Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
Key’la drgnęła.
— Nie mów tak — poprosiła cicho.
— Jesteśmy inni niż wy — w głosie Ust Ziemi ból mieszał się z dumą. — Nie dorastaliśmy do inteligencji, choć byliśmy blisko. Obdarowano nas nią. Jesteśmy inni. Rodzisz dziecko z nadzieją, że będzie miało duszę, a gdy wiesz już, że jej nie ma, nie mówi, nie śmieje się, jest mądre, tak, ale nie inteligentne. Kamderisuwe, obowiązek matki… podajesz zioła… zasypia, bierzesz na ręce i schodzisz pod ziemię. Jest lekkie i ciepłe, śpi coraz głębszym snem, oddycha spokojnie…
Olbrzymka w końcu otworzyła powieki i odwróciła się do nich. Jej oczy, czarne i zielone, wyglądały tak samo, ukryte w cieniach malowanych przez lampę.
— Zazwyczaj przestają oddychać, nim tutaj dotrzesz. Znajdujesz kawałek wolnej przestrzeni, układasz. Odchodzisz.
— Nie możecie…
— Nie! Nie… dorosły vaihir to machina do walki. Umiemy tylko to, bo tak nas stworzono. Bez duszy znamy jedynie gniew, wściekłość, rywalizację, zabijanie. Nie da się nas oswoić, ułożyć. Wytresować… Próbowaliśmy.
Ileż bezradności można wlać w jedno słowo.
Próbowaliśmy.
— Wielu zginęło, bo posłuchało szeptu serca. A nasza rozumność… pamiętasz Kawałek Żelaza?
Czy pamięta? Key’la nie widziała go od dłuższego czasu, ale oczywiście, że pamiętała.
— Jesteśmy cisi. Spokojni. Nie wrzeszczymy w trakcie walki, nie rozpalamy swojego gniewu. Nie musimy. Ale czasem on wybucha. I tracimy kontrolę, wróg jest wszędzie, nieważne, ile ma rąk, nóg, głów… Zatracamy się. Kawałek Żelaza i Czarny Biały są braćmi; ich matka okamieniła swoje serce tak, że w końcu pękło, wiesz? Urodziła ośmioro dzieci i umarła, wracając stąd na górę szósty raz. Nieważne… Oni są braćmi i kiedyś w trakcie walki Kawałek Żelaza zatracił się. Ogarnął go bojowy szał, czerwony i gęsty jak zasychająca krew. Czarny Biały walczył z nim przez wiele godzin. Poharatał go, pochlastał niemal na kawałki, a gdy jego brat osunął się w końcu na ziemię, bestia go puściła. Powrócił do krainy rozumnych. Nie wszystkim się udaje. Czasem musimy zabić tych, którzy wybierają drogę zwierzęcia. Patrz.
Usta Ziemi postawiła lampę na posadzce, opadła na kolana i opierając się dolnymi dłońmi o dno jaskini, górne wyciągnęła tak, jakby chciała schwycić powietrze. Kocyk stracił nagle spokój, wyskoczył przed Key’lę, a jego nóż i pazury błysnęły w świetle lampy.
Vaihirska kobieta uśmiechnęła się dziko.
— No proszę, nawet jak próbuję zapomnieć, że on pochodzi z hodowli Dobrych Panów, nic z tego. Twój kanaloo zapewne został nauczony rozpoznawać tę postawę. To pohe, gniew, obłęd i amok w jednym. Taką pozycję przyjmuje vaihir w chwili, gdy się zatraca. Gdy odrzuca rozum i zmienia się w zwierzę. Jeśli kiedykolwiek zobaczysz w takim stanie kogoś z nas, uciekaj. Rzuć wszystko i uciekaj. Jesteś mała, schowaj się do dziury, gdzie nie będzie mógł za tobą pójść, i czekaj, aż odejdzie. Cierpliwość nie jest cechą pohe.
Wyprostowała się, podnosząc lampę. Kości i czaszki znów zajaśniały w kręgu światła. Jedno z ramion olbrzymki wskazało wejście do jaskini.
— W moim plemieniu od wielu lat żadna kobieta nie schodziła taką drogą. W innych jeszcze to robią, ale coraz rzadziej. Nie dajemy już rady. I mam wrażenie, że z tego powodu częściej przychodzi po nas pohe. Nasza rozpacz jest cicha, nie krzyczy i nie płacze w głos. Tylko tu — dotknęła piersi — siedzi bestia, coraz głodniejsza i bardziej zniecierpliwiona. Każdy ma swój sposób, by ją uśpić. Medytacje, modlitwy, muzyka. Ja gram na holi. To moja kołysanka dla bestii.
Key’la kiwnęła głową, mrugnęła szybko i odwróciła wzrok. To wstyd płakać przy obcych. Usta Ziemi była jednak mądra. Opuściła lampę, zmniejszając promień światła do kilku stóp.
— Wyruszymy na wojnę przeciw stworom z Doliny Żalu. Na wojnę właśnie, bo jedyną naszą nadzieją jest to, że uda nam się uwolnić, obudzić naszego boga, i zamknąć na zawsze ten tunel, tę jaskinię. Bo nie mamy wyjścia. Wymieramy. Rozumiesz?
Dziewczynka westchnęła. Pociągnęła nosem.
— Tak.
— Dobrze. Chodźmy.
Wracali w milczeniu, jakby groza jaskini zacisnęła im się na gardłach i nie chciała puścić. Gdzieś w połowie drogi Usta Ziemi zatrzymała się, uniosła lampę i nie patrząc w tył, powiedziała:
— Dziękuję.
— Za co?
— Że nie zapytałaś, ile razy tędy schodziłam.
Key’la milczała. Nawet jeden raz to za dużo. O wiele za dużo.
Po kilku uderzeniach serca bez słowa ruszyły dalej.
Rozdział 27
Widząc zmierzającego w jego stronę mężczyznę, Evikiat ze Smesh, Wielki Kohir Dworu, pogładził krótką, czarną brodę i uśmiechnął się uprzejmie. To był uśmiech, który mógłby wzbudzić zaufanie zarówno u dorosłego, jak i u dziecka, szczery i ciepły. Komuś, kto obdarza cię takim uśmiechem, wierzy się na słowo, pożycza się bez wahania sakiewkę pełną złota albo zdradza rodzinne sekrety.
Gospodarz odpowiedział własnym uśmiechem. Po czym uścisnął oburącz wyciągniętą w swoją stronę dłoń i potrząsnął nią energicznie.
— Zaszczyt to dla mnie. Zaszczyt ogromny. Sam Wielki Kohir, pierwszy wśród sług księcia, w moim domu… Ale i wstyd to dla mnie, wstyd przeogromny, że przyjmuję takiego gościa w iście godny pożałowania sposób! Gdybym wiedział wcześniej, gdybym mógł się przygotować, oj, kazałbym przyszykować ucztę i sprowadził niewolnice szkolone w sztuce umilania czasu mężom! Ja nieszczęsny, radość i wstyd czuć jednocześnie, co za udręka dla serca i duszy…