Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 120 121 122 123 124 125 126 127 128 ... 210
Перейти на страницу:

— Kil­ka mi­nut.

— Masz kwa­drans, żeby po­tem nie było ga­da­nia, że ci cza­su bra­kło.

Trze­ba też było dać lu­dziom chwi­lę na po­ob­sta­wia­nie za­kła­dów.

— Jak tyl­ko za­cze­pi­my liny, wcho­dzi­my. — Ken­neth wska­zał ręką na szczyt kasz­te­lu. — Zjedz­cie coś, na­pij­cie się. Bergh, przy­go­tuj psy do wcią­gnię­cia na górę. Wszyst­kie. Aher­skie też. An­dan, skom­bi­nuj uprząż dla sza­ma­na. Cer­wes, jak już po­sta­wi­łeś swo­ją część żoł­du, zaj­mij się war­ta­mi. Nie chcę żad­nych nie­spo­dzia­nek.

Cer­wes Fenl po­pra­wił skó­rza­ny hełm.

— A pan, po­rucz­ni­ku, jak ob­sta­wia?

Ken­neth po­słał dzie­sięt­ni­ko­wi oszczęd­ny uśmiech.

— Znam Ve­ler­gor­fa od lat. Wi­dzia­łem, jak wy­gry­wał i prze­gry­wał za­kła­dy, ale dziś się po­wstrzy­mam. Może dla­te­go, że wiem, że wy­gra, więc to żad­na za­ba­wa, a może dla­te­go, że wiem, że prze­gra, więc szko­da mi pie­nię­dzy. Zgad­nij.

Ru­szył do sań, na któ­rych le­żał Bo­re­hed. Sza­man wciąż był nie­przy­tom­ny, pierś uno­si­ła mu się w szyb­kim, szar­pa­nym od­de­chu, pot le­pił wło­sy do czasz­ki. Ta­tu­aże wy­da­wa­ły się bled­sze i jak­by lek­ko roz­my­te.

Ken­neth nie mu­siał wzy­wać Nura, by się prze­ko­nać, że duch wy­cią­gnię­ty lub wy­rwa­ny z cia­ła ahe­ra nie wró­cił. Te­raz po­rucz­ni­ka cze­ka­ła inna roz­mo­wa, któ­rą zresz­tą od­kła­dał już zbyt dłu­go.

Od­szu­kał wzro­kiem grup­kę Szczu­rów. One­lia Um­bra wciąż sta­ła mię­dzy nimi, jak­by sama była na żoł­dzie Nory. Po­dob­nie jak do­wód­ca Szczu­rów, nie uni­ka­ła jego spoj­rze­nia.

Ken­neth ski­nął na nich dło­nią, po­wstrzy­mu­jąc ko­lej­nym ge­stem resz­tę szpie­gów. Chciał roz­ma­wiać tyl­ko z tą dwój­ką.

Po­de­szli z ocią­ga­niem.

— Po co mi za­wra­casz gło­wę?

Olag-hes-Brend po­sta­no­wił od razu prze­jąć ini­cja­ty­wę w dys­ku­sji. Po­rucz­nik zmie­rzył go spoj­rze­niem z góry na dół, i z po­wro­tem. Czar­no­bro­dy Szczur wy­gla­dał na wy­raź­niej chud­sze­go i bled­sze­go niż w chwi­li, gdy się spo­tka­li, zda­wa­ło się, całe mie­sią­ce temu. Miał też o wie­le bar­dziej za­cię­ty, po­nu­ry wy­raz oczu. To już nie był ten pew­ny sie­bie, aro­ganc­ki po­sła­niec, prze­ko­na­ny, że kom­pa­nia Gór­skiej Stra­ży bę­dzie ska­kać na jego roz­kaz tak dłu­go i wy­so­ko, jak jej każe. Bo po­nu­ry cień Nory za ple­ca­mi da­wał mu taką pew­ność.

Za­wiódł, nie wy­ko­nał roz­ka­zów, a lu­dzie, któ­rych miał za­brać z prze­łę­czy, oraz naj­cen­niej­szy je­niec Im­pe­rium zna­leź­li się te­raz bo­go­wie wie­dzą gdzie. A wszyst­ko przez to, że chciał za­drwić z Gór­skiej Stra­ży i opóź­nił prze­ka­za­nie roz­ka­zów. Wszel­kie wy­mów­ki, któ­ry­mi mógł się uspra­wie­dli­wiać, nie mo­gły uchro­nić go od kary, na­wet je­śli ja­kimś cu­dem uda im się wró­cić bez­piecz­nie do domu.

Mimo wszyst­ko była w nim ja­kaś za­dzior­ność. Jego ka­rie­ra le­gła w gru­zach, ale i tak za­mie­rzał war­czeć i od­szcze­ki­wać się świa­tu.

Ken­neth ski­nął gło­wą i uśmiech­nął się z uzna­niem.

— Był­by z cie­bie do­bry straż­nik, Szczu­rze. Je­śli Nora nie bę­dzie chcia­ła ci już pła­cić żoł­du, zaj­rzyj do Be­len­den. Słu­żą u nas byli zbó­je, to i dla cie­bie znaj­dzie się miej­sce.

Prze­niósł wzrok na ko­bie­tę. Wi­dać było po niej zmę­cze­nie, ale na­dal, mimo pod­krą­żo­nych oczu i warg spierzch­nię­tych od zim­na i soli, była pięk­na. Na­dal przy­cią­ga­ła uwa­gę.

— Wie­cie, co my­ślę? My­ślę, że wszy­scy się tu­taj bo­imy. Może moi żoł­nie­rze dość szyb­ko przy­zwy­cza­ili się do tego miej­sca. Może dla­te­go, że jest ta­kie wiel­kie i pra­wie nie czuć, że pły­nie­my po mo­rzu. Ale i tak są spię­ci. Czu­ją nie­po­kój, na­wet je­śli tego nie oka­zu­ją. Bo­re­hed… — po­rucz­nik zer­k­nął na nie­przy­tom­ne­go sza­ma­na — Bo­re­hed srał pod sie­bie przez cały czas. Twoi lu­dzie i ty rów­nież je­ste­ście prze­ra­że­ni, nie… nie za­prze­czaj, hes-Brend. Za­pew­ne nie masz po­ję­cia, co to jest, skąd się wzię­ło i co wła­ści­wie zna­czy po­ja­wie­nie się tego stat­ku, ale masz dość ro­zu­mu, by wie­dzieć, że jest to coś, co prze­ra­sta cię tak, jak te góry prze­ra­sta­ją zwy­kłe­go czło­wie­ka. Mo­że­my tu wszy­scy zgi­nąć i nikt w Im­pe­rium ni­g­dy nie do­wie się, co się z nami sta­ło. A na­wet je­śli się stąd wy­do­sta­nie­my, do­wódz­two Nory za­mknie nas w ciem­nym miej­scu, z któ­re­go nie wyj­dzie­my do koń­ca świa­ta.

Prze­rwał, wpa­tru­jąc się w twarz ko­bie­ty. Na­wet nie mru­gnę­ła.

— Dłu­ga ta moja prze­mo­wa, ale cho­dzi o to, że je­dy­ną oso­bą za­cho­wu­ją­cą nie­zwy­kły spo­kój je­steś ty, moja dro­ga „hra­bian­ko”. — Drgnę­ła na to okre­śle­nie i, o dzi­wo, za­ru­mie­ni­ła się lek­ko. — Ka­za­łem cię dys­kret­nie ob­ser­wo­wać, One­lio Um­bro. Przez wszyst­kie ostat­nie dni. Ty też się bo­isz, ale… nie roz­glą­dasz się na boki, nie po­dzi­wiasz no­wych wi­do­ków, po pro­stu nie je­steś za­sko­czo­na. Twój strach ma imię, czy­li wiesz lub do­my­ślasz się, gdzie je­ste­śmy. — Na chwi­lę umilkł, nie spusz­cza­jąc wzro­ku z ko­bie­ty. — Bo­re­hed twier­dzi, że to sta­tek Nie­śmier­tel­nej Flo­ty. Po­dob­no kie­dyś, za cza­sów Wo­jen Bo­gów, ta Flo­ta pły­wa­ła po na­szych mo­rzach. Sły­sza­łaś kie­dyś tę na­zwę? Wiesz, co ona zna­czy?

— Tyl­ko w baj­kach. Le­gen­dach po­wta­rza­nych nocą. O stat­kach wiel­kich jak mia­sta, któ­re po­pły­ną, do­kąd się ze­chce. O wol­no­ści… — Ge­stem ob­ję­ła po­ha­ra­ta­ny po­kład, a jej twarz przy­bra­ła wy­raz bo­le­sne­go roz­cza­ro­wa­nia. — Je­śli jed­nak tak ma wy­glą­dać ta wol­ność… le­piej nie znać praw­dy.

Na te sło­wa do­wód­ca Szczu­rów aż się za­tch­nął. Ken­neth za­ło­żył­by się o cały swój żołd, że wcze­śniej Olag-hes-Brend wy­py­ty­wał blon­dyn­kę, czy wie co­kol­wiek o tym stat­ku, ale nie otrzy­mał od­po­wie­dzi. Aż do te­raz.

— Wiesz, co znaj­dzie­my na ru­fie?

Za­prze­czy­ła ru­chem gło­wy.

— Nie wiem. Ale w le­gen­dach po­wta­rza­nych nocą było miej­sce nie tyl­ko dla bo­gów, ale też dla in­nych po­tęg. — Wska­za­ła rufę stat­ku. — Je­śli się tam do­sta­nie­cie, to spo­tka­cie pew­nie jed­ną z nich.

Jej spoj­rze­nie było dzi­kie i Ken­neth zro­zu­miał, że ona ba­lan­su­je nad prze­pa­ścią. Już raz to wi­dział. Gdy szli przez Mrok, ucie­kła w głąb wła­snej gło­wy, tań­cząc na kra­wę­dzi sza­leń­stwa. Te­raz też zbli­ża­ła się do tego sta­nu.

Po­sta­no­wił nie na­ci­skać. Fał­szy­wa hra­bian­ka za­pew­ne i tak nie wie­dzia­ła wię­cej.

— Pil­nuj jej, Szczu­rze. Za kwa­drans wcho­dzi­my na górę.

Ve­ler­gorf stał kil­ka­na­ście kro­ków od kasz­te­lu w oto­cze­niu straż­ni­ków. Chy­ba tyl­ko ci, któ­rzy mu­sie­li peł­nić war­tę, trzy­ma­li się z da­le­ka.

Wy­ta­tu­owa­ny dzie­sięt­nik zdą­żył opróż­nić swo­ją sa­kwę i wła­śnie roz­kła­dał na de­skach po­kła­du jej za­war­tość.

— Cały pro­blem po­le­ga na tym — mó­wił, nie prze­ry­wa­jąc prze­glą­da­nia kup­ki szpar­ga­łów, wśród któ­rych było mię­dzy in­ny­mi krze­si­wo, dwa noże, kłę­bek węd­kar­skiej lin­ki i za­pa­so­we onu­ce — że ko­twicz­ka jest za lek­ka, by po­cią­gnąć wy­so­ko w górę tak dłu­gi ka­wał liny. Ob­ser­wo­wa­łem to z tyłu, tyl­ko dwa razy uda­ło wam się chłop­cy osią­gnąć szczyt. Za­zwy­czaj bra­ko­wa­ło kil­ku stóp.

1 ... 120 121 122 123 124 125 126 127 128 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)