Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 122 123 124 125 126 127 128 129 130 ... 197
Перейти на страницу:

Kątem oka dostrzegła uśmiech pełgający na wargach Romandy, wywołany widokiem tak spostponowanej Lelaine. Niewielki zysk, jeśli w tym momencie umocniła pozycję Żółtej siostry.

— To się odnosi do wszystkich, Romanda — oświadczyła. — Jeśli zajdzie taka potrzeba, Tiana znajdzie dwie brzozowe witki. — Romanda natychmiast przestała się uśmiechać.

— Jeśli wolno mi coś powiedzieć, Matko... — odezwała się Takima, podnosząc się powoli z miejsca. Zdobyła się nawet na uśmiech, ale nadal wyglądała na bardzo chorą. — Osobiście uważam, że twoje poczynania są słuszne. Być może zyskamy, jeśli zatrzymamy się tutaj na miesiąc. Albo i dłużej. — Romanda gwałtownie odwróciła głowę, by na nią spojrzeć, ale przynajmniej tym razem Takima udawała, że tego nie zauważa. — Jeśli będziemy tutaj zimować, to unikniemy jeszcze gorszej pogody panującej na północy, a poza tym starannie zaplanujemy...

— Nie można dłużej zwlekać, córko — przerwała jej Egwene. — Dość tego powłóczenia nogami. — Pozostanie po niej pamięć drugiej Gerry czy drugiej Shein? Obie możliwości wciąż wchodziły w rachubę. — Za miesiąc opuścimy to miejsce, korzystając z naszej umiejętności Podróżowania. — Nie, nazywa się Egwene al’Vere i niezależnie od tego, co sekretne historie będą opowiadały o jej porażkach i triumfach, Światłość tylko wiedziała, że to będą jej własne porażki i zwycięstwa. — Za miesiąc przystąpimy do oblężenia Tar Valon.

Milczenie, które tym razem zapanowało, przerywały tylko odgłosy cichego łkania Takimy.

20

Do Andoru

Elayne miała nadzieję, że podróż do Caemlyn przebiegnie gładko, i na samym początku wszystko wskazywało, iż tak będzie. Wierzyła w to nawet wtedy, gdy nareszcie znalazły chwilę, by usiąść, ona, Aviendha i Birgitte, zmordowane do szpiku kości, okutane łachmanami, w które zmieniły się ich ubrania, brudne od błota, kurzu i krwi z ran odniesionych przy wybuchu bramy. Najpóźniej za dwa tygodnie będzie mogła wystąpić z roszczeniami względem Tronu Lwa. Na szczycie wzgórza Nynaeve Uzdrowiła ich liczne obrażenia, nic prawie nie mówiąc, a już na pewno za nic ich nie karcąc. Niezwykły to był znak, ale z pewnością mile widziany. Ulga Nynaeve, że oto odnalazła je żywe, zmagała się na jej twarzy z niepokojem.

Okazało się, że przed Uzdrowieniem jej rany należy wpierw usunąć seanchański bełt z uda Birgitte, a do tego niezbędna będzie siła Lana. Podczas operacji Birgitte tylko syknęła przez zęby, mimo że z twarzy złotowłosego Strażnika uciekła wszelka krew, Elayne zaś dzięki więzi poczuła ukłucie śmiertelnego bólu, bólu tak ogromnego, że miała ochotę głośno wrzasnąć.

— Tai’shar Kandor — mruknął Lan, ciskając na ziemię grot bełtu tak ostrego, że mógł przebić najgrubszą zbroję. Prawdziwa krew Kandoru. Birgitte zamrugała, a on milczał przez chwilę. — Wybacz, jeśli się pomyliłem. Na podstawie twojego ubioru uznałem, że pochodzisz z Kandoru.

— O, tak... — wydyszała Birgitte. — Pochodzę z Kandoru. — Uśmiechała się z wysiłkiem, zapewne z bólu, natomiast zniecierpliwiona Nynaeve odganiała już Lana, chcąc jak najszybciej położyć na niej swe dłonie. Elayne miała nadzieję, że ta kobieta wie o Kandorze coś więcej niż tylko tyle, że to takie państwo; kiedy Birgitte rodziła się po raz ostatni, mapa świata jeszcze nie obejmowała Kandoru. Ów epizod należało traktować chyba jako omen.

Pięć mil drogi wiodącej do krytego dachówkami dworu Birgitte przejechała razem z Nynaeve na jej krępej brązowej klaczy, a Elayne i Aviendha dosiadły wspólnie wysokiego ogiera Lana. W każdym razie w siodle siedziała sama Elayne, Aviendha obejmowała ją w pasie od tyłu, a Lan prowadził Mandarba. Dobrze ułożone rumaki bojowe potrafiły być taką samą bronią jak miecz i bywały groźne dla nie znanych sobie jeźdźców. „Bądź pewna siebie, dziewczyno” — zawsze powtarzała jej Lini — „ale nie nazbyt pewna”, i Elayne starała się o tym pamiętać. Pamiętać zwłaszcza o tym, że nad zdarzeniami ma kontrolę nie lepszą niż panowanie nad wodzami Mandarba.

Kiedy dojechali do trzypiętrowego kamiennego domostwa, pan Hornwell, krępy i siwowłosy, oraz pani Hornwell, nieznacznie tylko szczuplejsza i nie tak siwa, ale nad wyraz podobna do męża, zapędzili wszystkich ludzi, którzy pracowali w majątku, a także Pol, pokojówkę Merilille, oraz odzianych w biało-zielone liberie służących z Pałacu Tarasin do szykowania noclegu dla ponad dwustu gości, przeważnie kobiet, którzy pojawili się jakby znikąd, i to tuż przed zapadnięciem nocy. Przygotowania miały zaskakująco sprawny przebieg, mimo że niektórym mieszkańcom majątku zdarzało się niekiedy przystanąć i zagapić na pozbawione śladów wieku oblicza Aes Sedai, na Strażników w mieniących się płaszczach, względnie na odziane w barwne jedwabie kobiety z Ludu Morza. Kuzynki z Rodziny stwierdziły, że teraz już mogą się bać i popłakać sobie do woli, nie zważając na to, co mówi im Reanne i członkinie Kółka Dziewiarskiego; Poszukiwaczki Wiatru narzekały, że oto znalazły się tak daleko od morza, wbrew ich woli, co głośno podkreślała Renaile din Calon, natomiast arystokratki i rzemieślniczki, które jeszcze niedawno za wszelką cenę chciały uciec przed tym, co im groziło w Ebou Dar, gotowe nawet były nieść cały swój dobytek na plecach, teraz dąsały się, gdy pokazano im posłania przygotowane na stryszku z sianem.

Kiedy Elayne i jej przyjaciółki dotarły nareszcie do majątku — a wielka czerwona kula słońca muskała już zachodni horyzont — wielki rwetes i bieganina wokół dworu i otaczających go krytych słomianymi strzechami zabudowań zdążyły rozkręcić się na dobre, przy czym Alise Tenjile, ciepło uśmiechnięta i nieubłagana niczym lawina, zdawała się panować nad wszystkim znacznie lepiej niż Hornwellowie. Kobietom z Rodziny, które rozszlochały się jeszcze rozpaczliwiej, gdy Reanne spróbowała je pocieszyć, wystarczyło tylko jedno mruknięcie Alise i zaraz otarły łzy, po czym zaczęły się krzątać z wprawą nabytą podczas wielu lat, kiedy to musiały same dbać o swoje interesy we wrogim świecie. Wyniosłe arystokratki z małżeńskimi nożami dyndającymi w owalnych, obrzeżonych koronką dekoltach i rzemieślniczki, które demonstrowały niemal tyle samo arogancji co ciała, nawet jeśli nie obleczonego w jedwabie, wzdrygały się na widok zbliżającej się Alise i natychmiast czmychały w stronę wysokich stodół, tuląc do piersi tobołki i głośno się zarzekając, że pomysł spania na sianie zawsze im się wydawał kuszący. Również Poszukiwaczki Wiatru, w tym kobiety cieszące się wielkim autorytetem wśród Atha’an Miere, przestawały narzekać, kiedy obok była Alise. Nawet Sareitha, która jeszcze nie dorobiła się charakterystycznego oblicza Aes Sedai, spojrzała z ukosa na tę kobietę i odruchowo dotknęła szala z brązowymi frędzlami, jakby chciała sobie przypomnieć, że ciągle go ma na sobie. Wreszcie Merilille — Merilille, której nic nigdy nie wytrącało z równowagi — obserwowała Alise z mieszaniną aprobaty i jawnego zdumienia.

Nynaeve zsiadła niezdarnie z konia przed frontowymi drzwiami dworu, spojrzała spode łba na Alise, potraktowała swój warkocz jednym, zdecydowanym szarpnięciem, którego tamta, zanadto zajęta, nie zauważyła i dopiero wtedy wkroczyła do środka, po drodze ściągając niebieskie rękawiczki i mrucząc coś pod nosem. Lan, który odprowadzał ją wzrokiem, zaśmiał się cicho, ale kiedy Elayne zsiadła z konia, natychmiast stłumił śmiech. Światłości, jakiż on miał zimny wzrok! Dla dobra Nynaeve żywiła nadzieję, że tego mężczyznę uda się uchronić przed przeznaczeniem, a jednak teraz, kiedy wejrzała w jego oczy, niemal straciła wiarę.

— Gdzie Ispan? — mruknęła, jednocześnie pomagając Aviendzie przy zsiadaniu z konia. Tyle towarzyszących im kobiet wiedziało o Aes Sedai, Czarnej siostrze, trzymanej przez nie w niewoli, że informacja musiała się rozejść po majątku niczym ogień po uschłej trawie, niemniej jednak trzeba było w miarę oficjalnie uprzedzić tutejszych, z kim mają do czynienia.

1 ... 122 123 124 125 126 127 128 129 130 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)