Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
– Czym się to różni od sytuacji, w której teraz jesteś, Randzie al’Thor? – zapytała.
Roześmiał się. Dobrze było zobaczyć i poczuć ten uśmiech.
– Myślałem, że mówiłaś, iż nie czas na żarty.
– Ktoś musi sprawić, żebyś nabrał pokory. Nie posłuży ci to, że uznasz się za kogoś wielkiego, tylko dlatego, że ratujesz świat.
Rand znowu się zaśmiał, prowadząc Aviendhę do namiotu, w którym przebywała Min. Czekały tam także Nynaeve i Moiraine. Jedna miała na twarzy wypisany gniew, a druga spokój. Nynaeve wyglądała bardzo dziwnie z włosami, które nie były dostatecznie długie, by zapleść je w warkocze. Dziś zebrała włosy i upięła je z tyłu.
Moiraine przysiadła w ciszy na wielkim głazie. Callandor – Miecz, Który Nie Jest Mieczem – leżał na jej kolanach, a dłoń Moiraine spoczywała na jego rękojeści. Obok niej siedział Thom. Strugał patyk i cicho pogwizdywał.
– Powinieneś był wziąć mnie ze sobą, Rand – powiedziała Nynaeve, zaplatając ręce.
– Miałaś zadanie do wykonania – odrzekł Rand. – Próbowałaś, tak jak ci poleciłem?
– Raz po raz – odparła Nynaeve. – Nie ma mowy o skazie. Nie możesz użyć Callandora. Byłoby to zbyt niebezpieczne.
Rand podszedł do Moiraine, wyciągnął rękę, a ona uniosła Callandor i podała mu go.
Rand uniósł miecz, wpatrując się w jego krystaliczne ostrze. Callandor zaczął emitować delikatną poświatę.
– Min, mam dla ciebie zadanie – wyszeptał. – Egwene radzi sobie dobrze i sądzę, że jej front walki będzie mieć kluczowe znaczenie. Chciałbym, byś udała się do niej i pilnowała jej i seanchańskiej Imperatorowej, którą poprosiłem, by przyłączyła się do walki, kiedy jej siły będą gotowe.
– Nakłoniłeś Seanchankę, by przyłączyła się do Egwene? – zapytała osłupiała Moiraine. – Czy to rozważne?
– Nie można w obecnych czasach odróżnić mądrości od arogancji – odparł Rand. – Ale czułbym się lepiej, gdyby ktoś miał oko na te dwie wichrzycielki. Min, uczynisz to?
– Miałam nadzieję… – Min odwróciła wzrok.
„Miała nadzieję, że zabierze ją ze sobą do jaskini” – pomyślała Aviendha. Ale Rand oczywiście nie mógł tego zrobić.
– Przykro mi, Min – odrzekł. – Ale potrzebuję cię.
– Zrobię to.
– Rand – powiedziała Nynaeve. – Masz zamiar wziąć Callandora, kiedy będziesz walczył z Czarnym? To cię osłabi… tak długo, jak będziesz dokonywał tam przenoszenia… każdy będzie mógł zyskać nad tobą kontrolę. Mogą cię wykorzystać i przelać Jedyną Moc w ciebie za pomocą Callandora i sprawić, że się wypalisz. Zostaniesz pozbawiony mocy, a oni zyskają siłę umożliwiającą przenoszenie gór i niszczenie miast.
– Wezmę go – powiedział Rand.
– Ale to pułapka! – warknęła Nynaeve.
– Tak – odparł znużonym głosem Rand. – Pułapka, do której muszę wejść i pozwolić, by mnie w nią złapano. – Nagle zaśmiał się, odrzucając głowę do tyłu. – Powiadom wszystkich, Nynaeve. Powiedz Ituralde, Rhuarcowi i królowi Darlinowi. Jutro uderzymy na Shayol Ghul i zdobędziemy go! Jeśli mamy włożyć głowę do paszczy lwa, upewnijmy się najpierw, że zadławi się naszym mięsem!
21
Niewybaczalny błąd.
Siuan poruszyła ramieniem. Skrzywiła się, czując nagły ból.
– Yukiri – zagderała – twój splot wciąż wymaga pracy.
Maleńka Szara Ajah zaklęła cicho, wstając znad ciała żołnierza, który stracił rękę.
Nie uleczyła go, pozostawiając w rękach zwykłych uzdrawiaczy z bandażami. Próby wykurowania tego człowieka leczniczą energią byłyby w jego przypadku marnotrawstwem, bo nigdy już nie będzie walczył. Uzdrowiciele musieli zachowywać swą moc dla żołnierzy, którzy mogli powrócić do armii.
Była to brutalna logika. Cóż, czasy także były brutalne. Siuan i Yukiri przeszły do kolejnego żołnierza, leżącego w rządku rannych. Mężczyzna, który utracił rękę, przeżyje bez pomocy Uzdrowicieli. Prawdopodobnie. W Mayene były Żółte Ajah, ale ich energia była wykorzystywana do leczenia Aes Sedai, które przeżyły ucieczkę, oraz żołnierzy, którzy wciąż mogli walczyć.
W całym prowizorycznym obozie rozbitym na ziemi Arafelian, na wschód od brodu rzeki, żołnierze łkali i jęczeli. Było tak wielu rannych, a Siuan i Yukiri znajdowały się pośród kilku Aes Sedai pozostawionych bez żadnej leczniczej mocy. Większość Aes Sedai zajmowała się tworzeniem bram, przez które mogły przemieszczać się ich armie.
Wojska Sharanów atakowały zaciekle, ale ochraniający Białą Wieżę na razie powstrzymywali wroga, dając czas armii na ucieczkę. Przynajmniej jej części.
Yukiri zaczęła badać następnego żołnierza, potem skinęła głową. Siuan uklękła i zaczęła tkać Uzdrawiający splot. Nigdy nie była w tym szczególnie dobra i nawet przy użyciu angreala kosztowało to ją wiele wysiłku. Wyrwała mężczyznę znad krawędzi śmierci, lecząc ranę w jego boku. Żołnierz sapnął, a duża część energii potrzebna do Uzdrowienia popłynęła z jego ciała.
Siuan zachwiała się, po czym padła na kolana z wyczerpania. Światłości, było jej tak ciężko utrzymać równowagę, jakby była szlachetnie urodzoną damą znajdującą się na pokładzie statku!
Yukiri popatrzyła na nią, po czym sięgnęła po angreal, mały kamienny kwiatek.
– Idź odpocząć, Siuan.
Siuan zgrzytnęła zębami, ale oddała angreal. Jedyna Moc ześlizgnęła się z niej i Siuan odetchnęła głęboko, na poły z ulgą, na poły ze smutkiem, bo traciła piękno saidara.
Yukiri podeszła do kolejnego żołnierza. Siuan padła tam, gdzie stała, cierpiąc z powodu siniaków i odczuwanego bólu. Sceny z bitwy rozmazywały się jej. Pamiętała, jak młody Gawyn Trakand wpadł do namiotu dowództwa, krzycząc, że Egwene nakazuje odwrót. Bryne zareagował szybko, przerzucając pisemny rozkaz poprzez bramę. To była jego najnowsza metoda przekazywania rozkazów – do strzały przywiązywano długą wstążką kawałek papieru i przerzucano ją poprzez znajdującą się wysoko bramę. Strzała pozbawiona była grotu, a obciążenie stanowił jedynie mały kamień.
Zanim pojawił się Gawyn, Bryne był niespokojny. Nie podobał mu się sposób rozgrywania bitwy. Natomiast przemieszczanie się armii Trolloków ostrzegało go, iż Cień coś szykuje. Siuan była pewna, że już wcześniej przygotował rozkazy.
Potem w obozie nastąpiła eksplozja. Yukiri krzyknęła, by skakali poprzez dziurę w podłodze. Światłości, Siuan pomyślała, że ta kobieta musi chyba być szalona! Szalona na tyle, by ich ocalić, jak się okazało.
„Do diabła, nie mam chyba zamiaru leżeć tu jak kawałek wczorajszej ryby na pokładzie statku” – rozmyślała Siuan, patrząc w niebo. Podniosła się i podążyła przez obóz.
Yukiri twierdziła, że jej splot nie był aż tak słaby, choć Siuan nigdy o takim nie słyszała. Duża poduszka Powietrza, której zadaniem miało być chronienie tego, kto spadł ze znacznej wysokości. Wykonanie takiego splotu przyciągnęło uwagę Sharanów – Sharanów, nie do wiary! – ale oni zdołali uciec. Siuan, Bryne, Yukiri i kilku doradców. Do diabła, zdołali się wydostać, choć upadek, jakiego zaznali, wciąż wywoływał grymas na twarzy Siuan. Yukiri zaś powtarzała, iż myśli, że splot może być drogą prowadzącą do odkrycia, jak latać! Głupia kobieta. Stwórca miał przecież jakiś powód, dla którego nie dał ludziom skrzydeł.
Siuan znalazła Bryne’a na krańcu bojowego obozowiska. Zmęczony, siedział na pniu drzewa. Dwie mapy przedstawiające plany bitewne leżały przed nim rozpostarte na ziemi i przytrzymywane kamieniami. Mapy były zgniecione. Bryne pochwycił je, gdy namiot eksplodował.