Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
Tylko końcówka była ciekawsza – wynajęte przez Deanę issarskie strażniczki, zdawały się mieć niezłą zabawę w straszeniu niewinnych posłańców albo innych mężczyzn, którzy pechowo zabłądzili w niewłaściwych komnatach. Zwłaszcza te dwie walczące szablami. „Czy wiesz, Pani – donosiła Varala – że one najpewniej sypiają ze sobą? W jednym łożu? Dom Kobiet huczy od plotek. Co z tym zrobić? Jak Twój lud załatwia tego typu sprawy?”.
Deana westchnęła, sięgnęła po pióro i dopisała pod ostatnim zdaniem: „Nie wtrąca się. Chyba że komuś znudziła się głowa na karku. A jak któraś z dziewcząt chce się przyłączyć, niech najpierw zapyta. U mnie wszystko w porządku, dużo śpię i zdrowo jem, jak to na wojnie. Pilnuj Laweneresa”.
Drugie pismo pochodziło od Suchiego. Znów nic ciekawego. Truciciel przesyłał garść porad na temat tego, co Deana ma jeść i czego unikać. A także szczegółowy opis skutków biegunki. I receptę na lek na nią. Drań.
Odłożyła papier na bok, nawet nie warto się trudzić z odpisywaniem.
Ostatni list miał pieczęć Wielkiego Kohira. O tak, na nowiny od niego czekała od kilku dni.
Otworzyła kartkę. Evikiat pisał w meekhu, stawiając staranne, duże litery, jak człowiek posługujący się obcym językiem. I miał bardzo interesujące wieści.
„Do Deany d’Kllean, Pani Oka, Płomienia Agara.
Licytacja praw do wydobycia srebra na południu księstwa poszła doskonale, Moja Pani. Wygrała utworzona dokładnie dzień wcześniej Kompania Górnicza Czterech Księstw, składająca się z kilkunastu gildii kupieckich i rzemieślniczych, która postanowiła rzucić wyzwanie Kompanii Wydobywczej Południowych Magarhów. Walka była bezwzględna, bo Bamor Wanmur licytował zawzięcie, choć muszę przyznać, że mogła w tym być zasługa i rozsianych przez nas plotek o zasobności tamtejszych złóż.
Ostatecznie Wanmur przegrał, nie mogąc przebić sumy sześciu tysięcy małych min srebra.
Tak, Pani, to nie pomyłka, sześć tysięcy min. Niestety, to tylko częściowo rozwiązuje nasz kłopot, bo zaledwie jedna dziesiąta tej sumy trafiła do skarbca w żywej gotówce lub kruszcu, większość zapłacono w wekslach zastawnych. Sporo cennych budynków, magazynów i warsztatów będzie należeć do pałacu, jeśli weksle nie zostaną wykupione. Jak jednak z pewnością rozumiesz, Pani: wekslami i innymi papierami zastawnymi nie wygrywa się wojny w sytuacji takiej jak nasza. Dlatego też zdecydowałem się przystać na propozycję mistrza Kompanii Wydobywczej Południowych Magarhów i piszę teraz, tłumacząc się, dlaczego pozwoliłem sobie na taki krok.
Tradycją jest, że po tak wielkiej i krwawej rebelii zabija się większość schwytanych żywcem buntowników. Czasem nawet wszystkich i podejrzewam, że nasi af’gemidzi mają na to wielką ochotę. Zwłaszcza Wuar Sampore. Nie sądzę, Pani Oka, aby takie rozwiązanie radowało twoje serce. Dlatego też zawarłem z Wanmurem umowę, za którą biorę pełną odpowiedzialność teraz i w przyszłości, Moja Pani, bo dobro Białego Konoweryn zawsze stawiałem ponad własne życie.
Umowa brzmi następująco:
Co najmniej dwadzieścia tysięcy niewolników schwytanych przez naszą armię po stłumieniu powstania trafi do kopalń i hut Bamora Wanmura. Będą mieli zapewniony wikt i opiekę, choć oczywiście zostaną podjęte dodatkowe środki zapobiegające buntowi w przyszłości. Jeśli niewolników będzie więcej, Kompania Południowych Magarhów ma prawo pierwokupu. Jeśli będzie ich mniej, pogodzi się ze stratą.
Potrzebujemy pieniędzy, więc licząc na Twoją wyrozumiałość, przyjąłem już to srebro, którego część w formie zaliczki i zachęty wysłałem w wiadome Ci miejsce. Z reszty kazałem wybijać monety.
Dziś przyszła odpowiedź. Pozytywna. Wyruszyli i są gotowi zrobić wszystko, czego żądamy. Wybacz, że piszę tak ogólnikowo, ale oboje wiemy, o kogo chodzi, a list ten może wpaść w niepowołane ręce.
Niech Agar od Ognia ma Cię w opiece, Pani, niech Jego Światło rozjaśnia Ci drogę w tych mrocznych czasach.
Twój sługa, Wielki Kohir Dworu, Evikiat ze Smesh”.
Na marginesie listu dopisano pospiesznie:
„Wybacz, Pani, przypomniałem sobie jeszcze jedno. Przywódca wiadomych Ci ludzi wyśle sygnał o swoim przybyciu. Oto jaki…”.
Deana przeczytała i uśmiechnęła się szeroko. Ptaki? No, no, ktoś tu ma fantazję…
Zastanawiała się chwilę i włożyła list Evikiata w płomień świecy. To pismo nie miało prawa trafić w żadne ręce. Poczekała, aż papier rozbłyśnie jasno, i wrzuciła resztki do srebrnej misy.
Dopalił się szybko.
Musi wydać rozkazy obu af’gemidom w sprawie chwytania i traktowania jeńców. I dobrze ocenić czas przybycia pod Pomwe. Z dokładnością do pół dnia.
Od tego mogą zależeć losy całej wojny.
* * *
Wieczór wypełniony był wojskową krzątaniną, lecz wraz z zapadnięciem nocy przycichły hałasy towarzyszące zakładaniu obozu. Odległy o kilkaset kroków las pohukiwał jeszcze dzikimi wrzaskami małp, niezadowolonych, że ktoś wtargnął na ich teren, ale i on stopniowo cichł. Tylko od czasu do czasu z pobliskiego obozowiska słoni dobiegało trąbienie, któremu odpowiadało rżenie koni i rytmiczne pokrzykiwania wartowników.
Te zwykłe, normalne odgłosy odpoczywającej armii napełniały serce Deany smutkiem. Każda taka noc oznaczała kolejne piętnaście, czasem dwadzieścia mil wędrówki, która zbliżała ją do nieuchronnej bitwy.
Przestała się już modlić do Wielkiej Matki o cud. Wieści, że Krwawy Kahelle wycofał swoją armię i uciekł na zachód, na równiny czarnych plemion, nie nadeszły i na pewno nie nadejdą. Raporty z Pomwe były jasne, armia niewolników nadal oblegała miasto, mimo iż jej dowódca musiał wiedzieć, że wojska Konoweryn maszerują z odsieczą.
Co więcej, prowizoryczne fortyfikacje wzniesione przez buntowników sugerowały, że nastawiają się oni nie na długie oblężenie, lecz na szybki szturm. Dokładnie tak, jak przewidywał to Evikiat. A Pomwe nie było twierdzą, lecz miastem handlowym, otoczonym murem na tyle tylko wysokim i fosą na tyle tylko głęboką, by powstrzymać łupieżcze bandy. Evikiat miał rację, sugerując, że liczna armia, nawet jeśli uzbrojona bardziej w desperację i nienawiść niż w stal, może je zdobyć szybciej, niż zakładali to af’gemidzi Rodów Wojny.