Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135
Перейти на страницу:

– Możliwe, że się pomyliliśmy. Ale nawet błędne piękno pozostaje pięknem. Rozumiesz? Nagle zobaczyłem oczy Fanga. Ogromne, migoczące w ciemności. – Więc co ty… co postanowiliście? – zapytałem. – Będziecie dalej walczyć? – Myślimy. Ciemność. Ledwie wyczuwalne oparcie pod nogami.

– Nasze statki opuszczają przestrzeń Ar-Na-Tina – oznajmił Nes.

– Zrozumieliście? – zakrztusiłem się. – Rezygnujecie z wojny?

– Jeszcze nie zdecydowaliśmy. Nastąpi przegrupowanie sił do zaatakowania Ziemi albo wycofania się, wszystko jedno. Nie można zastąpić kłamstwa pustką, człowieku. Jedynie prawdą. A ty jej nie znasz… i my też. Na razie…

Nie zdążyłem nic powiedzieć, o nic zapytać. Ciemność uderzyła we mnie ze wszystkich stron.

8. Czerwone i żółte

Kajuta, w której odzyskałem przytomność, nie była duża. Żadnych mebli, bladobłękitne obicie ścian, słabe pomarańczowe światło płynące z lamp ukrytych w rogach sufitu. W ścianie widać było owal zamkniętego luku.

Wstałem i od razu, po nieuchwytnych dla świadomości oznakach zrozumiałem, że statek stoi na planecie. Czy w czasie, gdy byłem nieprzytomny, Fangowie wylądowali na Ar-Na-Tinie? A co z przegrupowaniem? Co oni w ogóle chcą ze mną zrobić?

Bez szczególnej nadziei podszedłem do luku. Sięgnąłem do ledwie widocznych przycisków na ścianie, ale nie musiałem ich naciskać. Luk sam się opuścił. Nie zdążyłem zdziwić się niedbalstwem wrogów, gdy w otworze pojawił się Nes.

Miał na sobie kombinezon bojowy, a przy pasie dwa atomowe miecze w srebrnych pochwach. Jeden miecz był chyba ziemski.

– Cieszę się, że wszystko z tobą w porządku – powiedział bez specjalnego zachwytu. – Grawikompensatory działały do końca.

– Co się dzieje? – zapytałem ostro.

– Ziemskie statki – odparł spokojnie Nes. – Unikaliśmy walki, ale uszkodzenia są bardzo duże. Mój statek już nie poleci.

– Zderzenie z Ar-Na-Tinem? – zapytałem drwiąco. – Jasne, tam to was kochają…

– Przechodź. – Nes cofnął się o krok.

Nie spierałem się. Wąska kajuta kojarzyła mi się ze śluzą. Półprzeźroczyste szafki ze skafandrami, szeroki właz, pulpit z martwym, wyłączonym ekranem…

– Mój statek już nie poleci – powtórzył Nes. – Strzelcy na stanowiskach bojowych są martwi. Trudno. Prawda jest ważniejsza.

Zamilkł. Krótka, starannie wyliczona przerwa.

– To twoja planeta, książę.

– Ziemia?

– Ta, na której żyłeś w naszym czasie. Somat.

Wyciągnął rękę do martwego pulpitu i powoli, z wyraźnym wysiłkiem wdusił duży ciemnożółty przycisk.

Dopiero teraz pomyślałem, że dla Fangów żółty kolor ma to samo znaczenie, co dla nas czerwony. Kolor krwi.

– Statek nie poleci – powtórzył jeszcze raz Nes. Jakby na potwierdzenie jego słów, na obwodzie szerokiego zewnętrznego luku zapłonęła oślepiająca linia. Pancerna płyta bezgłośnie wypadła na zewnątrz.

Błysnęło światło słońca.

Wzbiła się fontanna piasku, na który upadło pół tony metalu. Przy krawędziach luku syczał dogasający płomień.

Patrzyłem w otwór jak zaczarowany, nie mogąc odwrócić wzroku.

To naprawdę był Somat.

Nes popatrzył na mnie, uśmiechnął się i zeskoczył na dół, prosto na posypany piaskiem metal.

– Koniec zawsze powraca do początku! – zawołał. – Dla każdego sporu jest odpowiednie miejsce. Chodźmy, książę.

Ruszyłem za nim jak zahipnotyzowany i też skoczyłem – Nes miał taką minę, jakby chciał podać mi rękę. Powietrze Somata napełniło mi płuca.

Zakasłałem. Gardło wyschło niemal natychmiast, w nozdrzach jakby ktoś przejechał papierem ściernym. Wilgotność zero procent.

Nes patrzył na mnie z ciekawością. – Twój świat – powiedział półgłosem. – Twoje reguły. Zacząłem oddychać ustami, pozostawiając tylko wąską szczelinę. Tak robiliśmy, wymieniając filtry nosowe.

– Nes, musimy wezwać pomoc – powiedziałem na wydechu. – Wasz albo nasz statek. Uratują nas i to będzie piękne.

Fang milczał.

Powstrzymując przekleństwa, rozejrzałem się. Żółta góra z zielonym połyskiem to szczyt Jesiennego Liścia. Jasny pas w oddali – Białe Wybrzeże. Wylądowaliśmy niedaleko od naszej kopuły mieszkalnej. Jakieś siedemdziesiąt kilometrów, można dojść w ciągu doby. Oczywiście, jeśli ma się maść ochronną i filtry nosowe. Jako maści można użyć tłuszczu, na filtry dowolnego materiału. Co prawda, trzeba je często moczyć…

Nes, dojdziemy do mojego starego domu, tam jest awaryjny punkt sygnałowy… jeśli oczywiście twój jest uszkodzony.

– Posłuchaj – powiedział cicho Fang dziwnie żałosnym głosem. – Czy słyszysz ciszę, książę?

Zamknąłem oczy. Spokojnie… to przecież Fang. Nie ruszy się z miejsca, dopóki nie oceni całego piękna okolicy. Spokojnie… Posłuchać ciszy. To nie potrwa długo.

Powietrze było ciepłe i nieruchome. Najpierw usłyszałem swój oddech. Potem bicie serca.

Cisza.

Światło słońca płynące przez powieki. Kwiatowa woń Fanga bezdźwięcznie rozpływająca się w bezwonnym powietrzu. Cisza.

Milczenie. Od horyzontu do piasku pod nogami. Nieruchome wydmy, zastygłe skały. Niebo jak granatowy klosz.

Cisza. Przedmurze dźwięków, wspomnienie ruchu, cień życia, daleki szelest suchych fal… A może to gorący puls krwi w bezużytecznych uszach. Suchy ocean pokryty kamiennym lodem.

Cisza.

– Umiesz słuchać, książę…

Słuchowa halucynacja, własna myśl czy nieznośnie głośne słowa Fanga?

Okrągłe, niemrugające oczy badały moją twarz. Czego ty chcesz, Fangu? Co próbujesz zrozumieć?

– Chodźmy – poprosiłem szeptem. – Chodźmy do mojego domu, Nes.

– Popatrz – powiedział tak samo cicho. – Widzisz to, czego nie widać, książę? Suche i czyste powietrze, przezroczyste jak próżnia, bezlitosne jak szkło powiększające. Mgliste opary – makijaż na twarzy planety – zmyte raz na zawsze.

Pustka.

Jaskrawe, martwe kolory skał. Trupia siność nieba. Żółte na niebieskim, szare na niebieskim, białe na niebieskim. I każdy odcień, każdy półton tak samo czysty i martwy.

Pustka. Tysiące barw i ani jednej żywej.

Pustka. Od horyzontu do piasku pod nogami. Obnażone skały, sterylne góry, zbezczeszczona woda.

Pustka.

I jeszcze to, czego tu nigdy nie będzie. Zimowy śnieg i wiosenna zieleń. Dojrzewanie letnich jagód i rudość umierających liści. Tonące w kwiatach domy ludzi. Kalejdoskop odświętnych strojów. Smukłe wieże Fangów w niekończącej się spirali wzoru na ścianach. Statki wysmukłe dzięki ludzkiej myśli i niezawodne dzięki nieludzkiej logice.

Pustka.

Tego nie będzie. Nic nie będzie. Nie usłyszeli mojego krzyku, nie zobaczyli moich koszmarów. Pustka. Nikogo nie przekonałem, tylko siebie. Pustka. Punkt docelowy. Nie ma przyszłości.

– Umiesz patrzeć, książę…

Cień szacunku w głosie? Mięsień, który drgnął mu na twarzy? Bzdury. Wszystko to jest zbyt piękne, a to znaczy, że Fangowie mają rację. Terry siedząca z podwiniętymi nogami na fotelu… pustka. Obrazy Dańki na ścianach muzeum… pustka. Pożegnalne machanie ręką młodego roadera… pustka. Lans w czarnej kuli hełmu pilotażowego… pustka. Trofeum liżący malutkiego kotka… pustka.

– Dobrze mówiłeś, książę. Słuchaliśmy cię. Ale to tylko jedna strona prawdy.

Skrzywiłem twarz w drwiącym uśmiechu. Rozumiem was, Fangowie. Nie ma sensu przekładać jasnych myśli na mgliste ludzkie słowa.

Pięknie mówiłeś, książę, twoje słowa sprawiły nam przyjemność. A teraz my pokażemy ci inne piękno. Przekonasz się, ze śmierć może być piękna. Urządzimy międzygwiezdną rzeź. To będzie piękne.

1 ... 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)