Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
— Mężczyźni mają taki zamęt w tych swoich ślicznych główkach, że kobiecie bardzo trudno nadążyć za ich pląsającymi myślami — wyjaśniła jej Elayne. Nie indagowała Aviendhy ani o przedmiot toh, które chciała wykupić, ani też o to, jak zakończyła się próba jego wykupienia. Rozmowy o Randzie już nie raz okazywały się trudne.
Nadejście śniegu wiązało się nie tylko z koniecznością zdobycia ciepłego odzienia. W połowie dnia, gdy opady z każdą minutą stawały się coraz bardziej obfite, do głównej izby zeszła po schodach Renaile, która oznajmiła, że one wywiązały się już ze swojej części umowy i zażądała nie tylko Czary Wiatrów, ale również Merilille. Szara siostra zagapiła się na nią z konsternacją, nie tylko zresztą ona. Na wszystkich ławach w izbie siedziały Kuzynki, spożywające swój popołudniowy posiłek, wśród nich kręcili się usługujący mężczyźni i kobiety. Renaile nie zniżyła głosu, gdy wygłaszała swoje oświadczenie, toteż wszyscy zgromadzeni w izbie obrócili głowy w jej stronę.
— Możesz już teraz zabrać się za nauczanie — powiedziała Renaile do Aes Sedai. — Wejdź po trapie do mojej kajuty. — Merilille zaczęła protestować, ale Poszukiwaczka Wiatrów Mistrzyni Statków, z nagle chłodną twarzą, wsparła pięści na biodrach. — Kiedy ja wydaję rozkaz, Merilille Ceandevin — rzekła lodowatym tonem — spodziewam się, że wszyscy na pokładzie będą skakać. A więc skacz!
Merilille w zasadzie nie skoczyła, ale pozbierała się i poszła posłusznie, przy czym Renaile niemal popychała ją przez całą drogę po schodach. Merilille nie miała innego wyboru, bo przyrzekła. Na twarzy Reanne malowało się osłupienie. Alise i krępa Sumeko, nadal nosząca swój czerwony pas, przyglądały się całej scenie w zamyśleniu.
Przez następne dni, czy brnęli konno przez zaśnieżone drogi, wędrowali po uliczkach jakichś wiosek, czy też szukali schronienia gdzieś na farmie, Renaile zawsze kazała Merilille sobie towarzyszyć, o ile nie przydzielała jej do innej Poszukiwaczki. Szarą siostrę oraz jej eskortę niemal zawsze otaczała łuna saidara, Merilille zaś niezmordowanie demostrowała sploty. Blada Cairhienianka była znacznie niższa od kobiet Ludu Morza, ale z początku udawało jej się sprawiać wrażenie wyższej za sprawą samej siły godności Aes Sedai. Niebawem jednak na jej twarzy na stałe zagościł spłoszony wyraz. Elayne dowiedziała się, że nawet wtedy, gdy dla wszystkich starczało łóżek, Merilille musiała dzielić swoje z Pol, jej pokojówką, oraz dwoma adeptkami sztuki Poszukiwania Wiatru, Talaan i Metarrą. Elayne nie bardzo wiedziała, jaki stąd wynikał wniosek w sprawie statusu Merilille. Najwyraźniej Poszukiwaczki Wiatru nie stawiały jej na jednym poziomie z uczennicami. Ale oczekiwały, że będzie robiła to, co jej się każe, bez żadnej zwłoki i wymówek.
Reanne taki obrót spraw wciąż przerażał, za to Alise i Sumeko nie były jedynymi z Rodziny, które bacznie się wszystkiemu przyglądały i w zamyśleniu kiwały głowami. I nagle Elayne dostrzegła jeszcze jeden problem. Kuzynki dbały, by Ispan stawała się coraz bardziej uległa, ale jakkolwiek by było, została wzięta do niewoli przez Aes Sedai. Kobiety z Ludu Morza nie były Aes Sedai, a Merilille nie była więźniem, a jednak już zdarzało jej się skakać na rozkaz Renaile, albo, skoro już o tym mowa, na rozkaz Dorile, Caire względnie krewnej Caire, Tebreille. Każda z nich była Poszukiwaczką Wiatru służącą pod jakąś klanową Mistrzynią Fal i żadna nie kazała jej skakać z aż takim zapałem, ale to i tak wystarczało. Coraz więcej kobiet z Rodziny przestawało się gapić z przerażeniem, a zamiast tego przyglądały się z namysłem. Być może, Aes Sedai wcale nie były ulepione z innej gliny. A jeśli Aes Sedai były zwyczajnymi kobietami, takimi samymi jak one, to czemu raz jeszcze miałyby poddawać się rygorom Wieży, władzy i dyscyplinie Aes Sedai? Przecież dotąd znakomicie sobie radziły na własną rękę, i to przez tyle lat, że starsze siostry ledwie potrafiły uwierzyć. Elayne niemal namacalnie czuła, jak te myśli rodzą się w ich głowach.
Kiedy jednak o tym wspomniała Nynaeve, ta tylko odmruknęła:
— Najwyższy czas, by niektóre siostry doświadczyły na własnej skórze, jak to jest, gdy człowiek stara się nauczyć czegoś kobietę przekonaną, że wie więcej niźli jej nauczycielka. Te, które mają szansę zdobyć szal, nadal będą go pragnęły, a jeśli idzie o pozostałe, to nie widzę powodu, dla którego nie miałyby wyrobić sobie odrobiny kręgosłupa. — Elayne powstrzymała się i nie wspomniała o narzekaniach Nynaeve odnośnie do Sumeko, która z pewnością wyrobiła sobie kręgosłup; Sumeko skrytykowała kilka Uzdrawiających splotów Nynaeve jako „niezgrabne”. Elayne przestraszyła się wtedy, że Nynaeve dostanie apopleksji. — W każdym razie nie należy o tym wspominać Egwene. Jeśli przyjdzie na spotkania. Ani słowa. I bez tego ma dość problemów. — Bez wątpienia to „ani słowa” odnosiło się do Merilille i Poszukiwaczek Wiatru.
Siedziały na łóżku w samej bieliźnie, na drugim piętrze „Nowego Pługa”, z ter’angrealami snu na szyjach. Aviendha i Birgitte, nadal ubrane, przycupnęły na kufrach. Nazywały to pełnieniem straży, które to zadanie miały pełnić dopóty, dopóki Elayne i Nynaeve nie wrócą ze Świata Snów. Obie miały na sobie płaszcze; „Nowy Pług” z pewnością nie był nowy; pobielone ściany znaczyły rysy i zewsząd ciągnęły przeciągi.
Dostała im się maleńka izdebka, w której po wstawieniu kufrów i tobołków pozostało niewiele miejsca nacokolwiek oprócz łóżka i umywalki. Elayne wiedziała, że w Caemlyn powinna się godnie zaprezentować, ale czasami dopadało ją poczucie winy, że jej dobytek dźwigają juczne konie, podczas gdy inne muszą się obywać tym, co dadzą radę ponieść na własnym grzbiecie. Nynaeve z pewnością nie miała żadnych wyrzutów sumienia z powodu swoich kufrów. Podróżowali już szesnasty dzień, widoczny w wąskim okienku księżyc oświetlał biały koc śniegu, który miał spowolnić ich przemarsz następnego dnia, nawet gdyby niebo pozostało czyste, i Elayne pomyślała, że byłby to z jej strony przesadny optymizm, gdyby liczyła, że dotrą do Caemlyn już za tydzień.
— Mam dość rozsądku, by jej o tym nie przypominać — odparła. — Nie chcę być znowu karcona.
Ujęła całą rzecz stosunkowo łagodnie. Nie odwiedzały Tel’aran’rhiod od czasu, gdy poinformowały Egwene, w noc po opuszczeniu majątku, że użyły Czary. Niechętnie opowiedziały jej także o targu, który były zmuszone dobić z Ludem Morza, i w tym momencie nie było już żadnych wątpliwości, że stoją przed obliczem Zasiadającej na Tronie Amyrlin w jej pasiastej stule na ramionach. Elayne wiedziała, że to konieczne i właściwe — najbliższa przyjaciółka królowej musiała być poinformowana — ale wcale jej się nie podobało, gdy owa przyjaciółka mówi jej zirytowanym głosem, że zachowały się jak bezrozumne idiotki, które omal nie ściągnęły sobie na głowy nieszczęścia. Tym bardziej, że uważała podobnie. Natomiast już zupełnie przestało jej się podobać, gdy usłyszała, że Egwene tylko dlatego nie wyznaczy im obu pokuty, bo nie może dopuścić, by marnowały czas. A jednak było to niezbędne i właściwe; kiedy zasiądzie na Tronie Lwa, będzie nadal Aes Sedai i będą ją obowiązywały prawa, reguły i obyczaje Aes Sedai. Nie w sprawach Andoru — nie uczyni przecież ze swego kraju protektoratu Białej Wieży — ale w odniesieniu do siebie. Dlatego, chociaż było to nieprzyjemne, odebrała reprymendę ze spokojem. Nynaeve wiła się i jąkała z zażenowania, protestowała i wydymała wargi, a potem przepraszała tak wylewnie; że Elayne ledwie potrafiła uwierzyć, iż to ta sama kobieta, którą znała do tej pory. A Egwene pozostała Amyrlin, chłodną w swym niezadowoleniu nawet wtedy, gdy udzielała im wybaczenia. Dlatego zapowiadało się, że tego wieczoru ewentualne spotkanie z nią nie będzie ani przyjemnie, ani swojskie.