Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
— Kilka minut.
— Masz kwadrans, żeby potem nie było gadania, że ci czasu brakło.
Trzeba też było dać ludziom chwilę na poobstawianie zakładów.
— Jak tylko zaczepimy liny, wchodzimy. — Kenneth wskazał ręką na szczyt kasztelu. — Zjedzcie coś, napijcie się. Bergh, przygotuj psy do wciągnięcia na górę. Wszystkie. Aherskie też. Andan, skombinuj uprząż dla szamana. Cerwes, jak już postawiłeś swoją część żołdu, zajmij się wartami. Nie chcę żadnych niespodzianek.
Cerwes Fenl poprawił skórzany hełm.
— A pan, poruczniku, jak obstawia?
Kenneth posłał dziesiętnikowi oszczędny uśmiech.
— Znam Velergorfa od lat. Widziałem, jak wygrywał i przegrywał zakłady, ale dziś się powstrzymam. Może dlatego, że wiem, że wygra, więc to żadna zabawa, a może dlatego, że wiem, że przegra, więc szkoda mi pieniędzy. Zgadnij.
Ruszył do sań, na których leżał Borehed. Szaman wciąż był nieprzytomny, pierś unosiła mu się w szybkim, szarpanym oddechu, pot lepił włosy do czaszki. Tatuaże wydawały się bledsze i jakby lekko rozmyte.
Kenneth nie musiał wzywać Nura, by się przekonać, że duch wyciągnięty lub wyrwany z ciała ahera nie wrócił. Teraz porucznika czekała inna rozmowa, którą zresztą odkładał już zbyt długo.
Odszukał wzrokiem grupkę Szczurów. Onelia Umbra wciąż stała między nimi, jakby sama była na żołdzie Nory. Podobnie jak dowódca Szczurów, nie unikała jego spojrzenia.
Kenneth skinął na nich dłonią, powstrzymując kolejnym gestem resztę szpiegów. Chciał rozmawiać tylko z tą dwójką.
Podeszli z ociąganiem.
— Po co mi zawracasz głowę?
Olag-hes-Brend postanowił od razu przejąć inicjatywę w dyskusji. Porucznik zmierzył go spojrzeniem z góry na dół, i z powrotem. Czarnobrody Szczur wygladał na wyraźniej chudszego i bledszego niż w chwili, gdy się spotkali, zdawało się, całe miesiące temu. Miał też o wiele bardziej zacięty, ponury wyraz oczu. To już nie był ten pewny siebie, arogancki posłaniec, przekonany, że kompania Górskiej Straży będzie skakać na jego rozkaz tak długo i wysoko, jak jej każe. Bo ponury cień Nory za plecami dawał mu taką pewność.
Zawiódł, nie wykonał rozkazów, a ludzie, których miał zabrać z przełęczy, oraz najcenniejszy jeniec Imperium znaleźli się teraz bogowie wiedzą gdzie. A wszystko przez to, że chciał zadrwić z Górskiej Straży i opóźnił przekazanie rozkazów. Wszelkie wymówki, którymi mógł się usprawiedliwiać, nie mogły uchronić go od kary, nawet jeśli jakimś cudem uda im się wrócić bezpiecznie do domu.
Mimo wszystko była w nim jakaś zadziorność. Jego kariera legła w gruzach, ale i tak zamierzał warczeć i odszczekiwać się światu.
Kenneth skinął głową i uśmiechnął się z uznaniem.
— Byłby z ciebie dobry strażnik, Szczurze. Jeśli Nora nie będzie chciała ci już płacić żołdu, zajrzyj do Belenden. Służą u nas byli zbóje, to i dla ciebie znajdzie się miejsce.
Przeniósł wzrok na kobietę. Widać było po niej zmęczenie, ale nadal, mimo podkrążonych oczu i warg spierzchniętych od zimna i soli, była piękna. Nadal przyciągała uwagę.
— Wiecie, co myślę? Myślę, że wszyscy się tutaj boimy. Może moi żołnierze dość szybko przyzwyczaili się do tego miejsca. Może dlatego, że jest takie wielkie i prawie nie czuć, że płyniemy po morzu. Ale i tak są spięci. Czują niepokój, nawet jeśli tego nie okazują. Borehed… — porucznik zerknął na nieprzytomnego szamana — Borehed srał pod siebie przez cały czas. Twoi ludzie i ty również jesteście przerażeni, nie… nie zaprzeczaj, hes-Brend. Zapewne nie masz pojęcia, co to jest, skąd się wzięło i co właściwie znaczy pojawienie się tego statku, ale masz dość rozumu, by wiedzieć, że jest to coś, co przerasta cię tak, jak te góry przerastają zwykłego człowieka. Możemy tu wszyscy zginąć i nikt w Imperium nigdy nie dowie się, co się z nami stało. A nawet jeśli się stąd wydostaniemy, dowództwo Nory zamknie nas w ciemnym miejscu, z którego nie wyjdziemy do końca świata.
Przerwał, wpatrując się w twarz kobiety. Nawet nie mrugnęła.
— Długa ta moja przemowa, ale chodzi o to, że jedyną osobą zachowującą niezwykły spokój jesteś ty, moja droga „hrabianko”. — Drgnęła na to określenie i, o dziwo, zarumieniła się lekko. — Kazałem cię dyskretnie obserwować, Onelio Umbro. Przez wszystkie ostatnie dni. Ty też się boisz, ale… nie rozglądasz się na boki, nie podziwiasz nowych widoków, po prostu nie jesteś zaskoczona. Twój strach ma imię, czyli wiesz lub domyślasz się, gdzie jesteśmy. — Na chwilę umilkł, nie spuszczając wzroku z kobiety. — Borehed twierdzi, że to statek Nieśmiertelnej Floty. Podobno kiedyś, za czasów Wojen Bogów, ta Flota pływała po naszych morzach. Słyszałaś kiedyś tę nazwę? Wiesz, co ona znaczy?
— Tylko w bajkach. Legendach powtarzanych nocą. O statkach wielkich jak miasta, które popłyną, dokąd się zechce. O wolności… — Gestem objęła poharatany pokład, a jej twarz przybrała wyraz bolesnego rozczarowania. — Jeśli jednak tak ma wyglądać ta wolność… lepiej nie znać prawdy.
Na te słowa dowódca Szczurów aż się zatchnął. Kenneth założyłby się o cały swój żołd, że wcześniej Olag-hes-Brend wypytywał blondynkę, czy wie cokolwiek o tym statku, ale nie otrzymał odpowiedzi. Aż do teraz.
— Wiesz, co znajdziemy na rufie?
Zaprzeczyła ruchem głowy.
— Nie wiem. Ale w legendach powtarzanych nocą było miejsce nie tylko dla bogów, ale też dla innych potęg. — Wskazała rufę statku. — Jeśli się tam dostaniecie, to spotkacie pewnie jedną z nich.
Jej spojrzenie było dzikie i Kenneth zrozumiał, że ona balansuje nad przepaścią. Już raz to widział. Gdy szli przez Mrok, uciekła w głąb własnej głowy, tańcząc na krawędzi szaleństwa. Teraz też zbliżała się do tego stanu.
Postanowił nie naciskać. Fałszywa hrabianka zapewne i tak nie wiedziała więcej.
— Pilnuj jej, Szczurze. Za kwadrans wchodzimy na górę.
Velergorf stał kilkanaście kroków od kasztelu w otoczeniu strażników. Chyba tylko ci, którzy musieli pełnić wartę, trzymali się z daleka.
Wytatuowany dziesiętnik zdążył opróżnić swoją sakwę i właśnie rozkładał na deskach pokładu jej zawartość.
— Cały problem polega na tym — mówił, nie przerywając przeglądania kupki szpargałów, wśród których było między innymi krzesiwo, dwa noże, kłębek wędkarskiej linki i zapasowe onuce — że kotwiczka jest za lekka, by pociągnąć wysoko w górę tak długi kawał liny. Obserwowałem to z tyłu, tylko dwa razy udało wam się chłopcy osiągnąć szczyt. Zazwyczaj brakowało kilku stóp.