Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 124 125 126 127 128 129 130 131 132 ... 197
Перейти на страницу:

Gdyby podróż już do samego końca mogła przebiegać tak sprawnie, to Elayne z chęcią by się przyłączyła do tych kobiet i ich zmagań z tłuszczem. Niestety, mieli jeszcze bardzo daleko do Caemlyn, w tej kwestii nie było żadnych wątpliwości.

Gdy już wjechali na pierwszy trakt, wąski i zakurzony, niewiele lepszy od zwykłych dróżek, z jakich korzystają wiejskie fury, zaczęli dostrzegać kryte strzechami kamienne domostwa oraz stodoły osadzone w zboczach wzgórz albo pobudowane w kotlinach. Odtąd, niezależnie od tego, czy teren był górzysty czy nizinny, zalesiony czy otwarty, rzadko kiedy ginęli z zasięgu wzroku jakiejś farmy albo wioski. W każdym takim miejscu, mimo że miejscowi wytrzeszczali oczy na widok tak dziwnych przybyszów, Elayne starała się dowiedzieć, jakim poparciem cieszy się Dom Trakand i jakie problemy najbardziej trapią ludzi. Rozwiązanie tychże problemów mogło się okazać równie ważkie, jak jej wystąpienie z roszczeniami względem tronu oraz uzyskanie poparcia innych Domów. Nasłuchała się dużo, choć nie zawsze tego, co chciała usłyszeć. Andoranie uważali, że wolno im mówić wszystko, co chcą, o swojej królowej, młoda arystokratka zaś bynajmniej ich nie onieśmielała, niezależnie od tego, w jak dziwacznym podróżowała towarzystwie.

W wiosce o nazwie Damelien, z trzema młynami, które stały nad rzeką tak wyschłą, że ich koła były całkiem suche, obdarzony kanciastą szczęką właściciel oberży „Złoty Snop” wyznał, że uważał Morgase za dobrą królową, najlepszą z możliwych, najlepszą, jaka kiedykolwiek władała Andorem.

— Przypuszczam, że jej córka też byłaby dobrą królową — mruknął i poskrobał się kciukiem po brodzie. — Szkoda, że Smok Odrodzony je zabił. Pewnie musiał... przez Proroctwa czy co tam... ale nie miał prawa osuszać rzek, czy nie tak? Ile obroku, powiedziałaś, potrzebują wasze konie, moja pani? Pamiętaj, obrok jest okropnie drogi.

Jakaś kobieta o twardym obliczu, w zniszczonej, burej sukni, która tak na niej wisiała, jakby ta kobieta straciła ostatnio na wadze, przyglądała się otoczonemu niskim kamiennym murkiem polu, ponad którym frunęły w stronę lasu tumany kurzu niesione przez gorący wiatr. Pozostałe farmy wokół Buryhill wyglądały równie źle, jeśli nie gorzej.

— Smok Odrodzony nie miał prawa nam tego robić, czy nie tak? No, pytam! — Splunęła i spojrzała krzywo na siedzącą w siodle Elayne. — Tron? Och, Dyelin może na nim zasiąść teraz, gdy Morgase i jej córka nie żyją. Niektórzy tutaj ciągle jeszcze gardłują za Naean albo Elenią, ale ja tam jestem za Dyelin. Zresztą niech inni się o to martwią, do Caemlyn droga daleka. Ja tam muszę się troskać o zbiory. O ile jeszcze kiedyś coś wyrośnie.

— Kiedy to prawda, moja pani, Elayne żyje — zapewnił ją garbaty stary cieśla w Forel Market. Był łysy jak jajo, palce miał powykręcane od starości, ale dzieła wyrastające pośród obrzynków i trocin wyglądały równie przyzwoicie jak rozmaite piękne drewniane wyroby, jakie Elayne w życiu widziała. Była oprócz niego jedyną osobą w warsztacie. Wieś wyglądała, jakby opuściła ją połowa mieszkańców. — Smok Odrodzony kazał ją przywieźć do Caemlyn, bo chce osobiście włożyć Różaną Koronę na jej głowę — dodał. — Nic więcej nie słyszałem. Ale nie jest, jak należy, jeśli chcesz wiedzieć, co o tym myślę. Ponoć sam jest jednym z tych Aielów z czarnymi oczami. Powinniśmy pomaszerować na Caemlyn i przegnać stamtąd i jego, i wszystkich Aielów; niech sobie wracają, skąd przyszli. Wtedy Elayne będzie mogła we własnym imieniu zgłosić roszczenia do tronu. O ile pozwoli jej na to Dyelin.

Elayne sporo się nasłuchała na temat Randa wszelkiego typu sprzecznych ze sobą pogłosek, poczynając od takiej, że poprzysiągł lojalność Elaidzie, a kończąc na tym, że został królem Illian. W Andorze obwiniano go o całe zło, jakie się zdarzyło przez ostatnie dwa albo trzy lata, dotyczyło to również narodzin martwych dzieci i wszystkich połamanych nóg, plagi pasikoników, dwugłowych cieląt i trójnogich kurcząt. I nawet ci ludzie, którzy byli zdania, że jej matka zrujnowała kraj, którzy powitali ż ulgą koniec panowania Domu Trakand, nadal uważali Randa al’Thora za najeźdźcę. Smok Odrodzony miał walczyć z Czarnym w Shayol Ghul, z Andoru więc winno się go przepędzić. Wcale jej się tego miło nie słuchało, ani trochę. A jednak ludzie stale mówili takie rzeczy i przez to podróż nie była szczególnie przyjemna. Zmieniła się w jedną długą lekcję poglądową, ilustrującą ulubione powiedzonko Lini: „Rozbijesz sobie nos, potykając się nie o ten kamień, który wyraźnie widzisz”.

Do głowy przychodziły jej rozmaite rzeczy, mogące stać się przyczyną kłopotów, nie tylko niezadowolenie arystokratek, chociaż temperamenty niektórych groziły wybuchem równie potężnym jak ten, który zniszczył bramę. Poszukiwaczki Wiatru, zadowolone z targu, który ona i Nynaeve z nimi dobiła, zachowywały się nadzwyczaj irytująco, traktując Aes Sedai protekcjonalnie, zwłaszcza po tym, jak wyszło na jaw, że pierwszą siostrą, którą uwiozą statki, będzie Merilille. A jednak nie doszło do żadnego wybuchu, choć wydawało się, że słychać skwierczenie lontu. W każdym razie na pewno bliskie wybuchu zdawały się Poszukiwaczki Wiatru i kobiety z Rodziny. Docinały sobie do żywego, o ile jawnie nie szydziły, Rodzina z „dzikusek Ludu Morza, które mierzą za wysoko”, Poszukiwaczki Wiatru z „zastraszonych pokojowych piesków, które całują Aes Sedai po stopach”. Sprawy jednak nigdy nie wyszły poza wykrzywione usta albo znaczące gesty w okolicy rękojeści sztyletów.

Bez wątpienia osoba Ispan nastręczała problemów, które zdaniem Elayne miały się jeszcze pogłębić, a jednak po kilku dniach Vandene i Adeleas pozwoliły jej ściągnąć kaptur, rzecz jasna, nie zdejmując z niej tarczy, i tak teraz jechała, milcząca postać z kolorowymi paciorkami w cienkich warkoczykach, ze spuszczoną twarzą pozbawioną piętna wieku i dłońmi znieruchomiałymi na wodzach. Renaile opowiadała każdemu, kto chciał słuchać, że u Atha’an Miere Sprzymierzeńca Ciemności, któremu udowodniono winę, pozbawia się imienia, a potem wyrzuca za burtę, z kamieniami balastowymi uwiązanymi do nóg. Dla odmiany wszystkie Kuzynki, nawet Reanne i Alise, bladły za każdym razem, gdy widziały Taraboniankę. A jednak Ispan stawała się coraz bardziej potulna, gotowa spełniać każde polecenie i uśmiechać się przymilnie do dwóch siwowłosych sióstr, niezależnie od tego, co one z nią wyprawiały, kiedy separowały ją nocą od innych. Z drugiej zaś strony Adeleas i Vandene popadały w coraz większe przygnębienie. Elayne posłyszała, jak Adeleas powiedziała Nynaeve, że ta kobieta wylewa z siebie całe tomy szczegółów dawnych spisków Czarnych Ajah, przy czym ze znacznie większym entuzjazmem opowiadała o tych, w których nie uczestniczyła, ale nawet wtedy, gdy ją przycisnęły mocniej — Elayne jakoś nie potrafiła się zmusić, by spytać, w jaki sposób to robią — zdradzała imiona Sprzymierzeńców Ciemności, którzy przeważnie już nie żyli, i ani razu nie znalazło się wśród nich imię którejś siostry. Zaczynają się już obawiać, wyznała Vandene, że Ispan złożyła Przysięgę — tę wielką literę było tu słychać — iż nie zdradzi swoich wspólników. Nadal izolowały Ispan i kontynuowały przesłuchania, ale nie ulegało wątpliwości, że teraz brną na oślep i zachowują dalece idącą ostrożność.

Pozostawała jeszcze sprawa Nynaeve i Lana. Zdecydowanie w tej kolejności, bo albo trzymany przez Nynaeve na wodzy w jego obecności temperament był stale bliski wybuchu, albo ona pozostawała rozkojarzona i rozmarzona, kiedy musieli spać oddzielnie — czyli prawie zawsze — tudzież stawała się nagle ochocza, a równocześnie zalękniona, gdy wreszcie udało jej się zaciągnąć go ukradkiem na jakiś stryszek z sianem. Zdaniem Elayne, Nynaeve była sama sobie winna, skoro zdecydowała się wyjść za Lana w obrządku Atha’an Miere. Atha’an Miere wierzyli w hierarchię, konieczną przecież na pokładzie statku, i zakładali, że zarówno żona, jak i jej mąż mogą być wielokrotnie w ciągu swego życia wybierani na stanowiska, które postawią ich wyżej od współmałżonka. Ich rytuał małżeński to uwzględniał. To, które miało prawo publicznie wydawać rozkazy, musiało okazywać posłuszeństwo w prywatności. Lan nigdy nie korzystał z sytuacji, więc Nynaeve powiadała: „A może by tak...”, cokolwiek to miało znaczyć! Zawsze się czerwieniła, kiedy to powtarzała, i stale czekała, że to on przejmie inicjatywę, ale Lan zdawał się tylko coraz bardziej rozbawiony. To rozbawienie, rzecz jasna, doprowadzało Nynaeve do białej gorączki. I to właśnie Nynaeve wybuchała, tak jak to Elayne przewidziała. Warczała na każdego, kto jej wszedł w drogę. Na wszystkich z wyjątkiem Lana, przy nim bowiem stanowiła uosobieniem śmietanki z miodem. I nie przy Alise. Kilka razy była tego bliska, ale nawet Nynaeve jakoś nie potrafiła ofuknąć Alise.

1 ... 124 125 126 127 128 129 130 131 132 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)