Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 124 125 126 127 128 129 130 131 132 ... 236
Перейти на страницу:

Nagle obrzuciła nienawistnym spojrzeniem pokrwawioną chusteczkę, którą trzymała w ręce, po czym uniosła się z miejsca, wdzięcznym krokiem podeszła do kominka i wrzuciła krwawy strzęp w płomienie.

Stała chwilę przy ogniu, grzejąc się w jego cieple i ani na moment nie patrząc w kierunku mężczyzny.

— Potrafisz zorganizować ucieczkę kilku seanchańskich kobiet? — spytała nagle. — Najlepiej, aby były wśród nich zarówno te zwane sul’dam, jak i te, które nazywa się damane. — Zająknęła się nieco na obu obcych słowach. — Jeśli jednak nie dasz rady, niech ucieknie przynajmniej kilka sul’dam. One potrafią uwolnić pozostałe.

— Być może. — Na krew i cholerne popioły, ta kobieta zachowywała się dzisiejszego wieczoru jeszcze dziwniej niż Falion! — Nie będzie to łatwe, moja pani. Wszystkie są pilnie strzeżone.

— Nie pytałam, czy to jest łatwe — odcięła się, patrząc w płomienie. — Umiałbyś odsunąć straże od magazynów z jedzeniem? Ucieszyłoby mnie, gdyby parę całkowicie się spaliło. Jestem zmęczona tymi nieudanymi próbami.

— Czegoś takiego nie mogę zrobić — szepnął. — Chyba że każesz mi się natychmiast później ukryć. Istnieją archiwa rozkazów, toteż musiałbym się ujawnić. Zresztą spalenie magazynów niewiele by nam dało, skoro przez te cholerne bramy codziennie przybywają kolejne przeklęte wozy wypełnione wiktuałami.

Po prawdzie, bramy wcale nie martwiły Hanlona. Może drażniły, gdy pomyślał o szczegółach, na pewno jednak nie martwiły. Podejrzewał, że pałac jako ostatnie miejsce w Caemlyn doświadczy głodu, tyle że on sam przeżył już w życiu kilka oblężeń (w dodatku z każdej strony) i nie miał ochoty nawet rozpatrywać dodatkowych niedogodności. Lady Shiaine wszakże wyraźnie na niego naciskała.

— Następna odpowiedź, o którą nie prosiłam — mruknęła. Potrząsnęła głową, nadal przypatrując się płomieniom, nie mężczyźnie. — Lecz może coś da się w tej kwestii zrobić. Jak blisko jesteś... zdobycia sympatii Elayne? — zakończyła, pytając afektowanym tonem.

— Bliżej niż tego dnia, w którym przybyłem do pałacu — odwarknął, obrzucając piorunującym spojrzeniem plecy kobiety. Nigdy nie próbował obrażać tych, których Wybrani wyznaczali na jego panów, jednak ta kobieta jawnie go testowała. A mógłby wszak złamać jej smukłą szyję niczym gałązkę! Starając się zapanować nad pragnieniem uduszenia Lady Shiaine, musiał czymś zająć ręce, napełnił więc jeden z pucharów i trzymał go w dłoni, choć oczywiście nie zamierzał pić znajdującego się w nim wina. Ma się rozumieć, trzymał naczynie w lewej dłoni... Obecność jednego trupa w pokoju bynajmniej nie oznaczała, że Shiaine nie pragnie podwoić liczby martwych osób, popełniając kolejne morderstwo. — Teraz wszakże muszę trochę zwolnić swoje do niej umizgi. Nie jest to osoba, którą mógłbym przycisnąć do ściany i zacząć całować...

— Zapewne nie — odparowała stłumionym głosem kobieta. — Nie jesteś przyzwyczajony do takich istot jak ona.

Roześmiała się.

Śmiała się?! Śmiała się z niego?! Z całych sił walczył z sobą, gdyż miał ochotę odrzucić na bok puchar z winem i udusić tę dziwkę o twarzy lisicy.

Nagle Lady Shiaine odwróciła się do niego i Hanlon zamrugał, widząc, jak przypadkowym gestem wsunęła sztylet do pochewki. A przecież nie wiedział, że znów wyjęła tę swoją przeklętą broń! Bezwiednie wypił łyk wina, zaś gdy w następnej sekundzie uprzytomnił sobie, co zrobił, o mało się nie zakrztusił.

— Chciałbyś zobaczyć Caemlyn złupione i ograbione? — spytała.

— Jasne, że chciałbym. O ile będę miał wiernego towarzysza za plecami i łatwą możliwość wyjścia za mury. — Pomyślał, że wino, które wypił, na pewno nie jest zatrute. Dwa puchary na stole sugerowały, że Shiaine piła trunek wraz z gościem i nawet jeżeli Hanlon trafił akurat na naczynie zabitego, trucizny nie zostało w nim zapewne dość, by przyprawić o mdłości małą myszkę. — Czy tego właśnie pragniesz? Wykonuję przecież wszystkie twoje rozkazy. — Dokładnie rzecz ujmując, wykonywał wszystkie, przy których dostrzegał dla siebie szansę przeżycia, oraz oczywiście wszystkie, które wydali Wybrani. Niewykonanie rozkazów Wybranych równało się głupocie, a kończyło śmiercią. — Czasami jednak dobrze jest wiedzieć coś więcej. Znajomość powodów oraz kontekstu danego polecenia może niejednokrotnie pomóc w jego wypełnieniu. Jeśli powiesz mi zatem, czego szukasz tu, w Caemlyn, może zdołam przyspieszyć bieg zdarzeń.

— Pewnie. — Shiaine uśmiechnęła się szeroko, lecz jej oczy pozostały zimne niczym rzeczne kamienie. — Najpierw jednak zdradź mi, skąd na twojej rękawicy świeża krew.

Odpowiedział jej uśmiechem.

— Pewien rzezimieszek miał pecha, że na mnie trafił, moja pani.

Może Shiaine wysłała tego człowieka, a może nie, tym niemniej Hanlon dopisał gardło lady do spisu tych, które zamierza w niedalekiej przyszłości podciąć. Na liście potencjalnych ofiar mógłby też umieścić głowę Marillin Gemalphin. Ostatecznie, do opowieści o przeszłych zdarzeniach wystarczy wszak jeden świadek.

16

Przedmiot negocjacji

Poranne słońce tkwiło na horyzoncie, pozostawiając bliższą stronę Tar Valon nadal pogrążoną w cieniu, jednakże dzięki pokrywającej wszystkie powierzchnie śnieżnej czapie wokół było jasno i połyskliwie. Miasto, okolone długimi murami z białego kamienia, których wieże obwieszono sztandarami, wydawało się wręcz świecić, tyle że dla dosiadającej dereszowatego wałacha Egwene z tej odległości na brzegu rzeki mogło się znajdować jeszcze dalej, niż było w istocie. Erinin rozciągała się w tym miejscu do nieco ponad dwóch mil, a jej przecinające wyspę dopływy: Alindrelle Erinin i Osendrelle Erinin miały szerokość niemal mili każdy, toteż Tar Valon wyglądało na wysepkę pośrodku wielkiego jeziora, nieosiągalną mimo potężnych mostów, które zbudowano bardzo wysoko ponad wodą, dzięki czemu bez trudu przepływały pod nimi wszelkie statki. Sama Biała Wieża, ogromna budowla w odcieniu białych kości, która wznosiła się z centrum miasta niemożliwie wysoko, napełniła serce kobiety tęsknotą za domem. Egwene nie tęskniła już bowiem za Dwiema Rzekami, lecz właśnie za Białą Wieżą. To Wieża uosabiała teraz jej dom. Spojrzenie dziewczyny przyciągnął nagle pióropusz dymu, cienka, czarna linia wznosząca się znad odległego brzegu za miastem. Na jej widok Egwene aż się skrzywiła. Daishar tupał kopytem w śniegu, jednak wystarczyło poklepać wierzchowca po szyi i natychmiast się uspokajał. Trudniej byłoby uspokoić jego amazonkę. Tęsknota stanowiła bowiem najdrobniejszą cząstkę jej zdenerwowania. Naprawdę maleńką — w porównaniu z całą resztą.

Egwene z westchnieniem położyła wodze na wysokim łęku siodła i podniosła długą lunetę w mosiężnej oprawie. Płaszcz spadł, ześlizgując się z jednego ramienia, jednak dziewczyna zignorowała zimno, które zmieniało jej oddech w parę. Jedną ręką w rękawiczce przykryła przednią soczewkę, chroniąc obraz przed blaskiem słońca. Miejskie mury od razu się przybliżyły i patrząca skupiła się na krętych odnogach Północnej Przystani, które zasilały główne nurty. Po otaczających port blankach przemieszczali się zdecydowanym krokiem ludzie, Egwene wszakże z powodu oddalenia nie bardzo odróżniała mężczyzn od kobiet. A jednak cieszyła się, że nie nosi swej stuły ozdobionej pasami w kolorach wszystkich siedmiu Ajah, twarz zaś skryła głęboko w kapturze — na wypadek gdyby ktoś w mieście miał dokładniejszą lunetę niż ona. Szerokie ujście sztucznie utworzonego portu blokował solidny stalowy łańcuch mocno napięty i zawieszony kilka stóp nad wodą. Łańcuch czasem się huśtał, szczególnie gdy wodę poruszały ptaki polujące na wyskakujące nad powierzchnię ryby. Podniesienie jednego, długiego na krok ogniwa wymagałoby dwóch mężczyzn. Pod tą barierą może prześlizgnęłaby się łódź wiosłowa, tyle że żadna jednostka pływająca — duża czy mała — nie zdoła wpłynąć do portu bez zezwolenia Białej Wieży. Zadaniem łańcucha była oczywiście ochrona przed wrogami.

1 ... 124 125 126 127 128 129 130 131 132 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)