Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 122 123 124 125 126 127 128 129 130 ... 296
Перейти на страницу:

Gdyby tylko mogła odnaleźć Myrddraala połączonego ze znajdującymi się w pobliżu Trollokami, mogłaby je powstrzymać jednym, dobrze skierowanym splotem Ognia. Na nieszczęście Myrddraale były sprytne i kryły się pomiędzy Trollokami.

– Otaczają nas! – wykrzyknęła Lelaine, dysząc.

– Wycofujemy się – zarządziła Egwene.

Kuląc się przeszli przez bramę utworzoną przez Romandę, a za nimi podążyli Strażnicy. Romanda zamykała pochód. Grupa Trolloków atakowała właśnie wzgórze. Jedna z bestii o zmierzwionym futrze przeszła przez bramę tuż za Romandą.

Monstrum natychmiast padło martwe, a z jego zwłok uniosło się wątłe pasmo dymu. Jego sprzymierzeńcy wrzeszczeli i ryczeli po drugiej stronie przejścia. Egwene popatrzyła na resztę kobiet, po czym wzruszyła ramionami i wysłała ognisty strumień poprzez bramę. Kilka Trolloków padło w drgawkach. Inne rozproszyły się, rycząc i gubiąc broń.

– To działa – zauważyła Leane, zaplatając ręce i unosząc starannie wyregulowaną brew. W samym środku Ostatniej Bitwy kobiety wciąż znajdowały czas, by każdego ranka zrobić makijaż.

Brama przerzuciła je z powrotem do obozu, który teraz był prawie pusty. Oprócz rezerwistów, którzy gotowi byli ruszyć, gdyby ich wezwano, w obozie pozostało jedynie pięciuset żołnierzy strzegących namiotu Bryne’a.

Egwene wciąż miała przy sobie sakiewkę z fałszywymi pieczęciami. Słowa Randa mocno nią wstrząsnęły. Jak podrzucono podrobione pieczęcie? Gdyby słudzy Cienia złamali je w nieodpowiednim czasie, skończyłoby się to katastrofą.

A może już to zrobili? Czy świat dowiedziałby się o tym? Egwene czuła strach, który nie chciał jej opuścić. Wojna jednak nadal trwała, a Egwene nie miała innego wyjścia, jak kontynuować walkę. Jeśli zdołają, postarają się odzyskać pieczęcie. Rand przysiągł, że spróbuje tego dokonać. Egwene nie była pewna, co mógłby uczynić.

– Walczą zaciekle – powiedział Gawyn.

Egwene odwróciła się i ujrzała, że stoi on nieopodal, przyglądając się polu bitwy poprzez zwierciadło. Wyczuła bijącą od niego tęsknotę. Egwene wiedziała, że bez ludzi takich jak Młodzi, których mógł poprowadzić do boju, Gawyn czuł się podczas bitew bezużyteczny.

– Trolloki są prowadzone przez Myrddraale – powiedziała. – Połączenie ma dać Przeklętym większą kontrolę nad Trollokami.

– Tak, ale dlaczego opierają się tak stanowczo? – zastanowił się Gawyn, wciąż patrząc poprzez zwierciadło. – Na tej ziemi szczególnie im nie zależy. Jest oczywiste, że stracili wzgórza, a walczą zaciekle. Taktyka Trolloków jest prosta – walczą i zwyciężają albo są rozbijani i wycofują się. Nie próbują utrzymać swych pozycji, lecz teraz właśnie to robią. Jest tak, jakby… jakby Przeklęci sądzili, że nawet po takim pogromie są na dobrej pozycji.

– Któż wie, dlaczego Przeklęci robią to, co robią? – powiedziała Lelaine, stojąc z założonymi rękami i patrząc poprzez wciąż otwartą bramę.

Egwene odwróciła się i również przez nią popatrzyła. Szczyt wzgórza był teraz pusty, co wyglądało dziwnie pośród bitewnego zamętu. Jej żołnierze ścierali się z Trollokami w małej dolinie pomiędzy wzgórzami, a walka była brutalna. Egwene słyszała charczenie, jęki i szczęk broni. W górę wzniosły się zakrwawione włócznie, gdy grupa żołnierzy została zmuszona do odwrotu, a wkroczyli halabardnicy, których zadaniem było powstrzymać Trolloki.

Wśród Sprzymierzeńców Ciemności były straszliwe ofiary. To było niezwykłe; Bryne spodziewał się, że dokonają odwrotu.

– Coś jest nie tak – stwierdziła Egwene, czując, jak unoszą się jej włoski na rękach. Chwilowo jej lęk o pieczęcie zniknął. Jej armia była w niebezpieczeństwie. – Zbierzcie Aes Sedai i wycofajcie nasze siły.

Pozostałe kobiety spojrzały na nią, jakby postradała zmysły. Gawyn śpiesznie udał się do namiotu dowództwa, by przekazać jej rozkazy. Nie zadawał pytań.

– Matko – odezwała się Romanda, zamykając bramę. – Co takiego…

Coś przecięło powietrze po drugiej stronie obozu Egwene, naprzeciwko pola bitwy. Smuga światła, dłuższa niż jakakolwiek brama, którą widziała Egwene. Była niemal tak szeroka jak jej cały obóz.

Smuga skręciła, ukazując widok, który nie był widokiem południowego Kandoru. Zamiast tego ujrzeli miejsce porośnięte paprociami i więdnącymi drzewami – i choć były brązowe, jak wszystko inne, wyglądały obco. Pośród tego dziwnego krajobrazu stała milcząca, ogromna armia. Ponad nią powiewały sztandary ozdobione symbolami, których Egwene nie rozpoznawała. Żołnierze piechoty mieli na sobie długie do kolan stroje, które przypominały przeszywanicę wzmocnioną łańcuszkiem o wzorze z dużych kwadratów. Inni nosili metalowe koszule, zrobione jak gdyby z zespolonych ze sobą monet.

Wielu miało topory, ale o dziwnym kształcie. Broń miała długie, cienkie trzonki, które wybrzuszały się przy końcach, zaś głownie toporów były wąskie i cienkie, przypominające kilofy. Rękojeści wszystkich rodzajów broni – od włóczni po miecze – przyozdobione były jednolitym, falistym wzorem. Delikatny i o rozmaitej szerokości, wykonany z ciemnoczerwonego drewna pomalowanego w różnokolorowe punkty wzór znajdował się po bokach i na samym dole rękojeści.

Egwene ogarnęła wszystkie te szczegóły w jednej chwili, zastanawiając się, skąd może pochodzić ta dziwna armia. Nic nie przychodziło jej do głowy, dopóki nie wyczuła przenoszenia. Setki kobiet otaczała poświata saidara. Wszystkie dosiadały koni i miały na sobie dziwne suknie, wykonane głównie ze sztywnego, czarnego jedwabiu. Suknie nie były przewiązane w pasie, lecz za to dość mocno zebrane na ramionach i rozszerzające się ku dołowi. Długie, prostokątne i wielokolorowe frędzle umocowano na sznurkach z przodu sukni, tuż pod szyją. Kobiety miały wytatuowane twarze.

– Uwolnijcie Moc – zakomenderowała Egwene, rezygnując z użycia saidara. – Nie pozwólcie, by odczuły naszą obecność! – Przechyliła się na bok. To samo uczyniła Lelaine, a poświata ją otaczająca zniknęła.

Romanda zignorowała rozkaz Egwene i rzuciła zaklęcie. Zaczęła tworzyć bramę, by mogły uciec. Tuzin rozmaitych splotów Ognia pojawił się w miejscu, w którym stała Romanda. Nie miała nawet czasu, by krzyknąć. Egwene i reszta kobiet pomknęły przez obóz, w którym Jedyna Moc niszczyła namioty, zapasy i sprawiała, że wszystko stawało w ogniu.

Egwene dobiegła do namiotu dowództwa w chwili, gdy wyłonił się z niego Gawyn.

Schwyciła go i padli na ziemię, bo nad ich głowami przetoczyła się kula ognia, trafiając w pobliskie namioty.

– Światłości! – wykrzyknął Gawyn. – Co to jest?

– Sharanie. – Lelaine, bez tchu, przypadła do nich.

– Jesteś pewna? – wyszeptała Egwene.

Lelaine skinęła głową.

– Raporty z Cairhien sprzed Wojny Aielów są obszerne, choć niezbyt szczegółowe. Nie zdołano zobaczyć wiele, ale to, co widziano, wyglądało jak ta armia.

– Armia? – rzucił Gawyn, przechylając się na bok i spoglądając pomiędzy namiotami na wojsko maszerujące poprzez nienaturalnie szeroką bramę. – Krew i krwawe popioły! – zaklął, cofając się. – Są ich tysiące!

– Zbyt wiele, by z nimi walczyć – zgodziła się Egwene, myśląc gorączkowo. – Jesteśmy w potrzasku pomiędzy nimi a Trollokami. Musimy się wycofać.

– Przekazałem rozkaz do Bryne’a, by wojska rozpoczęły odwrót – rzekł Gawyn. – Ale… Egwene. Dokąd pójdziemy? Trolloki są z przodu, a ta armia za nami! Światłości. Zgniotą nas w uścisku.

1 ... 122 123 124 125 126 127 128 129 130 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)