Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
— To nie hojność, Kohirze, tylko rozsądek. Po tym powstaniu nie tylko Białe Konoweryn, ale i inne księstwa zostaną bez rąk do pracy. A nie zanosi się na kolejną falę tanich niewolników z Imperium. Ten, kto będzie miał narzędzia obdarzone mową, będzie mógł uruchomić swoje kopalnie, huty i warsztaty przed innymi. Zalać rynek tańszym kruszcem, stalą lub narzędziami. Wypchnąć z niego konkurencję. A mówię ci to, bo po powstaniu nasza Kompania będzie potrzebowała mądrych ludzi z dużym doświadczeniem i umiejętnością zarządzania oraz…
Evikiat pozwolił, by na twarz wypełzł mu rumieniec. To była nieodłączna część negocjacji z ludźmi, dla których złoto było bogiem. Przekupstwo. Akceptował ją i do perfekcji nauczył się udawać oburzenie, choć takie propozycje nie budziły w nim gniewu. Czy można winić świnię, że chodzi i sra?
— Nie kończ — rzucił szybko. — Lepiej nie kończ. A jak, wybacz ciekawość, zamierzacie znów przygiąć ich karki do ziemi. Złamać? To niebezpieczna gra. Przypomnę ci, że zwyczaj zabijania buntowników po szczególnie krwawych powstaniach nie wziął się znikąd. Niewolnicy pamiętający smak wolności będą snuć opowieści, podburzać innych, mogą stać się zarzewiem nowych buntów…
Oczy Bamora Wanmura zmatowiały, stały się na moment jeszcze bardziej martwe i puste, mimo iż na jego ustach gościł łagodny uśmiech.
— Przemyślałem to już, Wielki Kohirze. Dokładnie. Naszym błędem było zostawienie narzędziom zbyt wielkiej swobody. Czy niewolnik chodzący w kieracie do napędu wind w kopalni albo pracujący przy miechach pieca musi widzieć swoje miejsce pracy? A w kopalniach? Czy mali górnicy nie nauczą się rozpoznawać wartości rudy smakiem? W tunelach i tak panuje mrok. A czy narzędzie potrzebuje języka, by słuchać poleceń? Czy bez języka da się snuć buntownicze opowieści? I po co kastruje się woły, jeśli nie po to, by spokorniały?
Evikiat ze Smesh, Wielki Kohir Dworu, zadrżał. Musiał zamknąć oczy, by stojący przed nim mężczyzna nie wyczytał z nich bezbrzeżnej grozy. To było coś nowego. Próbowano go przekupywać, straszyć, szantażować, ale nigdy jeszcze w całym swoim życiu nie spotkał się z taką bezdusznością. I mimo że nie była ona skierowana przeciw niemu, budziła strach. Niewolnicy byli narzędziami obdarzonymi mową, ale coś takiego… Pomyśleć, że do tej pory był przekonany, iż to pałacowe intrygi odzierają ludzi ze współczucia, uczciwości i człowieczeństwa.
Agarze, Panie Ognia, daj mi siłę. Potrzebujemy tych pieniędzy, by obronić Twe ziemie i Twój lud.
Otworzył oczy i napotkał spojrzenie Wanmura. Jakby mierzył się wzrokiem z krokodylem tkwiącym w rzece.
— Zgoda — powiedział powoli. — Ale weźmiecie też udział w licytacji złóż przy południowej granicy. Nie musicie jej wygrywać, ale macie wsadzić kij w gniazdo os. Niech inni myślą, że wasze milczenie było podstępem, zmyłką. Tylko wtedy zgodzę się w imieniu Pałacu na naszą umowę. Dwadzieścia tysięcy jeńców w zamian za tysiąc małych min srebra.
Mistrz Kompanii uśmiechnął się łagodnie.
— Dobrze. Tak zrobimy, Kohirze. Tak właśnie zrobimy. Dla chwały i potęgi Białego Konoweryn.
Rozdział 28
Nadchodził świt i obóz zrywał się na nogi, wraz z jazgotem trąbek, okrzykami oficerów, z rżeniem koni i trąbieniem słoni. Deana jednak zawsze była już na nogach przynajmniej pół godziny przed całym tym rabanem.
Potrzebowała tej porannej ciszy i samotności, w której modlitwy, nawet szeptane, rozbrzmiewają najgłośniej.
Więc zanim przy jej namiocie zameldowali się pierwsi gońcy, zdążyła już wstać, pomodlić się, ubrać, uczesać i zjeść śniadanie. Z pewnym zaciekawieniem codziennie obmacywała także brzuch – chyba zdążył się już lekko zaokrąglić. Nie było wątpliwości, że minie miesiąc albo dwa i trzeba będzie poszerzać pasy do talherów.
Gońcy pojawiali się zaraz po pobudce, meldując o wszystkim, co ją interesowało. Czy straże złapały jakichś dezerterów? Czy nocne podjazdy trafiły na zwiadowców Krwawego Kahelle? Czy przyszły wieści ze stolicy?
Meldunki były codziennie takie same.
Niewielu najemników rozmyśliło się i próbowało zdezerterować, ich kompanie szły na tę wojnę dość chętnie, w końcu w większości byli to ludzie żyjący z walki, a Białe Konoweryn płaciło teraz nadzwyczaj szczodrze.
Jak dotąd wysyłane na zwiad pojazdy nie trafiały też na żadne zorganizowane siły buntowników. Ale schwytano kilkudziesięciu zbiegłych niewolników, którzy zmierzali do Krwawego Kahelle. A to znaczyło, że ci, którzy umknęli Słowikom, zanieśli już wieść o marszu jej armii na zachód.
To było oczywiste. I niemożliwe do uniknięcia, więc nie przejmowała się ani chwili.
Czasem czytała listy z pałacu, które przychodziły średnio co drugi lub trzeci dzień. Co prawda posłańcy między Białym Konoweryn a jej armią musieli się poruszać w grupach liczących po kilkunastu zbrojnych, bo pojedynczy jeźdźcy rozpływali się w powietrzu, ale przynajmniej Deana miała bieżące informacje o tym, co dzieje się w stolicy.
Poprawiła ekchaar i weszła do głównej sali namiotu.
— Pani Oka, Płomieniu Agara. — Służąca skłoniła się nisko i wskazała na stół, gdzie leżało kilka dokumentów, pióro i kałamarz. — Przyszły listy z miasta.
Nie mogła oduczyć przydzielonych jej przez Varalę kobiet, żeby przestały ją tak traktować. Jakby spodziewały się, że Deana zaraz stanie w ogniu i spopieli je samym spojrzeniem. Co prawda była w ciąży i czasem miała ochotę to zrobić, ale bez przesady.
— Dobrze, Mirriah, możesz mnie zostawić. I powiedz straży, żeby przez kwadrans nikt mi nie przeszkadzał.
Sięgnęła po pisma, sprawdzając odruchowo stan pieczęci. Wyglądały na nienaruszone. Westchnęła ciężko, gdy uświadomiła sobie, co robi; najwyraźniej paranoja panująca w tym księstwie zaczęła się udzielać także jej.
Pierwszy list, na bladoliliowym papierze, pokryty był schludnym, drobnym pismem przełożonej Domu Kobiet i nie zawierał żadnych rewelacji. Stan Laweneresa nie uległ zmianie, książę nadal trwał w tym swoim półśnie. Dziewczęta kobiecego skrzydła – Deana zorientowała się już, że Varala nazywa „dziewczętami” wszystkie służące, kucharki i pokojówki w pałacu, nawet te, które były od niej o wiele starsze – nadal nie opuszczały ćwiczeń z bronią.