Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 121 122 123 124 125 126 127 128 129 ... 217
Перейти на страницу:

Przepełniony niechęcią Rand utworzył pustkę. Saidin zabłysnął, zaczął wabić. Raiło mu się, że mgliście pamięta, jak kiedyś śpiewał dla niego, teraz jednak jedynie mamił go, tak jak woń kwiatu kusi pszczołę, jak smród śmietnika przyciąga muchę. Otworzył się, sięgnął. Niczego nie znalazł. Równie dobrze mógł sięgać do światła prawdy. Oblała go, zabrudziła skaza, ale światło nie chciało przepłynąć. Wiedziony niejasno wyczuwaną rozpaczą, próbował i próbował. I za każdym razem była tam tylko skaza.

Loial nagle natężył się i pchnął trolloka w bok, z taką siłą, że stwór potoczył się, na łeb na szyję, na ścianę najbliższego budynku. Z donośnym łomotem uderzył głową, i osunął się na ziemię, z karkiem wykręconym pod nieprawdopodobnym kątem. Loial wyprostował się i zapatrzył na niego; ze zmęczenia falowała mu pierś.

Rand dobrą chwilę patrzył zza skorupy pustki, zanim pojął, co zaszło. Wtedy pozbył się pustki, skażonego światła i pośpiesznie przypadł do boku Loiala.

— Nigdy przedtem... nikogo nie zabiłem, Rand. — Ogir wciągnął drżący oddech.

— On by ciebie zabił, gdybyś pierwszy tego nie zrobił — uspokajał go Rand. Niespokojnie objął wzrokiem najbliższe uliczki, zatrzaśnięte okiennice i zaryglowane drzwi. Skoro napotkali już dwa trolloki, to wokoło mogło czaić się więcej. — Przykro mi, że musiałeś to zrobić, Loial, ale on mógł nas zabić obydwóch albo posunąć się do jeszcze gorszych rzeczy.

— Wiem. Ale wcale mi się to nie podoba. Mimo że to trollok. — Wskazując na stronę zachodzącego słońca, ogir złapał Randa za ramię i rzekł. — Tam jest jeszcze jeden.

Oślepiony słońcem Rand nie potrafił wyróżnić szczegółów, ale wyraźnie widać było jeszcze jedną grupę ludzi, niosących ogromną kukłę, nadchodzili w ich stronę. Lecz wiedział już teraz, na co ma zwracać uwagę. Kukła stawiała kroki w zbyt naturalny sposób, obdarzony ryjem pysk unosił się, by węszyć i nikt nie niósł tego stwora na tyce. Nie sądził, by trollok i Sprzymierzeńcy Ciemności widzieli wśród wieczornych cieni jego, ani też co się znajduje najbliżej — zbyt wolno się poruszali. Nie miał jednak wątpliwości, że polują na nich, że są coraz bliżej.

— Fain wie, że gdzieś tu jestem — powiedział, pośpiesznie wycierając miecz o kaftan martwego trolloka. — To on kazał im mnie znaleźć. Boi się jednak, by ktoś nie zauważył trolloków, bo inaczej by ich tak nie przebrał. Jeśli uda nam się dotrzeć do jakiejś ulicy, na której są ludzie, będziemy bezpieczni. Musimy wrócić do Hurina. Jeśli Fain go znajdzie, samego z Rogiem...

Pociągnął Loiala do następnego rogu i skręcił w stronę, z której dobiegały najgłośniejsze odgłosy śmiechu i muzyki, dużo jednak wcześniej, zanim tam dotarli, naprzeciwko nich, na wyludnionej ulicy, pojawiła się jeszcze jedna grupa ludzi z kukłą, która nie była kukłą. Razem z Loialem skręcili za następnym rogiem w ulicę wiodącą na wschód.

Za każdym razem, gdy Rand usiłował dotrzeć w otoczenie muzyki i śmiechu, drogę zagradzał mu trollok, często wciągając powietrze do nozdrzy, by zwęszyć zapach. Niektóre trolloki polowały, kierując się węchem. W miejscach, gdzie nie było nikogo, kto mógłby go zauważyć, trollok skradał się w pojedynkę. Nieraz Rand był przekonany, że to ten sam, którego widział już wcześniej. Osaczali ich z wszystkich stron, pilnując, by on i Loial nie wymknęli się z labiryntu opustoszałych ulic, gdzie okiennice były zatrzaśnięte. Stopniowo zmuszano ich, by szli na wschód, z dala od miasta i Hurina, z dala od innych ludzi, wąskimi, z wolna ciemniejącymi ulicami, które biegły we wszystkich kierunkach, w górę i w dół. Z niemałym żalem Rand badał wzrokiem mijane domy, wysokie budynki pozamykane szczelnie na noc. Nawet gdyby zaczął łomotać do czyichś drzwi i zaczekał, aż mu otworzą, albo nawet wpuszczą jego i Loiala do środka, to żadne z tych drzwi by nie stanowiły przeszkody dla trolloka. W ten sposób narażałby więcej ludzi niż tylko siebie i Loiala.

— Rand — stwierdził wreszcie Loial — już nie mamy dokąd pójść.

Dotarli do wschodniego skraju podgrodzia, otaczające ich z obu stron wysokie budynki były ostatnimi. Światła w oknach wyższych pięter wabiły, jednakże dolne poziomy pozostawały szczelnie zamknięte. W oddali przed nimi wznosiły się wzgórza, spowite w pierwszym mroku, na nagich zboczach nie było widać żadnych chłopskich zagród. Ale nie były zupełnie puste. Spostrzegł blade mury otaczające jedno z wyższych wzniesień, oddalone o jakąś milę, a za nimi domy.

— Jak już tam nas zagnają — powiedział Loial — nie będą się musieli przejmować, że ktoś ich zauważy.

Rand wskazał mury otaczające wzgórze.

— One powinny zatrzymać trolloka. To pewnie posiadłość jakiegoś lorda. Może wpuszczą nas do środka. Ogir i cudzoziemski lord? Prędzej czy później ten kaftan musi się na coś przydać. — Obejrzał się na ulicę. Trolloki jeszcze się nie pokazały, ale i tak pociągnął Loiala za róg domu.

— To chyba kapitularz Iluminatorów, Rand. Iluminatorzy ściśle strzegą swych sekretów. Moim zdaniem nie wpuściliby do środka nawet samego Galldriana.

— Jakiej to biedy tym razem sobie napytaliście? — spytał znajomy kobiecy głos. Znienacka w powietrzu roztoczyła się woń korzennych perfum.

Rand wytrzeszczył oczy. Zza rogu, który właśnie minęli, wyłoniła się Selene, w sukni jaśniejącej bielą na tle mroku.

— Jak się tu znalazłaś? Co ty tu robisz? Musisz stąd natychmiast zniknąć. Uciekaj! Ścigają nas trolloki.

— Zauważyłam. — Mówiła zmatowiałym głosem, chłodnym jednak i opanowanym. — Znalazłam się tutaj, żeby was odszukać i okazuje się, że pozwoliliście, by trolloki zaganiały was niczym stado owiec. Jak człowiek, który wszedł w posiadanie Rogu Valere, może dopuszczać, by traktowano go w taki sposób?

— Nie mam go przy sobie — żachnął się — i nie wiem, na co mógłby mi się przydać, gdybym go miał. Martwi bohaterowie nie po to mają powstawać z grobu, żeby mnie ratować przed trollokami. Selene, musisz stąd uciekać. I to zaraz!

Wyjrzał ostrożnie zza rogu.

W odległości nie większej niż sto kroków pojawił się rogaty łeb trolloka, nos łowił zapachy nocy. Towarzyszący mu wielki cień z pewnością należał do drugiego trolloka, były też z nimi mniejsze cienie. Sprzymierzeńcy Ciemności.

— Za późno — powiedział półgłosem Rand. Przesunął futerał z fletem, by ściągnąć z siebie płaszcz i otulić ją nim. Płaszcz był tak długi, że zakrył całkowicie białą suknię i wlókł się po ziemi. — Będziesz musiała go zadrzeć, aby pobiec — wyjaśnił. — Loial, jeśli oni nas tam nie wpuszczą, będziemy musieli wślizgnąć się do środka w jakiś inny sposób.

— Ależ Rand...

— Czy wolisz raczej poczekać na trolloki? — Popchnął Loiala, wprawiając go w ruch i ujął Selene za rękę, by pobiec w ślad za nim. — Wyszukaj jakąś ścieżkę, na której nie połamiemy karku, Loial.

— Dajesz się wytrącić z równowagi — zauważyła Selene. Najwyraźniej bieg za Loialem w blednącym świetle przychodził jej z mniejszym trudem niż Randowi. — Poszukaj Jedności i zachowaj spokój. Ten, który kiedyś będzie sławny, winien być zawsze spokojny.

— Trolloki mogą cię usłyszeć — skarcił ją. — Nie pragnę sławy.

Wydało mu się, że słyszy zirytowane fuknięcie. Niekiedy kamyk obsunął się pod stopą, jednak drogę pod górę utrudniały jedynie cienie zmierzchu. Już dawno temu ludzie poszukujący drewna na opał ogołocili te wzgórza z drzew, a nawet krzaków. Nic na nich nie rosło z wyjątkiem sięgającej do kolan trawy, szeleszczącej cicho pod stopami. Podniósł się łagodny, nocny wiatr. Rand zaniepokoił się, że może zanieść ich zapach trollokom.

Loial zatrzymał się, gdy dotarli do muru, który był dwakroć wyższy, a kamienie, z których go pobudowano, były otynkowane na biało. Rand obejrzał się ostrożnie w stronę podgrodzia. Ponad murami miasta, niczym szprychy koła, sterczały snopy świateł padających z okien.

1 ... 121 122 123 124 125 126 127 128 129 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)