Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
Pewnego razu kardynał dręczony śmiertelną troską, nie mając nadziei na układy z miastem, nie mając wiadomości z Anglii, wyjechał ze swej kwatery na przejażdżkę w towarzystwie Cahusaca i La Houdinière’a i ruszył wzdłuż brzegu, łącząc ogrom swych marzeń z potęgą oceanu; jadąc truchtem, znalazł się na wzniesieniu i stąd ujrzał siedmiu ludzi: leżeli na piasku za płotem, oświetleni promieniami słońca, tak rzadkimi o tej porze roku; wokół nich widać było puste butelki. Czterej z tej grupy, muszkieterowie królewscy, zajęci byli listem, który jeden z nich właśnie otrzymał, listem tak ważnym, że opuścili na bęben karty i kości.
Trzej inni otwierali olbrzymi gąsior wina z Collioure[*]; byli to służący tych panów.
Jak powiedzieliśmy, kardynał był w złym humorze, a w tym stanie ducha nic nie rozdrażniało go bardziej niż wesołość innych. Zresztą miał dziwne uprzedzenie: był przekonany, że inni cieszą się z jego smutków. Dał znak La Houdinière’owi i Cahusacowi, aby się zatrzymali, zsiadł z konia i zbliżył się do tej podejrzanie wesołej kompanii w nadziei, że piasek zagłuszy jego kroki, płot go zasłoni i usłyszy kilka słów z rozmowy, która wydawała mu się tak interesująca; z odległości dziesięciu kroków od płotu rozpoznał gwarę gaskońską, a ponieważ wiedział, że ma przed sobą muszkieterów, nie wątpił, że trzej pozostali to ci, których nazywano nierozłącznymi, a więc Atos, Portos i Aramis.
Można sobie wyobrazić, że jeszcze bardziej zapragnął usłyszeć rozmowę; jego oczy przybrały szczególny wyraz, krokiem tygrysa zbliżył się do płotu; ale zaledwie mógł uchwycić kilka sylab, kiedy krótki i dźwięczny okrzyk przyprawił go o drżenie i zwrócił uwagę muszkieterów.
— Oficer! — zawołał Grimaud.
— Zdaje się, że mówisz, nicponiu — rzekł Atos unosząc się na łokciu i przeszywając Grimauda płomiennym spojrzeniem.
Ale Grimaud nie powiedział już ani słowa, gestem tylko wskazał płot, kardynała i jego eskortę.
Czterej muszkieterowie zerwali się na równe nogi i z szacunkiem powitali kardynała.
Kardynał był bardzo rozgniewany.
— Zdaje się, że panowie muszkieterowie rozstawiają straże! — rzekł — Czyżby to Anglik mógł przybyć lądem, a może też muszkieterowie uważają się za wyższych oficerów?
— Wasza Dostojność — odparł Atos, który jedyny wśród ogólnego przerażenia zachował ów wielkopański spokój i zimną krew nie opuszczające go nigdy — Wasza Dostojność, gdy muszkieterowie nie pełnią służby albo służbę skończyli, piją, grają w kości i są wyższymi oficerami dla swoich służących.
— Dla służących! — zrzędził kardynał — dla służących, którzy otrzymali rozkaz uprzedzać swych panów, gdy ktoś przechodzi; to nie są służący, to straż.
— Wasza Eminencja widzi wszakże, że gdybyśmy nie zarządzili tych środków ostrożności, nie moglibyśmy złożyć Waszej Eminencji wyrazów szacunku ani podziękować za łaskę, jaką nam czyni przybywając do nas. D’Artagnanie, przed chwilą pragnąłeś podziękować Jego Dostojności, skorzystaj teraz z okazji.
Słowa te zostały wypowiedziane z niezmąconym spokojem, jakim odznaczał się Atos w chwilach niebezpiecznych, i z ową nadzwyczajną uprzejmością, dzięki której stawał się w pewnych chwilach bardziej dostojny niż urodzony król.
D’Artagnan zbliżył się i wybełkotał kilka słów podziękowania, plącząc się pod ponurym spojrzeniem kardynała.
— Wszystko jedno, panowie — ciągnął kardynał i widać było, że uwagi Atosa w najmniejszej mierze go nie przekonały — wszystko jedno, panowie, nie lubię, kiedy prości żołnierze tylko dlatego, że służą w uprzywilejowanej broni, robią z siebie wielkich panów; dyscyplina jest jednaka dla wszystkich.
Atos wysłuchał uważnie kardynała i składając ukłon na znak zgody, powiedział:
— Wasza Dostojność, nie zapomnieliśmy bynajmniej o dyscyplinie. Nie jesteśmy na służbie i sądziliśmy, że wobec tego możemy rozporządzać swym czasem, jak nam się podoba. Jeśli Wasza Eminencja ma jakiś specjalny rozkaz dla nas, będziemy zaszczyceni mogąc go wykonać. Wasza Dostojność widzi — ciągnął Atos marszcząc brew, ponieważ badanie zaczynało go niecierpliwić — że przyszliśmy tu z bronią, żeby w razie potrzeby być w pogotowiu.
I wskazał palcem na cztery muszkiety leżące obok bębna, na którym znajdowały się karty i kości.
— Niech Wasza Dostojność zechce uwierzyć — dodał d’Artagnan — że wyszlibyśmy mu naprzeciw, gdybyśmy wiedzieli, że to Wasza Dostojność przybywa do nas z tak niewielką świtą.
Kardynał gryzł wąsa i zacinał wargi.
— Czy wiecie, jak wyglądacie, zawsze razem, uzbrojeni i strzeżeni przez służących? — rzekł kardynał. — Wyglądacie na czterech spiskowców.
— Och, jeśli o to idzie, Wasza Dostojność, to prawda — odparł Atos — jak Wasza Eminencja mógł to niedawno zauważyć, spiskujemy, ale jedynie przeciw roszelczykom.
— Ech, panowie politycy — rzekł kardynał marszcząc z kolei brew — w waszych mózgownicach znalazłoby się niejedną tajemnicę, gdyby można było w nich czytać, jak wy w tym liście, który ukryliście na mój widok.
Krew uderzyła Atosowi do twarzy, postąpił krok ku Jego Eminencji.
— Można by powiedzieć, że Wasza Dostojność podejrzewasz nas naprawdę i że jesteśmy na prawdziwym przesłuchaniu; jeśli tak jest, niech Wasza Eminencja raczy nam rzecz wyjaśnić; będziemy przynajmniej wiedzieli, czego się trzymać.
— A gdyby to nawet było przesłuchanie, mości Atosie? — odparł kardynał. — Nie tacy jak wy bywali przesłuchiwani i odpowiadali na pytania.
— Niech więc tylko Wasza Dostojność raczy zadawać pytania, jesteśmy gotowi na nie odpowiedzieć.
— Jakiż to był list, który czytałeś, mości Aramisie, i który na mój widok ukryłeś?
— List od kobiety, Wasza Dostojność.
— Ach, rozumiem — rzekł kardynał — trzeba zachować dyskrecję, jeśli idzie o list tego rodzaju; jednakże można go pokazać spowiednikowi, a wiesz przecie, że otrzymałem święcenia.
— Wasza Dostojność — rzekł Atos ze spokojem tym straszniejszym, że mówiąc te słowa stawiał życie na kartę — ten list jest od kobiety, ale nie podpisała go ani Marion de Lorme[*], ani pani d’Aiguillon.
Kardynał zbladł śmiertelnie, dziki błysk ukazał się w jego oczach; odwrócił się, jakby miał dać rozkaz Cahusacowi i La Houdinière’owi. Atos widział ten ruch i postąpił krok w stronę muszkietów, na które trzej przyjaciele patrzyli wzrokiem ludzi niezbyt skorych, by dać się uwięzić. Kardynał był samotrzeć; muszkieterów wraz ze służącymi było siedmiu. Osądził, że walka byłaby tym bardziej nierówna, że Atos i jego towarzysze spiskowali naprawdę; a ponieważ zawsze umiał odmienić sytuację wedle swojej woli, cały jego gniew rozpłynął się w uśmiechu.
— Nuże, nuże — rzekł — dzielni z was ludzie w każdej potrzebie i nic w tym złego, że czuwacie nad sobą tak samo jak nad innymi; mości panowie, bynajmniej nie zapomniałem tej nocy, kiedy byliście mi eskortą w drodze do oberży “Pod Czerwonym Gołębnikiem”; gdybym dziś obawiał się jakiegoś niebezpieczeństwa, prosiłbym was, byście mi towarzyszyli, ale jako że niebezpieczeństwa nie ma, zostańcie, opróżnijcie butelki, skończcie partię i list. Żegnam, panowie.
Za czym wsiadł na konia, którego podprowadził mu Cahusac, pożegnał ich skinieniem dłoni i odjechał.
Czterej młodzi ludzie stali nieruchomo i patrzyli za nim bez słowa, aż znikł z pola widzenia.