Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
Romanda chrząknęła ze zniecierpliwieniem, po czym wstała tylko po to, aby spytać:
— Kto jest za wypowiedzeniem wojny Elaidzie? — Jej wzrok znowu padł na Lelaine i jeszcze raz uśmiechnęła się zimnym, pełnym zadowolenia z siebie uśmiechem. Dawała jasno do zrozumienia, że ona wie doskonale, cóż za sprawy są znacznie ważniejsze od tych bzdur.
Tuż po niej podniosła się z miejsca Janya, tak gwałtownie, że aż zakołysały się długie, brązowe frędzle jej szala.
— A właściwie dlaczego nie miałybyśmy tego zrobić? — odparła. Nie miała prawa się odzywać, ale zaciśnięte szczęki i ostre spojrzenie mówiły wyraźnie, jak zareaguje, gdy któraś zechce zakwestionować jej prawo głosu. Normalnie nie przemawiała tak dobitnym głosem, aczkolwiek i tym razem jej słowa jak zawsze zlewały się ze sobą. — W niczym to nie pogorszy naszego wizerunku w oczach świata. No więc jak będzie? Jak? Bo ja nie widzę sensu w czekaniu. — Siedząca obok Takimy Escaralde przytaknęła i też wstała.
Widząc to, Moria poderwała się na równe nogi, patrząc krzywym okiem na Lyrelle, która z kolei zebrała spódnice, jakby zamierzała wstać, ale potem spojrzała pytająco na Lelaine. Lelaine była zbyt zajęta wpatrywaniem się w Romandę, żeby to zauważyć.
Wywodzące się z Zielonych Samalin i Malind wstały równocześnie, a Faiselle gwałtownie zadarła głowę. Faiselle, krępa, miedzianoskóra Domani nie zaliczała się do kobiet, które dają się byle czym zaskoczyć, a jednak teraz wyglądała na całkiem skonsternowaną, jej kanciasta twarz obracała się od Samalin do Malind i z powrotem.
Wstała Salita, starannie wygładzając obrzeżony żółtymi frędzlami skraj szala i równie starannie udając, że nie widzi nagłego grymasu Romandy. Wstała też Kwamesa i zaraz po niej Aledrin, która z kolei pociągnęła za rękaw Beranę. A ta dla odmiany obróciła się tyłem do zgromadzonych i przyjrzała siostrom stojącym na zewnątrz. Mimo całkowitej ciszy obserwatorki dawały znać o swym podnieceniu, bo wciąż się kręciły w miejscu, nachylając głowy, o czymś rozmawiały, rzucały niespokojne spojrzenia na siostry w pawilonie. Delana podniosła się powoli, obie dłonie przyciskała do brzucha, z taką miną, jakby zbierało jej się na wymioty. Takima skrzywiła się i zapatrzyła na swe dłonie wsparte na kolanach. Saroiya przyglądała się pozostałym dwóm Białym Zasiadającym, skubiąc płatek ucha, jak to czyniła zawsze, gdy pogrążała się w rozmyślaniach. Ale oprócz nich nie powstała żadna inna.
Egwene miała wrażenie, że się dławi. Dziesięć. Tylko dziesięć. A była pewna. Siuan była też pewna. Sama sprawa Logaina powinna wystarczyć. A już na pewno pojawienie się armii Pelivara oraz to, że Arathelle nie chciała przyznać, iż widzi w nich Zasiadające, stanowiły fakty, które powinny były wprawić je w bezgraniczne oburzenie.
— Na miłość Światłości! — wybuchnęła Moria. Wziąwszy się pod boki, zwracała się do Lyrelle i Lelaine. O ile przemowa Janyi stanowiła zwykłe naruszenie obyczaju, o tyle jej wybuch wykraczał poza wszelkie przyjęte normy. Demonstracje gniewu w Komnacie były surowo wzbronione, a jednak oczy Morii aż płonęły z gniewu i słychać go było wyraźnie w jej głosie naznaczonym silnym illiańskim akcentem. — Na co wy czekacie? Elaida ukradła stułę i laskę! Ajah Elaidy zrobiły z Logaina fałszywego Smoka i tylko Światłość jedna wie, z ilu jeszcze mężczyzn! Żadna kobieta w historii Wieży nigdy nie zasłużyła sobie bardziej na to, by wypowiedzieć jej wojnę! Powstańcie albo niech od tej pory żadna nawet się nie zająknie w sprawie jej usunięcia!
Lelaine nawet na nią nie spojrzała, a z wyrazu jej twarzy można było wywnioskować, że oto zaatakował ją wróbel.
— Nie warto nawet poddawać tego wniosku pod głosowanie, Moria — powiedziała ściśniętym głosem. — A my dwie porozmawiamy sobie później o dobrych obyczajach. Jeśli jednak potrzebujesz demonstracji stanowczości... — Prychnęła głośno i powstała, a potem jeszcze gwałtownie skinęła głową, sprawiając, że Lyrelle poderwała się z miejsca niczym marionetka pociągnięta za sznurki. Niemniej Lelaine zdawała się zdziwiona, że jej przykład nie pociągnął za sobą Faiselle i Takimy.
Takima, która była daleka od powstania, sapnęła głucho, jakby coś ją uderzyło. Z niedowierzaniem wyraźnie odzwierciedlonym na twarzy omiotła wzrokiem stojące kobiety, wyraźnie licząc. I po chwili zrobiła to jeszcze raz. Takima, która z miejsca wszystko zapamiętywała.
Egwene odetchnęła z ulgą. Zrobione. Ledwie potrafiła w to uwierzyć. Po chwili odkaszlnęła, a Sheriam autentycznie podskoczyła.
Po chwili Opiekunka również odkaszlnęła, jej zielone oczy były teraz wielkie jak spodki.
— Niniejszym, zgodnie z wolą wyrażoną przez mniejszość, wypowiadamy wojnę Elaidzie do Avriny a’Roihan. — Nie wymówiła tego szczególnie dobitnym tonem, ale i tak wystarczyło. — W interesie jedności, proszę o wyrażenie większej zgody.
Faiselle poruszyła się nieznacznie, a potem zacisnęła dłonie na podołku. Wyraźnie zakłopotana Saroiya otworzyła usta, po czym zamknęła je, nic nie mówiąc. Żadna z pozostałych ani drgnęła.
— Nie uzyskacie jej — oświadczyła kategorycznie Romanda. Szydercza mina, którą przez całą długość pawilonu poczęstowała Lelaine, zamierzona była jako dostateczne w jej mniemaniu wyjaśnienie, dlaczego sama nie powstanie. — A teraz, skoro już uporałyśmy się z tą sprawą, przypuszczam, że możemy przejść do...
— Nie sądzę — przerwała jej Egwene. — Takima, co Prawo Wojenne mówi o Zasiadającej na Tronie Amyrlin? — Romanda pozostała z otwartymi ustami.
Takima poruszyła wargami. Drobna Brązowa bardziej niż kiedykolwiek przypominała ptaka, który chce poderwać się do lotu.
— Prawo... — zaczęła, a potem zrobiła głęboki wdech i wyprostowała się. — Prawo Wojenne stwierdza: „Tak jak pojedyncza dłoń włada mieczem, tak Zasiadająca na Tronie Amyrlin kierować będzie i prowadzić wojnę mocą swoich dekretów. Będzie korzystała z rad Komnaty Wieży, ale Komnata będzie bezzwłocznie realizowała jej dekrety, a w imię jedności... — Tu zająknęła się i wyraźnie musiała się zmusić, by mówić dalej. — ...zaaprobuje wszelkie dekrety Zasiadającej na Tronie Amyrlin związane z prowadzeniem wojny mocą większej zgody”.
Zapanowało przedłużające się milczenie. Wszystkie Zasiadające trwały jak sparaliżowane, zdolne tylko wytrzeszczać oczy. Delana odwróciła się nagle i zwymiotowała na dywaniki. Kwamesa i Salita zeszły ze swych ław i ruszyły w jej stronę, ale odprawiła je gestem dłoni, wyciągając z rękawa chustkę i ocierając usta. Magla, Saroiya i jeszcze kilka innych, które wcześniej nie powstały, miały takie miny, jakby w każdej chwili mogło je spotkać to samo. Ale poza nimi nie zareagowała żadna spośród wybranych w Salidarze. Romanda wyglądała, jakby była w stanie przegryźć gwóźdź.
— Bardzo sprytnie — odezwała się w końcu Lelaine dobitnym tonem, a po zrobionej dla lepszego efektu przerwie, dodała: — Matko, czy zechcesz nam zdradzić, co podpowiada ci twoja wsparta wieloletnim doświadczeniem mądrość? To znaczy w kwestii wojny. Chcę, by mnie dobrze rozumiano.
— Ja też chcę, by mnie dobrze rozumiano — odparła chłodno Egwene. Pochyliła się do przodu i potraktowała Błękitną Zasiadającą surowym spojrzeniem. — Zasiadającej na Tronie Amyrlin winno się okazywać należyty szacunek i od tej pory będę go wymagała, córko. Nie mam teraz czasu na pozbawianie cię stanowiska i wyznaczanie pokuty. — Oczy Lelaine z każdą chwilą robiły się coraz większe. Czy ta kobieta naprawdę wierzyła, że wszystko zostanie po dawnemu? A może do Lelaine nareszcie dotarło, że nie ma nawet odrobiny kręgosłupa? Egwene naprawdę nie chciała pozbawiać jej stanowiska; Błękitne niemal z całą pewnością wybrałyby ponownie tę kobietę, a poza tym musiała współpracować z Komnatą w sprawach, których nie da się przekonująco przedstawić jako elementu wojny prowadzonej z Elaidą.