Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137
Перейти на страницу:

W środku siedział Izaak, prawie zgięty w pół nad staroświeckim laptopem, pogrążony w ekstazie, przemieniony przez niewysłowioną harmonię, delikatną jak płatki śniegu i precyzyjną jak matematyka, ale o zdumiewającej mocy — wstrząsającą i zarazem wysublimowaną. Jakby „gwiazdy poranne dźwięczały unisono”, pomyślał Sandoz, a kiedy muzyka ucichła, pragnął już tylko jednego: żeby usłyszeć ją znowu…

— Nie przerywaj. To jest zasada — powiedział nagle Izaak. W ciszy nocy jego głos był równie twardy, płaski i monotonny jak miękka, barwna i melodyjna była ta muzyka. — Runowie doprowadzają mnie do szału.

— Tak — zgodził się Emilio, kiedy Izaak zamilkł. — Mnie też czasami doprowadzają do szału.

Izaaka to nie obchodziło.

— Każdy autystyczny jest eksperymentem — oznajmił niespodziewanie swoim martwym, wrzaskliwym głosem. — Nigdzie nie istnieje ktoś taki jak ja.

Przez chwilę przyglądał się swoim palcom, a potem rzucił krótkie spojrzenie na Sandoza. Ten, nie wiedząc, co jeszcze powiedzieć, zapytał:

— Jesteś samotny, Izaaku?

— Nie. Jestem, kim jestem. — Odpowiedź była stanowcza i pozbawiona emocji. — Nie mogę być samotny, tak jak nie mogę mieć ogona. — Zaczął bębnić palcami po gładkiej skórze nad brodą. — Wiem, dlaczego ludzie tu przybyli. Z powodu muzyki.

Palce poruszały się coraz wolniej, aż znieruchomiały.

— Tak, to prawda — przyznał Emilio, wpadając w styl Izaaka: jedno trzysekundowe zdanie, milczenie przez trzydzieści sekund, nowe zdanie. Dłuższa pauza oznaczała: twoja kolej. — Przybyliśmy tu z powodu pieśni Hlavina Kitheriego.

— Nie tamte pieśni. — Palce znowu się poruszyły. — Mogę zapamiętać całą sekwencję DNA jako muzykę. Rozumiesz?

Nie, pomyślał Emilio, czując się bardzo głupio.

— A więc jesteś uczonym — spróbował, starając się go zrozumieć.

Izaak sięgnął ręką wyżej i zaczął sobie prostować skręcony kosmyk włosów, a potem znowu nawijać go na palec, tam i z powrotem.

— Muzyka jest tym, co myślę — powiedział w końcu.

— A więc ta muzyka jest jedną z twoich kompozycji? Jest…

— Emilio zwahał się — jest wspaniała, Izaaku.

— Nie skomponowałem jej. Odkryłem. — Izaak odwrócił się i z widocznym trudem patrzył w oczy Emilia przez całą sekundę, zanim przerwał kontakt. — Adenina, cytozyna, guanina, tymina: cztery podstawy. — Pauza. — Każdej podstawie przydzieliłem trzy tony, po jednym na każdy gatunek. Dwanaście tonów.

Zapanowało dłuższe milczenie i Emilio zrozumiał, że teraz jego kolej na jakiś wniosek.

— Więc ta muzyka mówi, jak myślisz o DNA?

Tym razem szybki potok słów.

— To jest DNA ludzi, Jana’atów i Runów. Grane razem. — Izaak zamilkł, zbierając się w sobie. — Wiele z tego to dysonansy.

— Pauza. — Zapamiętałem części, które harmonizują. — Pauza.

— Nie rozumiesz? — zapytał, biorąc milczenie Emilia za tępotę.

— To muzyka Boga. Przybyliście tu, żebym ją odnalazł. — Powiedział to bez zakłopotania, dumy czy zdziwienia. Dla niego było to proste stwierdzenie faktu. — Myślałem, że Bóg to tylko ulubiona bajka Ha’anali. Ale ta muzyka na mnie czekała.

Kosmyk prostował się i zwijał.

— Trzeba mieć wszystkie trzy sekwencje. — Znowu krótkie spojrzenie. Oczy niebieskie, jak Jimmy’ego. — Nikt inny nie mógł tego znaleźć. Tylko ja. — Głos był stanowczy, nalegający. — Teraz rozumiesz?

A więc Bóg tu był, pomyślał Emilio, oszołomiony, a ja… ja o tym nie wiedziałem.

— Tak — powiedział po chwili. — Myślę, że teraz rozumiem. Dziękuję ci.

Poczuł coś w rodzaju odrętwienia. Nie uniesienia, nie oceanicznej pogody ducha, którą kiedyś znał, dawno temu, całe życie wcześniej. Po prostu odrętwienie. Kiedy odzyskał mowę, zapytał:

— Czy inni mogliby posłuchać tej muzyki, Izaaku?

— Oczywiście. O to chodzi. — Ziewnął i wręczył laptop Emiliowi. — Obchodź się z tym ostrożnie.

Wyszedłszy z namiotu Izaaka, stał przez chwilę wpatrzony w niebo. Pogoda na Rakhacie wciąż się zmieniała i teraz Mleczna Droga szybko oddawała chmurom władzę nad nocą, ale wiedział, że kiedy niebo jest czyste, można spojrzeć w górę i bez wysiłku rozpoznać znajome wzory. Orion, Wielka Niedźwiedzica, Mała Niedźwiedzica, Plejady: arbitralne kształty narzucone przypadkowym punktom świetlnym.

— Gwiazdy wyglądają tak samo! — zawołał wiele lat temu, widząc po raz pierwszy nocne niebo Rakhatu. — Te same konstelacje! Jak to się dzieje?

— To wielka galaktyka w wielkim wszechświecie — odpowiedział mu ojciec Izaaka, śmiejąc się z niewiedzy lingwisty. — Cztery i trzy dziesiąte lat świetlnych to za mało, żeby była jakaś różnica w wyglądzie gwiazd tu i na Ziemi. Musiałbyś polecieć o wiele dalej, żeby zmienić swoją perspektywę.

Nie, Jimmy, pomyślał teraz Emilio Sandoz, patrząc w niebo, nie musiałem.

Jaki ojciec, taki syn, pomyślał później, zrozumiawszy, że Jimmy Quinn też, jak jego niezwykłe dziecko, odkrył nieziemską muzykę, która zmieniła czyjąś perspektywę. Był mu za to głęboko wdzięczny.

* * *

Emilio zbudził najpierw Johna i wyprowadził go z wioski, do miejsca, gdzie mogli słuchać muzyki zupełnie sami, gdzie mogli porozmawiać na osobności, gdzie Emilio mógł przyglądać się twarzy przyjaciela, kiedy słuchał, i dostrzec w niej odzwierciedlenie własnego zdumienia i oszołomienia.

— Mój Boże — szepnął John, kiedy ucichły ostatnie nuty. — Więc to dlatego…

— Może — odpowiedział Emilio. — Nie wiem. Tak. Chyba tak.

Ex corde volo, pomyślał. Pragnę tego z całego serca…

Jeszcze raz posłuchali muzyki, a potem przez jakiś czas wsłuchiwali się w nocne odgłosy Rakhatu, tak podobne do ziemskich: wiatr w zaroślach, poćwierkiwania i chroboty w pobliskich zielskach, odległe pohukiwania, miękki łopot skrzydeł nad głowami.

— Dawno temu, tuż po tym, jak Jimmy Quinn odebrał pierwszy fragment muzyki z Rakhatu — rzekł Emilio — znalazłem pewien wiersz.”Ani gwiazdy na niebie w zaciemnionych chmurach. Chociaż może coś błyska w wyblakłych lazurach Na podobieństwo światła, gdzieś bardzo daleko, Coś co zaledwie marzę jako nikłe echo Muzyki sfer niebiańskich pod palcem anioła”.

— Tak — powiedział cicho John. — Doskonałe. Kto to napisał?

— Edward Arlington Robinson — odrzekł Emilio, a potem dodał: — Credo.

— Credo: wierzę — powtórzył John z uśmiechem. Odchylił się do tyłu, obejmując kolana rękami, czując bezbrzeżny spokój i radość. — Powiedz mi, doktorze Sandoz, czy to tytuł wiersza, czy wyznanie wiary?

Emilio spojrzał w dół; posrebrzone włosy przykryły mu oczy, kiedy zaśmiał się i pokręcił głową.

— Boże, dopomóż — powiedział w końcu. — Obawiam się… myślę… że chyba jedno i drugie.

— To dobrze. Cieszę się.

Milczeli przez jakiś czas, sam na sam ze swoimi myślami, ale potem John usiadł prosto, uderzony jakąś myślą.

— Jest taki ustęp w Księdze Wyjścia… Bóg mówi Mojżeszowi: „Żaden człowiek nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu… Ale położę moją rękę na tobie, aż przejdę. A gdy cofnę rękę, ujrzysz Mnie z tyłu, lecz oblicza mojego tobie nie ukażę”. Pamiętasz to?

1 ... 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)