Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
Drzwi otworzyły się i na progu ukazał się mężczyzna.
Był bez kapelusza, miał szpadę u boku i ręką podkręcał wąsa. Milady zdawało się, że rozpoznaje ten cień w cieniu; oparła rękę na fotelu i wysunęła naprzód głowę, by uzyskać pewność.
Nieznajomy zbliżał się powoli; w miarę jak wchodził w krąg światła lampy, Milady cofała się bezwiednie.
Potem, kiedy już nie miała żadnych wątpliwości, zawołała, bezgranicznie zdumiona:
— Ach, czyżby to był mój brat?
— Tak, piękna pani — odparł lord Winter składając ukłon na poły dworny, na poły ironiczny — we własnej osobie.
— Ale ten zamek?
— Należy do mnie.
— Ten pokój?
— Przeznaczony jest dla pani.
— Jestem więc twoim więźniem?
— Mniej więcej.
— Ależ to okropny gwałt!
— Tylko bez wielkich słów; siadajmy i porozmawiajmy spokojnie, jak to wypada między bratem i siostrą.
Potem odwracając się ku drzwiom i widząc, że młody oficer czeka na dalsze rozkazy, powiedział:
— Doskonale, dziękuję; teraz pozostaw nas samych, panie Felton.
Rozdział XX
ROZMOWA BRATA Z SIOSTRĄ
Podczas gdy lord Winter zamykał drzwi, otwierał okiennicę i przysuwał krzesło do fotela bratowej, zamyślona Milady rozważała wszelkie możliwości, pojmując, że to spisek, którego przedtem nie mogła się nawet domyślać, nie wiedziała bowiem, w czyje ręce wpadła. Znała swego szwagra jako prawego szlachcica, zawołanego myśliwego, tęgiego gracza, mężczyznę śmiałego z kobietami, ale nie mającego żadnych talentów do intryg. Jakim sposobem mógł dowiedzieć się o jej przybyciu? Pochwycić ją? Dlaczego ją zatrzymywał?
Atos powiedział Milady kilka słów, które dowodziły, że jej rozmowa z kardynałem doszła do obcych uszu, ale nie mogła przypuszczać, że zaatakują ją tak szybko i zuchwale.
Obawiała się raczej, że jej dawniejsze poczynania w Anglii zostały odkryte. Buckingham mógł domyślić się, że to ona odcięła dwie spinki, i zemścić się za tę zdradę, ale Buckingham był niezdolny do użycia przemocy wobec kobiety, zwłaszcza jeśli mniemał, że ta kobieta działa powodowana uczuciem zazdrości.
To przypuszczenie wydało jej się najbardziej prawdopodobne; pomyślała, że zechciano zemścić się za przeszłość, a nie zabezpieczyć się na przyszłość.
W każdym razie winszowała sobie, że wpadła w ręce szwagra, z którym, jak sądziła, pójdzie jej łatwiej niż ze zdecydowanym i inteligentnym nieprzyjacielem.
— Tak, porozmawiajmy, mój bracie — powiedziała wesoło, postanawiając zdobyć w tej rozmowie wiadomości, potrzebne do ustalenia sposobu działania, nawet gdyby lord Winter starał się wszystko przed nią ukryć.
— Postanowiłaś tedy wrócić do Anglii — rzekł lord Winter — mimo że nie raz jeden mówiłaś mi w Paryżu, że nigdy twoja stopa nie stanie na ziemi brytyjskiej?
Milady odpowiedziała na to pytanie innym pytaniem.
— Przede wszystkim — powiedziała — zechciej mi powiedzieć, jakim sposobem śledziłeś mnie tak bacznie, że wiedziałeś nie tylko o moim przybyciu, ale o dniu mego przybycia i godzinie; wiedziałeś nawet, do którego portu wpłynę.
Lord Winter przyjął tę samą taktykę co Milady, myśląc, że na pewno jest dobra, jeśli bratowa się nią posługuje.
— Ale powiedz mi, proszę, moja droga siostro — ciągnął — co masz zamiar robić w Anglii?
— Przecie przyjechałam się z tobą zobaczyć — rzekła Milady, nie wiedząc, jak bardzo tą odpowiedzią utwierdza podejrzenia, jakie obudził w szwagrze list d’Artagnana, i chcąc jedynie pozyskać przychylność rozmówcy tym kłamstwem.
— Ach, mnie zobaczyć? — powiedział chytrze lord Winter.
— Oczywiście, cóż w tym dziwnego?
— I przybywając do Anglii nie miałaś innego celu?
— Nie.
— Zatem dla mnie jedynie zadałaś sobie trud przebycia La Manche?
— Dla ciebie.
— Tam do kata! Co za czułość, moja siostro!
— Czy nie jestem twoją najbliższą krewną? — zapytała Milady tonem pełnym wzruszającej naiwności.
— A nawet moją jedyną spadkobierczynią, prawda? — rzekł z kolei lord Winter wpatrując się w Milady.
Choć Milady bardzo panowała nad sobą, nie mogła powstrzymać drżenia, a że mówiąc te słowa lord Winter położył rękę na ramieniu siostry, to drżenie nie uszło jego uwagi.
Rzeczywiście uderzenie było celne i mocne. Naprzód Milady przyszło na myśl, że zdradziła ją Ketty, że Ketty opowiedziała baronowi o wyrachowanej niechęci, jaką nierozważnie wyjawiła pokojówce; przypomniała sobie również swój szalony i nieostrożny atak na d’Artagnana, kiedy ten uratował życie jej szwagra.
— Nie rozumiem, milordzie — rzekła, by zyskać na czasie i skłonić do mówienia przeciwnika. — Co chcesz powiedzieć? Czy jest jakiś ukryty sens w twych słowach?
— Ależ, mój Boże, nie — odparł lord Winter z udaną dobrodusznością — zapragnęłaś mnie zobaczyć i przyjechałaś do Anglii. Dowiaduję się o tym pragnieniu lub raczej przypuszczam, że ono cię tu sprowadza, i chcąc ci oszczędzić wszelkich kłopotów związanych z nocnym przyjazdem do portu, wszelkiego zmęczenia, wysłałem po ciebie mego oficera; oddaję mu do dyspozycji powóz, on przywozi cię do zamku, którego jestem panem, gdzie zjawiam się co dzień i gdzie, dla obopólnego zadowolenia, przygotowałem ci pokój. Czy to wszystko, co powiedziałem, jest bardziej dziwne niż to, co usłyszałem od ciebie?
— Nie, zdumiewa mnie tylko, że byłeś uprzedzony o moim przybyciu.
— A jednak to rzecz najzwyklejsza pod słońcem, moja droga siostro; czy nie widziałaś, że kapitan statku wpływając do portu wysłał naprzód łódkę, by dostać pozwolenie wjazdu, i przekazał jednocześnie księgę okrętową i rejestr podróżnych? Jestem dowódcą portu, przyniesiono mi tę księgę, odnalazłem twoje nazwisko. Serce powiedziało mi, a usta twoje potwierdziły, w jakim celu wystawiłaś się na niebezpieczeństwo tak burzliwego morza i podróży, bardzo męczącej o tej porze roku, posłałem więc po ciebie mój kuter. Resztę znasz sama.
Milady zrozumiała, że lord Winter kłamie, i to przeraziło ją jeszcze bardziej.
— Mój bracie — rzekła — czy to milorda Buckinghama widziałam dziś wieczór w porcie?
— Tak, jego samego. Ach, rozumiem, że jego widok zwrócił twoją uwagę — mówił lord Winter — przybywasz z kraju, gdzie żywo się nim interesują, a wiem, że jego zbrojenia przeciw Francji bardzo zaprzątają twego przyjaciela kardynała.
— Mego przyjaciela kardynała! — zawołała Milady widząc, że i w tym względzie lord Winter jest znakomicie poinformowany.
— Nie jest więc twym przyjacielem? — odparł niedbale baron — ach, przepraszam, tak mi się zdawało; ale później wrócimy do księcia, na razie postarajmy się nie urywać sentymentalnego wątku naszej rozmowy. Powiadasz więc, że przyjechałaś, by mnie zobaczyć?
— Tak.
— Znakomicie, odpowiedziałem ci, że życzenie twoje zostanie spełnione, będziemy się widywać co dzień.
— Mam więc tu mieszkać wiecznie? — zapytała Milady z niejakim przerażeniem.
— Czy uważasz, że mieszkanie jest niewygodne, moja siostro? Powiedz, czego ci brak, a pośpieszę zaspokoić twe potrzeby.
— Nie mam tu ani swoich pokojówek, ani lokajów...
— Otrzymasz wszystko; objaśnij mnie tylko, na jakiej stopie był postawiony dom twojego pierwszego męża, a choć jestem tylko twym szwagrem, uczynię wszystko, żebyś nie czuła się tu gorzej.