Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 125 126 127 128 129 130 131 132 133 ... 197
Перейти на страницу:

Wszelako prócz zmartwień Elayne żywiła jeszcze nadzieje, nadzieje związane z przedmiotami, które razem z Czarą Wiatrów wywieźli z Rahad. Aviendha pomagała jej w ich sortowaniu, Nynaeve również, raz czy dwa, ale okazała się zbyt powolna i ostrożna, a poza tym nie bardzo potrafiła jakoś znaleźć to, co je interesowało. Nie odkryły już ani jednego angreala, niemniej kolekcja ter’angreali rosła; kiedy odrzuciły wszystkie śmieci; przedmioty, które angażowały Moc, wypełniły pięć pełnych koszy.

Mimo zachowania jak najdalej posuniętej ostrożności, nie wiodło jej się najlepiej z tymi badaniami. Spośród wszystkich Pięciu Mocy najbezpieczniejszy był Duch — chyba że to akurat Duch uruchamiał dany przedmiot! — a jednak czasami musiała używać innych splotów, najcieńszych, jakie udało jej się utkać. Niekiedy delikatne sondowanie nie przynosiło żadnych rezultatów, za to wystarczyło, że tylko raz dotknęła przedmiotu, który przypominał kowalską układankę wykonaną ze szkła i nie dość, że dostała zawrotów głowy, to jeszcze nie mogła spać przez połowę nocy. Kiedy zaś musnęła splotem z Ognia to coś w rodzaju hełmu wykonanego z metalowych piór, wszyscy w promieniu dwudziestu kroków nabawili się oślepiającego bólu głowy. Wszyscy oprócz niej. A potem jeszcze znalazła purpurowy pręt gorący w dotyku, gorący w pewnym sensie...

Gładki pręt badała, siedząc na skraju łóżka w oberży „Pod Dziką Świnią”, przyświecając sobie dwoma lampami z polerowanego mosiądzu. Był tak gruby jak przegub jej dłoni i miał długość stopy, z wyglądu zdawał się wyciosany z kamienia, a jednak w dotyku sprawiał wrażenie sprężystego. Była sama w izbie, od tamtej historii z hełmem starała się bowiem prowadzić badania z dala od innych. Gorąco wydzielane przez pręt sprawiło, że wpadła na pomysł, by wykorzystać Ogień...

Zamrugała, otworzyła oczy i usiadła prosto. Przez okno do izby wsączały się promienie słońca. Była w samej bieliźnie, a Nynaeve, w pełni odziana, stała nad nią i przyglądała jej się spod zmarszczonych brwi. Aviendha i Birgitte obserwowały ją ze swego stanowiska obok drzwi.

— Co się stało? — spytała napastliwym tonem Elayne, na co Nynaeve ponuro potrząsnęła głową.

— Wolałabyś nie wiedzieć. — Wydęła wargi.

Twarz Aviendhy niczego nie zdradzała. Birgitte miała wprawdzie lekko zaciśnięte usta, ale najsilniejszym uczuciem, jakie Elayne od niej czuła, była ulga połączona z... rozbawieniem! Ta kobieta robiła, co mogła, żeby nie tarzać się po podłodze ze śmiechu!

Najgorsze było to, że żadna nie raczyła jej wyjaśnić, co właściwie się stało. Co takiego powiedziała albo zrobiła; była pewna, że o to właśnie chodzi, sądząc po tych prędko skrywanych grymasach na twarzach nie tylko Kuzynek i Poszukiwaczek Wiatru, ale także sióstr. A jednak żadna nie chciała jej powiedzieć! Po tym wszystkim postanowiła, że będzie badała ter’angreale w jakimś innym miejscu, nie w oberży. Gdzieś, gdzie będzie zdecydowanie bardziej intymnie!

Dziewiątego dnia od ucieczki z Ebou Dar na niebie pojawiły się pojedyncze chmury i na zapyloną drogę spadły wielkie krople deszczu. Następnego dnia przyszła mżawka, a trzeciego gęsta ulewa sprawiła, że skryli się w domach i stajniach Forel Market. Tamtej nocy deszcz stanowił już litą kurtynę, a nim nastał ranek, z zasnutego ciemnymi chmurami nieba runęła śnieżyca. Pokonali więcej niż połowę drogi do Caemlyn, a jednak Elayne zaczęła się zastanawiać, czy uda im się dotrzeć do stolicy w dwa tygodnie.

Śnieg sprawił, że pojawiły się problemy z odzieniem. Elayne wyrzucała sobie, że to przez nią, bo nie przewidziała, że mogą potrzebować ciepłych ubrań, zanim dotrą do celu wyprawy. Merilille uważała, że to jej wina, i to samo zarzucała sobie Reanne. W rzeczy samej przystanęły na samym środku głównej ulicy Forel Market tamtego ranka i nie zważając na śniegowe płatki padające im na głowy, kłóciły się, kogo należy winić. Elayne nie była pewna, która z nich pierwsza dostrzegła absurd całej sytuacji, która pierwsza wybuchnęła śmiechem, ale wszystkie się śmiały, kiedy zasiadły do stołu w oberży „Biały Łabędź”, żeby zadecydować, co robić dalej. Niestety, już im nie było tak śmiesznie, kiedy wreszcie znalazły rozwiązanie. Zanosiło się na to, że zaopatrzenie wszystkich w ciepłe kaftany albo płaszcze, o ile w ogóle uda się ich znaleźć aż tyle, w znacznym stopniu uszczupli ich fundusze. Owszem, można było sprzedać biżuterię albo wymienić ją za odzież, ale naszyjniki i bransolety, jakkolwiek by były wspaniałe, w Forel Market jakoś nikogo nie interesowały.

Problem rozwiązała Aviendha, która wyciągnęła niewielki woreczek wypełniony kamieniami szlachetnymi. Niektóre były nawet całkiem sporych rozmiarów. Nie wiedzieć czemu, ci sami ludzie, którzy ledwie udając uprzejmość, twierdzili, że naszyjniki z klejnotami na nic im się nie przydadzą, robili wielkie oczy na widok nie osadzonych kamieni podskakujących w dłoni Aviendhy. Reanne orzekła, że dla jednych te klejnoty to świecidełka, dla innych atrybut bogactwa, a jednak niezależnie od powodów za dwa rubiny średniej wielkości, jeden duży księżycowy kamień oraz mały ognik ludzie z Forel Market byli gotowi dostarczyć tylu sztuk wełnianej odzieży, ilu tylko ich goście chcieli.

— To bardzo wspaniałomyślne z ich strony — mruknęła kwaśno Nynaeve, gdy mieszkańcy Forel Market zaczęli wygrzebywać ubrania z kufrów i na strychach. Wchodzili teraz gęsiego do oberży, nieprzerwanym szeregiem, z pełnymi naręczami. — Za te kamienie mogłabyś kupić całą wioskę! — Aviendha nieznacznie wzruszyła ramionami; oddałaby całą garść klejnotów, gdyby nie interwencja Reanne.

Merilille potrząsnęła głową.

— My mamy to, czego oni chcą, a oni mają to, czego my potrzebujemy. Obawiam się, że w związku z tym oni dyktują cenę. — A zatem sytuacja była podobna jak z Ludem Morza, tamci mieli przewagę. Nynaeve zrobiła taką minę, jakby właśnie ją zemdliło.

Kiedy znalazły się same, Elayne spytała Aviendhę, jakim sposobem weszła w posiadanie takiej kolekcji klejnotów, kolekcji, której teraz pragnęła się pozbyć. Spodziewała się, że jej prawie-siostra powie, że to zdobycze z Kamienia Łzy albo może z Cairhien.

— Rand al’Thor mnie oszukał — odburknęła Aviendha ponurym tonem. — Próbowałam wykupić od niego moje toh. Wiem, że to najmniej honorowy sposób — zaprotestowała — ale żadnego innego nie znalazłam. On mi zawrócił w głowie! Dlaczego tak jest, że jak już się dojdzie do jakichś logicznych wniosków, to wtedy mężczyzna robi coś całkiem nielogicznego i mimo wszystko zdobywa przewagę?

1 ... 125 126 127 128 129 130 131 132 133 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)