Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
– Myślałeś, że zbliżenie się do mnie zakończy takowe? – zapytała zdumiona Aviendha. – Randzie al’Thor, byłam wśród żon mieszkańców bagien i widziałam, że one…
Rand potrząsnął głową, kierując się ku bramie. Aviendha podążyła za nim. Rand wyglądał na rozbawionego i to było dobre. Część jego niepokoju ulotniła się. Ale tak naprawdę Aviendha nie żartowała. Mieszkańcy bagien nie mieli szczególnego poczucia humoru. Czasami w ogóle nie pojmowali, z czego inni się śmieją.
Przeszedłszy na drugą stronę bramy, znaleźli się w obozie, w którym stacjonowało wiele grup. Rand dowodził Pannami Włóczni i siswai’aman razem z większą częścią Mądrych.
Poza obozem Aielów stacjonowały Aes Sedai. Rand dowodził jakimiś trzema tuzinami ludzi – tymi z Aes Sedai, które złożyły mu osobistą przysięgę i które związane były z jego osobistymi Asha’manami. Były ich dwa tuziny o różnych pozycjach.
Pod komendą Randa znajdował się także Rodel Ituralde i jego wojsko, składające się głównie z Domani. Ich król, mający rzadką brodę i pieprzyk na policzku, również przebywał ze swoim wojskiem, ale oddał dowództwo wybitnemu wodzowi. Monarcha wykonał gest i Ituralde oddalił się, by złożyć raport. Alsalam wydawał się zakłopotany w towarzystwie Randa i nigdy nie towarzyszył mu w żadnych wyprawach. Aviendha była zadowolona z takiego obrotu spraw. Nie była pewna, czy ufa Alsalamowi.
Poza namiotami Aielów stacjonowała inna duża armia Tairenian, w skład której wchodziła elitarna jednostka Obrońców Kamienia, którą dowodził Rodrivar Tihera. Towarzyszył im król i to on, a nie Rand miał najwyższą władzę nad swoim wojskiem.
Tairenianie mogli odegrać kluczową rolę w planie Rodela Ituralde. Choć Aviendhę to irytowało, musiała przyznać, że Ituralde miał rację. Aielowie nie stanowili siły obronnej, a choć mogli zablokować wejście do doliny, lepiej byłoby powierzyć im atak.
Tairenianie sprawdziliby się najlepiej w utrzymaniu zdobytych pozycji. Byli dobrze wyćwiczonymi włócznikami i kusznikami, dysponującymi nowym rodzajem broni, którą właśnie zaczęli wytwarzać kowale. Ostatni tydzień kusznicy spędzili na wymianie broni na jej nowy typ.
W armii Randa znajdowała się także jeszcze jedna grupa, która najbardziej irytowała Aviendhę. Zaprzysiężeni Smokowi w wielkiej liczbie. Stacjonowali razem i mieli flagę przedstawiającą wizerunek smoka górującego nad starożytnym symbolem Aes Sedai. Grupa ta składała się ze zwykłych ludzi, żołnierzy, lordów, dam, Aes Sedai i Strażników. Reprezentowali różne narodowości, a łączyło ich jedno: odłożyli na bok wszelkie poczucie lojalności, wszelkie zobowiązania, by wziąć udział w Ostatniej Bitwie. Aviendha słyszała niepokojące plotki, że wśród Aielów znajdowali się gai’shain, którzy zrezygnowali z bieli, twierdząc, iż nałożą ją, gdy Ostatnia Bitwa zostanie wygrana.
Pojawienie się Randa miało na celu wyeliminowanie wszystkich powiązań łączących podlegających mu ludzi. Kiedy zjawiał się, uprzednie przysięgi przestawały obowiązywać, zaś lojalność i sojusze schodziły na drugi plan wobec potrzeby służenia mu w ostatniej walce o ludzkość. Jakaś część Aviendhy miała ochotę nazwać tych ludzi głupcami, ale być może nadużywała tego słowa. Mądra powinna postrzegać pewne sprawy lepiej niż tak.
Teraz, kiedy znajdowali się po drugiej stronie portalu, Aviendha wreszcie mogła uwolnić się od saidara. Świat wokół niej zszarzał, a poczucie sensu życia i zachwyt nim ulotniły się. Za każdym razem, gdy Aviendha uwalniała Jedyną Moc, czuła się pusta, radość i podniecenie znikały.
Ituralde i Rhuarc przyłączyli się do króla Darlina, by porozmawiać o planach bitewnych. Aviendha przyłączyła się zaś do Randa, który zmierzał w kierunku swego namiotu.
– Sztylet zadziałał – rzekł Rand. Dotknął czarnej pochwy, w której tkwiło matowe ostrze. – Artham. Słyszałem, jak mówiono o takich sztyletach w Wieku Legend, lecz nikt takiego nie wykonał. Zastanawiam się, kto to w końcu uczynił…
– Jesteś pewien, że zadziałał? – zapytała Aviendha. – On mógł cię obserwować, lecz nie pokazał swej ręki.
– Nie, czułbym skupienie uwagi – odrzekł Rand. – Naprawdę zadziałał. Jeśli będę miał sztylet, nie wyczuje mnie, aż wkroczę do Sztolni. Kiedy tylko zorientuje się, że tam jestem, będzie miał trudności, próbując mnie zlokalizować, i będzie usiłował uderzyć natychmiast. Aviendha, znalazłaś sztylet i rozpoznałaś, czym jest, zaś Elayne dała mi go… Wzór sprawia, że jesteśmy dokładnie tam, gdzie powinniśmy być.
Rand uśmiechnął się, po czym dodał:
– Elayne sprawiała wrażenie smutnej, gdy dawała mi sztylet. Myślę, że jakaś część jej chciała go zatrzymać, bo umożliwiłby jej przeklęcie imienia Czarnego bez przyciągania jego uwagi.
– Czy to rzeczywiście czas na beztroskę? – połajała go Aviendha.
– Jeśli kiedykolwiek zachodziła potrzeba śmiechu, to jest właśnie ta pora – odrzekł Rand, choć w jego głosie nie znać było wesołości. Niepokój znowu go nawiedził, kiedy tylko doszli do namiotu.
– Co się trapi? – zapytała Aviendha.
– Mają pieczęcie – odrzekł.
– Co?
– Wie o tym tylko Egwene, ale to prawda. Zostały skradzione prawdopodobnie z mojej skrytki, być może już po tym, jak dostarczyłem je Egwene.
– Tak więc zostały złamane.
– Nie – powiedział Rand. – Poczułbym to. Sądzę, że oni czekają. Być może wiedzą, iż złamawszy pieczęcie, umożliwiliby mi wykucie jego więzienia na nowo. Złamią je w najmniej odpowiednim dla nas momencie, tak by Czarny dotknął świata i otrzymał siłę, by dominować nade mną, gdy staniemy oko w oko…
– Znajdziemy sposób, by ich powstrzymać – powiedziała Aviendha stanowczo.
Popatrzył na nią i uśmiechnął się.
– Zawsze waleczna.
– Oczywiście. – Czy ona mogłaby być inna?
– Zastanawiam się też nad czymś innym. Przeklęci spróbują uderzyć we mnie, gdy nadejdę, by się z nimi zmierzyć. Czarny nie może mnie zobaczyć ani nie wie, gdzie jestem, toteż wysyła swe siły na wszystkie linie frontu. Cień naciska na Lana, próbując go zniszczyć. Czarny zaś wywiera presję na Elayne z taką samą siłą jak w Cairhien. Tylko Egwene wydaje się odnosić jakieś sukcesy. Czarny szuka mnie na każdym polu bitwy, śląc swoje bestie w dużych ilościach. Kiedy atakujemy Shayol Ghul, powinniśmy być w stanie utrzymać dolinę, by wystąpić przeciwko wrogim armiom. Jednakże Przeklęci przejdą przez bramy. Utrzymanie wejścia do doliny nie powstrzyma ani ich, ani Władców Strachu, mężczyzn czy kobiet. Moja konfrontacja z Czarnym przyciągnie ich – tyle że w tysiąc razy większej ilości. Przybędą z ogniem i piorunami i zaczną zabijać.
– My także.
– Liczę na to – rzekł Rand. – Ale nie mogę zabrać cię ze sobą do jaskini.
Aviendha poczuła ucisk w dołku, jednak spróbowała go zwalczyć i unicestwić.
– Tego się spodziewałam. Nie sądź jednak, że pozostanę w bezpiecznym miejscu, Randzie al’Thor. Mógłbyś…
– Nie ośmieliłbym się – odrzekł. – Obawiałbym się o własne życie, gdybym spróbował. Obecnie nie istnieje żadne bezpieczne miejsce. Nie mogę zabrać cię do jaskini, bo będziesz potrzebna poza doliną, by odszukać Przeklętych i pieczęcie. Potrzebuję cię, Aviendha. Potrzebuję was trojga, byście obserwowali, byście byli moimi rękami – moim sercem – podczas tej walki. Mam zamiar wysłać Min do Egwene. Coś się tam wydarzy, jestem tego pewien. Elayne będzie walczyć na południu, a ty… Potrzebuję cię w dolinie Thakan’dar, abyś strzegła moich tyłów.
– Wydam rozkazy Aes Sedai i Asha’manom, Aviendha. Ituralde poprowadzi nasze oddziały, ale to ty będziesz dowodziła naszymi przenoszącymi w Shayol Ghul. Musisz powstrzymać wroga, by nie wtargnął do jaskini, gdy ja już tam wejdę. Będziesz w tej walce moją włócznią. Jeśli dostaliby mnie w momencie, gdy przebywałbym w jaskini, byłbym bezradny. To, czego muszę dokonać, pochłonie mnie całego – całą mą koncentrację, każdy kawałek mocy, jaką mam. Będę jak dziecko w dziczy, bezbronne wobec bestii.