Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 124 125 126 127 128 129 130 131 132 ... 296
Перейти на страницу:

Tak, Aviendha słyszała historie o tym miejscu. Opowieści te jednak nie dorównywały prawdzie. Nikt nie był w stanie opisać tego miejsca. Trzeba je było samemu zobaczyć.

Z tyłu dobiegło skrobanie i po chwili do Rhuarca podpełzł Rodel Ituralde. Jak na człowieka zamieszkującego na bagnach, poruszał się cicho.

– Byłeś tak niecierpliwy, że nie mogłeś poczekać na nasz raport? – zapytał cicho Rhuarc.

– Żaden raport nie jest w stanie oddać tego, co można zobaczyć na własne oczy – rzekł Ituralde. – Nie obiecywałem, że zostanę z tyłu. Powiedziałem wam, żebyście ruszyli przede mną. I tak zrobiliście. – Uniósł lornetkę, osłaniając ją dłonią, choć chyba nie było takiej potrzeby, zważywszy na chmury.

Rhuarc zmarszczył brwi. On i pozostali Aielowie, którzy przybyli na północ, zgodzili się podążyć za mieszkańcem mokradeł, ale to nie bardzo im pasowało. I nie powinno. Wykonaliby zadanie, nie oczekując komfortu. Komfort był najgorszym zabójcą ludzi.

„Wystarczy” – pomyślała Aviendha, odwracając się, by popatrzeć na dolinę. „Dla moich ludzi już wystarczy. I wystarczy dla Randa oraz zadania, jakie musi on wypełnić”.

Patrzenie na koniec jej ludzi przyprawiało ją o mdłości i przerażało, ale także sprawiło, że się ocknęła. Jeśli zagłada Aielów była ofiarą wymaganą, by Rand mógł zwyciężyć, poniosą ją. Aviendha wykrzyczy i przeklnie imię Stwórcy, lecz zapłaci cenę. Uczyni tak każdy wojownik. Lepiej, aby jedna z nacji uległa unicestwieniu, niż świat miałby się dostać pod panowanie Cienia.

Jeśli taka będzie wola Światłości, nie dojdzie do tego. Jeśli taka będzie wola Światłości, jej współdziałanie z Pokojem Smoka będzie służyło ochronie Aielów. Nie pozwoliłaby, by powstrzymała ją możliwość klęski. Będą walczyć. Obudzenie ze snu zawsze stwarzało perspektywy, zwłaszcza gdy swój taniec rozpoczynały włócznie.

– Interesujące – rzekł cicho Ituralde, wciąż patrząc przez lornetkę. – Co myślisz, Aiel?

– Powinniśmy zakłócić ich pracę – rzekł Rhuarc. – Możemy zejść w dół zbocza, kierując się na wschód, uwolnić jeńców i zburzyć kuźnie. To sprawi, że Myrddraale nie będą mogły pozyskiwać nowej broni, a oczy Czarnego skierują się na nas, a nie na Car’a’carna.

– Jak długo zajmie to Smokowi? – zapytał Ituralde. – Co o tym sądzisz, Aiel? Ile czasu możemy mu dać, by ocalił świat?

– Smok będzie walczył – powiedziała Amys. – Dotrze do gór, stoczy pojedynek z Odbierającym Wzrok. Walka będzie trwała tak długo, jak będzie to potrzebne. Kilka godzin? Nie widziałam pojedynku, który trwałby dłużej, nawet jeśli toczą go ludzie biegle władający bronią.

– Załóżmy – mruknął Ituralde, uśmiechając się – że będzie to coś więcej niż pojedynek.

– Nie jestem głupia, Rodelu Ituralde – powiedziała zimno Amys. – Wątpię, by walka Car’a’carna miała być toczona jedynie za pomocą włóczni i tarcz. Kiedy jednak oczyścił Źródło, czy nie zdarzyło się to w ciągu jednego dnia? Być może i tym razem będzie podobnie.

– Być może. A być może nie. – Ituralde opuścił lornetkę i spojrzał na kobietę Aielów. – Którą z możliwości uwzględnisz?

– Najgorszą – odrzekła Aviendha.

– Tak więc planujemy bronić się tak długo, jak długo będzie potrzebował tego Smok. Dni, tygodnie, miesiące… lata? To może tyle trwać.

Rhuarc powoli skinął głową.

– Co sugerujesz?

– Przejście prowadzące do doliny jest wąskie – rzekł Ituralde. – Z raportów zwiadowców wynika, że większa część Sprzymierzeńców Ciemności przebywa w Ugorze, poza doliną. Nawet oni spędzają jak najmniej czasu w tym opuszczonym miejscu. Jeśli zdołalibyśmy zablokować przejście i zawładnąć doliną, zniszczyć kuźnie i paru Przeklętych, miejsce to znalazłoby się w naszych rękach na bardzo długo. Wy, Aielowie, jesteście dobrzy w taktyce uderz-i-uciekaj. Niech mnie diabli wezmą, wiem to z własnego doświadczenia. Wy przypuścilibyście atak na kuźnie, a my zajęlibyśmy się zablokowaniem przejścia do doliny.

Rhuarc skinął głową.

– To dobry plan.

Cała czwórka wycofała się do miejsca, gdzie czekał Rand, ubrany w czerwień i złoto, z rękami założonymi za plecami. Towarzyszyło mu dwadzieścia Panien Włóczni i sześciu Asha’manów oraz Nynaeve i Moiraine. Rand wydawał się czymś mocno zatroskany – Aviendha wyczuwała jego niepokój – choć powinien być zadowolony. Przekonał Seanchan, by włączyli się do walki. Czy to możliwe, że spotkanie z Egwene al’Vere tak go wytrąciło z równowagi?

Rand obrócił się i spojrzał w górę, w kierunku szczytu Shayol Ghul. Widok ten sprawił, że jego emocje uległy zmianie. Rand przypominał człowieka patrzącego na fontannę w Ziemi Trzech Sfer, rozkoszującego się smakiem zimnej wody. Aviendha rozumiała jego wyczekiwanie. Oczywiście, był w nim także i strach. Żaden wojownik nigdy do końca się go nie pozbył. Rand kontrolował go i tłumił pragnieniem walki, sprawdzenia się.

Mężczyźni i kobiety nie mogli do końca poznać samych siebie, jeśli nie stanęli na granicy swych możliwości. Dopóki nie rozpoczęli tańca śmierci z bronią w ręku, dopóty nie poczuli, jak ich sącząca się krew plami ziemię i dopóty nie skierowali broni w bijące serce wroga. Rand’al Thor tego właśnie pragnął i Aviendha to rozumiała. Dziwnie było zdać sobie sprawę po tak długim czasie, jak bardzo byli do siebie podobni.

Aviendha podeszła do Randa, a on odwrócił się i stał teraz blisko niej. Ich ramiona się zetknęły. On nie objął jej, a ona nie dotknęła jego ręki. On nie posiadał jej, a ona nie posiadała jego. Fakt, iż Rand wykonał ruch, dzięki któremu patrzyli w tym samym kierunku, znaczył dla Aviendhy więcej niż jakikolwiek inny gest.

– Osłono mego serca – rzekł cicho, patrząc, jak Asha’man otwiera bramę – co widziałaś?

– Grobowiec – odrzekła.

– Mój?

– Nie. Grobowiec twego wroga. Miejsce, w którym był niegdyś pochowany i w którym znowu zaśnie.

Coś wewnątrz Randa ugruntowało się. Aviendha wyczuła, że coś postanowił.

– Masz zamiar go zabić – wyszeptała. – Odbierającego Wzrok.

– Tak.

Aviendha czekała.

– Niektórzy mówią, że jestem głupcem, myśląc o tym – rzekł. Jego Strażnicy przechodzili przez bramę, powracając do Merriloru.

– Żaden wojownik nie powinien brać udziału w bitwie, jeśli nie ma zamiaru ujrzeć jej końca – powiedziała Aviendha, po czym umilkła. Coś jeszcze przyszło jej do głowy.

– O czym myślisz? – zapytał Rand.

– Największym zwycięstwem będzie przejęcie gai’shain twego wroga.

– Wątpię, czy on się temu podporządkuje.

– Nie rób sobie żartów – powiedziała, dając mu kuksańca w bok, na co Rand odpowiedział chrząknięciem. – To trzeba rozważyć, Randzie al’Thor. Jaki jest lepszy sposób działania według ji’e’toh? Czy uwięzienie Czarnego ma oznaczać także odebranie mu gai’shain? Jeśli tak, to byłaby właściwa droga.

– Nie jestem pewien, czy w tym wypadku dbam o to, co jest „właściwą” drogą, Aviendha.

– Wojownik zawsze musi rozważać ji’e’toh – odrzekła Aviendha stanowczo. – Czy niczego cię nie nauczyłam? Nie mów w ten sposób, bo przynosisz mi wstyd w oczach innych Mądrych.

– Miałem nadzieję… zważywszy, jak rozwija się nasza relacja… że skończą się te wykłady, Aviendha.

1 ... 124 125 126 127 128 129 130 131 132 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)