Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137
Перейти на страницу:

— Widzę to jako terytorium politycznie niezależne — powiedział Danny. — Jana’atowie już są tutaj odizolowani… wystarczy, by rząd z południa sformalizował tę sytuację! Suukmel uważa, że byłoby to całkiem dobre rozwiązanie. Przekonała Shetriego, a teraz poszły przekonywać Athaansiego.

Kim, do cholery, jest ten Athaansi?, zastanawiał się mętnie Sandoz. Zdawał sobie sprawę, że wygląda okropnie, ale w końcu zawsze wyglądał okropnie, więc nikt już nie przywiązuje do tego wagi.

— Rozmawialiście o tym z Sofią?

— Oczywiście! — odpowiedział John, z którego wciąż tryskała radość. — Rozmawialiśmy z nią parę dni temu. Chyba nie myślisz, że siedzieliśmy tu bezczynnie, ssąc sobie kciuki, kiedy ciebie nie było…

— Powiedziała, że nagłośni ten pomysł — powiedział Danny — ale decyzję i tak podejmie parlament Runów w Gayjurze. To zajmie trochę czasu, ale…

— Teraz mamy inny problem — przerwał mu Joseba. — VaN’Jarri muszą się jakoś dowiedzieć, że wojsko się wycofuje i że mogą tu bezpiecznie wrócić. Trzeba było ustalić jakiś sygnał umowny, ale nikt o tym nie pomyślał.

Pojawił się Nico z dwoma talerzami jedzenia z wahadłowca.

— Don Emilio — powiedział cicho — myślę, że powinieneś usiąść. Jesteś głodny?

Sandoz potrząsnął głową, ale usiadł na stołku.

—…chcemy odbudować ich liczebność, to musimy zapewnić im żywność — mówił Joseba — i to dużo, ale te równiny są fabryką mięsa, a być może Runowie będą chcieli dostarczać dziczyznę w zamian za kawę lub coś innego. Możemy też znaleźć jakieś zwierzęta nadające się do udomowienia. — Nawet nie zauważył, że zaczął używać formy „my”. — Jana’towie uważają, że można wyhodować kha’ani, które będą składać jajka przez cały rok…

— A zanim to się stanie — wpadł mu w słowo John — możemy polować i przynosić coś większego…

— Mogę pomóc w polowaniach — powiedział Nico, nie bardzo rozumiejąc, o czym się dyskutuje, ale zadowolony, że teraz, kiedy Carlo ich porzucił, może służyć don Emiliowi i księżom.

— Ach, jestem tego pewny, Nico — powiedział Sean — ale ty i Sandoz wracacie na Ziemię.

Nico otworzył usta i czekał na wyjaśnienia. Sandoz spojrzał ostro na Seana, a potem wstał i odszedł kilka kroków. Kiedy się odwrócił, miał twarz, z której nic nie można było wyczytać.

— Do Neapolu jest kawał drogi, Sean.

— No cóż, chyba masz rację, mistrzu, ale już ci zabukowaliśmy przelot do domu z Carlem — powiedział Danny. — Uległ naszej perswazji i zgodził się trochę poczekać, zanim wyruszy z powrotem. Wsadzimy was na prom z ostatnim ładunkiem towarów z Rakhatu.

John szczerzył zęby w uśmiechu.

— Namówiliśmy Fransa, żeby spróbował tego szamponu z yasapy, Carlo nagle postanowił zrewidować swoje umowy. To było naprawdę zdumiewające, Emilio. Danny załatwił VaN’Jarrim wspaniałe warunki…

Sandoz pokręcił głową; jego wytrzymałość miała jednak granice, do których niebezpiecznie się zbliżał.

— Nie — powiedział bezbarwnym tonem. — Nico może wrócić, aleja dałem słowo. Powiedziałem Sofii, że będę poręczycielem Jana’atów…

Chryste, przecież nam o tym powiedziała — odezwał się Sean. — To jest kobieta, która w Belfaście czułaby się jak w domu! Twarda suka, ale można się z nią dogadać, jeśli dostanie to, czego chce. Ja będę kozłem ofiarnym, Sandoz. Ty wracasz do domu i szukasz tej słodkiej Giny i jej Celestyny. Milczenie przerwał Danny.

— Odwaliłeś już swoją robotę, mistrzu. Damy sobie radę.

— To nie wszystko — dodał podekscytowany John. — Rukuei chce z tobą lecieć na Ziemię…

— Próbowałem mu to wybić z głowy — powiedział Joseba. — Tutaj jest potrzebna każda para do rozrodu, ale okazało się, że jest wytrzebiony, więc…

Sandoz zmarszczył brwi, teraz czując już prawdziwy zamęt w głowie.

— Ale dlaczego on chce?…

— A dlaczego nie? — Sean wzruszył ramionami, wcale nie zdziwiony jeszcze jednym przykładem kapryśnych zachcianek przedstawiciela gatunku rozumnego. — Mówi, że musi zobaczyć Ziemię własnymi oczami.

Tego już było za wiele.

— No puedo pensar — mruknął Emilio. Wytrzeszczył oczy i pokręcił głową. — Muszę się przespać.

Czekając na Sandoza w chacie cudzoziemców, Rukuei Kitheri krążyłponiej bez wytchnienia, zadręczając się swojąbezsilnością i płonąc nadzieją jak ciężarna kobieta, która nie wie, co nosi w swym łonie.

— Wróć z nimi — powiedział mu Izaak, a Rukuei usłyszał w tych słowach echo własnego pragnienia.

Bał się, że Sandoz się nie zgodzi. Wszyscy cudzoziemcy byli temu przeciwni, a Sandoz miał najwięcej powodów, by nienawidzić Jana’atów. Ale teraz wszystko już było inne i Rukuei od dawna zastanawiał się, jak poprosić o to człowieka, którego prawie nie znał i którego ledwo spodziewał się zrozumieć.

Powie cudzoziemcowi: Nauczyłem się, że poezja wymaga pewnej pustki, tak jak dźwięk dzwonka wymaga, by dzwonek był wydrążony. Pustka wczesnego życia mojego ojca stwarzała rezonans dla jego pieśni. Poczułem w swym sercu jego niepokój i czającą się ambicję. Poczułem w swym ciele gwałtowną obfitość, prawie seksualne uniesienie tworzenia.

Powie cudzoziemcowi: Nauczyłem się, że pustka duszy może stać się miejscem, w którym zamieszka Prawda — nawet jeśli nikt jej tam nie zapraszał, nawet jeśli będzie obrzucana obelgami i zwalczana, wypierana przez zwątpienie i niezrozumiana.

Powie cudzoziemcowi: W moim opustoszałym sercu zagościł inny ból, ale wierzę, że jest coś więcej — jakaś większa Prawda, której wszyscy jesteśmy dziedzicami, i chcę być nią napełniony!

Usłyszał kroki i zobaczył Sandoza wychodzącego zza rogu chaty; za nim szli inni, rozmawiając ze sobą. Obrócił się szybko w miejscu, pozostawiając na ziemi wachlarzowaty ślad, i zagrodził wejście do chaty.

— Słuchaj mnie, Sandoz — zaczął, odrzucając głowę do tyłu w geście wyzwania. — Chcę lecieć z tobą na H’earth. Chcę nauczyć się waszej poezji i może nauczyć was naszej…

Urwał, widząc, jak twarz Sandoza blednie.

— Don Emilio potrzebuje odpoczynku — powiedział stanowczo Nico. — Możesz z nim porozmawiać jutro.

— Czuję się świetnie — rzekł Sandoz, choć nikt o to nie pytał. — Czuję się świetnie — powtórzył.

A potem ugięły się pod nim kolana.

— Czy to normalne? — zapytała Kajpin, nadchodząc z misą pełną pędów.

Cudzoziemcy po prostu stali, gapiąc się bezmyślnie, więc usiadła obok, żeby coś zjeść. Po chwili powiedziała im:

— Bo my zwykle najpierw się kładziemy, a dopiero później zasypiamy.

Co obudziło wszystkich prócz Sandoza.

Omdlenie przeszło niepostrzeżenie w sen, który był bliski śpiączki. Zaczął płacić za tygodnie spędzone w drodze, za miesiące życia w napięciu, za lata oszołomienia i bólu. Spał przez cały dzieli i nie obudził się, gdy zapadł wieczór, a kiedy wreszcie otworzył oczy, była gwieździsta noc.

Jakie to dziwne, pomyślał, nigdy przedtem nie śniła mi się muzyka. A potem zrozumiał, że to, co słyszy, nie jest snem i że nigdy czegoś takiego nie słyszał ani na Rakhacie, ani na Ziemi.

Wstał po cichu i znalazł drogę do wyjścia, przekraczając lub obchodząc uśpione ciała księży i Nica. Na chwilę przystanął w progu, a potem ruszył dalej pomiędzy kamiennymi murami jaśniejącymi księżycowym blaskiem i migotaniem Drogi Mlecznej. Zmierzając ku źródłu owego niesamowitego dźwięku, doszedł na sam skraj wioski, gdzie zobaczył postrzępiony namiot.

1 ... 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)