła na Amyrlin. Jej widoczna w kapturze twarz wydawała się uosobieniem łagodności. Natomiast gniew w jasnoniebieskich oczach jarzył się jeszcze mocniej. Oczy wydawały się teraz ciąć niczym ostre sztylety.
— Mogłabyś, Matko, spytać, co sądzą na temat negocjacji z Elaidą.
Egwene o mało się nie uśmiechnęła. Zatem Delana z absolutną premedytacją wprowadziła pauzę w ich rozmowę. Widocznie nie lubiła określenia „Córka”, szczególnie jeśli tytułowała ją tak kobieta młodsza niż większość nowicjuszek. Młodsza niż większość tych pochodzących z Wieży, nie wspominając o najnowszych. Chociaż w sumie Delana również wydawała się zbyt młoda jak na Zasiadającą. I tak samo jak ona, Egwene, córka karczmarza, nie umiała panować nad temperamentem.
— A dlaczego miałabym je o to pytać?
— Ponieważ temat ten pojawił się w Komnacie przed kilkoma dniami. Nie była to propozycja, po prostu o takiej możliwości wspomniały bardzo cicho Varilin, Takima i Magla. A Faiselle i Saroiya okazały zainteresowanie słowami tamtych.
Nawet jeśli Egwene pozostawała dotąd opanowana, teraz rozszalała się w jej wnętrzu prawdziwa wściekłość, nad którą nie potrafiła zapanować. Tych pięć kobiet zasiadało w Komnacie jeszcze przed rozłamem w Wieży, lecz — co ważniejsze — podzieliły się między dwie główne frakcje walczące o kontrolę Komnaty. Część poszła za Romandą, część za Lelaine, te dwie z kolei zawzięcie walczyłyby z sobą, nawet gdyby obu groziło zatonięcie. No i obie trzymały swoje zwolenniczki żelazną ręką.
Amyrlin mogłaby uwierzyć, że niektóre spośród tych Aes Sedai przeraziły się ostatnimi wydarzeniami... Ale nie Romanda lub Lelaine. Od trzech czy czterech dni rozmowy o Elaidzie bądź na temat przejęcia Wieży niemalże ucichły, przytłoczone pełnymi niepokoju dyskusjami nad tym niemożliwie potężnym i niewyobrażalnie długim wybuchem Jedynej Mocy. Prawie każda siostra chciała wiedzieć, co ów wybuch spowodowało i prawie każda lękała się potencjalnej odpowiedzi na to pytanie. Zaledwie wczoraj Egwene potrafiła przekonać Komnatę, że dla małej grupy bezpieczne jest przemieszczenie się przy użyciu bramy, czyli Podróżowanie do miejsca erupcji (wspomnienia wszystkich były na tyle silne, że każda siostra umiałaby wskazać punkt w przestrzeni, w którym do wybuchu doszło), a większość sióstr wyraźnie nadal wstrzymywała oddech, czekając na powrót Akarrin i jej towarzyszek. Każda Ajah wystawiła przedstawicielkę, tym niemniej grupką dowodziła Akarrin.
Ani Lelaine, ani Romanda nie wydawały się jednakże zainteresowane tą kwestią. Obie twierdziły, że potężne przenoszenie Mocy, choć gwałtowne i bardzo długie, miało miejsce w znacznej odległości od Tar Valon i na szczęście nikomu nie wyrządziło najmniejszej nawet krzywdy. Jeśli Moc przenosił któryś z Przeklętych — co uznawały za pewnik — szansa poznania szczegółów działania tej osoby równała się niemal zeru, a możliwość sprzeciwu czy przeciwdziałania ze strony Aes Sedai wydawała się jeszcze mniejsza. Marnowanie czasu i energii z tak niemożliwego powodu uznawały za nonsens, skoro siostry miały do wykonania ważniejsze zadania. Obie to właśnie zgodnie oświadczyły, przy okazji zgrzytając zębami, gdyż zrozumiały, iż pozostają w jakiejś sprawie zgodne. Zgodziły się też, że Elaidzie trzeba odebrać Laskę i Stułę — Romanda wypowiedziała to zdanie prawie z taką samą gorliwością co Lelaine. Jeżeli fakt, że Elaida zepchnęła z Tronu Amyrlin jedną z Błękitnych Ajah, rozwścieczył Lelaine, proklamacja Elaidy w sprawie planowanego rozwiązania Błękitnych Ajah doprowadziła ją niemal do ataku wściekłości. A teraz pozwalały sobie na rozmowę o negocjacjach...? Nie, to nie miało najmniejszego sensu.
Egwene bez dwóch zdań nie chciała wzbudzać podejrzeń u Delany czy kogokolwiek innego. Nikt wszak nie miał nawet brać pod uwagę faktu, że Sheriam i kobiety z „rady” są kimś więcej niż tylko grupką „wartowniczek” wyznaczonych do śledzenia poczynań młodziutkiej Amyrlin. Tym niemniej przywołała je wszystkie ostrym tonem. Siostry były wystarczająco inteligentne, toteż potrafiły dotrzymać sekretów wymagających dyskrecji, zwłaszcza że za ujawnienie choć części tych tajemnic ich własne Ajah srodze by je ukarały. Teraz podjechały niespiesznie i powoli ustawiły się wokół Egwene. Ich twarze wyglądały identycznie — jak typowe dla Aes Sedai maski spokoju i cierpliwości. Amyrlin kazała Delanie powtórzyć wcześniejsze słowa. Mimo swej pierwotnej prośby o rozmowę na osobności Szara niby odmówiła, lecz sekundę później nakreśliła krótko swoje podejrzenia. I w tym momencie zakończył się okres spokoju i cierpliwości.
— To szaleństwo — oznajmiła Sheriam, zanim któraś z pozostałych zdołała choćby otworzyć usta. W jej głosie pobrzmiewał gniew i prawdopodobnie lekki przestrach. Może i była przestraszona. Jej imię znajdowało się wszak na liście kandydatek do ujarzmienia. — Żadna z nich nie wierzy chyba naprawdę w możliwość negocjacji.