Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137
Перейти на страницу:

Emilio pokiwał głową.

— Zawsze myślałem, że to fizyczna metafora, ale… teraz się zastanawiam, czy to nie jest przypowieść o czasie? Może w ten sposób Bóg chciał nam powiedzieć, że nie jesteśmy w stanie poznać Jego zamiarów, ale po czasie… zrozumiemy. Zobaczymy, gdzie On był: zobaczymy jego plecy.

Emilio wpatrywał się w niego z martwą twarzą.

— Bracie mojego serca p wiedział w końcu. — Bez ciebie gdzie bym dzisiaj był?

John uśmiechnął się serdecznie.

— Pijany w trupa w jakimś barze?

— Albo po prostu trup. — Emilio spojrzał w bok, mrugając powiekami. Kiedy był już w stanie przemówić, głos miał spokojny.

— Twoja przyjaźń powinna być wystarczającym dowodem, że Bóg istnieje. Dziękuję ci, John. Za wszystko.

John kiwnął głową raz, a potem drugi, jakby coś potwierdzał.

— Pójdę obudzić innych — powiedział.

KODA: Ziemia 2096

Jeszcze raz fale radiowe przeniosły na Ziemię muzykę z Rak hatu i jeszcze raz Emilia Sandoza wyprzedziły wiadomości, które miały zmienić jego życie.

Reakcje na muzykę DNA utrwaliły się na długo przed jegoi powrotem naZiemię. Wierzący uznali ją zacudowne potwierdzenie istnienia Boga i świadectwo Bożej Opatrzności. Sceptycy oświadczyli, że to oszustwo, sprytna sztuczka wymyślona przez jezuitów, aby odwrócić uwagę od ich poprzednich niepowodzeń i błędów. Ateiści nie podważali autentyczności muzyki, ale uznali ją za jeszcze jeden przypadek, który nie dowodzi niczego — jak sam wszechświat. Agnostycy stwierdzili, że to wspaniała muzyka, ale wstrzymali się od oceny, czekając Bóg wie na co.

Był to wzór, który ustalił się na Synaju i pod drzewem Bodhi, na Kalwarii i w Mekce, w świętych jaskiniach, u studni życia i w kamiennych kręgach. Znaki i cuda zawsze spotykają się z wątpieniem i może tak właśnie powinno być. Przy braku pewności wiara jest czymś więcej niż opinią — jest nadzieją.

Sam Emilio przeczytał kiedyś o uczonym z Lesotho, który utrwalił w swojej pamięci każdą ulicę w każdym mieście Afryki. Gdyby taki ktoś podłożył nutę pod każdą nazwę, to czy odnalazłby harmonię w adresach? Może tak, zakładając, że miałby dostateczną liczbę danych, dość czasu i nic lepszego do roboty. A gdyby tak się stało, zapytywał sam siebie Emilio podczas długiej podróży na Ziemię, to czy ta muzyka stałaby się choć trochę mniej piękna?

Ostatecznie był lingwistą i potrafił przyjąć, że religia i literatura, sztuka i muzyka to tylko efekty uboczne struktury mózgu, który przychodzi na świat gotów wywieść język z bezładnego natłoku dźwięków, sens z chaosu. Nasza zdolność do nadawania znaczeń jest zaprogramowana, by rozwinąć się w taki sam sposób, w jaki rozwijają się skrzydła motyla, kiedy wyjdzie z poczwarki, gotów do lotu. Jesteśmy biologicznie zaprogramowani, by nadawać rzeczom znaczenie. A jeśli tak jest, zapytywał sam siebie, czy to umniejsza ów cud?

Właśnie wtedy był już bardzo bliski modlitwy. Czymkolwiek jest prawda, myślał, niech będzie błogosławiona.

„Giordano Bruno” był prawie w połowie drogi, kiedy Nico zauważył, że don Emilia nie dręczą już nocne koszmary.

Od Ziemi dzieliło go tylko sześć miesięcy czasu subiektywnego. Skupił się na zadaniu, które samo się narzucało: na nauczeniu Rukueiego angielskiego, aby go przygotować na to, co mógł fj spotkać na Ziemi. Dobrze było troszczyć się o kogoś innego… i wykorzystywać własne doświadczenie dla dobra innej osoby. Zawieszony w czasie, Emilio przestał słuchać transmisji z Rakhatu, przechwytywanych przez Fransa, i ignorował odpowiedzi z Ziemi. Wszystko będzie dobrze, mówił sobie, a wszechświat niech martwi się o siebie; on sam ma tutaj zdolnego i chętnego ucznia. Tak więc kiedy Frans Vanderhelst zadokował w końcu „Bruna” w Orbitalnym Hotelu Shimatsu, gdzieś nad Pacyfikiem, Emilio Sandoz był niezwykle spokojny. Dlatego był zupełnie nie „› przygotowany na własną reakcję po przeczytaniu listu, który i czekał na niego przez prawie czterdzieści lat.

Napisany ręcznie na wykwintnym papierze czerpanym, by się nie rozpadł podczas jego przewidywanej nieobecności na Ziemi, krótki list zawierał następujące słowa:

„Wybacz mi, Emilio. Nie zniżę się do tłumaczenia łajdaka — i że nie miałem innego wyboru. Działałem po prostu w myśl, zasady, że łatwiej jest błagać o przebaczenie, niż prosić o pozwolenie. Ponieważ ufam Bogu, ufam też, że w czasie tej podróży dowiesz się czegoś bardzo cennego. Pax Christi. Vince Giuliani”.

Jezuita w średnim wieku, który wręczył mu ten list, nie znał jego treści, ale znał jego autora i okoliczności, w jakich został napisany, więc mógł podejrzewać, co zawiera.

— Ostatnie szarpnięcie łańcucha, ty przeklęty skurczybyku! — krzyknął Sandoz, potwierdzając hipotezę kapłana. Reszta komentarza była z głębi serca płynącą i podziwu godną mieszanką językową. Kiedy wreszcie skończył, a nie nastąpiło to szybko, znieruchomiał w śluzie powietrznej, z rękami zwieszonymi bezwładnie wzdłuż boków, wyczerpany atakiem złości. — A kim ty jesteś, do jasnej cholery? — zapytał po angielsku. — Patras YalamberTamang — odpowiedział ksiądz i ciągnął dalej w nienagannej hiszpańszczyźnie: — Jestem z prowincji nepalskiej, ale do niedawna uczyłem w El Instituto San Pedro Arrupe w Kolumbii. Przez ostatnie pięć lat byłem w zespole łączności z misją na Rakhat, współpracując z rządowymi i międzynarodowymi agencjami, a także z korporacjami sponsorującymi, przy koordynacji powitania pana Kitheriego. No i, rzecz jasna, Towarzystwo oferuje panu każdą pomoc, jakiej zechce pan od nas zażądać.

Wciąż rozdrażniony, Sandoz wysłuchałjednak do końca, jakie kroki podjęto, aby Rukuei poczuł się dobrze na Ziemi i aby ułatwić powrót Sandozowi i załodze „Giordana Bruna”. Obsługa hotelowa składa się ze starannie wybranych, świetnie wyszkolonych woluntariuszy, którzy przestudiowali historię misji jezuickich i którzy potrafią się porozumieć k’sanem. Czeka już na nich zespół medyczny; podróżnicy będą odizolowani przez parę miesięcy, ale cały hotel jest wyłącznie do ich dyspozycji. To bardzo dobry i bardzo drogi hotel. W samym środku, w pobliżu osi mikrograwitacyjnej, wydzielono odpowiednio dostosowany apartament dla Fransa Vanderhelsta, w którym będzie mógł oddychać swobodnie. Czekają na niego endokrynolodzy; mają nadzieję, że uda im się naprawić genetyczne uszkodzenie, które naruszyło równowagę jego metabolizmu. Cargo Carla Giulianiego zostanie, oczywiście, zatrzymane, oczekując na decyzje celne. Sam Giuliani już został zatrzymany do czasu rozstrzygnięcia wielu złożonych problemów prawnych; jeden z nich zależy od tego, czy Sandoz oskarży go o uprowadzenie. Siostra signora Giulianiego została powiadomiona o jego powrocie, ale najwidoczniej nie spieszy się z zapewnieniem mu opieki prawnej.

Pochodzące z rozmaitych okresów nowiny z Rakhatu były różne. Athaansi Laaks został pokonany, ale jego frakcja nadal nie zgadza się na wariant z rezerwatami. Danny Żelazny Koń wciąż zabiega o negocjacje. W 2084 roku przez dolinę N’Jarr przeszła jakaś zaraza, ale w owym czasie Jana’atowie odżywiali się już o wiele lepiej i ofiar nie było tak dużo, jak się wszyscy obawiali. John Candotti donosił o śmierci Sofii. Shetri Laaks czuje się dobrze; poślubił drugą żonę. Ma już dwóch kolejnych synów. Ten pierwszy, którego uratował Emilio, jest już młodym mężczyzną i sam ma dziecko. Druga żona Shetriego znowu jest w ciąży; mają nadzieję, że to będzie córka. Według ostatniego spisu dokonanego przez Seana populacja Jana’atów liczy blisko dwa tysiące sześćset osobników. Joseba dodał własną analizę, wykazującą, że jeśli wskaźniki narodzin i zgonów utrzymają się na takim poziomie, a inne warunki też się nie zmienią, populacja ma wszelkie szanse na stabilizację. W roku spisu do doliny N’Jarr przybyło około czterdziestu Runów. Nie zrównoważyło to w pełni zmarłych już Runów Va N’Jarr, ale zaznaczyła się tendencja wznosząca w porównaniu z poprzednimi pięcioma latami.

1 ... 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)