Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 125 126 127 128 129 130 131 132 133 ... 167
Перейти на страницу:

— Mojego pierwszego męża! — zawołała Milady patrząc na lorda Wintera przerażonymi oczami.

— Tak, twego męża Francuza; nie mówię o moim bracie. Zresztą, jeśliś go zapomniała, choć żyje jeszcze, mogę do niego napisać, by udzielił mi wyjaśnień w tej materii.

Zimny pot wystąpił na czoło Milady.

— Żartujesz — rzekła głuchym głosem.

— Czy wyglądam na to? — zapytał baron wstając i cofając się krok.

— Lub raczej obrażasz mnie — ciągnęła przyciskając zaciśnięte ręce do fotela i unosząc się nieco.

— Ja miałbym cię obrażać! — rzekł lord Winter z pogardą — czy sądzisz, że to możliwe?

— Doprawdy — rzekła Milady — jesteś pijany lub niespełna rozumu; wyjdź stąd i przyślij mi jakąś kobietę.

— Kobiety są bardzo niedyskretne, moja siostro! Czy nie mógłbym ci sam służyć za pokojówkę? W ten sposób wszystkie nasze tajemnice pozostaną w rodzinie.

— Zuchwalcze! — zawołała Milady i skoczyła jak oparzona ku baronowi, który stał ze skrzyżowanymi ramionami, ale z ręką na gardzie szpady.

— Ho, ho — powiedział — wiem, że masz zwyczaj mordować ludzi, ale uprzedzam, będę się bronił nawet przed tobą.

— Och, masz rację — rzekła Milady — wyglądasz mi na dość wielkiego nędznika, by podnieść rękę na kobietę.

— Być może; zresztą mam usprawiedliwienie: nie będę pierwszym mężczyzną, którego ręka cię dotknęła.

I baron powolnym i oskarżycielskim ruchem wyciągnął rękę ku lewemu ramieniu Milady, dotykając go prawie palcem.

Milady zawyła głucho i cofnęła się w kąt pokoju jak pantera, która zbiera się do skoku.

— O, możesz wyć, ile zapragniesz — zawołał lord Winter — ale nie próbuj gryźć, będzie to tylko ze szkodą dla ciebie. Nie ma tu prawników, którzy z góry przyznają ci sukcesję, nie ma błędnego rycerza, który wyzwie mnie na pojedynek za to, że uwięziłem damę jego serca; mam natomiast sędziów gotowych zająć się kobietą dość bezwstydną, która, choć zamężna, wśliznęła się do łoża lorda Wintera, mego starszego brata; ci sędziowie, bądź tego pewna, oddadzą cię w ręce kata, a ten się postara, by twoje ramiona nie różniły się już niczym.

Oczy Milady ciskały tak straszne błyskawice, że choć był mężczyzną, i to przy broni, a ona bezbronną kobietą, poczuł, jak zimny strach wślizguje się do jego serca; jednakże ciągnął dalej ze wzrastającą wściekłością;

— Tak, rozumiem, masz już spadek po moim bracie i byłoby ci przyjemnie dziedziczyć również po mnie; ale wiedz o tym zawczasu (możesz mnie zabić lub kazać zabić), że poczyniłem już odpowiednie kroki: ani jeden penny z tego, co posiadam, nie przejdzie do twych rąk. Czy nie jesteś już dość bogata posiadając prawie milion, czy nie możesz się powstrzymać na zgubnej drodze, jeśli czynisz zło tylko dla najwyższej i nieskończonej rozkoszy czynienia zła? Och, powiadam ci, gdyby pamięć mego brata nie była mi święta, zgniłabyś w lochu więziennym lub wysłałbym cię do Tyburn[*] na uciechę marynarzy. Będę wszakże milczał, ty jednak cierpliwie znoś swój los; za piętnaście dni wyruszam do La Rochelle z armią, ale w przeddzień mego wyjazdu przypłynie tu statek, który zawiezie cię do naszych południowych kolonii. Bądź pewna, że dam ci towarzysza, który roztrzaska ci głowę przy pierwszej próbie powrotu do Anglii lub na kontynent.

Milady słuchała z uwagą, która rozszerzała jej płonące oczy.

— Tak, na razie pozostaniesz w tym zamku — ciągnął lord Winter — mury są tu grube, drzwi mocne, kraty potężne, zresztą twoje okno wychodzi na nadmorską skałę; ludzie z załogi, oddani mi na śmierć i życie, stoją na straży tego pokoju i pilnują wszystkich przejść prowadzących na dziedziniec; jeśli nawet znajdziesz się na dziedzińcu, pozostają ci do przebycia trzy kraty. Rozkaz jest wyraźny: jeden krok, jeden gest, jedno słowo zdradzające, że zamierzasz uciec, a otworzą ogień do ciebie; jeśli zostaniesz zabita, sąd angielski będzie mi wdzięczny, mam nadzieję, że oszczędziłem mu trudu. Ach, twoje rysy nabierają spokoju, na twoją twarz wraca pewność siebie: “Piętnaście dni, dwadzieścia dni — powiadasz. — Cóż, jestem dość pomysłowa, znajdę wyjście, diabeł mnie wspomaga, znajdę jakąś ofiarę. Za piętnaście dni będę daleko stąd”. Spróbuj!

Milady widząc, że jej myśli zostały odgadnięte, wbiła paznokcie w ciało, by zapanować nad każdym odruchem, który mógłby nadać jej twarzy inny wyraz niż wyraz lęku.

Lord Winter ciągnął dalej:

— Widziałaś już oficera, który obejmie tu komendę pod moją nieobecność, i mogłaś go ocenić: potrafi wykonać rozkaz. Znam cię bowiem, nie przyjechałaś tu z Portsmouth nie próbując nakłonić go do mówienia. Co o nim powiesz? Czy posąg z marmuru byłby bardziej niewzruszony, bardziej niemy? Wypróbowałaś już swoje uwodzicielskie talenty na wielu mężczyznach i niestety, zawsze z powodzeniem; ale spróbuj z tym, u kata! Jeśli osiągniesz cel, powiem, że jesteś wcielonym diabłem.

Ruszył ku drzwiom i otworzył je gwałtownie.

— Zawołać mi tu pana Feltona — powiedział. — Poczekaj jeszcze chwilę, zaraz cię jemu polecę.

Zapadła szczególna cisza i słychać było tylko odgłos zbliżających się wolnych i miarowych kroków; po chwili w cieniu korytarza zarysował się kształt postaci ludzkiej i młody porucznik, z którym zawarliśmy już znajomość, zatrzymał się na progu, oczekując rozkazów barona.

— Wejdź, mój drogi Johnie — rzekł lord Winter — wejdź i zamknij drzwi.

Młody oficer wszedł.

— A teraz — powiedział baron — spójrz na tę kobietę; młoda, piękna, nie brak jej żadnego powabu, a jest to potwór. Mając dwadzieścia pięć lat popełniła tyle zbrodni, ile po roku lektury dopiero znalazłbyś w archiwum naszych trybunałów; ma głos, który usposabia do niej przychylnie, ma urodę, którą nęci ofiary, a trzeba przyznać, że jej ciało spełnia obietnice, jakie zdaje się przyrzekać, spróbuje cię uwieść, zabić nawet. Wydobyłem cię z nędzy, Feltonie, dzięki mnie zostałeś porucznikiem, uratowałem ci życie, wiesz, w jakiej okazji; jestem dla ciebie nie tylko opiekunem, lecz przyjacielem, nie tylko dobroczyńcą, lecz ojcem. Ta kobieta przybyła do Anglii, by godzić na moje życie; mam tę żmiję w rękach; wezwałem cię i powiadam: przyjacielu Feltonie, Johnie, moje dziecko, strzeż mnie, a nade wszystko strzeż siebie samego przed tą kobietą. Przysięgnij na swe zbawienie, że będziesz jej pilnował, by doczekała kary, na jaką zasługuje; Johnie Felton, zawierzam twemu słowu; Johnie Felton, wierzę w twoją lojalność.

— Milordzie — rzekł młody oficer, a w jego czystym spojrzeniu zawarła się całą nienawiść, jaką mógł znaleźć w sercu — milordzie, przysięgam ci, że będzie tak, jak sobie życzysz.

Milady przyjęła to spojrzenie z miną zrezygnowanej ofiary; niepodobna wyobrazić sobie wyrazu bardziej uległego i łagodnego niż ten, który malował się teraz na jej twarzy. Nawet lord Winter nie mógł rozpoznać tygrysicy, z którą walczył przed chwilą.

— Nie wyjdzie z tego pokoju, Johnie — ciągnął baron — nie będzie porozumiewała się z kimkolwiek, będzie mówiła tylko z tobą, jeśli zaszczycisz ją słowem.

— Dość, milordzie, przysiągłem.

— A teraz, pani, zechciej pojednać się z Bogiem, ponieważ ludzie uczynili już sąd nad tobą.

Milady opuściła głowę, jak gdyby przytłoczona tym wyrokiem. Lord Winter wyszedł dając znak Feltonowi, który wyszedł również zamykając drzwi za sobą.

Po chwili na korytarzu rozległ się krok żołnierza marynarki pełniącego wartę z toporem u pasa i muszkietem w dłoni.

Milady pozostawała jeszcze przez kilka chwil w tej samej pozycji, sądziła bowiem, że obserwują ją przez dziurkę od klucza; potem powoli podniosła twarz, na której malowała się teraz groźba i wyzwanie, pobiegła do drzwi, spojrzała przez okno, powróciła na swój szeroki fotel i zamyśliła się.

1 ... 125 126 127 128 129 130 131 132 133 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)