Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 126 127 128 129 130 131 132 133 134 ... 217
Перейти на страницу:

Verin nie przestawała na niego patrzeć, wydymając wargi.

Urien spojrzał na niebo takim wzrokiem, jakby chciał je zapamiętać.

— Czy zabijesz mnie teraz, Aes Sedai?

Zamrugała.

— Co takiego?

— Czy teraz mnie zabijesz? Jedno z dawnych proroctw powiada, że jeśli kiedykolwiek znowu zawiedziemy Aes Sedai, to one nas zabiją. Wiem, że posiadasz większą moc niż Rozumne. — Aiel roześmiał się nagle, bez śladu rozbawienia. W jego oczach zatańczyło dzikie światło. — Sprowadź swe błyskawice, Aes Sedai. Zatańczę z nimi.

Aiel był przekonany, że zaraz umrze i wcale się nie bał. Perrin zorientował się, że usta ma szeroko otwarte, więc zamknął je ze słyszalnym niemalźe trzaskiem.

— Czego ja bym nie dała — mruknęła Verin, podnosząc wzrok na Uriena — żeby cię ściągnąć do Białej Wieży. Albo żebyś zwyczajnie zechciał mówić. Och, uspokój się, człowieku. Nic ci nie zrobię. Chyba że to właśnie ty swoim gadaniem o tańcu dajesz do zrozumienia, że coś mi zrobisz.

Urien wyraźnie się zdumiał. Spojrzał na shienarańskich żołnierzy, siedzących dokoła na koniach, jakby podejrzewał jakiś podstęp.

— Nie jesteś Panną Włóczni — powiedział wolno. — Jak mógłbym zaatakować kobietę, która nie została poślubiona włóczni? To zabronione, chyba że w obronie życia, a wówczas i tak dałbym się zranić, żeby tego uniknąć.

— Dlaczego się tutaj znalazłeś, tak daleko od swoich ziem? — spytała. — Dlaczego do nas podszedłeś? Mogłeś pozostać na skałach i nigdy byśmy cię nie zobaczyli. — Aiel wyraźnie się wahał, dodała więc: — Powiedz tylko tyle, ile chcesz. Nie wiem, co robią te wasze Rozumne, ale ja nic ci złego nie zrobię, nie będę też próbowała do czegokolwiek zmuszać.

— To samo mówią Rozumne — odparł sucho Urien — jednakże nawet wódz klanu musi mieć silne trzewia, by nie postępować zgodnie z ich wolą. — Wyraźnie starannie dobierał słowa. — Ja kogoś... szukam. Pewnego mężczyzny. — Zmierzył wzrokiem Perrina, Mata, Shienaran, eliminując wszystkich. — Tego Który Nadchodzi Ze Świtem. Mówi się, że jego przyjściu będą towarzyszyły wielkie znaki i cuda. Po zbrojach twojej eskorty zorientowałem się, że przybywasz ze Shienaru, a z wyglądu przypominałaś Rozumną, więc pomyślałem, że może znasz wieści o wielkich wydarzeniach, wydarzeniach, które być może zapowiadają jego przyjście.

— Mężczyzna? — Głos Verin brzmiał łagodnie, lecz oczy miała ostre jak sztylety. — Cóż to za znaki?

Urien potrząsnął głową.

— Mówi się, że rozpoznamy je wtedy, gdy je usłyszymy, tak samo jak jego poznamy, gdy go zobaczymy, będzie on bowiem naznaczony. Przybędzie z zachodu, zza grzbietu świata, lecz będzie w nim płynęła nasza krew. Uda się do Rhuidean i wyprowadzi nas z Ziemi Trzech Sfer.

Przełożył jedną włócznię do prawej dłoni. Rozległo się skrzypienie metalu i skóry, żołnierze sięgnęli bowiem do swych mieczy, a Perrin zauważył, że sam ponownie chwycił topór, jednakże Verin nakazała im gestem i zirytowanym spojrzeniem zachować spokój. Urien czubkiem włóczni wyrysował w pyle koło, następnie przekreślił je falistą linią.

— Mówi się, że będzie zwyciężał pod tym znakiem.

Ingtar zmarszczył brwi na widok symbolu, wyraźnie go nie rozpoznając, natomiast Mat mruknął coś do siebie chrapliwie, a Perrin poczuł, jak zasycha mu w ustach.

„Starożytny symbol Aes Sedai”.

Verin zamazała znak w pyle czubkiem stopy.

— Nie mogę ci powiedzieć, gdzie on jest, Urien — oświadczyła — nie słyszałam też o żadnych znakach albo cudach, które mogłyby cię do niego poprowadzić.

— Wobec tego będę kontynuował swoje poszukiwania.

Nie było to pytanie, jednakże Urien zaczekał, dopóki nie skinęła głową i dopiero wtedy spojrzał dumnie, wyzywająco na Shienaran, a potem odwrócił się do nich plecami. Odszedł sprężystym krokiem i zniknął wśród skał, nie oglądając się ani razu za siebie.

Paru żołnierzy zaczęło pomrukiwać. Uno powiedział coś o „stukniętych, przeklętych Aielach”, a Masema warknął, że powinno się wydać Aiel na pastwę kruków.

— Zmarnowaliśmy nasz cenny czas — obwieścił głośno Ingtar. — Będziemy jechać szybciej, żeby odrobić zwłokę.

— Tak — zgodziła się Verin — musimy jechać szybciej.

Ingtar zerknął na nią, lecz Aes Sedai wpatrywała się w smugę na drodze, tam gdzie jej stopa zamazała symbol.

— Z koni — rozkazał. — Załadować zbroje na juczne konie. Jesteśmy już na ziemiach Cairhien. Lepiej, by Cairhienowie nie pomyśleli, że przybywamy z nimi walczyć. Pośpieszcie się z tym!

Mat podszedł bliżej do Perrina.

— Czy ty...? Myślisz, że on mówił o Randzie? Wiem, że to szaleństwo, ale nawet Ingtar uważa, że on jest Aielem.

— Nie wiem — odparł Perrin. — Odkąd wplątaliśmy się w tę aferę z Aes Sedai, wszystko oszalało.

Verin odezwała się, cicho, jakby mówiła do siebie, nadal wpatrzona w ziemię.

— To na pewno łączy się z całą resztą, tylko w jaki sposób? Czy Koło czasu wplata do Wzoru wątki, o których nic nie wiemy? A może Czarny znowu dotknął Wzoru?

Perrin poczuł, jak przeszywa go dreszcz.

Verin podniosła wzrok na żołnierzy zdejmujących zbroje.

— Pośpieszcie się! — rozkazała, z taką oschłością w głosie, na jaką nawet Ingtara i Uno razem wziętych nie było stać. — Musimy się spieszyć!

29

Seanchanie

Geofram Bornhald ignorował swąd płonących domów i widok ciał rozciągniętych w błocie ulicy. Byar i stu strażników w białych płaszczach, czyli połowa całej towarzyszącej mu grupy, wjechali tuż za nim do wioski. Nie bardzo mu było w smak, że jego legion uległ takiemu rozproszeniu i że śledczy wydawali tyle rozkazów, jednakże instrukcje dostał wyraźne: okazywać śledczym posłuszeństwo.

Opór stawiano tu raczej niewielki, zaledwie połowa z kilkunastu domostw dymiła kolumnami ognia. Zobaczył, że karczma wciąż stoi, bielony kamień, z którego budowano nieomal wszystko na Równinie Almoth, był nietknięty.

Przed samą karczmą ściągnął wodze, powiódł wzrokiem od więźniów, pilnowanych przez jego żołnierzy, do długiej szubienicy, zakłócającej widok na wioskową łąkę. Została sklecona pośpiesznie, z długiego słupa ustawionego na stojakach, ale pomieściła trzydziestu ludzi, którym lekki wiatr rozwiewał ubrania. Wśród starszych wisiały też małe ciałka. Nawet Byar zapatrzył się na nie z niedowierzaniem.

— Muadh! — ryknął.

Od grupy strzegącej więźniów podbiegł siwy mężczyzna. Muadh wpadł kiedyś w ręce trolloków, na widok jego pokancerowanej twarzy cofali się nawet najodporniejsi.

— To twoje dzieło, Muadh, czy Seanchanów?

— Żadnego z nas, lordzie kapitanie. — Głos Muadha, chrapliwy, niewyraźny pomruk, był jeszcze jedną pamiątką po Sprzymierzeńcach Ciemności. Nic więcej nie powiedział.

Bornhald spojrzał z dezaprobatą.

— Z pewnością nie mogła zrobić tego ta zgraja — stwierdził, wskazując więźniów. Synowie z jego oddziału nie mieli już takiego schludnego wyglądu jak wtedy, gdy przeprowadzał ich przez Tarabon, jednakże w porównaniu z dziczą, która przycupnęła pod ich czujnymi oczyma, sprawiali wrażenie gotowych do parady. Mężczyźni odziani w łachmany i fragmenty zbroi, o ponurych twarzach. Niedobitki armii, którą Tarabon wysłało przeciwko uczestnikom inwazji na Głowę Tomana.

Muadh zawahał się, po czym odparł, wyrażając się oględnie:

— Wieśniacy powiadają, że mieli na sobie tarabońskie płaszcze, lordzie kapitanie. Był wśród nich jakiś rosły mężczyzna, o szarych oczach i długich wąsach: pasuje to jak ulał do Syna Earwina, a także młody chłopak, próbujący skryć twarz za jasną brodą, który walczył lewą ręką. To brzmi jak opis Syna Wuana, lordzie kapitanie.

1 ... 126 127 128 129 130 131 132 133 134 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)