Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 128 129 130 131 132 133 134 135 136 ... 236
Перейти на страницу:

W małych siołach składających się z dziesięciu, dwunastu pokrytych strzechą lub łupkiem kamiennych domów albo w sporadycznie zdarzających się tu wioskach zaludnionych mniej więcej przez setkę rodzin, dzieci bawiące się w śniegu bądź też noszące ze studni wypełnione wodą wiadra zatrzymywały się i otwierały buzie, patrząc ze zdumieniem na żołnierzy jadących ubitymi traktami, które pełniły rolę dróg, o ile nie zasypał ich śnieg. Żołnierze nie wieźli żadnych sztandarów, chociaż niektórzy mieli wyhaftowany na płaszczach lub kaftanach z długim rękawem Płomień Tar Valon, charakterystyczne wielobarwne odzienie Strażników sugerowało zaś, iż przynajmniej kilka spośród kobiet to Aes Sedai. Nawet tak blisko miasta siostry stanowiły ostatnio niezwykły widok, pod wpływem którego każdemu malcowi błyszczały oczy. Zresztą prawdopodobnie nawet żołnierze wydawali się niektórym z nich istotami nie z tego świata. Większą część terenu dokoła Tar Valon zajmowały produkujące jedzenie dla miasta farmy, czyli otoczone kamiennym murem pola skrywające stare, rozpadające się domy, wysokie, kamienne lub ceglane stodoły, niewielkie połacie zarośli, zagajników i kęp drzew pośrodku. Grupki farmerskich dzieci często biegały w bliskiej odległości od domostw, niczym zające skacząc przez śnieg i rzadko się zbliżając do traktów. Zimowe prace domowe trzymały większość dorosłych we wnętrzach, ci zaś, którzy grubo ubrani wyszli na dwór, ledwie podnosili głowy, by ogarnąć szybkim spojrzeniem żołnierzy, Strażników czy Aes Sedai. Wkrótce przyjdzie wiosna, pora orki i siewu, na co Aes Sedai nigdy nie miały wpływu. I prawdopodobnie nadal nie będą miały, jeśli Światłość pozwoli.

Skoro nie spodziewali się ataku, nie zachowywali też jakiejś szczególnej ostrożności. Lord Gareth rozmieścił żołnierzy na przedzie, po bokach i na tyłach, a główną część grupy poprowadził tuż za Strażnikami, którzy niemal deptali po piętach Sheriam i przedstawicielkom „rady”. Wszyscy razem tworzyli duży, nierówny krąg wokół Egwene, która — gdyby nie rozglądała się na boki zbyt dokładnie — mogłaby niemal wyobrażać sobie, że jedzie traktem sama z Delaną. Albo gdyby zapatrzyła się w dal. Amyrlin nie przymuszała do rozmowy Zasiadającej w imię Szarych ani nie zamierzała na nią naciskać. Czekała ich długa jazda z powrotem do obozu, a tutaj, w miejscu, w którym ktoś mógłby dostrzec splot, nie wolno im było tkać bram; z tego też względu Egwene miała dość sporo czasu na wysłuchanie sprawy, z którą przybyła Delana. Dlatego na razie tylko się rozglądała, porównując mijane farmy z tymi, które zapamiętała z Dwu Rzek.

Może im się przypatrywała, gdyż niedawno sobie uświadomiła, że Dwie Rzeki przestały być jej domem. Uznanie tej prawdy nie kojarzyło jej się ze zdradą, tym niemniej uważała, że powinna pamiętać rodzinną miejscowość. Jeśli się zapomni, skąd się przyszło, można zapomnieć, kim się jest. Chociaż czasami córka karczmarza z Pola Emonda wydawała jej się kimś innym, zupełnie obcą osobą. Egwene czuła, że niektóre z tych farm przeniesione blisko Pola Emonda wyglądałyby zdecydowanie dziwacznie, nie potrafiła jednakże wypunktować uzasadniających jej stwierdzenie szczegółów. Cóż, te tutaj różniły się nieco kształtem, a ich dachy opadały pod innym kątem i częściej były kryte łupkiem niż strzechą. O ile Amyrlin dobrze widziała szczegóły przez śnieg, który pokrywał większość tych dachów. W Dwu Rzekach było oczywiście teraz mniej strzech niż niegdyś, a więcej kamienia i cegły. Egwene zobaczyła to już... w Tel’aran’rhiod. Zmiany następowały zresztą tak powoli, że trudno je było zauważyć czy doświadczyć związanych z nimi wygód, tym niemniej następowały. Nic nie pozostaje wszak takie samo, nawet gdy człowiek jest pewien niezmienności tego czegoś. Ani gdy ma na nią nadzieję lub jej pragnie.

— Niektórzy sądzą, że zamierzasz go do siebie przywiązać jako swojego Strażnika — zagaiła nagle Delana spokojnym głosem. Może po prostu zaczynała zwyczajną pogawędkę, gdyż całą uwagę wydawała się skupiać na poprawianiu kaptura swego płaszcza i wygładzaniu go dłońmi w zielonych rękawiczkach. Była niezłą amazonką, prowadziła swoją klacz dobrze i wręcz bez wysiłku, jakby w ogóle zapomniała o istnieniu zwierzęcia. — Niektórzy może uważają, że już to zrobiłaś. Sama przez jakiś czas nie miałam żadnego, toteż wiem, że dla poczucia komfortu wystarczy pamiętać, że się kogoś takiego ma i że jest on w pobliżu. O ile wybierzesz właściwego. — Egwene podniosła jedynie brwi, dumna, że nie odwarknęła tej kobiecie. Był to absolutnie ostatni temat, jakiego w tym momencie oczekiwała, Delana zaś dodała tonem wyjaśnienia: — Lord Gareth spędza z tobą dużo czasu. Jest nieco starszy niż większość, ale Zielone często wybierają na pierwszego Strażnika doświadczonego mężczyznę. Wiem, że nigdy właściwie nie wskazałaś żadnej Ajah, często wszakże myślę o tobie jako o Zielonej. Zastanawiam się, czy Siuan ulży, jeśli połączysz się z Lordem Garethem więzią, czy też może raczej wytrąci ją ten fakt z równowagi. Czasem zdaje mi się, że zareaguje spokojnie, innym razem, że nerwowo. Ich związek, jeśli można tak nazwać łączący ich układ, jest bardzo szczególny, jednakże Siuan jawnie poczyna sobie bez żadnego skrępowania.

— Musisz o to spytać samą Siuan. — Uśmieszek Egwene był nieco złośliwy. Podobnie zresztą jej ton. Zupełnie nie rozumiała, dlaczego Gareth Bryne ofiarował jej swoją lojalność, według niej wszakże Komnata Wieży miała ważniejsze zajęcia, niż plotkować niczym wiejskie baby. — Delano, możesz oświadczyć wszystkim zainteresowanym, że nikogo nie zamierzam z sobą wiązać. Lord Gareth spędza ze mną czas... jak zauważyłaś... ponieważ jestem Zasiadającą na Tronie Amyrlin, a on pełni funkcję mojego generała. O tym również możesz wszystkim przypomnieć.

Więc Delana myślała o niej jako o Zielonej. Tę właśnie Ajah wybrałaby w istocie, chociaż po prawdzie pragnęła mieć tylko jednego Strażnika. I tylko jeden mężczyzna pasowałby jej do tej roli. Ale Gawyn znajdował się albo gdzieś w Tar Valon, albo w drodze do Caemlyn, więc — tak czy tak — zbyt szybko się nie zobaczą. Egwene poklepała niespodziewanie szyję Daishara i przez chwilę walczyła z sobą, starając się, by jej uśmiech nie przemienił się w piorunujące spojrzenie. Pomyślała, że miło było zapomnieć choć na chwilę o Komnacie i jej sprawach. Dzięki kontaktom z Zasiadającymi rozumiała teraz powody, dla których Siuan — gdy była Amyrlin — miała często skrzywione oblicze i wyglądała jak osoba cierpliwie znosząca straszliwy ból zęba.

— Nie powiedziałabym, że temat ten stał się podstawą do szerokiej dyskusji — mruknęła Delana. — To znaczy... jak do tej pory. Tym niemniej jest pewne zainteresowanie wokół ciebie. Parę osób zastanawia się, czy posiadasz Strażnika i kto nim jest. Wątpię, czy Garetha Bryne uznałyby za mądry wybór. — Obróciła się w siodle i spojrzała za siebie. Egwene pomyślała, że kobieta popatrzyła zapewne na Lorda Garetha, jednak moment później Zasiadająca ponownie na nią zerknęła i oznajmiła bardzo cicho: — Oczywiście nie wybrałaś sobie Sheriam na Opiekunkę, musisz jednak wiedzieć, że Ajah przydzieliły także tej grupce sióstr zadanie obserwowania ciebie. — Jej pstrokata siwa klacz była niższa od Daishara, więc kobieta zmuszona była spoglądać na Amyrlin nieco z dołu, co usiłowała robić bez wysiłku. Nagle w wodnistych niebieskich oczach Delany pojawiły się ostre błyski. — Niektórzy sądzą, że doradza ci Siuan... że dobrze ci doradza... Wnoszą to z twojej decyzji wypowiedzenia wojny Elaidzie. Siuan wszakże czuje się chyba urażona z powodu zmiany... okoliczności, nieprawdaż? Z tego też względu Sheriam wygląda im zatem obecnie na najbardziej prawdopodobną doradczynię. W każdym razie Ajah przesyłają małe ostrzeżenie na wypadek, gdybyś zdecydowała się zaskoczyć je jakąś swoją kolejną decyzją.

1 ... 128 129 130 131 132 133 134 135 136 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)