Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137
Перейти на страницу:

Wygrałeś, ty stary lisie, pomyślał Danny i zdawało mu się, że usłyszał śmiech duszy, kiedy wciągnął się na półkę i stanął na niej jak posąg nad doliną. Najpierw Suukmel, pomyślał. Potem Sofia Mendes. Jeśli się zgodzi, to Carlo. A potem już inni.

Ironia tego, co zamierzał zaproponować, aż kłuła w oczy, a wiedział, że nie dożyje skutków. Ale można przynajmniej zyskać na czasie. A liczył się tylko czas.

John Candotti siedział na pniu otoczony częściami zepsutej pompy, którą próbował naprawić, kiedy Danny wszedł junackim krokiem do wioski. Zbliżał się wieczór.

— Gdzie ty, do diabła, byłeś? — zawołał John na jego widok. — Sean i Joseba poszli cię szukać… Co z twoimi kolanami?

— Nic. Pośliznąłem się. Która godzina jest na „Brunie”?

John otworzył usta, zaskoczony tym pytaniem i energią, jaka tryskała z Danny’ego.

— Nie wiem. Od dawna nie patrzyłem na zegarek. — Spojrzał na słońca. — Chyba około ósmej.

Więc na pokładzie jest już po kolacji? To dobrze. Mam dla ciebie robotę — powiedział Danny, wskazując głową miejsce, gdzie spoczywał wahadłowiec. — Chcę, żebyś wywołał Fransa. Powiedz mu, żeby spróbował brandy z yasapy. — John nie ruszył się z miejsca, a jego twarz wyraźnie mówiła, że nie zamierza tego zrobić. — Mógłbym poprosić cię, żebyś mi zaufał — powiedział Danny — ale mogę też po prostu kazać ci to zrobić.

John wypuścił powietrze z płuc i odłożył uszczelkę, którą wycinał.

— Nie do nas należy dociekanie powodu — mruknął i poszedł za Żelaznym Koniem na skraj doliny, gdzie stał wahadłowiec. — Nie sądzę, żebyś zechciał mi wyjaśnić? — zapytał, kiedy weszli do środka.

— Johnny — odpowiedział Danny — mógłbym to zrobić sam, ale obiecuję ci, że będzie śmieszniej, jak ty mi pomożesz. Po prostu zasugeruj Fransowi, że po posiłku dobrze by było coś wypić, zgoda?

John zmarszczył brwi.

— Ale on powie Carlowi…

Danny wyszczerzył zęby w uśmiechu. John zacisnął usta i potrząsnął głową, ale usiadł przed konsolą i wywołał „Giordana Bruna”.

— Johnny! — krzyknął Frans parę chwil później, odrobinę za serdecznie. — Co tam u was?

— Dostaliśmy… hm… twoją wiadomość, Frans — powiedział John, niepewny, czy Carlo monitoruje transmisję. — Sandoz o to zadba. — Odkaszlnął i spojrzał na Danny’ego, a ten przynaglił go gestem. — Słuchaj, Frans, czy już próbowałeś tej brandy zyasapy?

— Skąd na to wpadłeś? — zapytał podejrzliwie Frans.

— Przypadkowe trafienie. Próbowałeś już?

— Nie.

— Bo Danny Żelazny Koń uważa, że może najwyższy czas tego spróbować. A potem powiedz szefowi, co o niej myślisz.

— Cudownie — powiedział Danny, kiedy John się rozłączył. — Teraz poczekamy z dziesięć minut.

Wystarczyło pięć.

— Miło cię słyszeć, Gianni — zaczął uprzejmie Carlo. — Chciałbym mówić z Żelaznym Koniem, jeśli łaska. — John wstał i wskazał Danny’ emu krzesło przed konsolą ze spojrzeniem, które mówiło: Radź sobie sam.

— Dobry wieczór, Carlo — przywitał go Danny przyjaznym tonem i czekał.

— Biznes to biznes — powiedział Carlo tytułem krótkiego usprawiedliwienia. — Nie masz do mnie urazy?

— Ależ skąd. To wszystko zaczyna mi się podobać — wyznał Danny poufnym tonem. — Pytanie tylko, czy chcesz teraz dyskutować o warunkach ze mną? Może wolisz znowu spróbować szczęścia z Sofią Mendes? Aha, odbyłem z nią małą pogawędkę i wygląda na to, że kilka spraw przedstawiłeś jej fałszywie, kiedy dobijałeś z nią targu. Ona tak to odczuwa. Chyba uważa, że wpuściłeś ją w kanał. — Na wskaźniku przeskakiwały sekundy, a twarz Johna Candottiego zaczęło rozjaśniać zrozumienie. — A może wrócisz na Rakhat i pohandlujesz bezpośrednio z Runami? — zapytał Danny z troską w głosie, kiedy Carlo nie odpowiadał. — Tylko pamiętaj, żeby mieć pod ręką zestaw anafilaktyczny. Oczywiście, musisz mieć nadzieję, że zdołasz wytłumaczyć jakiemuś Runao, jak go użyć, bo nas nie będzie w pobliżu, żeby ci pomóc. Twoja kolej, mistrzu.

Milczenie nie trwało długo.

— A jakie są twoje warunki? — zapytał Carlo z zadziwiającą godnością, biorąc pod uwagę fakt, że prawdopodobnie słyszał odgłosy, jakie wydawał z siebie John.

— Wyładujesz cały towar tutaj, w dolinie N’Jarr — zaczął Danny — i nie próbuj mi wciskać kitu, bo czytałem manifesty. Zatrzymujemy załogowy wahadłowiec z pełnym zapasem paliwa…

— Kosztował fortunę! — zaprotestował Carlo.

Zgadza się, ale zanim wrócisz na Ziemię, będzie starszy od większości drugich żon — oznajmił spokojnie Danny, a John zaczął odgrywać coś w rodzaju tarka zwycięstwa, którego istotnym elementem były typowo włoskie gesty wymierzone w niebo, gdzieś w kierunku trzydziestej drugiej deklinacji. — Jeszcze nie skończyłem — ciągnął Danny. — Nasz udział w handlu kawą będzie wynosił sto procent, ale jeśli chodzi o resztę, możemy być twoimi pośrednikami…

— Jaką mam gwarancję, że nie zatrzymacie bezzałogowca, kiedy wyślę wam ostatni transport? — zapytał Carlo podejrzli wie. — Możecie mnie zostawić z pustą do połowy ładownią.

— Na co dokładnie zasługujesz, ty żałosny skurwysynie — zaśpiewał John radośnie, ocierając łzy z oczu.

— Wydaje mi się, że musisz mi zaufać, mistrzu — rzekł Danny, wyciągając wygodnie swoje długie nogi, żeby się przygotować do bardzo pracowitego dnia. — Ale jeśli uważasz, że możesz uzyskać lepsze warunki gdzie indziej…

Carlo nie uważał i rozpoczęły się zażarte negocjacje.

— Mówisz poważnie? — zawołał Sandoz parę dni później, kiedy Tiyat i Kajpin wyszły z Nikiem, żeby znaleźć coś do: zjedzenia. — Danny, rezerwaty okazały się zgubą dla Indian…

— Sandoz, to nie są Stany Zjednoczone — odrzekł Kanadyjczyk stanowczym tonem — a my nie jesteśmy białymi anglosaskimi protestantami. No i mamy to za sobą, więc wiemy, jakich błędów unikać…

— I rezerwaty są lepsze od wyginięcia — zauważył Joseba z chłodną precyzją. — Według mojej oceny, wystarczy dziesięć zgonów rocznie więcej niż teraz, a za parę pokoleń cała populacja Jana’atów po prostu wymrze. Jeśli trzeba wybierać między apartheidem a zagładą…

— No i Danny dobrze zna najgorsze strony rezerwatów — wtrącił John — więc może…

— Rozpaczliwe środki w rozpaczliwej sytuacji — powiedział Sean. — Nie muszę was chyba przekonywać, że nienawidzę wszelkich segregacji, ale to jedyny sposób, by położyć kres zabijaniu. To im pozwoli zapomnieć o dawnych urazach, a przynajmniej powstrzyma gromadzenie się nowych…

Zaraz, zaraz, nie tak szybko! — zawołał Emilio, mając w głowie taki zamęt ze zmęczenia, że zapragnął, by mówili po hiszpańsku, a to już była jawna oznaka skrajnego wyczerpania. Niezliczone godziny spędzone na mechanicznej bieżni przygotowały go w jakiejś mierze do miesięcznej wędrówki przez pustkowia, ale spotkanie z Sofią zbyt wiele go kosztowało i nie spodziewał się, że natychmiast po powrocie tłum podnieconych mężczyzn otoczy go, zasypie nowinami i będzie żądał aprobaty dla jakiegoś dzikiego pomysłu. — No dobrze — powiedział w końcu, uznawszy, że wytrzyma jeszcze kilka minut. — Powiedzcie mi jeszcze raz…

1 ... 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)