Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
— Niniejszym przedkładam Komnacie swoje pytanie — powiedziała donośnym, stanowczym głosem. — Kto poprze deklarację wojny przeciwko Elaidzie do Avriny a’Roihan?
I usiadła, strząsając płaszcz z ramion i pozwalając, by zsunął się na ławę. Stojąca obok niej Sheriam zdawała się całkiem chłodna i opanowana, jednak z jej gardła wydarł się cichy odgłos, niemalże przypominający pisk. Egwene miała nadzieję, że tylko ona go usłyszała.
Wstrząśnięte jej wypowiedzią kobiety na chwilę zastygły w bezruchu na swoich miejscach, wpatrzone w nią w zdumieniu. W zdumieniu być może nie tylko powodowanym treścią pytania, ale również tym, że w ogóle zostało zadane. Nikt nie zadawał pytań Komnacie, dopóki Zasiadające pierwej się nie wypowiedziały; stanowiły o tym wszelkie praktyczne powody, jak i moc tradycji.
W końcu odezwała się Lelaine.
— My nie wypowiadamy wojny pojedynczym ludziom — oświadczyła sucho. — Nawet takim zdrajczyniom jak Elaida. W każdym razie postuluję odłożyć twoje pytanie na później, dopóki nie uporamy się ze sprawami bardziej nie cierpiącymi zwłoki. — Zdążyła się ogarnąć od czasu jazdy powrotnej; rysy twarzy można było teraz określić zaledwie jako twarde, nie przywodziły już na myśl szalejącej burzy z piorunami. Otrzepawszy swe spódnice z niebieskimi wstawkami, jakby chcąc oczyścić je z okruchów wspomnień o Elaidzie... albo może myślała o zachowaniu Egwene... przeniosła uwagę na inne Zasiadające. — Cel, jaki nas tu sprowadza tej nocy, jest... Chciałam rzec prosty, ale on nie jest prosty. Otworzyć księgę nowicjuszek? Obsiadłyby nas jakieś babcie, które wrzaskliwie domagałyby się poddania ich sprawdzianom. Przez cały miesiąc nie ruszać się z miejsca? Nie muszę tu chyba wymieniać całej listy potencjalnych problemów, którą otwiera konieczność wydania co najmniej połowy złota, bez równoczesnego pokonania bodaj kroku na drodze dzielącej nas od Tar Valon. Jeśli zaś chodzi o nienaruszalność terytorium Andoru...
— Lelaine, moja podszyta strachem siostra, zapomniała, kto tu ma prawo przemawiać w pierwszej kolejności — przerwała jej gładko Romanda. Uśmiechała się w taki sposób, że w porównaniu z nią twarz tamtej wydawała się nieprzyzwoicie wesoła. I nie spieszyła się, kiedy pieczołowicie poprawiała szaclass="underline" uosobienie kobiety, która ma do dyspozycji cały czas świata. — Pragnę przedłożyć Komnacie dwa pytania, przy czym tym drugim odpowiem na troski Lelaine. Jest to niewygodne dla niej, ale moje pierwsze pytanie dotyczy zdolności Lelaine do dalszego bycia Zasiadającą Komnaty. — Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, lecz ani odrobinę cieplej. Lelaine usiadła powoli, nie ukrywając chmurnego grymasu.
— Sprawy wojny nie wolno odkładać na później — oświadczyła Egwene donośnym głosem. — Trzeba ją omówić zawczasu, zanim przystąpimy do rozwiązywania innych problemów. Tak dyktuje prawo.
Zasiadające wymieniły ukradkowe, pytające spojrzenia.
— Czy tak jest? — spytała w końcu Janya. Mrużąc oczy w namyśle, obróciła się na ławie, by zwrócić się do siedzącej obok niej kobiety. — Takima, ty pamiętasz dokładnie wszystkie swoje lektury, a ja z całą pewnością przypominam sobie, jak twierdziłaś, że czytałaś Prawo Wojny. Czy taka właśnie jest jego wykładnia?
Egwene wstrzymała oddech. W ciągu ostatniego tysiąclecia Biała Wieża posyłała żołnierzy na niezliczoną liczbę wojen, ale zawsze czyniła to wyłącznie w odpowiedzi na prośbę o pomoc wystosowaną przez co najmniej dwa trony i za każdym razem była to wojna tychże tronów, a nie Wieży. Ostatnim przeciwnikiem, któremu Wieża istotnie wypowiedziała wojnę, był Artur Hawkwing. Siuan twierdziła, że obecnie jedynie garstka bibliotekarzy nie tylko pamiętała o istnieniu jakiegoś Prawa Wojny, ale wiedziała o nim coś więcej.
Niska Takima, z długimi ciemnymi włosami sięgającymi do pasa i cerą barwy postarzałej kości słoniowej, często przywodziła na myśl ptaka, gdy tak przekrzywiała głowę w zamyśleniu. Teraz zaś wyglądała jak ptak, próbujący poderwać się do lotu, bo wierciła się niespokojnie, poprawiała szal i niepotrzebnie poprawiała na głowie czepek z pereł oraz szafirów.
— Dokładnie tak — odparła w końcu i zacisnęła usta.
Egwene poczuła, że znowu może oddychać:
— Wychodzi na to, że Siuan Sanche dobrze cię szkoli, Matko — stwierdziła zaczepnym tonem Romanda. — Jakie masz argumenty za wypowiedzeniem wojny? Wojny przeciwko kobiecie. — Powiedziała to takim tonem, jakby domagała się usunięcia z jej drogi jakiejś odrażającej istoty, po czym usiadła w sposób dający do zrozumienia, że zamierza czekać, póki to coś samo odejdzie.
Egwene tylko łaskawie skinęła głową i wstała. Zimno, stanowczo popatrzyła kolejno w oczy każdej Zasiadającej. Takima unikała jej wzroku.
— Grozi nam konfrontacja z armią dowodzoną przez ludzi, którzy wątpią w prawomocność naszych roszczeń. Gdyby było inaczej, ich armia nie pojawiłaby się tutaj. — Pierwotnie Egwene chciała wygłosić swe przemówienie z pasją, jakby dawała spontaniczny upust swym emocjom, ale Siuan doradziła jej absolutny chłód i ostatecznie musiała się z nią zgodzić. Powinny zobaczyć kobietę, która panuje nad sobą, nie młodą dziewczynę, kierującą się sercem. A jednak jej słowa płynęły prosto z serca. — Arathelle zapewniała, że nie chce się wplątywać do spraw Aes Sedai, słyszałyście to na własne uszy. A mimo to postanowili wprowadzić armię na terytorium Murandy i stanąć nam na drodze. Kwestionują bowiem to, kim jesteśmy, i to, do czego zmierzamy. Czy waszym zdaniem naprawdę wierzą, że jesteście Zasiadającymi? — Malind, obdarzona krągłą twarzą i zapalczywym okiem, poprawiła się na ławie i zrobiła to też Salita, która gwałtownie skubała swój szal z żółtymi frędzlami, jednocześnie nie zdradzając żadnych uczuć śniadą twarzą. Berana, kolejna Zasiadająca wybrana w Salidarze, zmarszczyła czoło w zamyśleniu. Egwene nie wspomniała o reakcji, jaką sama wzbudziła jako Amyrlin; nie zamierzała im przypominać, jeśli same na to nie wpadły.
— Przedstawiałyśmy listę zbrodni Elaidy niezliczonej liczbie arystokratów — mówiła dalej. — Przekonywałyśmy, że zamierzamy ją obalić. A mimo to mają wątpliwości. Myślą, że może... że być może... jesteśmy tymi, za które się podajemy. Ale równie prawdopodobne wydaje im się, że nasze słowa kryją w sobie podstęp. Że jesteśmy zaufanymi Elaidy, które knują jakiś wymyślny spisek. Ludziom, którzy mają wątpliwości, często błądzą. To z powodu wątpliwości Pelivar i Arathelle mieli czelność stanąć przed Aes Sedai i powiedzieć: „Nie wolno wam jechać dalej”. Kto jeszcze stanie nam na drodze albo wtrąci się do naszych poczynań, bo jest czegoś niepewny i dlatego błądzi? Pozostaje już tylko jeden sposób na to, by rozwiać ich wątpliwości, wszystkie inne bowiem już wykorzystałyśmy. Wypowiedzmy wojnę Elaidzie i wtedy wszystko będzie jasne. Nie twierdzę, że Arathelle, Pelivar i Aemlyn odmaszerują, gdy tylko to zrobimy, ale przynajmniej i oni, i wszyscy inni będą wiedzieli, kim jesteśmy. Nikt już się nie odważy okazywać zwątpienia tak otwarcie, gdy powiecie, że jesteście Komnatą Wieży. Nikt się nie odważy stawać nam na drodze, mieszać się do spraw Wieży powodowany niepewnością i niewiedzą. Podeszłyśmy do drzwi i położyłyśmy ręce na ryglu. Jeśli boicie się przestąpić próg, to w takim razie nie róbcie już nic więcej, tylko poproście resztę świata, by uwierzyła, że nie jesteście nikim innym jak tylko kukiełkami Elaidy.
Usiadła, zdziwiona, że czuje w sobie taki spokój. Wśród sióstr zgromadzonych wokół pawilonu, za dwoma rzędami Zasiadających, zapanowało poruszenie. Wyobrażała sobie te pomruki podniecenia, całkowicie wygłuszone zabezpieczeniem utkanym przez Aledrin. Żeby teraz tylko Takima zechciała milczeć przez dostatecznie długą chwilę.