Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135
Перейти на страницу:

Patrzyłem na Fanga: płynne, pewne ruchy, absolutne skupienie i spokój na twarzy. Wymach ręki i pistolet odlatuje daleko. Pełen szacunku pokłon – i atomowy miecz w srebrnej pochwie ląduje na piasku przede mną. Dawno wszystko przewidzieliście, Fangowie. Mój spór z wami również. Przypasałeś wczoraj ludzki miecz, Fangu, przewidując swój dzisiejszy gest.

Cisza i pustka. Ciemne niebo. Żółte słońce w oślepiająco białej obwódce.

– Popatrz, Fangu. – Mówiłem wcale nie to, co chciałem. – Podwójne słońce! Ja i Terry chcieliśmy uczynić ten dzień głównym świętem planety. To zdarza się tylko raz na ponad sto lat.

„Święto, którego nie zobaczysz dwa razy” – tak chcieliśmy je nazwać. Ale tobie tego nie powiem. Twój absolutny gust nie będzie oceniał naszych dyletanckich prób: „Zrobić tak, żeby było ładnie”. Zostaniemy ze swoim pięknem, Fangu. I z nim umrzemy.

Nes skinął głową, nie patrząc na niebo.

– Umiesz myśleć, książę. Dla każdego sporu jest odpowiedni czas. Raz na sto lat albo raz w życiu.

– Będziemy walczyć? – spytałem, podnosząc miecz.

Fang skinął głową.

Machnąłem mieczem, uwalniając klingę. Ciąłem nią w powietrzu. Nigdy nie będę nosił tego miecza. Nawet jeśli wygram pojedynek, po drodze do kopuły broń będzie tylko bezużytecznym ciężarem.

Nikt mnie nie zaatakuje, planeta jest martwa…

Nikt nie zaatakuje trupa.

Nes wyciągnął z pochwy swoją klingę; przelotnie zarejestrowałem jej szerokość. Ostrze mojego miecza było dwa razy węższe.

Co mu to da? Zbyt szeroki miecz jest cholernie niewygodny.

Fang zasalutował, prezentując piękny i skomplikowany ruch. Jaki ja jestem zmęczony tym waszym pięknem…

Zadałem szybki, dokładny, kłujący cios. Podły cios – Nes nie był gotowy do obrony, na razie oddawał mi honory…

Klinga weszła w ciało Fanga z lekkim chrzęstem – albo łamanych kości, albo podartego kombinezonu. Nes cofnął się, jakby schodząc z miecza. Dziesięć centymetrów atomowego ostrza w ciele nie zrobiło na nim żadnego wrażenia. Na jego twarzy pojawiała się obrażona mina.

– Źle – powiedział rozczarowany. – Źle, książę.

– Wojna zawsze jest zła – prawie krzyknąłem, już nie zwracając uwagi na banalność tych słów. – Sam się prosisz!

– Zły cios, książę. Słowa jeszcze gorsze…

Cienkie palce Fanga wyjęły z kieszeni na piersi małą czarną kulkę. Uśmiechnąłem się krzywo. Więc to właśnie kryje się w tajnej kieszeni. Broń…

Zdążyłem już zapomnieć, że Fang sam dał mi miecz.

Nes podrzucił kulkę, która na przekór grawitacji wzleciała w górę. Zatrzymała się dziesięć metrów nad nami, czarną powłokę otoczyły białe, trzeszczące iskry. Zapachniało ozonem. Wydawało mi się nawet, że w górę, do kulki, popłynął lekki wietrzyk. Taka transmisja energii byłaby konieczna jedynie przy hiperpołączeniu.

– Zaczynamy, książę.

Zainkasowałem wspaniały cios w głowę. Nie dość, że uderzenie było skomplikowane i rzadkie, to jeszcze Nes zadał je z absolutnie nieodpowiedniej pozycji.

Zdążyłem zablokować; mój miecz skoczył ku wrogiej klindze. Zazwyczaj, gdy przecina się drogę mieczowi przeciwnika, pozbawia się go części ostrza.

Fang zdołał skręcić swój miecz i ostrze przeszło milimetr od mojej klingi, już płonącej białym ogniem ostatniego ostrzenia.

Przez sekundę Nes trzymał miecz poziomo, nad głową. Potem zadał cios, który nie przeciął mnie na pół jedynie dzięki mojej szybkości. Szczerze mówiąc, nie doceniałem własnej reakcji. Być może zbyt rzadko miałem doping w postaci tnącego ciosu miecza płaszczyznowego.

Było w tym pojedynku coś z mojej pierwszej poważnej walki – z Shorreyem Manhemem, nadczłowiekiem. Wiedziałem, o co chodziło – o klasę przeciwnika. Zarówno wtedy, jak i teraz beznadziejnie mu ustępowałem. Treningi i walki w czasie tych wszystkich lat spędzonych poza Ziemianie przeszły bez śladu. Walczyłem teraz na poziomie Shorreya, może nawet lepiej. Udało mi się osiągnąć najwyższe mistrzostwo… jak na człowieka.

Ale Fangowie nie są ludźmi.

W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że Nes prowadzi w walce. Całkowicie kontroluje moje wypady, prowokuje te lub inne ciosy. Nasza walka staje się pięknym widowiskiem, w którym ja odgrywam rolę statysty albo partnera sparringowego. I nic nie mogę na to poradzić – Fang przewidział wszystko, nawet moje olśnienie i próbę narzucenia swojego scenariusza pojedynku. Robi teraz to, co nie udało się niegdyś Shorreyowi.

Ale teatralność Shorreya wobec klasy Nesa była niczym szkolne przedstawienie wobec premiery w Teatrze Wielkim.

Te same słowa, nawet podobne ruchy. Ale wszelkie porównania byłyby tu bez sensu.

Czułem się tak potwornie zmęczony, jakbym nie walczył niemal nieważkim mieczem, lecz wyciskał stukilogramową sztangę. Znużenie sączyło się do płuc ciepłym, suchym powietrzem bez smaku; wpełzało do oczu wielobarwnością skał; płynęło ze zdrętwiałych na rękojeści palców.

Nie mam dwudziestu dziewięciu lat. Mam znacznie, znacznie więcej. Dwieście dziewięćdziesiąt… albo dwa tysiące dziewięćset. Moje ręce wykuwały miecze z brązu, później ze stali. Moje oczy wypalał blask roztopionego metalu i wyżerał gaz musztardowy. Moje nogi ślizgały się w błocie, ciągnąc po jesiennych drogach haubice; pękały pod gąsienicami czołgów. Na moje plecy zwalono zbyt duży ciężar – zabierzcie choć część! Zbyt szczelny pancerz… uduszę się. Za wiele materiału wybuchowego… utonę w prochu. Za dużo zabitych – ich martwe ręce mnie nie wypuszczą.

Nie mam dwudziestu dziewięciu lat… mam mniej, zacznie mniej… dziewiętnaście, dziewięć… minus dziewięć miesięcy. Odbyłem swój pierwszy wojskowy bieg… tyle, ile zdołałem przebiec. Moja twarz spoczywa na miękkim od upału asfalcie, a kałasznikow przyciska do ziemi lepiej niż but sierżanta. Nie, jeszcze nie. Po raz pierwszy rozbili mi w bójce nos i teraz płaczę, ścierając z twarzy łzy zmieszane z krwią. A mój smarkaty wróg płacze obok mnie – dotąd nikogo nie uderzył tak, żeby popłynęła krew. Nie, też nie to. Przecież mnie jeszcze nie ma, dlaczego miałbym walczyć na piaszczystej arenie martwej planety? Dopiero szykuję się do tego, żeby zaistnieć – pozbawiając tej możliwości miliony moich niedoszłych braci i sióstr. Moje geny połączą się i nowe ogniwo zasili niekończący się łańcuch. Niosę w sobie więcej śmierci niż życia. Porozmawiaj ze mną o pięknie, Fangu!

Patrzyłem w nieruchome żółte oczy, zadając i parując ciosy. Nie zdołacie nas pokonać, ale my zdołamy przegrać razem z wami. Podarowaliśmy wam nowe piękno, a to znaczy, że również nową prawdę. A wy nie pozostaliście nam dłużni. Jak wyjaśnić, dlaczego uczyniliśmy wojnę piękną, skąd się wzięły książki i filmy, które ją opiewają? Jak przetłumaczyć Fangom, że zło może być piękne, skoro dla nich „piękno” i „dobro” to synonimy?

– Draniu – wyszeptałem, odskakując od Nesa. Czy uda mi się go zmęczyć? Przecież on jest ranny! Ma pokaleczone do krwi ręce! Powietrze Somata jest dla niego jeszcze bardziej szkodliwe niż dla człowieka!

Pot wysychał mi na czole, zanim zalał oczy. Od gwałtownych ruchów zaczynała boleć wyschnięta skóra na rękach i nogach. A w niebie wisiał czarny punkt nadajnika. Przekazuje nasz pojedynek, taki piękny i ekscytujący, taki słuszny i dobry! Mały spektakl w reżyserii komandora Nesa. Czy przekonam go, zadając śmiertelny cios? Czy dla całkowitego zwycięstwa powinienem wystawić się na cios i umrzeć w maksymalnie brzydki sposób?

Kto wie, co dla Fangów jest piękne, a co ohydne? Tylko Fang. Czy moja rozłupana czaszka będzie wyglądać wystarczająco brzydko?…

Brzydko… udowodnić, że to jest brzydkie… jak mogę udowodnić ohydę walki w mojej sytuacji?

1 ... 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)