Wielkie Polowanie
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #2
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karlowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:
— Aiel na skałach — powiedział cicho jednooki mężczyzna.
— Tak daleko od Ugoru? — spytał z niedowierzaniem Ingtar. Zapytanemu udało się w jakiś sposób, bez zmiany wyrazu twarzy, zademonstrować, że czuje się obrażony, więc Ingtar dodał: — Nie, nie powątpiewam w twoje słowa. Po prostu dziwię się.
— Ten przeklęty chciał, żebym go zobaczył, bo inaczej by mi się to nie udało. — Uno oświadczył to z wyraźnym niesmakiem. — A jego cholerna twarz nie była osłonięta, czyli nie wyprawił się mordować. Ale jak człowiek zauważy jednego przeklętego Aiela, to wiadomo, że jest z nim więcej, których nijak nie widać. — Raptem jego oko rozszerzyło się. — Niech sczeznę, jeśli nie wygląda na to, że on chce czegoś więcej, niż żeby go tylko zobaczono.
Wyciągnął rękę — w oddali na drodze pojawiła się sylwetka człowieka.
Lanca Masemy natychmiast pochyliła się, a on sam wbił pięty w boki wierzchowca, który poderwał się do galopu na łeb na szyję. Nie tylko on — cztery stalowe ostrza leciały w stronę stojącego na ziemi człowieka.
— Wstrzymajcie się! — krzyknął Ingtar. — Wstrzymajcie się, powiedziałem! Oberwę uszy każdemu, kto nie zatrzyma się tam, gdzie właśnie jest!
Masema ze złością zatrzymał konia, z całej siły ściągając wodze. Pozostali również przystanęli, w tumanie pyłu, w odległości zaledwie dziesięciu kroków od mężczyzny, wciąż celując czubkami lanc w jego pierś. Obcy podniósł rękę, by przegnać nadlatujący w jego stronę kurz, dopiero wtedy poruszył się po raz pierwszy.
Był wysoki, o skórze ogorzałej od słońca i krótko przystrzyżonych, rudych włosach, nad karkiem miał pozostawioną długą kitę, spływającą mu na plecy. Począwszy od miękkich sznurowanych do kolan butów, a skończywszy na skrawku materii udrapowanej luźno wokół szyi, cały jego przyodziewek utrzymany był w odcieniach brązów i szarości, które mogły stapiać się z kolorem skał czy ziemi. Znad ramienia wyzierał koniec krótkiego, wykonanego z rogu łuku, przy pasie jeżył się kołczan pełen strzał. Przy drugim boku wisiał długi nóż. W lewej ręce ściskał okrągłą, skórzaną tarczę i trzy krótkie włócznie, długości nie większej niźli połowa jego wzrostu, z grotami równie długimi jak te przy shienarańskich lancach.
— Nie mam kobziarzy, którzy mogliby odegrać melodię — obwieścił z uśmiechem mężczyzna — lecz jeśli macie chęć zatańczyć...
Nie zmienił pozycji, jednakże Perrin czuł zbudzoną, nagłą czujność.
— Nazywam się Urien, pochodzę z klanu Dwóch Iglic Reynu Aiel. Należę do Czerwonych Tarcz. Zapamiętajcie mnie.
Ingtar zsiadł z konia i ruszył do przodu, zdejmując hełm. Perrin wahał się tylko chwilę, zanim również stanął na ziemi, by dołączyć do niego. Nie mógł stracić szansy zobaczenia Aiela z bliska, kogoś zachowującego się jak zamaskowany Aiel. We wszystkich opowieściach, co do jednej, Aielowie byli równie zabójczy i niebezpieczni jak trolloki — niektórzy nawet powiadali, że oni są Sprzymierzeńcami Ciemności — jednakże uśmiech Uriena jakoś wcale nie przestrzegał przed niebezpieczeństwem, mimo że stanął tak, jakby zaraz miał poderwać się do skoku. Miał błękitne oczy.
— Wygląda zupełnie jak Rand.
Perrin obejrzał się i zobaczył, że Mat również się do nich przyłączył.
— Może Ingtar ma rację — dodał cicho Mat. — Może Rand jest Aielem.
Perrin pokiwał głową.
— Ale to niczego nie zmienia.
— Nie, nie zmienia. — Mat wygłosił to takim tonem, jakby miał coś innego na myśli niż Perrin.
— Obydwaj znajdujemy się daleko od domów — powiedział Ingtar do Aiela — i naszym, przynajmniej, celem jest co innego niż walka.
Perrin zmienił swoje zdanie odnośnie do uśmiechu Uriena — mężczyzna wyglądał w istocie na rozczarowanego.
— Jak sobie życzysz, Shienaraninie. — Urien zwrócił się w stronę Verin, właśnie zsiadającej z konia, i wykonał dziwaczny ukłon, wbijając czubki włóczni w ziemię i unosząc prawą dłoń, wnętrzem w jej stronę. W jego głosie zabrzmiał szacunek. — Rozumna, moja woda należy do ciebie.
Verin podała wodze jednemu z żołnierzy. Podeszła bliżej do Aiela i przyjrzała mu się badawczo.
— Dlaczego tak mnie nazwałeś? Uważasz, że należę do Aielów?
— Nie, Rozumna. Ale wyglądem przypominasz te, które wyprawiły się do Rhuidean i przeżyły tę wyprawę. Lata nie dotykają Rozumnych w taki sam sposób jak inne kobiety, ani tak jak dotykają mężczyzn.
Na twarzy Aes Sedai pojawiło się poruszenie, w tym jednak momencie odezwał się niecierpliwym głosem Ingtar.
— Gonimy Sprzymierzeńców Ciemności i trolloków, Urienie. Czy widziałeś gdzieś ich ślady?
— Trolloki? Tutaj? — Oczy Uriena pojaśniały. — To jeden ze znaków, o których mówią proroctwa. Kiedy trolloki ponownie przybędą na Ugór, opuścimy Ziemię Trzech Sfer i na powrót obejmiemy w posiadanie nasze dawne krainy.
Od strony konnych dobiegł pomruk. Urien zmierzył ich spojrzeniem pełnym durny, zdawało się, że patrzy na nich z góry.
— Ziemia Trzech Sfer? — powtórzył Mat.
Perrinowi wydało się, że przyjaciel jest jeszcze bledszy, nie całkiem jak ktoś chory, ale jakby przebywał nazbyt długo z dala od słońca.
— Wy nazywacie to Ugorem — odparł Urien. — Dla nas jest to Ziemia Trzech Sfer. Ziemia kamiennego budulca, który służy naszemu stworzeniu, opornej gleby, byśmy udowodnili, cośmy warci, i kary za grzech.
— Jaki grzech? — spytał Mat.
Perrin wstrzymał oddech, czekając na błysk jednej z włóczni, które Urien trzymał w ręku.
Aiel wzruszył ramionami.
— To się stało tak dawno, że nikt już nie pamięta. Z wyjątkiem Rozumnych i wodzów klanów, a oni nie chcą mówić. Musiał to być wielki grzech, skoro nie potrafią nam go wyznać, jednakże Stwórca karze nas dotkliwie.
— Trolloki! — obstawał przy swoim Ingtar. — Czy widziałeś trolloki?
Urien pokręcił głową.
— Gdybym je zobaczył, pozabijałbym, ale nie widziałem nic prócz skał i nieba.
Ingtar potrząsnął głową, tracąc zainteresowanie rozmową, odezwała się natomiast Verin, głosem ujawniającym głęboką koncentrację.
— To Rhuidean. Co to jest? Gdzie to jest? W jaki sposób wybiera się dziewczęta, które tam muszą pójść?
Z twarzy Uriena znikł wszelki wyraz, oczy skryły się za powiekami.
— Nie mogę o tym mówić, Rozumna.
Mimo woli dłoń Perrina zacisnęła się na trzonku topora. Ton głosu Uriena spowodował, że Ingtar również znieruchomiał, gotów sięgnąć do miecza. Wśród ludzi na koniach zapanowało poruszenie. Jednakże Verin podeszła do Aiela, tak blisko, że nieomal dotknęła jego piersi, i spojrzała mu w twarz.
— Nie jestem Rozumną, Urien — powiedziała dobitnie. — Jestem Aes Sedai. Powiedz mi to, co ci wolno, o Rhuidean.
Człowiek, który był gotów stawić czoło dwudziestu ludziom, wyglądał teraz tak, jakby miał ochotę uciec przed tą jedną, pulchną kobietą o siwiejących włosach.
— Mogę... ci powiedzieć tylko tyle, co jest wszystkim wiadome. Rhuidean leży na ziemiach należących do Jenn Aiel, trzynastego klanu. Mogę tylko wymienić ich nazwę i nic więcej. Nikomu nie wolno tam się wyprawiać z wyjątkiem kobiet, które pragną zostać Rozumnymi, albo mężczyzn, którzy chcą zostać wodzami klanów. Być może Jenn Aiel dokonują wśród nich wyboru, nie wiem. Wielu tam się wyprawia, niewielu powraca i zyskują oni miano tego, czym są: Rozumnych albo wodzów klanów. Nic więcej powiedzieć nie mogę, Aes Sedai. Nic więcej.