Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 122 123 124 125 126 127 128 129 130 ... 236
Перейти на страницу:

Od przybycia do Caemlyn Hanlon przebywał w tym domu ponad pół tuzina razy, toteż wiedział, w których szafkach znajdują się przyprawy i w którym pokoju obok kuchni zawsze stoi beczka z winem. Wino zawsze było doskonałe! Na trunku Shiaine nigdy nie oszczędzała, mimo iż sama rzadko piła. Tak czy inaczej, do powrotu Falion mężczyzna zdążył postawić na rozległym kuchennym stole słoiczek z miodem, miseczkę z imbirem i goździkami oraz dzban pełen wina. Poruszył pogrzebaczem ogień. Shiaine mówiła: „Przyjdź natychmiast” i naprawdę miała na myśli „natychmiast”, ale jeśli kazała mu czekać, może przyjąć go dopiero o świcie. Jej wezwania za każdym razem kosztowały go kilka godzin snu, niech ta kobieta sczeźnie!

— Kim jest ów gość? — zapytał.

— Nie podał imienia, przynajmniej nie mnie — odparła Falion, podstawiając krzesło pod otwarte drzwi do korytarza. Z kuchni uciekało w ten sposób nieco ciepła, lecz kobieta pragnęła usłyszeć ewentualne wołanie Shiaine. A może chciała uniemożliwić swej pani podsłuchiwanie. — Szczupły mężczyzna, wysoki i surowy, o wyglądzie żołnierza. Chyba oficer, może szlachcic, sądząc po manierach, a wnosząc z akcentu prawdopodobnie Andoranin. Wydaje się inteligentny i ostrożny. Ubranie ma całkiem proste, chociaż kosztowne. Nie nosi żadnych pierścieni ani brosz. — Marszcząc brwi, spojrzała na stół, po czym podeszła do jednego z wysokich otwartych kredensów stojących obok prowadzących na korytarz drzwi i wzięła z półki drugi cynowy kielich. Dla siebie! Hanlonowi nigdy nie przyszłoby do głowy postawić dwa naczynia. Był wystarczająco zły, że musi osobiście przyprawiać sobie wino. Aes Sedai czy nie Aes Sedai, Falion była wszak tylko służącą. Teraz usiadła przy stole i podsunęła Hanlonowi miseczkę z przyprawami, jakby oczekiwała, że sam się obsłuży. — Shiaine miała jednak wczoraj dwóch gości — kontynuowała. — Obaj prezentowali się znacznie mniej porządnie niż ten dzisiejszy. Jeden przybył rano. Miał Złote Dziki Sarandów na mankietach rękawic. Prawdopodobnie sądził, że nikt nie zauważy tego drobnego wzorku, o ile w ogóle się zastanawiał nad tą kwestią. Pulchny, jasnowłosy mężczyzna w średnim wieku, który patrzył na wszystko z góry. Wino skomplementował tonem zaskoczenia, że w takim domu znajduje przyzwoity napitek. Chciał, ażeby Shiaine zbiła mnie za niedostateczne okazanie mu szacunku. — Falion przemawiała spokojnie, wręcz zimnym, wyważonym głosem. Jej głos ożywiał się tylko wtedy, gdy Shiaine ją karała. Hanlon słyszał kilka razy krzyk służącej. — Powiedziałabym, że to osobnik z okolicy, który rzadko zagląda do Caemlyn, uważa jednak, że świetnie wie, jak należy się zachowywać w mieście. Z cech charakterystycznych zapamiętałam kurzajkę na jego podbródku i małą bliznę w kształcie półksiężyca przy lewym oku. Po południu z kolei przybył mężczyzna niski i ciemny. Miał ostry nos i bystre oczy. Nie dostrzegłam żadnych szram ani innych znaków szczególnych, jedynie pierścień z kwadratowym granatem na palcu lewej dłoni. Mężczyzna był oszczędny w słowach i w mojej obecności bardzo się starał nie powiedzieć niczego ważnego. Zauważyłam, że nosił sztylet z godłem Domu Marne, czyli Czterema Księżycami, na gałce rękojeści.

Hanlon założył ręce na piersi i oparł się o bok paleniska. Zachował kamienne oblicze, choć miał wielką ochotę się skrzywić. Był przekonany o istnieniu planu posadzenia Elayne na tronie, choć dalsza przyszłość zdawała mu się tajemnicą. Jako królowa Elayne była mu obiecana. Zresztą i tak zamierzał ją wziąć — z koroną czy bez korony, nieważne, korona stanowiła jedynie coś w rodzaju dodatku albo przyprawy. Wykorzystanie długonogiej Elayne sprawiłoby mu czystą przyjemność, nawet gdyby była córką farmera, szczególnie po tym, jak ośmieszyła go dziś na oczach tych wszystkich kobiet! Jednak transakcje z Sarandami i Dynastią Marne oznaczały prawdopodobieństwo, że Elayne może umrzeć bez korony i tronu. Czyżby, wbrew obietnicom, że Hanlon zabawi się z królową, wybrano go raczej do... zabicia jej w jakimś wybranym momencie, w którym jej śmierć przyniosłaby określony skutek dla Shiaine? Czy raczej dla Wybranego, który wydawał jej rozkazy. Wybrany nazywał się Moridin i Hanlon, zanim przyszedł do tego domu, nigdy tego imienia nie słyszał. Fakt ten nie niepokoił go. Jeśli ktoś miał dość odwagi, by nazywać siebie jednym z Wybranych, on nie zamierzał takiej decyzji kwestionować. Nie był wszak głupi. Drażniła go jednak myśl, że sam bierze udział w tej sprawie tylko jako płatny morderca. Że wybrano go ze względu na jego sztylet. A jeśli komuś chodziło tylko o jego sztylet, życie Hanlona bez wątpienia nie było dla tej osoby zbyt wiele warte. Płatnego zabójcy może się przecież w każdej chwili pozbyć inny płatny zabójca...

— Widziałaś, jak przekazywali sobie złoto? — spytał. — A może coś jeszcze słyszałaś?

— Powiedziałabym ci — odparła piskliwie. — A zgodnie z naszą umową, teraz moja kolej zadać pytanie.

Zdołał ukryć rozdrażnienie i popatrzył na nią wyczekująco. Ta durna kobieta stale wypytywała o mieszkające w pałacu Aes Sedai albo o przedstawicielki Rodziny czy Ludu Morza. W dodatku zadawała strasznie głupie pytania. Kto był komu przyjazny, a kto komu nie? Kto z kim rozmawiał na osobności, a kto kogo unikał? Czy Hanlon słyszał te rozmowy? Jak gdyby nie miał nic do roboty poza czajeniem się po korytarzach i szpiegowaniem interesujących ją kobiet! Nigdy jej nie okłamywał — istniało zbyt duże ryzyko, że Falion pozna prawdę, nawet tkwiąc tutaj, w tym domu, jako służąca (ostatecznie wszak Falion była Aes Sedai) — lecz coraz trudniej było mu opowiadać inne rzeczy niż te, które już jej wcześniej powiedział, a Falion pozostawała nieugięta w kwestii informacji; twierdziła, że jeśli Hanlon oczekuje od niej jakichś wiadomości, powinien się odwzajemniać w ten sam sposób. Dziś na szczęście miał kilka smacznych kąsków, które mógł jej zaoferować: opowie co nieco o odejściu przedstawicielek Ludu Morza i o ich nerwowości. Wspomni, że kręcą się niespokojnie przez większą część dnia po pałacu, jakby obsiadły je pszczoły... A Falion będzie się musiała tą historyjką zadowolić. Hanlon potrzebował bowiem ważnych informacji, nie zaś cholernych plotek.

Zanim wszakże Falion zdążyła zadać pytanie, otworzyły się drzwi prowadzące na dwór. Murellin był na tyle potężnym mężczyzną, że niemal wypełnił swoją sylwetką wejście, jednak lodowate zimno i tak wtargnęło do domu, a podmuch wiatru przyprawił mały ogień o taniec i wysłał w komin iskry. Powietrze wirowało, póki duży mężczyzna nie zamknął za sobą drzwi. Sam Murellin nie dał żadnego sygnału, że odczuwa chłód, tyle że jego brązowy płaszcz wyglądał na podwójnie gruby. Poza tym mężczyzna nie tylko miał gabaryty wołu, ale i takowy rozum. Głośno postawił wysoki drewniany dzban na stole, po czym wsunął kciuki za swój szeroki pas i z urazą przypatrzył się Hanlonowi.

— Popijasz sobie z moją babą? — zahuczał.

Hanlon wzdrygnął się. Nie z powodu strachu przed Murellinem czy z powodu kobiety siedzącej po drugiej stronie stołu. Zaskoczyła go raczej Aes Sedai, która natychmiast zerwała się z krzesła. Wzięła dzban z winem, wsypała doń imbir i goździki, dodała łyżkę miodu i zawirowała naczyniem z wyraźnym zamiarem zamieszania jego zawartości. Następnie przez fałdę spódnicy chwyciła pogrzebacz, wyjęła go z ognia i włożyła do trunku, nie sprawdziwszy uprzednio, czy jest już wystarczająco gorący. Ani razu nie zerknęła przy tym w kierunku Murellina.

1 ... 122 123 124 125 126 127 128 129 130 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)