Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 121 122 123 124 125 126 127 128 129 ... 167
Перейти на страницу:

Bazin wyjechał nazajutrz z listem do Tours; miał osiem dni na wykonanie zadania.

Podczas nieobecności służących czterej przyjaciele mieli się na baczności bardziej niż zwykle, byli czujni, oględni, pilnie nastawiali ucha.

Dni mijały im na dowiadywaniu się, co mówią inni, na śledzeniu poczynań kardynała i tropieniu gońców. Niejednokrotnie przebiegało ich drżenie, gdy wzywano ich nieoczekiwanie na służbę. Zresztą trzeba było też czuwać nad własnym bezpieczeństwem; Milady była z tych widm, co raz ukazawszy się ludziom, nie pozwalają im spać spokojnie.

Rankiem ósmego dnia Bazin, świeży jak zawsze i jak zawsze uśmiechnięty, wszedł do oberży “Pod Heretykiem”, gdy czterej przyjaciele siedzieli przy śniadaniu, i rzekł, jak to było umówione.

— Panie Aramisie, oto odpowiedź od pańskiej kuzynki.

Czterej przyjaciele wymienili radosne spojrzenia: część zadania była już wykonana, co prawda część łatwiejsza.

Aramis oblewając się mimo woli rumieńcem wziął list napisany pospolitym pismem i bez znajomości ortografii.

— Dobry Boże — zawołał ze śmiechem — doprawdy tracę już nadzieję; nigdy ta biedna Michon nie będzie pisała jak pan de Voiture.

— Kto to taki, ta biedna Miżon? — zapytał Szwajcar, który rozmawiał właśnie z czterema przyjaciółmi.

— Tyle co nic — rzekł Aramis — milusia szwaczka; kochałem się w niej na umór i poprosiłem, by napisała mi na pamiątkę kilka słów.

— Do diapła! — rzekł Szwajcar — jeśli fygląda równie fspaniale, jak pięgnie pisze, można ci pogratulować, mój brzyjacielu!

Aramis przeczytał list i podał go Atosowi.

— Zobacz, co pisze, Atosie — rzekł.

Atos rzucił okiem na list i by uśpić wszelkie możliwe podejrzenia, przeczytał:

“Drogi kuzynie, moja siostra i ja wybornie zgadujemy sny i nawet okropnie się ich boimy; ale mam nadzieję, że o twoim można powiedzieć: sen mara — Bóg wiara. Do widzenia! Miej się dobrze i postaraj się, byśmy od czasu do czasu słyszały o tobie.

Aglé Michon”

— O jakim to śnie mówi? — zapytał dragon, który zbliżył się podczas lektury.

— Tag, o jakim śnie? — rzekł Szwajcar.

— Ach, do kata — odparł Aramis — to całkiem proste, o moim śnie, który jej opowiedziałem.

— O tag, to pardzo proste opofiadać sfoje sny, ale ja nie śnię nikty!

— Jesteś pan bardzo szczęśliwy — rzekł Atos wstając — chciałbym to powiedzieć o sobie!

— Nikty! — mówił Szwajcar, zachwycony, że człowiek taki jak Atos może mu czegoś zazdrościć — nikty! nikty!

D’Artagnan widząc, że Atos wstaje, wstał również; wziął go pod ramię i wyszedł.

Portos i Aramis zostali, by pożartować jeszcze z dragonem i Szwajcarem.

Natomiast Bazin poszedł się przespać na wiązce słomy; ponieważ miał więcej wyobraźni niż Szwajcar, śniło mu się, że pan Aramis został papieżem i wkłada mu kardynalski kapelusz.

Ale, jak powiedzieliśmy, szczęśliwy powrót Bazina nieco tylko umniejszył niepokój dręczący czterech przyjaciół. Czas oczekiwania dłużył się nieskończenie i d’Artagnan założyłby się, że dzień ma teraz czterdzieści osiem godzin. Zapomniał, że podróż morska musi trwać długo, wyolbrzymiał potęgę Milady. Wyobrażał sobie, że ta kobieta, podobna do demona, ma na swych usługach potęgi piekieł; przy najlżejszym szmerze był pewien, że przychodzą go uwięzić i za chwilę wejdzie Planchet przyprowadzony dla konfrontacji z nim samym i jego przyjaciółmi. Co więcej, zaufanie, jakie pokładał dotychczas w godnym Pikardyjczyku, zmniejszało się z dnia na dzień. Niepokój d’Artagnana był tak wielki, że udzielał się także Portosowi i Aramisowi. Tylko Atos pozostał niewzruszony, jak gdyby nie zagrażało żadne niebezpieczeństwo i życie toczyło się zwykłym trybem.

Szesnastego dnia zwłaszcza d’Artagnan i jego dwaj przyjaciele byli tak podnieceni, że nie mogli usiedzieć na miejscu i snuli się jak cienie po drodze, którą miał nadjechać Planchet.

— Na Boga — mówił im Atos — nie jesteście mężczyźni, lecz dzieci, jeśli kobieta może was przejmować tak wielkim strachem! I o co chodzi zresztą? Że zostaniemy uwięzieni? Dobrze, ale są tacy, co postarają się, żebyśmy wyszli z więzienia; przecież uwolniono panią Bonacieux. Że zetną nam głowy? Ale codziennie w okopach wystawiamy się ze śmiechem na gorsze rzeczy; pocisk może nam roztrzaskać nogę, a jestem przekonany, że większe cierpienie zada nam chirurg ucinając nogę, niż kat ucinając głowę. Czekajcie więc spokojnie; za dwie, cztery, najdalej za sześć godzin Planchet będzie na miejscu; przyrzekł, że wróci, a ja wierzę w obietnicę Plancheta, który wygląda mi na bardzo dzielnego chłopca.

— Ale jeśli się nie zjawi? — zapytał d’Artagnan.

— Jeśli się nie zjawi, znaczy, że się spóźnił, nic więcej. Mógł spaść z konia, mógł fiknąć koziołka z mostu do wody, mógł na skutek szybkiej jazdy nabawić się zapalenia płuc. Ach, panowie, bierzmy rzeczy, jakimi są. Życie jest różańcem złożonym z drobnych utrapień, które filozof przesuwa z uśmiechem. Bądźcie filozofami jak ja, panowie, siadajcie do stołu i pijmy; nigdy przyszłość nie ukazuje się w piękniejszych kolorach niż wówczas, gdy patrzymy na nią przez szklankę chambertina.

— Zapewne — odparł d’Artagnan — ale kiedy piję, nie mogę odpędzić męczących podejrzeń, że wino pochodzi z piwnicy Milady.

— Jesteś nazbyt wymagający — rzekł Atos — taka piękna kobieta!

— Kobieta z lilią! — zawołał Portos śmiejąc się głośno.

Atos zadrżał, przeciągnął dłonią po czole ocierając pot i wstał nerwowym ruchem, którego nie mógł opanować.

Tymczasem dzień kończył się i nadchodził wieczór, powoli, ale przecie nadchodził; oberża zapełniła się gośćmi. Atos, od chwili gdy włożył do kieszeni swoją część pieniędzy za diament, nie opuszczał gospody “Pod Heretykiem”. Znalazł w panu de Busigny, który wydał w swoim czasie wspaniały obiad, godnego siebie towarzysza. Grali więc jak zwykle, kiedy wybiła siódma; rozległy się kroki żołnierzy, którzy szli wzmocnić posterunki; o wpół do ósmej zagrano na capstrzyk.

— Jesteśmy zgubieni — szepnął d’Artagnan Atosowi do ucha.

— Chciałeś powiedzieć, że przegraliśmy — odparł spokojnie Atos wyciągając cztery pistole z kieszeni i rzucając je na stół. — Nuże, panowie, grają na capstrzyk, chodźmy spać.

Atos wyszedł z gospody w towarzystwie d’Artagnana. Za nimi szedł Aramis pod ramię z Portosem. Aramis przepowiadał sobie wiersze, a Portos od czasu do czasu wyrywał kilka włosów z wąsa na znak rozpaczy.

Nagle w ciemnościach ukazał się cień, którego kształt dobrze był znany d’Artagnanowi; znajomy głos powiedział:

— Panie, przynoszę panu płaszcz, mamy dziś chłodny wieczór.

— Planchet! — zawołał d’Artagnan pijany radością.

— Planchet! — powtórzyli Portos i Aramis.

— A więc tak, Planchet — rzekł Atos — i cóż w tym dziwnego? Przyrzekł, że będzie z powrotem o ósmej, a oto bije właśnie ósma. Brawo, Planchet, jesteś słowny i jeśli kiedyś opuścisz swego pana, masz miejsce u mnie.

— Och nie, nigdy! — zawołał Planchet — nigdy nie opuszczę pana d’Artagnana.

W tej samej chwili d’Artagnan poczuł, że Planchet wsunął mu list do ręki. D’Artagnan miał wielką ochotę uściskać Plancheta, tak jak uściskał go przy odjeździe; ale obawiał się, że dając służącemu dowody uczuć pośrodku ulicy, wzbudziłby zdumienie jakiegoś przechodnia, więc się powstrzymał.

1 ... 121 122 123 124 125 126 127 128 129 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)