Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Peanatema [Anathem - pl]
Peanatema [Anathem - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Peanatema [Anathem - pl]

Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:

Stephenson opisał tu badaczy, filozofów, naukowców, którzy zostali zamknięci w zakonach i pozbawieni dostępu do komputerów, akceleratorów cząstek oraz reszty niezbędnego ustrojstwa, lecz nie zaprzestali swoich badań. Opracowali nowe metody pracy, równie dobre, a może nawet lepsze od starych, bo działające wyłącznie w oparciu o wszechstronne możliwości psychofizycznego instrumentarium człowieka. Tym samym Stephenson zdaje się mówić wprost — jedyną technologią, którą warto rozwijać jest człowiek.
1 ... 126 127 128 129 130 131 132 133 134 ... 253
Перейти на страницу:

Nabożeństwo, w którym wziąłem udział, miało spełnić taką właśnie rolę. W kelksie ceremonie nie były tak długie i skomplikowane jak u bazyjczyków: ta ograniczyła się do diatryby magistra Sarka, rozmowy z parafianami i drugiej diatryby na zakończenie. Sark chciał się dowiedzieć, co takiego zrobiliśmy w ostatnim czasie, żeby świat był lepszy. Nie byliśmy doskonali (nie mogliśmy być, skoro wymyślił nas gwałciciel i morderca), ale dzięki czystemu natchnieniu, które w chwili śmierci Bezgrzesznej zstąpiło w duszę Potępieńca, zyskaliśmy moc naprawiania świata w sposób zadowalający wszystko widzącego i wszystko wiedzącego Sędziego.

Brzmiało to wszystko niedorzecznie, ale nie umiałem się oprzeć Sarkowi (byłem osłabiony) i postanowiłem na próbę przyłączyć się do zabawy. Takie zachowanie może dziwić u deklaranta, byliśmy jednak przyzwyczajeni do wydumanych hipotez kosmograficznych i w naszej teoryce regularnie przeprowadzaliśmy takie eksperymenty: dla dobra sporu zakładaliśmy, że hipoteza jest słuszna, i patrzyliśmy, dokąd nas to zaprowadzi.

Historię Potępieńca znałem prawie od urodzenia, ale znalazłszy się w kabinie na statku, dowiedziałem się jeszcze dwóch nowych rzeczy o tej religii (a przynajmniej o tym jej odłamie). Po pierwsze, wydarzenia, które w naszym świecie rozgrywały się równolegle (różni ludzie robili różne rzeczy w tym samym czasie), Potępieniec rozdzielał i relacjonował Sędziemu po kolei. Nie mógł opowiadać miliardów historii na raz, rozbijał je więc na mniejsze fragmenty i przytaczał jedną po drugiej. I tak na przykład dzieje mojej podróży przez lodowiec z Brajjem, Lagiem i Dagiem stanowiły jeden taki fragment, po zakończeniu którego Potępieniec cofał się w czasie i relacjonował na przykład dzieje Ali. Jeżeli Ala nie zrobiła akurat wtedy nic szczególnie ciekawego, nie musiała podejmować żadnej ważnej decyzji, Potępieniec mógł ją pominąć i w ten sposób oszczędzić jej zainteresowania ze strony Sędziego. Sędzia z konieczności koncentrował się tylko na jednej takiej opowieści na raz. Kiedy Potępieniec przytaczał czyjąś historię, człowiek ten trafiał w centrum uwagi Sędziego, widzącego wszystkie jego czyny i znającego wszystkie myśli. Wtedy naprawdę należało się starać i dokonywać słusznych wyborów. Każdy, kto dostatecznie często uczęszczał na nabożeństwa kelksu, mógł w końcu wyrobić sobie szósty zmysł, który podpowiadał mu, kiedy Sędzia słucha jego historii: wtedy należało się sprężyć i naprawdę unikać pomyłek.

Po drugie, natchnienie, które w chwili śmierci Bezgrzesznej przepłynęło na Potępieńca, było zaraźliwe. Przeszło na nas wszystkich. Każdy z nas posiadał tę samą moc tworzenia światów. Kewierni wierzyli, że pewnego dnia pojawi się Wybraniec, któremu uda się stworzyć świat doskonały, a wtedy nie tylko on i jego świat, ale także wszystkie inne światy i ich twórcy — włącznie z Potępieńcem — zostaną ocaleni.

Kiedy Sark przeszył mnie wzrokiem i spytał, co zrobiłem, żeby uratować świat, postanowiłem podjąć rękawicę i opowiedzieć skróconą wersję historii o podróży przez lodowiec. Nie wspomniałem o zawoju, sferze i sznurze, zamierzałem także pominąć śmierć Daga (a właściwie porzucenie go przez nas), ale w miarę jak moja opowieść się rozwijała, stwierdziłem, że nie mogę pominąć tej jej części: sama ze mnie wypadła, jak jelito wysuwające się z brzucha ranionego zwierzęcia. Straciłem kontrolę nad swoim opowiadaniem. Zamierzałem dołączyć do nabożeństwa, traktując je jak odmianę gry towarzyskiej, ale emocje wzięły górę i podyktowały mi, co mam mówić. Zdałem sobie sprawę (poniewczasie), że cały ten kelx ma w sobie coś takiego, co ułatwia wyzwalanie emocji. Nie byłem pierwszym obcym, który na takim spotkaniu ze wszystkiego się wygadał. Oni tego właśnie oczekiwali. Liczyli na to. To dlatego kelx przetrwał dwa tysiące lat.

Skończyłem i spojrzałem na Alwasha, spodziewając się zobaczyć triumfalny wyraz twarzy. Pięknie mnie przecież załatwił. Ale nie, wcale tak nie wyglądał: minę miał poważną, nieco zasmuconą, tak jakby już wcześniej wiedział, co się wydarzy. Nie pierwszy raz to robił. Jemu również to zrobiono.

Cisza, jaka zapadła po mojej opowieści, trwała długo, ale wcale nie wydawała się krępująca. W końcu magister Sark poinformował mnie, że nie jest wcale oczywiste, żebym — biorąc pod uwagę okoliczności — zachował się niewłaściwie. Zrozumiałem to w taki sposób, że kiedy Sędzia usłyszał historię Brajja, „Vita”, Lara i Daga, nie dopatrzył się w niej pretekstu do natychmiastowej egzekucji Potępieńca. Moje zeznanie w najgorszym razie zostało uznane za neutralne.

Ogromnie mi ulżyło, a już sekundę później znienawidziłem się w duchu za to, że tak łatwo daję sobą manipulować pierwszemu lepszemu szamanowi.

Sark dodał, że jeżeli mimo wszystko dręczą mnie wyrzuty sumienia, powinienem się bardziej postarać, kiedy następnym razem Potępieniec będzie miał relacjonować moje uczynki w niebiańskim sądzie.

Inni zresztą opowiadali gorsze historie; niektóre wydały mi się wręcz niewiarygodne. Nie ja jeden byłem nowy: po porozumiewawczych uśmieszkach niektórych kewiernych poznawałem, że oni również zostali zmuszeni do przyjścia tutaj. Podejrzewałem, że niektórzy koloryzują, chcąc sprawdzić, czy uda im się przestraszyć magistra.

Wyglądało na to, że kiedy już wszyscy powiedzieli, co mieli do powiedzenia, na zakończenie nabożeństwa magister wygłaszał drugie płomienne przemówienie.

— Od dawna powtarzamy, że dzień ostatecznej decyzji Sędziego nadchodzi i jest bliski. Zawsze nadchodził i zawsze był bliski, ale dziś, powiadam wam, ten dzień już nastał. Znaki i omeny nie pozostawiają cienia wątpliwości! W niebie widziano Sędziego, albo przynajmniej woźnego sądowego. Zwrócił spojrzenie czerwonych oczu na zamkniętych w koncentach deklarantów i wydał na nich wyrok, a teraz zwraca wzrok ku nam. Tak zwany Niebiański Strażnik poszedł go błagać o zmiłowanie, lecz Sędzia przejrzał go na wylot, poznał, kim naprawdę jest, i zagniewany go odepchnął! Co pomyśli o was, zgromadzonych tu, w tej kajucie? O kim z was opowie Potępieniec w swoim ostatnim dniu przed sądem? O tobie, Vicie, i twoich czynach? Czy, chcąc dowieść, że on i całe jego stworzenie zasługują na to, żeby żyć, wspomni o tobie, Traidzie? A może o tobie, Therasie? Everellu, czy twoja historia przeważy szalę?

To było trudne pytanie. Takie miało być i magister Sark nie zamierzał na nie odpowiadać. Spojrzał wiernym głęboko w oczy.

Wszystkim poza mną, bo ja gapiłem się w ścianę i próbowałem zgłębić sens jego słów. Sędziego widziano w niebie? Niebiański Strażnik został odepchnięty? Czy powinienem rozumieć to dosłownie?

Jeżeli coś złego stało się Strażnikowi, co z Jesrym?

Bardzo chciałem się tego dowiedzieć. Nie odważyłem się zapytać.

Nabożeństwo wyssało ze mnie całą energię, nie miałem siły się ruszyć. Kabina pustoszała, a ja siedziałem oklapły, opierając się plecami o metalową ścianę. Wibracja przenosząca się z silników statku ubijała mi mózg na pianę.

Jeden z parafian (jeśli można ich tak nazwać) rozmawiał z Alwashem. Odczekali, aż prawie wszyscy wyjdą, i podeszli do mnie. Wyprostowałem się i zacząłem zbierać siły do odparcia kolejnej religijnej perory.

Nowy miał na imię Malter.

— Tak mi przyszło do głowy… — zaczął. — Jesteś deklarantem?

1 ... 126 127 128 129 130 131 132 133 134 ... 253
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)