Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 127 128 129 130 131 132 133 134 135 ... 163
Перейти на страницу:

Złe sny po trochu odchodziły, znikały, mijał też strach na widok każdego policjanta. Najlepszym lekarstwem była praca, Amalia ciągle coś robiła, gotowała, prała bieliznę Ambrosia, doglądała Amality Hortensji, a on tymczasem starał się zamienić porosły chwastami placyk w ogródek. Biegł tam boso i pracował od wczesnego ranka, godzinami wyrywał zielsko, ale odrastało bardzo szybko, jeszcze gęściej niż przedtem. Naprzeciwko była chata pomalowana białą i niebieską farbą, otoczona ogrodem pełnym owocowych krzewów. Któregoś dnia Amalia poszła poradzić się sąsiadki, i doña Lupe – żona jednego takiego, co miał niewielką farmę w górnym dorzeczu i rzadko się tu pokazywał – przyjęła ją bardzo serdecznie. Oczywiście, że jej pomoże, w czym tylko będzie mogła. To była nasza pierwsza i najlepsza przyjaciółka w Pucallpa, paniczu. Doña Lupe nauczyła Ambrosia, jak wyrywać zielsko i jednocześnie zasiewać ogród, tu sadzić słodkie kartofle, tu jukę, tu ziemniaki. Dała im nasiona, a Amalię nauczyła robić potrawę ze smażonych bananów, ryżu, juki i ryb, w Pucallpa wszyscy to jedli.

II

– Wypadek? Jak to wypadek? – śmieje się Ambrosio. – Chce pan powiedzieć, że pana zmusili do żeniaczki?

Zaczęła się jedna z tych głupich zarwanych nocy, która jakimś cudem zmieniła się w hulankę. Norwin dzwonił do „Kroniki”, że czeka na nich w „El Patio”, i Santiago z Carlitosem, jak tylko skończyli robotę, poszli się z nim spotkać. Norwin chciał iść do burdelu, Garlitos do „Pingwina”, zagrali w orła i reszkę i Garlitos wygrał. Czy tam było jakieś nieoficjalne przyjęcie? Lokal był smutny i pusty. Pedrito Aguirre usiadł razem z nimi i postawił piwo. Drugi show się skończył, ostatni klienci wyszli i wtedy, nagle, nieoczekiwanie, dziewczęta z zespołu i chłopcy z orkiestry, i obsługa baru znaleźli się naokoło nich, ze śmiechem zajmując stoliki. Zaczęły się żarty, picie, kawały i kpiny, wszystko stało się radosne, dowcipne, żywiołowe i sympatyczne. Pili, śpiewali, zaczęli tańczyć, pod bokiem Santiago Chinka i Garlitos, milczący i przytuleni, patrzyli sobie w oczy, jakby dopiero przed chwilą poznali, co to jest miłość. O trzeciej nad ranem jeszcze tam byli, pijani i rozkochani, wielkoduszni i rozmowni, a Santiago zadurzył się w Adzie Rosie. To właśnie ona, Zavalita: malutka, pupiasta, czarniusieńka. Jej krzywe nogi, myśli, jej złoty ząb, nieświeży oddech, niewyparzony język.

– Tak, miałem wypadek – mówi Santiago. – Wypadek samochodowy.

Norwin ulotnił się pierwszy, razem z czterdziestoletnią tancerką o płomiennych włosach. Chinka i Garlitos namówili Adę Rosę, żeby pojechała razem z nimi. Pojechali taksówką do mieszkania Chinki na Santa Beatriz. Siedząc koło kierowcy, Santiago roztargnioną ręką gładził kolana Ady Rosy, która kiwała się w drzemce obok całujących się wściekle Cariñosa i Chinki. U Chinki wypili całe piwo z lodówki, słuchali płyt i tańczyli. Kiedy za oknem zaczęło się rozwidniać, Chinka i Garlitos zamknęli się w sypialni, a Santiago z Adą Rosą zostali sami w salonie. W „Pingwinie” już się całowali, tutaj trochę się ściskali i ona siedziała mu na kolanach, ale teraz, kiedy chciał ją rozebrać, zaczęła się stawiać, krzyczeć na niego i przeklinać. W porządku, Ada Rosa, nie będziemy się kłócili, chodźmy spać. Rzucił poduszki z fotela na dywan, położył się i zasnął. Kiedy się obudził, zobaczył jak przez błękitną mgiełkę, że Ada Rosa śpi w ubraniu, skulona na kanapie niczym embrion. Jednym susem rzucił się do łazienki, był oszołomiony, ociężały, bolały go kości, wsadził głowę pod strumień zimnej wody. Wyszedł na ulicę: blask słońca raził go w oczy, aż się załzawiły. Wypił kawę w barze na Petit Thouars, a potem, niezbyt pewnie czując się na nogach, wsiadł do mikrobusu w kierunku Miraflores i przesiadł się do drugiego, do Barranco. Na magistrackim zegarze było południe. Pani Lucía zostawiła na jego łóżku kartkę: niech zadzwoni do „Kroniki”, bardzo pilne. Arispe chyba zwariował, jeżeli myślał, że do niego zadzwonisz, Zavalita. Ale kiedy już leżał w łóżku, pomyślał, że i tak nie uśnie z ciekawości, i w piżamie zbiegł do telefonu.

– Nie jest pan zadowolony ze swego małżeństwa? – mówi Ambrosio.

– Psiakrew – powiedział Arispe. – Co za głos zza grobu.

– Byłem na przyjęciu i ledwo się trzymam na nogach – powiedział Santiago. – Całą noc nie spałem.

– Prześpisz się w drodze – powiedział Arispe. – Łap taksówkę i bądź tu zaraz. Pojedziesz do Trujillo, razem z Periquitem i Daríem, Zavalita.

– Do Trujillo? – podróż, myśli, nareszcie gdzieś się ruszyć, choćby i do Trujillo. – Czy nie mógłbym wyjechać za jakąś…

– Mowy nie ma, już w tej chwili powinieneś być daleko stąd – powiedział Arispe. – Pewna wiadomość, zdobywca półtora miliona w totku, Zavalita.

– Dobra, wskakuję pod prysznic i zaraz będę – powiedział Santiago.

– Możesz mi przetelefonować twój artykuł dziś w nocy – powiedział Arispe. – Nie myj się, tylko przyjeżdżaj, będzie więcej wody dla takich niechlujów jak Becerrita.

– Ależ skąd, jestem zadowolony – mówi Santiago. – Tylko że właściwie nie ja o tym zadecydowałem. To jakoś tak wyszło samo, tak jak praca w gazecie, jak wszystkie moje sprawy. Ja się o nic nie starałem, to raczej one mnie zagarnęły.

Szybko się ubrał, jeszcze raz zmoczył głowę, w kilku susach zbiegł ze schodów. Kiedy dojechali pod „Kromkę”, kierowca taksówki musiał go budzić. Był słoneczny poranek, rodzące się ciepło łagodnie przenikało skórę, usypiało mięśnie i wolę. Arispe zostawił mu instrukcje i pieniądze na benzynę, posiłki i hotel. Mimo kiepskiego samopoczucia i senności cieszyłeś się na myśl o podróży, Zavalita. Periquito usiadł obok Daría, a Santiago wyciągnął się na tylnym siedzeniu i prawie natychmiast usnął. Obudził się, kiedy wjeżdżali do Pasamayo. Po prawej piaszczyste wydmy i wyniosłe żółte ściany gór, po lewej połyskliwe błękitne morze i przepaść, która rosła, w miarę jak autostrada mozolnie pięła się po zalesionym zboczu. Usiadł i zapalił papierosa; Periquito z niepokojem patrzył w dół.

– No co, ptaszynki, przyjrzyjcie się dobrze, to zaraz wytrzeźwiejecie – zaśmiał się Darío.

– Jedź wolniej – powiedział Periquito. – I lepiej się nie odwracaj, kiedy do nas mówisz, nie masz oczu z tyłu głowy.

Darío jechał szybko, ale pewnie. W Pasamayo prawie nie spotykali innych samochodów, w Chancay zrobili postój, żeby coś zjeść w gospodzie dla kierowców autobusów, tuż przy szosie. Ruszyli dalej i Santiago, starając się spać mimo kołysania, słyszał, jak rozmawiają.

– To chyba bujda z tym facetem w Trujillo – powiedział Periquito. – Na świecie jest pełno gówniarzy, co nic nie robią, tylko podają gazetom fałszywe wiadomości.

– Półtora miliona solów na jednego – powiedział Darío. – Nie wierzyłem w ten totalizator, ale teraz zacznę grać.

– Wydaj półtora miliona na dziwki, a potem mi opowiesz – rzekł Periquito.

Dogorywające osady, napastliwe psy, które z wyszczerzonymi kłami wyskakiwały im na spotkanie, ciężarówki na postoju tuż przy szosie, a od czasu do czasu plantacje trzciny. Wjeżdżali na osiemdziesiąty trzeci kilometr, kiedy Santiago znowu usiadł i zapalił. Jechali po prostym odcinku drogi, z obu stron mieli piaszczyste wydmy. Ciężarówka nie zaskoczyła ich; widzieli ją z daleka, na szczycie wzgórza, patrzyli, jak się zbliża, powolna, ciężka, przysadzista, wioząc swój ładunek blachy przywiązany sznurami do platformy. Dinozaurus, powiedział Periquito w chwili, kiedy Dario gwałtownie hamował i skręcał w bok, bo w miejscu, gdzie mieli wyminąć ciężarówkę, była wyrwa w nawierzchni. Koła ich auta wpadły w piasek, coś trzasnęło pod nimi, wyprostuj! krzyknął Periquito, i Dario spróbował, no i w ten sposób rozpieprzyliśmy się, myśli. Koła zagłębiły się w piachu, ześliznęły się zamiast wspiąć się na brzeg szosy, i auto toczyło się jeszcze naprzód w potwornym przechyle, aż pokonał je własny ciężar i poturlało się jak piłka. Jak w kinie, Zavalita. Usłyszał krzyk, a może to on sam krzyknął, świat wykręcił się skośnie, jakaś siła gwałtownie cisnęła go do przodu, ciemność i migotanie gwiazd. Po bliżej nieokreślonym czasie wszystko się uspokoiło, pogrążone w mroku, pełne bólu i gorąca. Najpierw poczuł cierpki smak i chociaż miał już otwarte oczy, dopiero po dłuższej chwili odkrył, że rozstał się z pojazdem i leży na ziemi, a ów cierpki smak to piasek, którego mu się napchało do ust. Usiłował wstać, oślepił go zawrót głowy i znowu upadł. Potem poczuł, że go biorą za nogi i ręce, podnoszą i oto na dnie drugiego, mglistego snu były te dziwne dalekie twarze i to uczucie nieskończonego, jasnego spokoju. Czy to będzie właśnie takie, Zavalita? Czy to będzie takie milczenie bez pytań, taka jasność bez wątpliwości, bez wyrzutów sumienia? Wszystko-stało się płynne, niekonkretne i obce, i poczuł, że leży na czymś miękkim, co się kołysze. Był w samochodzie, ułożony na tylnym siedzeniu, rozpoznawał glosy Periquita i Daría i zobaczył jakiegoś mężczyznę w brązowym ubraniu.

1 ... 127 128 129 130 131 132 133 134 135 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)