Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 120 121 122 123 124 125 126 127 128 ... 296
Перейти на страницу:

Nagle Rand pobladł niczym płótno.

– Egwene – powiedział. – Nie oszukasz mnie.

– Jak to?

Popatrzył na nią.

– To podróbka. Proszę, wszystko jest w porządku. Powiedz mi prawdę. Zrobiłaś kopię i wręczyłaś mi ją.

– Nic takiego nie zrobiłam – odrzekła.

– Och… Światłości. – Rand uniósł pieczęć. – To podróbka.

– Co? – Egwene wyrwała mu pieczęć z ręki i dotknęła jej. Nie wyczuła nic złego. – Skąd masz pewność?

– Sam je zrobiłem – odrzekł. – Znam swoje rzemiosło. To nie jest jedna z moich pieczęci. To jest… Światłości, ktoś je zabrał.

– Miałam je ze sobą cały czas od momentu, gdy mi je wręczyłeś! – powiedziała Egwene.

– Tak więc stało się to wcześniej. Nie pilnowałem ich szczególnie. On w jakiś sposób dowiedział się, gdzie je przechowywałem. – Wziął z rąk Egwene drugą pieczęć, potrząsając głową. – Ta także nie jest prawdziwa. – Wziął do ręki trzecią. – Ta również nie.

Spojrzał na Egwene.

– On je ma, Egwene. Skradł je. Czarny ma klucze do własnego więzienia.

Przez większą część swego życia Mat marzył, by ludzie nie patrzyli na niego tak często. Rzucali mu niezadowolone spojrzenia, gdy nieustająco sprawiał kłopoty – kłopoty, którym nie był winien – i spojrzenia pełne dezaprobaty, kiedy mijał ich, kompletnie niewinny, starając się ze wszystkich sił być miły.

Każdy chłopak czasem coś nabroił. Nie było w tym nic złego. Tego nawet oczekiwano. Dla Mata zaś normalne życie było trudniejsze niż dla innych chłopców. Bez żadnego ważnego powodu wszyscy pilnowali go szczególnie uważnie. Perrin mógł podkradać ciasteczka cały dzień, a ludzie uśmiechaliby się do niego, mierzwiąc jego włosy. Na Mata ruszyliby z miotłą.

Kiedy pojawiał się w miejscach, gdzie można było pograć w kości, przyciągał spojrzenia. Ludzie przyglądali mu się tak, jakby obserwowali oszusta – choć Mat nigdy nim nie był – albo z zazdrością w oczach. Tak, Mat zawsze sądził, że to, iż nikt cię nie obserwuje, jest wspaniałą sytuacją. Powodem do prawdziwego świętowania.

Teraz to osiągnął i czuł się chory.

– Możesz patrzeć na mnie – zaprotestował Mat. – Naprawdę. Do cholery, to jest w porządku!

– Moje oczy będą spuszczone – powiedziała służąca, kładąc belę materiału na mały, stojący przy oknie stolik.

– Twoje oczy już są spuszczone! Wpatrujesz się w tę cholerną podłogę, nieprawdaż? Chcę, byś podniosła wzrok.

Seanchanka kontynuowała swoją pracę. Miała jasną skórę i piegi pod oczami, co stanowiło całkiem ładny widok, choć w obecnych czasach Mat bardziej gustował w ciemniejszych odcieniach. Nie miałby nic przeciwko, gdyby ta dziewczyna przesłała mu uśmiech. Jak miałby rozmawiać z kobietą, nie próbując wywołać na jej twarzy uśmiechu?

Nadeszło kilku innych służących, niosących kolejne bele tkanin. Oni również mieli spuszczony wzrok. Mat mieszkał w komnatach, które najwyraźniej były „jego” komnatami. Było ich znacznie więcej, niżby kiedykolwiek potrzebował. Być może Talmanes i paru z Legionu mogłoby się tu wprowadzić i sprawić, by miejsce to nie było tak puste.

Mat przespacerował się ku oknu. Poniżej, w Mol Hara, trwały przygotowania armii. Miało to trwać dłużej, niż Mat pragnął. Galgan – spotkanie jego i Mata trwało krótko, ale i tak Mat mu nie ufał, niezależnie od tego, że Tuon twierdziła, iż jego skrytobójcy nie mieli zamiaru jej zabić – zbierał siły na granicach kraju, lecz zbyt powoli. Mat obawiał się, że podczas odwrotu utracą Równinę Almoth.

Cóż, zrobi lepiej, jeśli posłucha głosu rozsądku. Mat miał niewiele powodów, by lubić Galgana, a jeśli ten tak opóźniał się w działaniach…

– Wasza Wysokość? – odezwała się dziewczyna.

Mat odwrócił się, unosząc brew. Do komnaty weszło kilkanaście da’covale, niosąc ostatnie zwoje materiałów, a Mat poczuł, że się rumieni. Dziewczęta nie miały na sobie niemal nic, a to, co nosiły, było przezroczyste. Mógł popatrzeć, chociaż, może nie powinien? Ale co pomyślałaby o tym Tuon?

„Nie jestem jej własnością” – pomyślał Mat, zdeterminowany. „Nie będę siedział pod pantoflem”.

Piegowata służąca – była so’jhin, połowa jej głowy została ogolona – gestem wskazała na osobę, która weszła za da’covale. Była to kobieta w średnim wieku, z włosami związanymi w kok. Na jej głowie nie było śladu po goleniu. Była przysadzista, o figurze przypominającej dzwon. Kojarzyła się z babcią.

Nowo przybyła zlustrowała Mata. Wreszcie ktoś, kto mu się przygląda! Gdyby tylko jej spojrzenie nie przypominało spojrzenia kupca, który ogląda konie na targu.

– Czerń na jego nowe stanowisko – powiedziała kobieta, nagle klasnąwszy w ręce. – Zieleń dla jego dziedzictwa. Głęboki las, z umiarem. Niech ktoś przyniesie mi rozmaite opaski na oko i spali ten kapelusz.

– Co? – wykrzyknął Mat. Służący krążyli wokół niego, gmerając przy jego ubraniu. – Zaraz, poczekajcie. Co to ma być?

– Wasze nowe insygnia królewskie, Szacowny – powiedziała kobieta. – Jestem Nata i będę osobistą krawcową Waszej Wysokości.

– Nie wolno ci palić mojego kapelusza – rzekł Mat. – Spróbuj, a, do cholery, zobaczymy, czy umiesz latać z trzeciego piętra. Rozumiesz?

Kobieta zawahała się.

– Tak, Szacowny. Nie palcie tego odzienia. Zachowajcie je, na wypadek gdyby miało się przydać. – Wydawała się wątpić, by tak się miało stać.

Mat otworzył usta, by znowu się poskarżyć, lecz wtedy jedna ze służących otworzyła pudełko. Wewnątrz lśniły klejnoty. Rubiny, szmaragdy, krople ognia. Matowi zabrakło tchu.

W pudełku tkwiła fortuna!

Był tak zdumiony, że prawie nie zauważył, iż służące go rozbierają. Ściągnęły z niego koszulę i pozwolił im na to. Choć pozostał w szaliku, nie czuł się zawstydzony.

Rumieniec na policzkach nie miał nic wspólnego z faktem, iż zdjęto mu spodnie. Był po prostu olśniony klejnotami.

Jedna z młodych da’covale sięgnęła do bielizny Mata.

– Byłabyś całkiem miła, gdybyś mnie nie dotykała palcami – burknął.

Da’covale podniosła wzrok – miała szeroko otwarte oczy i pobladłą twarz. Natychmiast spuściła głowę, skłoniła się i wycofała. Mat nie należał do wstydliwych, ale ta akcja z bielizną to było stanowczo zbyt wiele.

Nata plasnęła językiem. Jej służący zaczęli przystrajać Mata w piękne materiały, czarne i ciemnozielone – tak ciemne, iż prawie czarne.

– Uszyjemy Waszej Wysokości ubranie na wyprawy wojenne oraz szaty dworskie, ubranie noszone w prywatnych komnatach i to, które będzie wkładane podczas publicznych wystąpień. To…

– Nie – odrzekł Mat. – Tylko wojskowe.

– Ale…

– Toczymy tę cholerną Ostatnią Bitwę, kobieto – rzekł Mat. – Jeśli ją przetrwamy, możesz mi uszyć cholerną świąteczną czapkę. Na razie prowadzimy wojnę i nie potrzebuję nic więcej.

Nata skinęła głową.

Mat niechętnie stał z rękami wyciągniętymi na boki, pozwalając, by przystrajano go w zwoje materiału i brano miarę. Jeśli miałby zgodzić się na nazywanie go „Szacownym” i „Jego Wysokością”, to przynajmniej niech go przystroją w odpowiedni sposób.

Szczerze mówiąc, był już znużony noszeniem swego starego odzienia. Seanchańska krawcowa lubiła ubrania zdobne w koronki, co napawało Mata zażenowaniem, ale nie miał zamiaru wprowadzać poprawek w jej pracy. Nie mógł przecież skarżyć się na każdy drobiazg. Nikt nie lubi narzekających ludzi, a już najmniej Mat.

Kiedy brano jego miarę, pojawił się służący ze szkatułką wyłożoną aksamitem, w której znajdowała się kolekcja przepasek na oko. Mat wahał się, zastanawiając, którą wybrać. Niektóre przepaski były ozdobione kamieniami szlachetnymi, na innych widniały wzory.

1 ... 120 121 122 123 124 125 126 127 128 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)