Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 123 124 125 126 127 128 129 130 131 ... 296
Перейти на страницу:

Bryne zareagował szybko. Wysłał posłańca poprzez bramę do dowódców na linii frontu. „Och nie…”

Egwene chwyciła Gawyna i odciągnęła od namiotu dowództwa, gdyż poczuła, iż w jego wnętrzu nastąpiło przenoszenie. Lelaine krzyknęła, umykając w przeciwnym kierunku.

Reakcja sharańskich kobiet na przenoszenie była natychmiastowa. Ziemia pod namiotem rozstąpiła się. Wybuch ogromnej siły zniszczył namiot, a strzępki materii pofrunęły w powietrze wraz z kamieniami i kawałkami ziemi.

Egwene przewróciła się w tył, a Gawyn zaciągnął ją w kierunku wozu, który leżał na ziemi z jednym potrzaskanym kołem. Ładunek w postaci drewna opałowego wypadł na ziemię. Gawyn i Egwene schronili się za wozem, tuż obok stosu drewna. Przycupnęli tam, choć drewno tliło się, a ziemia naprzeciw nich płonęła. Gorąco było nieprzyjemne, lecz możliwe do wytrzymania.

Egwene przylgnęła do ziemi, mrugając i czując, że oczy pieką ją od dymu. Rozglądała się za Lelaine. Albo… Światłości! W namiocie byli Siuan i Bryne razem z Yukiri i wielu podwładnymi.

Egwene i Gawyn ukrywali się, a ogień pustoszył obóz i rozrywał ziemię. Sharanki uderzyły w każdy ruszający się punkt. Kilka przebiegających przez obóz kobiet służebnych zostało natychmiast zabitych.

– Bądź gotowa do ucieczki – powiedział Gawyn – kiedy przestaną razić ogniem.

Płomienie co prawda zmalały, ale tymczasem jeźdźcy w zbrojach z Shary ruszyli przez obóz. Wyjąc i krzycząc, mierzyli z łuków do każdego, kogo ujrzeli, i obalali tuziny na ziemię. Potem przez obóz przeszły oddziały piechoty. Egwene czekała w napięciu, starając się myśleć o tym, jak się wymknąć.

Nie widziała takiej możliwości. Gawyn odciągnął ją jeszcze dalej, pomazał jej policzki sadzą i gestem nakazał, by leżała płasko na ziemi, po czym naciągnął na nich płaszcz swego Strażnika. Zważywszy, że wszędzie snuł się dym, być może nie zostaną zauważeni.

Serce Egwene waliło niespokojnie. Gawyn przycisnął coś do jej twarzy – była to chusteczka, którą nasączył wodą ze swego bidonu. Drugą przycisnął do swej twarzy i oddychał przez nią. Egwene wzięła podaną jej chusteczkę, ale ledwo mogła oddychać. Żołnierze byli tak blisko.

Jeden z nich zwrócił się ku wozowi, popatrując na stos drewna, ale poprzez pasma dymu najwyraźniej nie zauważył nic szczególnego. Egwene w milczeniu przyjrzała się płaszczowi Strażnika. Wykonano go z materiału w kolorach natury, co sprawiało, że Egwene i Gawyn byli właściwie niewidoczni, jeśli tylko nie będą wykonywali żadnych ruchów.

„Dlaczego ja nie mam takiego płaszcza?” – pomyślała ze złością Egwene. „Dlaczego takie okrycia mają służyć tylko Strażnikom?”

Żołnierze byli zajęci wykurzaniem z kryjówek obozowej służby. Do tych ze służby, którzy uciekali, celowano z łuków, które miały zdumiewająco daleki zasięg. Ludzi, którzy poruszali się wolniej, żołnierze chwytali i zmuszali, by kładli się na ziemi.

Egwene marzyła o tym, by sięgnąć do Źródła, zrobić coś. Spuścić na napastników ogień i błyskawice. Wciąż miała sa’angreal Vory. Mogłaby…

Porzuciła tę myśl. Byli otoczeni przez wrogów, a szybka reakcja przenoszących wskazywałaby na to, że czekają na Aes Sedai. Jeśli zaczęłaby splatać choć przez chwilę, zostałaby zabita, zanim zdołałaby uciec. Skuliła się obok Gawyna pod płaszczem, mając nadzieję, że żadna z Sharanek nie będzie przechodzić na tyle blisko, by wyczuć jej zdolności. Mogła użyć splotu, by je ukryć, ale najpierw musiałaby wykonać przenoszenie. Czy warto odważyć się podjąć taką próbę?

Ukrywali się przez godzinę albo dłużej. Gdyby niebo nie było kompletnie zasnute chmurami, pogrążając obóz w zmroku, na pewno zostaliby zauważeni, nawet pomimo płaszcza. W pewnym momencie Egwene o mało nie zajęczała, gdy kilku sharańskich żołnierzy wylało na stos drewna kilka wiader wody, co stłumiło ogień i spowodowało, że Egwene i Gawyn przemokli.

Egwene nie miała pojęcia, co dzieje się z jej armią, choć obawiała się najgorszego. Sharańscy przenoszący i znaczna część ich armii przeszła przez obóz szybko, zmierzając ku polu bitwy. Bez Bryne’a i Amyrlin i w poczuciu, że nagle pojawiła się wroga armia…

Egwene czuła się niemal chora. Ilu umierało albo już umarło? Gawyn chwycił ją za ramię, czując, że Egwene poruszyła się, następnie potrząsnął głową, szepcząc kilka słów.

– Poczekaj do nocy.

– Oni umierają! – szepnęła Egwene.

– Nie możesz im pomóc.

To była prawda. Egwene tkwiła w uścisku Gawyna, a jego znajomy zapach uspokajał ją. Ale jak miała po prostu czekać, gdy polegający na niej żołnierze Aes Sedai byli zabijani? Światłości, na polu bitwy znajdowała się ogromna część Białej Wieży! Jeśli armia poniesie klęskę, to te kobiety…

„Jestem Zasiadającą na Tronie Amyrlin” – powiedziała sobie stanowczo. „Będę silna. Przetrwam. Tak długo, jak żyję, Biała Wieża będzie istnieć”.

Gawyn wciąż ją obejmował. Pozwalała mu na to.

Aviendha popełzła przez skałę niczym zimowa jaszczurka, która szuka ciepłego miejsca. Koniuszki jej palców, choć zgrubiałe, zaczynały ją palić z zimna. W Shayol Ghul panował chłód, a w powietrzu czuć było zapach przypominający woń bijącą z grobowca.

Rhuarc pełzł po jej lewej stronie, a Kamienny Pies o imieniu Shaen po prawej. Obaj nosili na głowie czerwone opaski siswai’aman. Aviendha nie wiedziała, co myśleć o Rhuarcu, przywódcy klanu, i dlaczego założył opaskę. On sam nigdy o tym nie mówił. Zachowywał się tak, jakby opaska nie istniała. Tak samo było ze wszystkim siswai’aman. Amys pełzła po prawej stronie Shaen. Tym razem nikt nie sprzeciwiał się, by Mądre dołączyły do grupy zwiadowczej. W miejscu takim jak to, w czasach takich jak te, oczy tych, którzy umieli przenosić, mogły zobaczyć to, czego oczy zwykłych istot nie potrafiły dostrzec.

Aviendha wysunęła się naprzód, nie czyniąc hałasu, pomimo że nosiła naszyjniki. Na skałach nie rosły jakiekolwiek rośliny, nie było na nich nawet mchu czy porostów. Znajdowali się w głębi Spustoszonych Ziem. Prawie tak daleko, jak tylko można było dotrzeć.

Rhuarc dotarł na skraj skały jako pierwszy i Aviendha zauważyła jego napięcie. Następnie ona znalazła się na brzegu i ostrożnie zerknęła poza jej krawędź, leżąc płasko, tak by nikt jej nie zauważył. Dech zamarł jej w piersiach.

Słyszała historie o tym miejscu. O olbrzymiej kuźni nieopodal podnóża skały i o czarnym strumieniu, który obok przepływał. Woda w nim została zatruta do tego stopnia, iż każdego, kto by jej dotknął, czekała śmierć. Paleniska, rozproszone po całej dolinie niczym otwarte rany, zabarwiały powietrze na czerwono. Kiedy Aviendha była młodą Panną Włóczni, z szeroko otwartymi oczami słuchała historii Pani Dachu, która opowiadała o pracujących w kuźniach istotach, które nie były ani martwe, ani żywe. Milczące i potworne, istoty te poruszały się tak, jakby nie było w nich życia – niczym tykające wskazówki zegara.

Kowale nie zwracali szczególnej uwagi na klatki pełne ludzi, których krew przelewano, by zahartować nowo wykute ostrza. Jeńcy równie dobrze mogli być kawałkami metalu. I choć Aviendha była zbyt daleko, by słyszeć ich jęki, czuła je w postaci napięcia w palcach.

Shayol Ghul dominował nad doliną, a jego czarne zbocza wyrastały niczym nóż o ząbkowanym ostrzu, wbity w powietrze. Na bocznych ścianach widniały cięcia, co przypominało skórę człowieka wybatożonego setki razy, a każde z nich odsłaniało wyłom, z którego dobywała się para. To prawdopodobnie właśnie ona była przyczyną mgły, która spowijała dolinę. Mgła wzbierała i kłębiła się, jak gdyby dolina była kielichem wypełnionym płynem.

– Co za straszne miejsce – wyszeptała Amys.

Aviendha nigdy nie słyszała podobnego przerażenia w jej głosie. To sprawiło, że przeszył ją chłód tak dotkliwy, jak wiatr, który rozwiewał ich odzienie. Powietrze przeszyły brzęknięcia, świadczące o tym, że w kuźniach trwała praca. Z najbliższej kuźni uniosło się pasmo czarnego dymu i nie zniknęło. Wznosiło się do chmur niczym pępowina. Z obłoków z przerażającą częstotliwością padały pioruny.

1 ... 123 124 125 126 127 128 129 130 131 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)