Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
Po czym spojrzeli po sobie.
Miny mieli niepewne, ponieważ mimo przyjaznego pożegnania rozumieli, że kardynał odjechał z wściekłością w sercu.
Tylko Atos uśmiechał się uśmiechem pełnym siły i pogardy. Kiedy kardynał był już tak daleko, że nie mógł nic usłyszeć ani dojrzeć, Portos, który chciał wylać na kogoś swój zły humor, zawołał:
— Grimaud ostrzegł nas za późno!
Grimaud chciał się już tłumaczyć, ale Atos podniósł palec i Grimaud nie otworzył ust.
— Czy dałbyś mu list, Aramisie? — rzekł d’Artagnan.
— Powziąłem decyzję — odparł Aramis swoim najbardziej pieściwym głosem. — Gdyby zażądał ode mnie listu, dałbym mu list jedną ręką, a drugą przebiłbym go szpadą.
— Spodziewałem się tego — powiedział Atos — dlatego stanąłem między nim a tobą. Doprawdy, bardzo nieostrożnie rozmawia z mężczyznami; zdawałoby się, że miał do czynienia tylko z kobietami i dziećmi.
— Mój drogi Atosie — rzekł d’Artagnan — podziwiam cię, jednak mimo wszystko nie postąpiliśmy słusznie.
— Jak to, nie postąpiliśmy słusznie! — rzekł Atos. — Czyje więc jest to powietrze, którym oddychamy? Czyj ten ocean, na który patrzymy? Czyj piasek, na którym leżymy? Czyją własnością jest ten list od twojej kochanki? Kardynała? Na honor, ten człowiek wyobraża sobie, że świat do niego należy; staliście tu jąkając się, osłupiali, unicestwieni; zdawało się, że przed oczami macie Bastylię, że jakaś potworna Meduza zamieniła was w kamień. Czy kochać się w kobiecie znaczy spiskować? Jesteś zakochany w kobiecie, którą kardynał kazał uwięzić, chcesz ją wydrzeć z rąk kardynała; to partia, którą rozgrywasz z Jego Eminencją, list jest atutem; dlaczego miałbyś pokazać swój atut przeciwnikowi? Tak się nie robi. Jeśli odgadnie, proszę bardzo! My już wiemy, jakim atutem on rozporządza!
— Rzeczywiście — rzekł d’Artagnan — mądrze mówisz, Atosie.
— W takim razie nie mówmy więcej o tym, co się stało, i niech Aramis czyta list swojej kuzynki od tego miejsca, gdzie mu przerwał pan kardynał.
Aramis wyciągnął list z kieszeni, trzej przyjaciele zbliżyli się do niego, a trzej służący wrócili do gąsiora.
— Przeczytałeś dopiero parę linijek — rzekł d’Artagnan — zacznij więc od początku.
— Chętnie — rzekł Aramis.
“Mój drogi kuzynie, przypuszczam, że wyjadę do Stenay[*], gdzie w klasztorze karmelitanek siostra umieściła naszą służącą; biedne dziecko nie stawiało oporu, wie dobrze, że nie może pozostawać gdzie indziej nie narażając zbawienia swej duszy. Jednakże, jeśli nasze sprawy rodzinne ułożą się tak, jak tego pragniemy, mniemam, że nawet narażając się na potępienie powróci do tych, za którymi tęskni, wie bowiem, iż wciąż myślą o niej. Nie jest jej źle, pragnie tylko gorąco listu od swego wybranego. Wiem, co prawda, że nie jest to rzecz, która łatwo przechodzi przez kraty, ale dałam ci już dowody, drogi kuzynie, że jestem dość obrotna, toteż zajmę się przekazaniem tego listu. Moja siostra dziękuje ci za czułą i stałą pamięć. Przeżyła chwile wielkiego niepokoju; ale teraz, kiedy już wysłała zaufanego człowieka, aby nie zdarzyło się nic nieprzewidzianego, podniosła się nieco na duchu.
Do widzenia, drogi kuzynie, chciałabym dostawać możliwie często wiadomości od ciebie, to znaczy za każdym razem, kiedy możesz je przekazać przez pewne ręce. Ściskam cię.
Maria Michon.”
— Och, ileż ci jestem winien, Aramisie! — zawołał d’Artagnan. — Droga Konstancja! Mam wreszcie o niej wiadomości; żyje, jest bezpieczna w klasztorze, jest w Stenay. Gdzie znajduje się Stenay, Atosie?
— Kilka mil od granicy alzackiej, w Lotaryngii; kiedy oblężenie się skończy, możemy pojechać w tamte strony.
— A mam nadzieję, że oblężenie nie potrwa długo — rzekł Portos — dziś rano powieszono szpiega, który wyznał, że roszelczycy jedzą już wierzchy swych butów. Skoro zabiorą się z kolei do podeszew, nie widzę, co zostałoby im jeszcze na potem, chyba że zaczną się zjadać nawzajem.
— Biedni głupcy! — rzekł Atos wychylając szklankę doskonałego bordeaux, które choć nie miało podówczas równie dobrej sławy jak dziś, przecież na nią zasługiwało — biedni głupcy! Jak gdyby religia katolicka nie była najdogodniejszą i najprzyjemniejszą ze wszystkich religii! Tak czy inaczej — ciągnął uderzając językiem o podniebienie — to dzielni ludzie. Ale co czynisz, Aramisie, u diabła? Ściskasz ten list w kieszeni?
— Tak — powiedział d’Artagnan -Atos ma słuszność, trzeba list spalić; ale jeśli nawet zostanie spalony, kto wie, czy kardynał nie ma sposobu, by przemówiły popioły?
— Na pewno ma taki sposób — rzekł Atos.
— Co chcecie zrobić z tym listem? — zapytał Portos.
— Chodź tu, Grimaud — rzekł Atos.
Grimaud usłuchał.
— Aby cię ukarać za to, żeś mówił bez pozwolenia, mój przyjacielu, zjedz ten kawałek papieru; za czym, by wynagrodzić cię za usługę, jaką nam oddałeś, wypijesz tę szklankę wina. Najpierw list, żuj, a żwawo!
Grimaud uśmiechnął się z oczyma utkwionymi w szklance wina, którą Atos wypełnił po brzegi, podarł papier na kawałki i połknął go.
— Brawo, mości Grimaud! — rzekł Atos — a teraz zabierz się do wina; dobrze, nie musisz już dziękować.
Grimaud wychylił w milczeniu szklankę bordeaux, a kiedy już wypełnił to nader przyjemne polecenie swego pana, jego oczy wzniesione do nieba przemawiały bardzo wyraziście, choć nie używał słów.
— A teraz — rzekł Atos — jeśli kardynał nie wpadnie na genialny pomysł rozprucia brzucha Grimaudowi, sądzę, że możemy być prawie spokojni.
Tymczasem Jego Eminencja jechał w melancholijnym nastroju, mrucząc pod wąsem:
— Ci czterej ludzie muszą być moi, to pewne.
Rozdział XXII
PIERWSZY DZIEŃ NIEWOLI
Powróćmy do Milady, którą straciliśmy z oczu na chwilę, spoglądając w stronę Francji.
Odnajdziemy ją w równie rozpaczliwym położeniu, w jakim ją pozostawiliśmy; patrzy w przepastne otchłanie, dokąd zawiodły ją ponure rozmyślania, w piekło, u którego bram niemal straciła nadzieję; po raz pierwszy bowiem czuje zwątpienie, po raz pierwszy dowiaduje się, co to strach.
W dwóch okazjach szczęście jej nie dopisało, w dwóch okazjach zdemaskowano ją i zdradzono, dwa razy została pokonana przez złego geniusza, którego przeciw niej zesłał Bóg; zwyciężył d’Artagnan, ją, niepokonaną i piekielną potęgę.
Nadużył jej miłości, upokorzył jej dumę, zwiódł jej ambicje, a teraz łamie jej karierę, pozbawia wolności, nastaje nawet na życie. Co więcej, uchylił maski, która osłaniała ją i czyniła tak silną.
D’Artagnan odwrócił burzę od Buckinghama — Milady go nienawidzi jak wszystkich, których kiedyś kochała — choć Richelieu zagrażał mu zemstą na osobie królowej. D’Artagnan wkradł się do Milady jako de Wardes, do którego miała skłonność nieokiełznaną, jak zazwyczaj kobiety tego rodzaju. D’Artagnan znał jej straszliwy sekret, a poprzysięgła, że kto go pozna, umrze. Wreszcie, w chwili gdy uzyskała glejt, który miał pomóc w zemście na wrogu, glejt został jej wydarty i teraz d’Artagnan znów trzyma ją w rękach i ześle na jakieś podłe Botany-Bay[*], do jakiegoś bezecnego Tyburn na Oceanie Indyjskim.
Wszystko to było bez wątpienia dziełem d’Artagnana; jakim sposobem tyle hańby spadłoby na jej głowę, jeśli nie za jego sprawą? Tylko on mógł donieść lordowi Winterowi o okropnych tajemnicach, które dzięki fatalnemu zbiegowi okoliczności odkrył jedną po drugiej. Znał jej szwagra, napisał do niego.