Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
Rozdział XXI
OFICER
Tymczasem kardynał oczekiwał wiadomości z Anglii, ale nadchodziły tylko złe i groźne nowiny.
Choć La Rochelle była osaczona, choć dzięki przedsięwziętym środkom, a zwłaszcza tamie, która nie pozwalała żadnej barce przedostać się do oblężonego miasta, zwycięstwo wydawało się pewne, blokada mogła trwać jeszcze długo, a byłoby to wielkim afrontem dla wojsk królewskich i wielkim kłopotem dla pana kardynała; Jego Eminencja nie starał się już co prawda poróżnić Ludwika XIII z Anną Austriaczką, to było zrobione, ale musiał pogodzić pana Bassompierre’a poróżnionego z księciem d’Angoulême.
Książę Orleański natomiast, który oblężenie rozpoczął, mniemał, że należy pozostawić kardynałowi troskę o jego zakończenie.
W La Rochelle, mimo nieprawdopodobnej wytrwałości mera, myślano o buncie, chciano się poddać; mer kazał powiesić śmiałków. Wyrok uspokoił największych zapaleńców i roszelczycy postanowili umrzeć śmiercią głodową. Ta śmierć wydawała się mimo wszystko i mniej rychła, i mniej pewna niż śmierć przez powieszenie.
Oblegający od czasu do czasu chwytali umyślnych, których roszelczycy wysyłali do Buckinghama, lub szpiegów, których Buckingham przysyłał do La Rochelle. W jednym i drugim wypadku sprawę załatwiano szybko. Pan kardynał mówił tylko jedno słowo: Wieszać! Zapraszano króla na widowisko. Król przychodził ospale, zajmował dobre miejsce, by widzieć wszystko dokładnie; zawszeć dawało mu to niejaką rozrywkę i pozwalało cierpliwie znosić oblężenie. Mimo to nudził się potężnie i mówił wciąż o powrocie do Paryża. Gdyby więc zabrakło umyślnych i szpiegów, Jego Eminencja, choć nie zbywało mu na wyobraźni, znalazłby się w wielkim kłopocie.
Jednak czas mijał, a roszelczycy nie poddawali się. Ostatni pochwycony szpieg miał przy sobie list. W tym liście donoszono Buckinghamowi, że miasto znajduje się u kresu sił; ale zamiast słów: “Jeśli posiłki nie nadejdą za piętnaście dni, poddamy się”, list kończył się słowami: “Jeśli posiłki nie nadejdą za piętnaście dni, umrzemy z głodu przed waszym przybyciem”.
Roszelczycy pokładali więc nadzieję tylko w Buckinghamie. Buckingham był ich Mesjaszem. Rzecz oczywista, że jeśli dowiedzą się z całą pewnością, iż nie mogą liczyć na Buckinghama, ich odwaga zniknie razem z nadzieją.
Kardynał czekał więc bardzo niecierpliwie wiadomości z Anglii, że Buckingham nie przybędzie.
Na radzie królewskiej niejednokrotnie mówiono o zdobyciu miasta siłą zbrojną, ale zawsze ten plan odrzucano; przede wszystkim wyglądało na to, że La Rochelle jest niezdobytą twierdzą; po wtóre kardynał mimo wszystko zdawał sobie doskonale sprawę, że rozlew krwi w tej batalii, w której Francuzi walczyliby z Francuzami, byłby przekreśleniem sześćdziesięciu lat polityki, a kardynał był człowiekiem postępu, jak to się dziś powiada. W samej rzeczy złupienie La Rochelle i mord kilku tysięcy hugenotów w 1628 roku nazbyt przypominałyby rzeź z 1572 roku, w noc świętego Bartłomieja; był to środek ostateczny i choć król, dobry katolik, nie lękał się go wcale, odrzucali go zawsze oblegający generałowie powiadając, że La Rochelle nie można wziąć inaczej jak głodem.
Kardynał nie mógł się wyzbyć obaw, które budziła w nim straszliwa wysłanniczka, ponieważ on także zrozumiał, jak szczególna była ta kobieta, raz biorąca na się postać węża, innym razem lwa. Czy zdradziła go? Może nie żyje? Znał ją dość dobrze, by wiedzieć, że czy działa dla niego, czy przeciwko niemu, czy jest przyjacielem, czy wrogiem, nie pozostanie bezczynna, jeśli ważkie przeszkody nie staną jej na drodze. Ale jakież to przeszkody? Tego właśnie nie wiedział.
Zresztą nie bez słuszności liczył na Milady: domyślał się straszliwej przeszłości tej kobiety, którą jedynie jego czerwony płaszcz mógł zasłonić; czuł też, że z tych czy innych powodów Milady jest mu oddana, nie mogąc znaleźć w kim innym potężniejszego oparcia przeciw zagrażającemu jej niebezpieczeństwu.
Postanowił tedy prowadzić wojnę sam i liczyć na powodzenie z zewnątrz tylko w tym stopniu, w jakim liczy się na szczęśliwy przypadek. Nie zaprzestał budowania sławnej tamy, dzięki której miał zagłodzić La Rochelle. Patrząc na to nieszczęsne miasto, które kryło w sobie tyle głębokich nieszczęść i tyle bohaterskich cnót, przypominał sobie maksymę Ludwika XI, swego poprzednika w polityce, jak on sam był poprzednikiem Robespierre’a, maksymę tego ojca chrzestnego Tristana[13]: “Dzielić, by panować”.
Henryk IV oblegając Paryż kazał przerzucać przez mury chleb i żywność; kardynał kazał zrzucać pisemka ulotne. Dowodził w nich roszelczykom, jak bardzo niesprawiedliwa, samolubna i barbarzyńska jest postawa ich wodzów; ci wodzowie mają zboża pod dostatkiem, ale się nim nie dzielą; mało ich obchodzi, że giną kobiety, dzieci i starcy, byleby mężczyźni broniący murów byli mocni i zdrowi: oto zasada, jaką przyjęli, albowiem oni również mają swoje zasady. Owa zasada, czy to dzięki ofiarności, czy niemożności przeciwstawienia się jej, choć nie była powszechnie uznawana, przecież z teorii stała się praktyką, ale pisemka kardynała zadały jej cios. Przypominały one mężczyznom, że dzieci, kobiety i starcy, których przeznaczono na śmierć, to ich synowie, żony i ojcowie; że byłoby sprawiedliwiej, gdyby wszyscy cierpieli tak samo, wówczas bowiem jednaka sytuacja skłaniałaby do jednakiej decyzji.
Te pisemka oddziałały tak, jak mógł się spodziewać autor, i wielu mieszkańców La Rochelle zaczęło na własną rękę układać się z armią królewską.
Ale w chwili kiedy kardynał widział już rezultaty swego pomysłu i mógł go sobie powinszować, pewien mieszkaniec La Rochelle przedarł się przez linie królewskie — Bóg wie, w jaki sposób, pilnowali ich bowiem dzielnie Bassompierre, Schomberg i książę d’Angoulême, sami z kolei pilnowani przez kardynała — pewien mieszkaniec La Rochelle, jak się rzekło, przedarł się do miasta; przybywał z Portsmouth i powiadał, że widział wspaniałą flotę, gotową za tydzień rozwinąć żagle. Ponadto Buckingham oznajmiał merowi, że wielka liga przeciw Francji wreszcie zostanie zawiązana i armie angielskie, cesarskie i hiszpańskie uderzą na królestwo. Ten list został odczytany wszem i wobec na placach, odpisy umieszczono na rogach ulic i nawet ci, co rozpoczęli układy, wycofali się, postanowiwszy czekać na pomoc tak uroczyście oznajmioną.
Ta nieprzewidziana okoliczność sprawiła, że kardynała ogarnęły dawne niepokoje i znów zwrócił oczy na przeciwległy brzeg morza.
W owym czasie armia królewska, wolna od trosk swego jedynego i rzeczywistego wodza, wiodła przyjemny żywot; w obozie nie brak było jedzenia ani pieniędzy; regimenty prześcigały się w odwadze i wesołości. Brać szpiegów i wieszać ich, robić niebezpieczne wyprawy na tamę lub na morze, obmyślać szaleńcze projekty i wykonywać je z zimną krwią, oto rozrywki skracające dni, długie nie tylko dla roszelczyków, dręczonych przez głód i obawy, ale i dla kardynała, który blokował ich tak potężnie.
Kardynał, nigdy nie zsiadając z konia niczym najpośledniejszy ze zbrojnych, patrzył uważnie na fortyfikacje tak wolno postępujące w stosunku do jego pragnień, a wznoszone pod jego rozkazami przez inżynierów, których sprowadził ze wszystkich zakątków królestwa; jeśli spotkał muszkietera z kompanii pana de Tréville, podjeżdżał do niego, spoglądał nań w osobliwy sposób i widząc, że nie jest to żaden z naszych czterech przyjaciół, odwracał przenikliwe spojrzenie.
13
Chodzi o Tristana L’Hermile, zaufanego królów Karola VII i Ludwika XI.