Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 137
Перейти на страницу:

— I to, i to. I kilka innych języków.

— Świetnie. Nieźle. Nada się — powiedział Sandoz do Giulianiego. — Na razie będziesz musiał popracować sam — zwrócił się do Afrykańczyka. — Zacznij od poznania ruanja. Mamy tu program Al, [Artificial Intelligence — Sztuczna Inteligencja.] sporządzony przez Mendes. K’san na razie sobie daruj. Nie za bardzo posunąłem się z analizą formalną. A następnym razem najpierw zatelefonuj. — Zerknął na Giulianiego, który był wyraźnie zaskoczony szorstkością tej wypowiedzi. — Powiedz mu o moich rękach, Vince — mruknął usprawiedliwiająco, wycofując się do swojej samotni. — Dzisiaj obie. Nie jestem w stanie myśleć.

Nie podoba mi się, że przyłazicie tu bez zaproszenia, pomyślał. Zbierało mu się na płacz i nie był w stanie robić komuś wyrzutów. Ledwo do niego dotarło to, co teraz usłyszał.

— Modliłem się za ciebie przez pięćdziesiąt lat — powiedział Kalingemala Lopore głosem pełnym zdumienia. — Bóg ciężko cię doświadczył, ale nie zmieniłeś się aż tak, żebym nie widział, kim jesteś.

Sandoz zatrzymał się na schodach i odwrócił. Wciąż był zgarbiony, ręce miał skrzyżowane na piersi, a dłonie ukryte pod pachami, ale teraz spojrzał uważniej na kapłana stojącego obok ojca generała. Ma z sześćdziesiątkę, pomyślał, pewnie ze dwadzieścia lat młodszy od Giulianiego, i też jest taki wysoki. Hebanowoczarny i szczupły, o mocnych kościach i głęboko osadzonych, przykuwających uwagę, wielkich czarnych oczach, typowych dla mieszkańców Afryki Wschodniej, sprawiających, że tamtejsze kobiety zachowywały piękność nawet w starszym wieku. Pięćdziesiąt lat… Ile ten facet musiał wówczas mieć? Dziesięć, jedenaście?

Emilio zerknął na Giulianiego, żeby zobaczyć, czy rozumie, o co chodzi, ale ojciec generał zdawał się teraz nie zwracać na niego uwagi, będąc równie jak on zaskoczony słowami gościa.

— Czyja ciebie znam? — zapytał Emilio.

Niezwykłe oczy Afrykanina płonęły, jakby rozświetlał je wewnętrzny blask.

— Nie ma powodu, abyś mnie pamiętał, a ja nawet nie znałem twojego nazwiska. Lecz Bóg znał ciebie, kiedy jeszcze byłeś w łonie matki, jak Jeremiasza, którego również boleśnie doświadczył.

I wyciągnął do niego obie ręce.

Emilio zawahał się, po czym zszedł z powrotem ze schodów. W geście, który z bólem odczuł jako jednocześnie znajomy i obcy, złożył swoje palce, poranione i niewiarygodnie długie, w bladych, ciepłych dłoniach przybysza.

Tyle lat, myślał Lopore, sam tak wstrząśnięty, że zapomniał o tej sztucznej liczbie mnogiej, którą, po tylu wysiłkach, zdołał już opanować.

— Pamiętam jeszcze kilka magicznych sztuczek — powiedział, uśmiechając się, lecz po chwili spojrzał w dół, na jego ręce. — Takie piękno i taka sprawność zniszczone — rzekł ponuro i uniósł dłonie Sandoza do swoich warg, a potem ucałował je po kolei, jakby nieświadomie.

To musiała być, myślał później Sandoz, jakaś zmiana ciśnienia krwi, jakaś przypadkowa interakcja połączeń neuronowych, jakiś kaprys fizjologii — czy patologii — który w końcu położył kres atakowi neuralgii. Afrykanin podniósł oczy i napotkał jego oszołomione spojrzenie.

— Myślę, że ręce to nic w porównaniu z resztą.

Sandoz kiwnął głową i stał oniemiały, szukając wyjaśnienia w twarzy ojca generała.

— Emilio — rzekł Vincenzo Giuliani, przerywając to niesamowite milczenie — może zaprosisz Ojca Świętego do środka?

Sandoz wytrzeszczył oczy, po czym wymamrotał:

— Jezu…

Biskup Rzymu odrzekł z nieoczekiwanym poczuciem humoru:

— Nie, tylko papież.

Ojciec generał parsknął śmiechem i wyjaśnił rzeczowym tonem:

— Ojciec Sandoz był trochę wyłączony z życia przez ostatnie kilkadziesiąt lat.

Emilio, wciąż oszołomiony, ponownie kiwnął głową i powiódł ich do swojego pokoju.

Uczciwie trzeba powiedzieć, że papież przybył sam i nie zapowiedziany, ubrany w zwykłą sutannę, a do jezuickiego domu rekolekcyjnego przyjechał najzwyklejszym fiatem i sam go prowadził. KalingemalaLopore, pierwszy od piątego stulecia afrykański papież i pierwszy w historii nowożytnej prozelita wybrany na ten najwyższy urząd kościelny, nosił teraz imię Gelazego III i rozpoczynał właśnie drugi rok swojego pontyfikatu. Do Rzymu wniósł głębokie przekonanie i dalekowzroczną wiarę w uniwersalizm Kościoła, co pozwalało mu oddzielać odwieczną prawdę od głęboko zakorzenionych obyczajów europejskich. Ignorując wymogi polityki i rygory dyplomacji, postanowił osobiście zobaczyć się z Emiliem Sandozem, jezuitą, który poznał inne dzieci Boga i który zobaczył dzieło Stworzenia na innej planecie. Kiedy już podjął decyzję, nie było w całym Watykanie takiej biurokratycznej siły, która mogłaby go od tego odwieść. Geiazy III był człowiekiem niezwykle opanowanym i pragmatycznym. Był jedynym przybyszem z zewnątrz, któremu się udało przedrzeć przez broniące dostępu do Sandoza posterunki kamorry, a dokonał tego, bo uznał za stosowne porozmawiać bezpośrednio z kuzynem ojca generała, don Domenico Giulianim, niekoronowanym królem południowych Włoch.

W pokoju Sandoza panował straszliwy bałagan. Lopore to zauważył i z rozbawieniem zgarnął ręcznik z najbliższego krzesła, rzucając go na nie posłane łóżko, po czym bezceremonialnie usiadł.

— Ja… bardzo przepraszam za to wszystko — wyjąkał Sandoz, ale papież tylko machnął ręką.

— Jedną z przyczyn, dla których uparliśmy się, żeby mieć swój własny samochód, była chęć odwiedzania ludzi bez tych wszystkich maniakalnych przygotowań — powiedział, po czym dodał namaszczonym tonem: — Stwierdzamy, że mamy serdecznie dość świeżej farby i nowych dywanów.

Zachęcił gestem Emilia, by usiadł na drugim krześle, po przeciwnej stronie stołu.

— Proszę cię — powiedział, świadomie porzucając liczbę mnogą — usiądź ze mną.

Rzucił krótkie spojrzenie na Giulianiego, który stał w kącie, tuż przy schodach. Nie chciał im przeszkadzać, ale nie miał też ochoty odejść. Zostań, mówiły oczy Ojca Świętego, zostań i wszystko zapamiętaj.

— Pochodzę ze szczepu Dodotów — powiedział papież po łacinie, w której afrykańska nazwa zabrzmiała egzotycznie, a rytmiczne, melodyjne kadencje przypominały o języku jego dzieciństwa. — To pasterze, nawet dziś. Kiedy nadeszła susza, przenieśliśmy się na północ, do naszych kuzynów, klanu Toposa, w południowym Sudanie. Był to czas wojny, a więc i głodu. Toposa nie chcieli nas przyjąć, sami bowiem nic nie mieli. Zapytaliśmy: „Dokąd mamy pójść?” Jakiś człowiek na drodze powiedział: „Na wschód stąd jest obóz dla Kikuju. Stamtąd nikogo nie wypędzają”. Była to długa wędrówka i moja młodsza siostra umarła w ramionach matki. Zobaczyłeś, że się zbliżamy. Wyszedłeś nam na spotkanie. Wziąłeś martwe dziecko z ramion mojej matki i wskazałeś miejsce, w którym mogliśmy odpocząć. Przyniosłeś nam wody, a potem coś do jedzenia. My jedliśmy, a ty kopałeś grób dla mojej siostry. Już sobie przypominasz?

— Nie. Było tyle dzieci. Tyle umarło. — Emilio spojrzał na niego ze znużeniem. — Wykopałem wiele grobów, Wasza Świątobliwość.

— Nie będziesz już więcej kopać grobów — powiedział papież, a Vincenzo Giuliani usłyszał głos proroka: zagadkowy, nieuchwytny, pewny.

Wyjątkowa chwila przeminęła i papież znowu zaczął mówić zwykłym głosem.

1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)